Dodaj do ulubionych

Społeczny nacisk na porody rodzinne...

05.01.04, 01:49
Zauważyłam ostatnio ogromną presję społeczną na porody rodzinne. Nawet
lekarze i położne wydają się nie uznawać innego porodu...
Podobną presję obserwuję czytając wątki na forum - kobiety dzielące się
swoimi wątpliwościami dotyczącymi wspólnego porodu z partnerem są od razu
krytykowane, a ich mężczyźni nazywani nieodpowiedzialnymi... Bo poród
rodzinny ma przeciez same dobre strony, a mężczyzna który nie chce rodzic z
żoną jest niedojrzały i niodpowiedziny!!!
Ja nie krytykuje porodów rodzinnych, ale uważam, ze każdy ma prawo do
własnego wyboru i w tak intymnym momencie nie ma rozwiązań równie idealnych
dla wszystkich. Niektórzy (w tej grupie są i kobiety i meżczyzni)
zdecydowanie odrzucają poród rodzinny. Ja również nie akceptuję takiego
rozwiązania (myśle oczywiscie o swoim przyszłym porodzie, a nie o samej
idei). Jestem kobietą nowoczesną, w pełni niezależną, w życiu zawodowym
śmiało konkuruje z meżczyznami, ale w kwestii porodu i macierzyństwa moje
poglądy są konserwatywne i poród z partnerem nie mieści się w moim
światopoglądzie. Porody rodzinne są moim zdaniem swego rodzaju modą z którą
ja osobieście się nie zgadzam. Ale nie znaczy to, że zamierzam kogolowiek
zniechęcać do porodu rodzinnego. Przeciwnie - jestem głęboko przekonana, że
dla wielu osob moze to być wspaniałym przeżyciem i jezeli tylko żadne z
partnerów nie ma ku temu oporów, warto z tej opcji skorzystać!
Dlaczego więc niektórzy zwolennicy porodów rodzinnych uważają, ze Ci co nie
chcą rodzić razem są jacyś trędowaci? Dlaczego panuje przekonanie, że trzeba
ich na siłę "nawrócić"??? Dlaczego gdy mówię, ze będę rodzić sama słyszę
słowa współczucia i pocieszenia??? Nie potrafię tego zrozumieć...
Dlaczego jednoosobowe sale porodowe są w większości szpitali dostępne
wyłącznie dla "rodzących wspólnie"? Przeciez jeżeli kobieta chce pozostać
sama w takiej chwili to wcale nie oznacza, że ma ochotę rodzić na sali
ogólnej!!!
Moja koleżanka, która kilka dni temu urodziła fantastycznego, zdrowego
chłopczyka nawet już w trakcie zaawansowanej akcji porodowej kilkakrotnie
była pytana o to czy nie poprosić tatusia dziecka... Położna była wyraźnie
zdegustowana jej odmową...
Obecnie jestem w I trymestrze ciąży, ale już zaczynam odczuwać swego rodzaju
presję. Dla mnie i mojego partnera od początku było oczywiste, ze będę
rodziła sama (oczwiscie jezeli będę rodziła naturalnie, bo jeszcze nie
wiadomo, czy nie będzie to cc) i oczekuję akceptacji wybranego przeze mnie
rozwiązania przez personel medyczny (bo otoczenie to niech sobie mówi co
chcesmile. Czy to zbyt wygórowane wymagania? Czy w Warszawie są szpitale
przyjazne dla tych rodzących "tradycyjnie"????

S.
Obserwuj wątek
    • renka14 Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 05.01.04, 07:32
      nie zauważyłam dotąd żeby panował jakiś wielki społeczny nacisk wokół mnie na
      poród rodzinny. Ale przy tym, że ty masz sporo racji, że każda rodząca powinna
      mieć tu absolutnie nieskrępowaną wolę, musisz zauważyć, że tu nie chodzi tylko
      o partnera, chodzi po prostu o osobę towarzyszącą w porodzie, jeśli nie tatusia
      dziecka to mamę, siostrę, przyjaciółkę, kogokolwiek zaufanego i życzliwego.
      ja rodziłam sama poprzednie dziecko, poród wspominam bardzo dobrze, życzliwość
      od salowej i praktykantek po położne i lekarzy, ale brakowało tego kogoś -
      takiego stróża za plecami, który podtrzyma to całe rozstrzęsione, obolałe,
      czasem znudzone jestestwo, któremu się chce pić i wymiotować na przemian i
      które po prostu nie ma siły pilnować czy cały personel stoi na wysokości
      zadania.
      Teraz, rodząc drugi raz chcę mieć męża przy sobie, naciskam na to. Jestem
      jednak za tym, żebyśmy miały wybór. Ja tak wybrałam za pierwszym razem, a tak
      chcę wybrać za drugim i już.
    • jola.wie Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 05.01.04, 08:16
      Cześć,
      nie czuję nacisku społecznego, ale instynktownie mam pewne obawy związane
      z "innym" podejściem do rodzących samotniesmile)))
      Pierwsze dziecko rodziłam sama, chociaż bardzo chciałam wspólnie z mężem, ale
      nie wpuścili go na salę (mimo, że jest lekarzem). Drugie rodziliśmy wspólnie, a
      właściwie on rodził, bo ja byłam pod narkozą smile))), właściwie nic śmiesznego,
      cesarka ratująca życie dziecka, udało się wszystko pięknie, mąż (jako lekarz)
      został wpuszczony na salę operacyjną dzięki znajomej lekarce, która cesarkę
      wykonywała. I chwała Bogu, że był, przynajmniej jeden rodzic był świadomy smile)
      A z trzecim (koniec maja) zrobię tak: najbardziej zależy mi na tym, żeby rodzić
      w komfortowych warunkach, w pojedynczej sali, więc zabieram męża do szpitala,
      bo najbardziej irytuje mnie ta wieczna przepytywanka z danych osobowych,
      peselów i innych, więc będzie tych informacji udzielał, bo kobieta w akcji
      porodowej nie ma do tego głowy, poza tym będzie kimś kto w razie czego będzie
      walczył o moje prawa, ale przy samym porodzie nie chcę go mieć (choć biorę pod
      uwagę także, że mogę zmienić zdanie). Chcę rodzić sama. Przemyśliwuję także,
      czy nie "załatwić" sobie jakiejś fajnej położnej jako osoby towarzyszącej,
      alias "przyjaciółki". Sprytne, co? smile))
      pozdrawiam
      (ródź jak chcesz! i nie daj się, a czy faceci są odpowiedzialni, czy
      nieodpowiedzialni, to już zupełnie inna historia....)
      jola
      • agaa5 Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 05.01.04, 11:31
        Witaj. Też jestem skrajnie nowoczesna uważam, że każdy ma prawo żyć tak jak
        chce. W temacie porodu zdecydowałam się na rodzinny (nie kierując się modą)z
        podobnych powodów jak poprzedniczki. Po pierwsze liczę, że bliskośc męża powoli
        mi przetrwać psychicznie i fiycznie ten porodowy koszmar (tak samo jak bliskość
        matki, siostry, przyjaciółki itp). Gdy trzeba będzie bliska osoba potrzyma za
        rękę, zrobi masaż i pomoże choćby przejść do łazienki. No i będzie moimi uszami
        i głową. Wiadomo w jakim stanie są rodzące a w końcu ktoś musi przytomnie
        odpowiadać na pytania, nalegać na znieczulenie a może i wykłócać się o należne
        świadczenia.
        Pisząc o obecności mam na myśli tylko I fazę porodu, która może trwac
        kilkanaście godzin podaja średnio 14...). W II fazie chciałabym mężowi
        oszczędzić widoków.
        To tyle.
        Pozdrawiam Aga

      • martynka30 Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 05.01.04, 11:37
        Ja sama się wypowiadałam w wątku dotyczącym porodów rodzinnych (za). Ale nie
        wydaje mi się, żeby argumenty za, były jednoznaczne z presją na kobiety, które
        chcą rodzić bez mężów. Owszem była wypowiedź mówiąca o niedojrzałości
        mężczyzn, ale chodziło o sytuację, w ktorej kobieta bardzo potrzebowała
        obecności męża, a ten nie chciał. I to zostałe nazwane niedojrzałością, a nie
        sam stosunek do porodu rodzinnego. Oczywiście, że masz prawo chcieć urodzić
        sama. Ja tej presji przyznam nie widzę, we wszystkich wypowiedziach w
        gazetach, książkach, szkole rodzenia zawsze pada, że to jest indywidualna
        decyzja, i nie ma co się decydować na poród z mężem jak ma się wątpliwości.

        A do innego podejścia do rodzących samotnie to ja w części się z tym zgadzam
        sad((. Rzeczywiście niektóre położne, niektórzy lekarze inaczej traktują Cię
        gdy ktoś im patrzy na ręcesad Nie chcę tu łatwych uogólnień, ale to niestety
        fakt. Tylko, że ta druga osoba to może być przecieć mama lub przyjaciółka.
        Problem też załatwia dobra, życzliwa położna. Pozdrawiam

    • agmar3 Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 05.01.04, 11:53
      Zgadzam się, istnieje moda na porody rodzinne. Sama go przeżyłam. Nie dlatego,
      że są takie tendencje, lecz chciałam czuć się bezpieczniej a mój mąż potrafi mi
      to dać. Gdy decydowaliśmy się na taki poród starałam się nie sugerować mu moich
      preferencji. Powiedziałam tylko, że ja nie mam nic przeciwko. I tak doszedł do
      tego, że chce być przy porodzie. Pytam go czy zrobiłby to drugi raz. Mówi, że
      nie. Bardzo przeżył tę moją męczarnię /17 h na sali porodowej/. Poleciłby
      innym, cieszy się, że widział pierwsze momenty syna na świecie. Dużo o tym
      rozmawiamy, we mnie wygasa uczucie bólu porodowego a on pamięta i nie chce
      więcej dzieci właśnie dlatego, że był. I to jest głos prxeciwko.
      Powodzenia
      • mopek1 Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 05.01.04, 12:06
        Zgadzam się z Tobą absolutnie! Chociaż będę rodzic z mężem, uważam, że jest
        presja i jest ona nie do końca zdrowa! Mój mąż jest lekarzem, ale ma pewne
        obawy i ustaliliśmy, że będzie stał przy mojej głowie tyłem „do akcji” i
        wyjdzie kiedy tylko będzie chciał! Nie wyobrażam sobie jaki stres przeżywa
        facet, który nie jest „z branży”! Wiadomo, że jak kocha to się poświęci i nie
        odmówi, ale uważam, że presja społeczeństwa jest ogromna i może zrobić
        spustoszenie w umyśle porządnego, kochającego, wspierającego faceta, który po
        prostu nie ma ochoty być przy porodzie!
        A co do „przynajmniej jednego świadomego” rodzica na sali operacyjnej w trakcie
        cesarki – to mam spore wątpliwości co do faktu czy nawet lekarz potrafi w
        sytuacji, gdy chodzi o jego własną żonę i dziecko, zachować przytomność
        umysłu smile

        • adzia_a Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 05.01.04, 12:20
          Też zauważyłam tę presję - przy pierwszym dziecku, którego prawie do końca
          ciąży nie chcieliśmy "rodzić" wspólnie. Oj, dziwnie się na nas patrzono...a my
          po prostu dojrzewalismy do tej mysli i w końcu dojrzeliśmy. Nie żałujemy,
          najlepszy dowód, że mąż był także przy narodzinach drugiej córeczki smile

          Ale sama widzę, że małżeństwa nie wybierające się razem na porodówkę czują w
          obowiązku tłumaczyć się dlaczego nie chcą - czyli coś jest na rzeczy. Podobnie
          zresztą, jak my tłumaczylismy się przez osiem miesięcy, czemu to nie chcemy
          znać płci drugiego dziecka wink ale to już inny temat.
        • jola.wie Do Mopka 06.01.04, 08:44
          To z tym "jednym świadomym rodzicem na sali operacyjnej" było powiedziane
          żartobliwie, nikt nie działał pod żadną presją, mąż (podobno) zniósł to
          dzielnie smile)), wiem jedno: zyskałam w jego oczach status heroiny (bohaterki).
          I myślę, że tak dzieje się w każdym przypadku, kiedy mąż obecny jest przy
          porodzie (przed chwilą przeczytałam parę wypowiedzi w innym wątku), wie, co
          oznacza dotąd puste dla niego stwierdzenie "urodzić dziecko". Mnie osobiście
          razi określenie typu: "urodziło się im dziecko". Samo się urodziło? Otóż
          właśnie nie! Żona męża obecnego przy porodzie zyskuje bezgraniczny szacunek
          męża oglądającego na własne oczy jej trud i poświęcenie. Chociaż czasem może to
          się skończyć skrajnie, tak jak u uczestniczki innego wątku, gdzie mąż nie chce
          mieć więcej dzieci właśnie ze względu na mękę żony, nie chce do niej więcej
          douścić. Myślę, że coś jest w popularnym stwierdzeniu, że żaden facet nie
          przeżyłby porodu smile))) jak myślicie?
          pozdrawiam
          jola
          • mopek1 Re: Do Mopka 06.01.04, 12:39
            No mój na pewno by nie przeżył smile)))))))
            Zgadzam się z Tobą, mam znajomych którzy rodzili „razem” 2 x i jak o tym
            opowiadają to on ma w oczach bezgraniczny zachwyt, podziw, uwielbienie dla niej–
            nie wiem nawet jak to nazwać?
            Ale jestem w stanie zrozumieć facetów, którzy nie chcą i wcale nie uważam, że
            są gorsi. Poza tym czytałam kiedyś artykuł Lwa Starowicza w którym przytaczał
            przypadki niezwykle brzemienne w skutki dla dalszego pożycia pary. Po prostu
            tak jak ze wszystkim – nie dla każdego poród rodzinny smile

            • kasiacs Re: Do Mopka 06.01.04, 13:41
              Argument wez faceta bedzie Cie szanowal i zachwycal sie jaka to nie jestes
              dzielna i czego to nie musialas zniesc kompletnie do mnie nie przemawia. Moj
              maz mnie szanuje wie ze dzielna nie jestem i gdyby bylo inne wyjscie chetnie
              bym sie zzekla porodu smile wyobraznie tez ma i wie ze porod to nie tylko cud
              narodzin i ze dziecko samo na swiat nie przyjdzie. Nic mi nie pomoze
              swiadomosc ze on zobaczy jak cierpie (tak jakbym chciala mu powiedziec -
              Zobacz co mi zrobiles....) to nie jest najwazniejsze to jest margines jedyna
              droga do innych wielkich radosci (i trosk) jakie pozniej nastapia i ktore
              bedziemy przezywac razem. Porod to mus, mus kobiety niestety, potem zaczynaja
              sie cuda smile a o porodzie mam nadzieje szybko zapomne, wiec po co mojemu mezowi
              ma sie snic po nocach.
              Kasia 18 tc
    • kasiacs Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 05.01.04, 13:05
      Zgadzam sie w 100%. Nacisk jest i kazdy przeciwny porodom rodzinnym go
      odczuwa. Chocby wspomniany wyzej watek o porodach rodzinnych poruszony jakis
      czas temu na tym forum: Ktokolwiek mial watpliwosci na ten temat byl
      krytykowany mimo ze sam nie krytykowal tych ktorzy byli za... bo niby
      nieodpowiedzialny mezczyzna ktory sie nie troszczy o zone i dziecko nie chce
      im pomoc itp.
      Czemu nie wolno miec odmiennego zdania?
      Czemu moj maz czuly i kochajacy nie moze nie chciec uczestniczyc w porodzie,
      bo zaraz zostanie posadzony o to ze mnie porzuci kiedy bede chora?
      Czemu ja nie moge czuc sie silniejsza w samotnosci bez podejrzen ze jestem
      egoistka ktora nie chce dzielic sie tymi pieknymi chwilami ze swoim mezem?

      Niech moj maz udowodni jaki jest czuly i kochajacy kiedy nasza pociecha bedzie
      juz na swiecie i kiedy bedzie od nas wymagala prawdziwych poswiecen a porod...
      moze wezme ze soba polozna a moze nie, moze wezme znieczulenie a moze nie
      jakos to bedzie wiem ze sama lepiej sie zmobilizuje i urodze tak jak miliardy
      innych kobiet rodzi od wiekow smile

      Pozdrawiam
      Kasia 18 tc
      • jola.wie Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 06.01.04, 08:53
        Wyobrażacie sobie, co musi czuć facet pod presją uczestniczenia w porodzie,
        który wie, że zamiast stanowić podporę dla rodzącej żony straci przytomność na
        widok oprzyrządowania sali i nie będzie nawet czekał na widok krwi? smile)) Męska
        osobowość zabarwiona macho-chizmem (a każda jest, przyznajcie) BOI się jak
        ognia blamażu i sprawienia komuś zawodu (to drugie dla tych bardziej
        wtajemniczonych). Jeżeli facet zdaje sobie sprawę, że nie dosyć, że nie
        wesprze, to jeszcze będzie sprawiał kłopoty, a przy okazji się zblamuje, czyli,
        ze to wszystko zwyczajnie go przerasta, to fakt, że odmawia udziału jest
        dowodem jego odpowiedzialności, a nie wręcz przeciwnie!
        jola
    • kasik8 Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 06.01.04, 10:42
      A ja mam nieco inne doswiadczenia opinii na temat porodow rodzinnych. Kiedy
      zakomunikowalismy rodzinie, ze chcemy rodzic razem..tesciowa i moja mam
      zrobily krzywe miny. Zreszta siostra tez. "ALe jak to facet na porodowce? To
      przeciez nie dla niego miejsce! On taki wrazliwy..po co chcesz mu zrobic
      KRZYWDE?" Bylam zdziwiona. Ja meza nie namawialam..to on sie zdecydowal. Nie
      mowie ze sie nie boi. Sam to przyznaje..ma slabosc do widoku krwi..(pewnie jak
      kaxdy facet).ALe chce byc przy mnie i walczyc ze mna..z personelem. Mysle ze
      nie nalezy mowic ze jest nagonka na kobety rodzace same. Mysle ze nie nalezy
      krytykowac zadnej decyzji o ile jest wspolna sa nie wymuszona..nie popieram
      zadnej presji. Oczywiscie mezczyzna jest takim gestem w stanie pokazac nam
      swoja odpowiedzialnosc..jakby na to nie patrzec! nie znaczy to ze inny tego
      nie pokarzy w inny sposob niz porod.
      Ja biore tylko pod uwage to ze raz rodzilam sama.. chcialam tez zobaczyc jak
      to jest..co wtedy mozna przezyc, zobaczyc i ciesze sie ze bylam sama. Wiem
      jednak ze czulam sie wtedy bardzo samotna. Sama przezywalam cod narodzin i
      bol. Niestety podczas porodu nikt Ci nie pomoze..ani polozna, ani nawet
      maz..ale sama obecnosc przy fajnie zrzytym malzenstwie jest super. Zreszta w
      takich malzenstwach nie ma tematow tabu ..wiec nawet nie ma rozmow na temat
      isc czy nie isc z kims pomoc. Ja bym tez z nim poszla gdyby sytuacja tego
      wymagala..nie wyobrazam sobie jak mogloby byc innaczej. Taka juz jestem i taki
      jest moj maz i to nasza sprawa indywidualna.
      Sprawy papierkowe w szpitalu jak pisala emama wczesniej tez sa wazne. Maz to
      jest w stanie za nas zalatwic, kiedy my zupelnie sie do tego nie nadajemy. Po
      za tym kwestia godnosc i traktowania w szpitalu..ja trakrowanie mialam za
      peirwszym razem nie na miejscu...wciskali mi pozniej ze sobie wiele rzeczy
      zmyslilam. No coz ich bylo kilku (lekarzy) a ja jedna "rozchisteryzowana"...
      mysle ze jak jest ktos bliski to nie posowaja sie do takiego chamstwa..choc
      kto wie? przynajmniej nie wmowia mi ze sobie cos zmyslilam.
      Sale mialam nie tyle co pojedyncza ale lezalam sama..jakgdyby w osobnym
      boksie..wygladalo to jak pokoj. Tylko ze wtedy wogle nie bylo tutaj gdzie
      mieszkam w tym szpitslu sali do porodu rodzinnego (byla w budowie)..wiec nie
      odczulam roznicy pomieszczen. Ale tak byc nie powinno. Ze mamy maja ladniejsze
      sale kiedy rodza z osoba towarzyszaca a "samotne" nie.
      Pozdrawiam Kasik
      • martynka30 Re: Społeczny nacisk na porody rodzinne... 06.01.04, 12:16
        Każdy ma prawo wybrać poród w takich warunkach jak sobie życzy!

        Ale argument, że facet może stracić przytomność na widok oprzyrządowania sali
        porodowej... hmmm... sądzę, że aż tak słabi to oni nie sąsmile.

        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka