Zauważyłam ostatnio ogromną presję społeczną na porody rodzinne. Nawet
lekarze i położne wydają się nie uznawać innego porodu...
Podobną presję obserwuję czytając wątki na forum - kobiety dzielące się
swoimi wątpliwościami dotyczącymi wspólnego porodu z partnerem są od razu
krytykowane, a ich mężczyźni nazywani nieodpowiedzialnymi... Bo poród
rodzinny ma przeciez same dobre strony, a mężczyzna który nie chce rodzic z
żoną jest niedojrzały i niodpowiedziny!!!
Ja nie krytykuje porodów rodzinnych, ale uważam, ze każdy ma prawo do
własnego wyboru i w tak intymnym momencie nie ma rozwiązań równie idealnych
dla wszystkich. Niektórzy (w tej grupie są i kobiety i meżczyzni)
zdecydowanie odrzucają poród rodzinny. Ja również nie akceptuję takiego
rozwiązania (myśle oczywiscie o swoim przyszłym porodzie, a nie o samej
idei). Jestem kobietą nowoczesną, w pełni niezależną, w życiu zawodowym
śmiało konkuruje z meżczyznami, ale w kwestii porodu i macierzyństwa moje
poglądy są konserwatywne i poród z partnerem nie mieści się w moim
światopoglądzie. Porody rodzinne są moim zdaniem swego rodzaju modą z którą
ja osobieście się nie zgadzam. Ale nie znaczy to, że zamierzam kogolowiek
zniechęcać do porodu rodzinnego. Przeciwnie - jestem głęboko przekonana, że
dla wielu osob moze to być wspaniałym przeżyciem i jezeli tylko żadne z
partnerów nie ma ku temu oporów, warto z tej opcji skorzystać!
Dlaczego więc niektórzy zwolennicy porodów rodzinnych uważają, ze Ci co nie
chcą rodzić razem są jacyś trędowaci? Dlaczego panuje przekonanie, że trzeba
ich na siłę "nawrócić"??? Dlaczego gdy mówię, ze będę rodzić sama słyszę
słowa współczucia i pocieszenia??? Nie potrafię tego zrozumieć...
Dlaczego jednoosobowe sale porodowe są w większości szpitali dostępne
wyłącznie dla "rodzących wspólnie"? Przeciez jeżeli kobieta chce pozostać
sama w takiej chwili to wcale nie oznacza, że ma ochotę rodzić na sali
ogólnej!!!
Moja koleżanka, która kilka dni temu urodziła fantastycznego, zdrowego
chłopczyka nawet już w trakcie zaawansowanej akcji porodowej kilkakrotnie
była pytana o to czy nie poprosić tatusia dziecka... Położna była wyraźnie
zdegustowana jej odmową...
Obecnie jestem w I trymestrze ciąży, ale już zaczynam odczuwać swego rodzaju
presję. Dla mnie i mojego partnera od początku było oczywiste, ze będę
rodziła sama (oczwiscie jezeli będę rodziła naturalnie, bo jeszcze nie
wiadomo, czy nie będzie to cc) i oczekuję akceptacji wybranego przeze mnie
rozwiązania przez personel medyczny (bo otoczenie to niech sobie mówi co
chce

. Czy to zbyt wygórowane wymagania? Czy w Warszawie są szpitale
przyjazne dla tych rodzących "tradycyjnie"????
S.