slodka_niewinna
08.02.10, 13:17
To będzie opinia o dwóch szpitalach w Białymstoku.
Na początek szpital na Warszawskiej ja rodziłam w 2005 roku a moja
przyjaciółka w październiku 2009r.
Co do budynku, sal i porodówki nie można mieć zastrzeżeń. Porodówka
jednoosobowa w tych czasach to już raczej podstawa. Za to sale 2
osobowe z toaletą to już coś. Ale przy obecnym przyroście raczej
ciężko trafić na taką. Moja koleżanka leżała na 4 osobowej sali z
pierworódkami a toaleta była na korytarzu. Nie sprawia to jednak
wielkiego problemu.
Na porodówce położne i lekarze to jakaś kpina. Według nich każda
rodząca powinna umieć przeć (???) i mieć skrajnie wysoki poziom bólu.
Jak poprosisz o znieczulenie to jak już się ruszy żeby zawołać
anestezjologa to już jest za późno.
Jako najmilsze i najżyczliwsze były salowe(????) a to już raczej
problem. Położne na zadawane pytania chrząkały coś pod nosem, albo
mówiły że musi sama się nauczyć bo w domu przecież jej nikt nie
pomoże. Nie instruowały świeżo upieczonych pierworódek co i jak teraz
mają zrobić. Moja koleżanka pokazywała na swoim dziecku jak się
przewija, karmi itp itd.
Szpital kliniczny PSK:
Ja rodziłam w lipcu 2009.
Porodówka to po prostu cudo. Cztery sale dla rodzących z łóżkami jak
samoloty sterowane przyciskami, lekarz zaglądał co chwile a i położne
zaglądały z uśmiechem na ustach zagadywały czy wszystko w porządku.
Na porodówce byłam trzy razy gdyż miałam poród wywoływany. Za każdym
razem były tak samo miłe. Gdy już zaczęłam rodzić poprosiłam o
znieczulenie i zaraz pojawiła się pani anestezjolog. Dostałam
podtwardówkowe bez żadnych błagań i opłat. Na chwile zanim zaczęły
się parte skurcze pani wyjaśniła mi i pokazała "na sucho" jak to jest
przeć. Faza 2 porodu dzięki temu trwała niecałe 10 minut a nie jak za
pierwszym razem (2005) 30 minut. Położna położyła mi dziecko na
piersi, nałożyła obrączkę oraz pokazała wszystkie wybroczyny.
Na sale trafiłam po jakichś 30 minutach. A mój mały skarb po 3
godzinach dzięki czemu zdążyłam odpocząć i wziąć prysznic. Sala była
pięcioosobowa a toaleta na korytarzu. Za to pielęgniarki i położne
miłe i pomocne w każdej chwili. Przychodziły pokazywały jak się
karmi, przewija, ubiera, kąpie, nosi itp itd. Nawet uczyły
podstawowej reanimacji. Jak matka była zmęczona a dziecko płakało to
zabierały i odwoziły śpiącego maluszka.
Pierwsze dziecko rodziłam na warszawskiej i drugie też miałam tam
rodzić. Cieszę się że los pchnął mnie d PSK.