izia30
26.01.05, 11:44
swoją córeczkę urodziłam w czerwcu 2003. przeżycia ze szpitala opisałam w
"wybierz mniejsze zło". zastanawiam się jaka jest przyczyna takiego pędu
młodych przyszłych mam do znieczuleń, cesarek na życzenie, jednoosobowych sal
poporodowych. u mnie prawdziwe bolesne bóle zaczęły się w nocy z poniedziałku
na wtorek, a we wtorek o 14.20 mała była już na świecie. jak widzicie trochę
to trwało. przezyłam masaż szyjki macicy (boli jak jasna cholera) i kilka razy
badanie lekarza w czasie skurczu (boli jeszcze bardziej). jestem osobą, dla
której ból jest najgorszą karą. moi znajomi zastanawiali się jak ja to dziecko
urodzę. aż dziw mnie bierze ale ani razu nie pomyślałam o znieczuleniu. po
prostu wiedziałam, że to się kiedyś skończy,a znieczulenie tylko sprawę
przedłuzy, no i bałam się ewentualnych komplikacji. myśl o cesarce nawet mi
nie zaświtała przez całą ciążę. Brrrrrrr... jak sobie pomyślę, że potem nie
można się ruszyć, wszystko boli, szew ciągnie, a laktacji prawie nie ma.
ciągnie się to nie wiem jak długo, kwitniesz w tym szpitalu jak głupia, a przy
dziecku roboty huk i jak dać sobie radę gdy nie masz siły.
w czasie porodu krzyczałam, płakałam, myślałam że następnego skurczu to już
pewnie nie przeżyję. potem stwierdziłam, że dość, mają to przerwać, nie rodzę,
będę chodzić z brzuchem do końca świata, a na koniec już chyba nie było ze mną
kontaktu. słyszałam, że coś do mnie mówią ale nie mogłam odpowiedzieć, odlot
totalny. choć nie miałam już siły, tak mi się wydawało, gdy zaczęły się bóle
parte, wystarczyło ich 5 i już. mówię wam, jakie to uczucie.......juz nic nie
bolało!!!!!!! siły we mnie wstąpiły na nowo, po dwóch godzinach normalnie
wstałam, poszłam do łazienki, przebrałam i przewinęłam dziecko, sama się
najadłam, nakarmiłam małą i cały świat nabrał barw. w pokoju była jeszcze
druga dziewczyna, więc pod prysznic chodziłyśmy na zmianę, pomagałyśmy sobie
trochę, no i był partner do rozmowy.
gdybym drugi raz zaszła w ciążę, to zadnego znieczulenia, cesarek, chyba że
byłoby to konieczne, i żadnych jedynek. to cudne uczucie, urodzić
własnoręcznie (własnodupnie ),przeżyć to wszystko na własnej skórze. to jedyny
produktywny ból na świecie. zawsze wiesz kiedy się skończy. a potem już można
być w sposób całkiem trzeźwy sam na sam ze swoim dzieckiem, no nie licząc tego
obłąkanego ze szczęścia tatusia, który biega jak opętany, całuje cię we
wszystko i krzyczy "widziałaś!!!??"