Dodaj do ulubionych

porodowe dylematy

26.01.05, 11:44
swoją córeczkę urodziłam w czerwcu 2003. przeżycia ze szpitala opisałam w
"wybierz mniejsze zło". zastanawiam się jaka jest przyczyna takiego pędu
młodych przyszłych mam do znieczuleń, cesarek na życzenie, jednoosobowych sal
poporodowych. u mnie prawdziwe bolesne bóle zaczęły się w nocy z poniedziałku
na wtorek, a we wtorek o 14.20 mała była już na świecie. jak widzicie trochę
to trwało. przezyłam masaż szyjki macicy (boli jak jasna cholera) i kilka razy
badanie lekarza w czasie skurczu (boli jeszcze bardziej). jestem osobą, dla
której ból jest najgorszą karą. moi znajomi zastanawiali się jak ja to dziecko
urodzę. aż dziw mnie bierze ale ani razu nie pomyślałam o znieczuleniu. po
prostu wiedziałam, że to się kiedyś skończy,a znieczulenie tylko sprawę
przedłuzy, no i bałam się ewentualnych komplikacji. myśl o cesarce nawet mi
nie zaświtała przez całą ciążę. Brrrrrrr... jak sobie pomyślę, że potem nie
można się ruszyć, wszystko boli, szew ciągnie, a laktacji prawie nie ma.
ciągnie się to nie wiem jak długo, kwitniesz w tym szpitalu jak głupia, a przy
dziecku roboty huk i jak dać sobie radę gdy nie masz siły.
w czasie porodu krzyczałam, płakałam, myślałam że następnego skurczu to już
pewnie nie przeżyję. potem stwierdziłam, że dość, mają to przerwać, nie rodzę,
będę chodzić z brzuchem do końca świata, a na koniec już chyba nie było ze mną
kontaktu. słyszałam, że coś do mnie mówią ale nie mogłam odpowiedzieć, odlot
totalny. choć nie miałam już siły, tak mi się wydawało, gdy zaczęły się bóle
parte, wystarczyło ich 5 i już. mówię wam, jakie to uczucie.......juz nic nie
bolało!!!!!!! siły we mnie wstąpiły na nowo, po dwóch godzinach normalnie
wstałam, poszłam do łazienki, przebrałam i przewinęłam dziecko, sama się
najadłam, nakarmiłam małą i cały świat nabrał barw. w pokoju była jeszcze
druga dziewczyna, więc pod prysznic chodziłyśmy na zmianę, pomagałyśmy sobie
trochę, no i był partner do rozmowy.
gdybym drugi raz zaszła w ciążę, to zadnego znieczulenia, cesarek, chyba że
byłoby to konieczne, i żadnych jedynek. to cudne uczucie, urodzić
własnoręcznie (własnodupnie ),przeżyć to wszystko na własnej skórze. to jedyny
produktywny ból na świecie. zawsze wiesz kiedy się skończy. a potem już można
być w sposób całkiem trzeźwy sam na sam ze swoim dzieckiem, no nie licząc tego
obłąkanego ze szczęścia tatusia, który biega jak opętany, całuje cię we
wszystko i krzyczy "widziałaś!!!??"
Obserwuj wątek
    • frawik Re: porodowe dylematy 26.01.05, 14:46
      pięknie to opisałaś, bardzo mi się spodobał Twój post
      pozdrawiam
      Daga
    • fasolka31 Re: porodowe dylematy 26.01.05, 15:05
      Potwierdzam...pieknie to napisałaś i chyba też tak myślę, choć przeżyłam już
      jeden poród podobny do twojego smile). Nie ukrywam że teraz się boję po raz drugi
      iść rodzić, ale mówię sobie: będzie dobrze, może drugi będzie krócej, wybrałam
      inny szpital dla odmiany... nie zmieniam tylko tego ze mąż znów będzie ze mną:-
      ))).
    • misialski Re: porodowe dylematy 27.01.05, 08:49
      A ja wole sie skupić na narodzinach synka i w spokoju cieszyc sie tymi chwilami
      a nie płakać i krzyczec i nie współpracowac tylko odstawiac histerię na
      porodówce.
      I napewno niewymęczona będe bardziej na trzeźwo opiekować sie maluszkiem.
      Podziwiam szczerze mamy które rezygnują z zzo, nie odważyłabym się tym bardziej
      ze to znieczulenie daje przede wszystkim korzysci dziecku!!! A ja chce aby moje
      maleństwo było dobrze dotlenione, wiec przede wszystkim dla niego bedzie to
      znieczulenie. To dziecko jest najwazniejsze a nie ambicje mamy aby urodzic bez
      znieczulenia.
      • izia30 Re: porodowe dylematy 27.01.05, 08:58
        zapewniam, że po znieczuleniu będziesz otępiała. twój organizm nie będzie miał
        mobilizacji więc dziecko wcale nie będzie takie dotlenione. wcale nie
        odstawiałam histerii, a mity o pełnej współpracy pomagającej przez to przejść
        włóż między półki. kobieta sama w tym momencie wie najlepiej czego potrzebuje, i
        żadna położna nie wie tego lepiej. chyba że jesteś bezwolnym polelum
        • lizzy Re: porodowe dylematy 27.01.05, 17:03
          O jakim Ty otępieniu piszesz ?? Bo miałam dwa razy zzo i nijak żadnego
          otępienia nie zauważyłam. Powiem więcej dla mnie zzo przy porodzie w szpitalu
          to epokowy wynalazek.
          Można przeżyć to wszystko co opisujesz bez "odlotów", histerii i krzyków. Zzo
          nie znosi bóli partych.
          Osobiście zdecydowałabym się na poród bez zzo tylko w domu, gdzie ingerencja
          medycyny w mój poród byłaby minimalna lub wcale by jej nie było. W szpitalu
          niestety są masaże szyjki , przebijanie pęcherza, oksytocyna. Raczej trudno
          rodzić swoim tępem.
        • lolalilu Re: porodowe dylematy 29.01.05, 14:03
          skoro nie miałaś zzo to na jakiej podstawie piszesz o otępnieniu czy innych
          skutkach znieczulenia? Ja miałam zzo. Czułam sie po nim świetnie. Zarówno w
          czasie porodu jaki i podczas cc które musiałam mieć ze zwględu na budowę szyjki
          macicy. Póżniej też czułam się bardzoo dobrze. Dopiero kiedy znieczulenie
          przestało działać poczułam ten okropny ból rany... To cudowne, że rodziłaś bez
          zzo. Ale nie pisz o nim, skoro go nie miałaś, zwłaszcza nie powielaj mitów.
          Pisz o porodzie i o tym jak dzielnie zniosłaś ból. I że nie był taki straszny
          jak myślałaś. Miło mi było przeczytać Twój post - ten pierwszy. Ale teraz kiedy
          zaczynasz piasc takie rzeczy cała Twoja wypowiedź mocno straciła w moich
          oczach sad
        • dorota751 Nie pobijcie się :) 01.02.05, 12:37
          Tak czytam ten wątek i tylko czekam aż padną jekieś nieprzyjemne słowa - cóż za
          zażarta dyskusja. No ale do rzeczy. Każdy ma prawo bać się bólu i każdy też ma
          prawo wierzyć w to co gdzieś wyczyta lub usłyszy. Co do statystyk - owszem,
          może coś zdarzać się raz na 10 tys przypadków, ale co jeśli akurat Ty będziesz
          tą dziesięciotysięczną? Czy będąc taką matką nie pomyślałybyście: na co mi to
          było?
          Ja rodziłam też sama - bez ideologii, też bolało, trwało, też marudziłam że nie
          urodzę, nie dam rady i jestem bardzo szczęśliwa że wybrałam takie rozwiązanie.
          Dorota
      • frawik Re: porodowe dylematy 27.01.05, 09:35
        witam, rozumiem co masz na myśli, ale niestety to nie do końca jest tak jak
        piszesz, każdy ma jakieś swoje doświadczenia. Rodziłam raz w znieczuleniu zoo i
        niestety wcale nie gwarantuje to braku niedotlenienia dziecka. Mój synuś tak
        długo walczył, żeby wyjść na świat, że bardzo poważnie obawiano się że jest już
        niedotleniony i nawet pobierano mu krew z główki (kiedy tkwił jeszcze gdzieś we
        mnie) żeby sprawdzić czy jeszcze jest z nim wszystko w porządku i nie brakuje mu
        tlenu. Na szczęście lekarze panowali nad sytuacją i wszystko skończyło się
        dobrze. Tobie również życzę szczęśliwego finału, o to przecież w tym wszystkim
        chodzi, żeby narodziło się zdrowe dziecko. Pozdrawiam
        Daga
        • lolalilu Re: porodowe dylematy 29.01.05, 14:12
          jesli poród jest źle prowadzony przez położników nic nie zagwarantuje
          odpowiedniej ilości tlenu... Poczytaj co pisze dr Jędrasiak. Dobrze jest
          wiedzieć jak najwięcej w danym temacie zanim się zacznie innym coś doradzać.
        • darekjedrasiak Natlenienie (nie)gwarantowane ? 01.02.05, 11:10
          Włączę się tylko na chwilkę - nikt w pełni władz umysłowych nie powie, że
          znieczulenie porodu gwarantuje brak niedotlenienia dziecka. Wystarczy, że
          doszłoby do wypadnięcia pępowiny, uciśnięcia jej częścią przodującą i wtedy
          brak znieczulenia lub jego obecność nie mają żadnego znaczenia. Z pewnością
          natomiast można powiedzieć, że efektywne znieczulenie gwarantuje, że nie
          dojdzie do niedotlenienia na skutek bólu. Pozdrawiam Dariusz Jędrasiak
      • isia_50 Re: porodowe dylematy 29.01.05, 12:25
        Jakie są argumenty za zzo na korzyść dziecka? Pierwsze rodziłam naturalnie bez
        znieczulenia (ból trwał krótko 3 godziny i był potworny) i dlatego gdy zaszłam
        drugi raz w ciążę, chciałam wybrać poród naturalny z zzo. Ale to co poczytałam
        i skonsultowałam z lekarką jako skutki uboczne trochę mnie przeraża:
        - dłuższy etap parcia (zwiększa się prawdopodobieństwo niedotlenienia dziecka),
        - można nie mieć na tyle czucia by współpracować z lekarzem i wypchnąć dziecko
        w czasie skurczu (częstsze porody kleszczowe lub próżniowe),
        - zawroty głowy u matki (czasem konieczniść leżenia nawet 24 godziny płasko),
        - brak czucia w nogach, powracający stopniowo,
        - już nie mówiąć o ryzyku uszkodzenia rdzenia kręgowego przy nieudanym wkłuciu.
        Gdy o tym poczytałam jestem w rozterce.
        • lolalilu Re: porodowe dylematy 29.01.05, 14:10
          wszystko co tu napisałaś to mity z czasów Króla Ćwieczka... Zajrzyj na forum
          Ciąża i Poród tam wypowiada się dr Jędrasiak - dokładnie tłumaczy zasady
          działania zzo. I nie pisz głupot... I najpierw sprawdź dokładnie jak się robi
          zzo. Bo z Twojej wypowiedzi widać, że nie masz o tym pojęcia - patrz punkt o
          uszkodzeniu rdzenia kręgowego. Jeśli coś takiego powiedział Ci lekarz to i on
          powinien się sporo douczyć.

          Dziewczyny to cudowne, że rodziłyście naturalnie. Jesteście dzielne, ale nie
          musisie dorabiać do tego ideologii. Zrezygnowałyście z zzo - bo nie było Wam
          potrzebne, albo na skutek przekazanych Wam mitów. I w związku z tym nic o nim
          nie wiecie, więc się nie wypowiadajcie, bo to tak jakbym ja (mój poród skończył
          się cc) zaczęła pisać o bólach partych - do których nigdy nie doszłam...
          • isia_50 Re: porodowe dylematy 31.01.05, 12:18
            Do lolalilu
            Przeczytaj proszę uważnie co napisałam. Pierwszy mój poród był naturalny bez
            zzo, dlatego zdecydowałam się na drugi z zzo. Dopiero jak dokładnie poczytałam
            w internecie oraz porozmawiałam z lekarzem zaczęłam się wahać. Pierwsze co
            wyskoczyło w wyszukiwarce:
            "Powikłaniami znieczulenia zewnątrzoponowego mogą być:
             Zahamowanie postępu porodu.
             Obniżenie ciśnienia tętniczego.
             Wyjątkowo może dojść do porażenia mięśni oddechowych, z powodu zbyt dużego
            stężenia leku w przestrzeni zewnątrzoponowej.
             Odległym powikłaniem mogą być bóle głowy po porodzie, które zwykle trwają
            krótko i ustępują same.
             Inne powikłania są niezwykle rzadkie."

            I drugi kawałek:

            "Najczęstsze powikłania, które mogą się zdarzyć przy zzo:
            - Znieczulenie w łaty – niekiedy zdarza się, że niektóre obszary skóry mogą być
            nie znieczulone, „znieczulenie nie złapało”. Zostanie wtedy podana pacjentowi
            kolejna dawka środka znieczulającego albo silny lek przeciwbólowy. Gdyby i to
            nie pomogło zostanie zastosowane znieczulenie ogólne. Powikłanie takie
            spotykało się dawniej, gdy stosowany sprzęt (a zwłaszcza cewniki
            zewnątrzoponowe) był niedoskonały.
            - Bóle głowy.
            - Ból pleców.
            - Wymioty i nudności.
            - Zatrzymanie moczu – trudności z oddawaniem moczu.
            - Uogólniony świąd całego ciała.
            - Niezamierzone pozostawienie końcówki cewnika w przestrzeni zew.oponowej.
            - Powikłania neurologiczne:
            * Przebicie opony twardej z następowymi bólami głowy.
            * Powstanie krwiaka w przestrzeni zew.oponowej, z następowymi ubytkami
            (porażeniami) neurologicznymi. Prawdopodobieństwo powstania krwiaka po
            znieczuleniu zo wynosi mniej niż 1 : 150 000, zaś po znieczuleniu
            podpajęczynówkowym mniej niż 1 : 200 000
            * Zapalenie mózgu i opon mózgowo rdzeniowych.
            * Zespół tętnicy rdzeniowej przedniej – powstają ubytki neurologiczne."

            O częstszych interwencjach w postaci zastosowania kleszczy dopowiedziała mi
            lekarka anestezjolog.
            Jak widzisz nie wymyślałam, a właśnie poczytałam w różnych źródłach, także o
            porażeniach neurologicznych. Każdy robi jak uważa, mnie powyższe ifnormacje i
            powikłaniach skłoniły do zawahania się i już po prostu nie jestem przekonana do
            zzo jako środka na uśmierzenie bólu. Do cc owszem, bo znieczulenie ogólne ma
            więcej skutków ubocznych.
            Pozdrawiam
            Iza
            • lolalilu Re: porodowe dylematy 01.02.05, 09:21
              wiem co wyskakuje w internecie, wiem co mówią lekarze, ale znam też statystyki
              oraz dokładne zagrożenia. Niestety jak już pisałam większość to zagrożenia
              pojawiające się raz kilkadziesiąt tysięcy przypadków - a np. zakażenie macicy -
              umiera wtedy dziecko i często też matka to choroba zdarzająca się raz na 10000
              przypadków... I właśnie dlatego uważam, że lekarze powinni informować o
              zagrożeniach, ale też mówić jak żadkie są te powikłania. Co do przedstawionych
              przez Ciebie punktów - poczytaj dr Jędrasiaka on to wszystko tłumaczy... Bo w
              ten sposób możnaby też przedstawić listę powikłań i zagrożeń wiążących się z
              porodem naturalnym. Ale to nie o to chodzi. Podziwiam osoby, które rodziły
              swoje dzieci bez znieczulenia. Ale też nie chcę się czuć gorzej, bo to
              znieczulenie miałam zrobione, zadziałało, skutków ubocznych brak. I dlatego nie
              podobają mi się mity dotyczące zagrożeń, bo połowa z nich to czyste mity, a
              reszta dotyczy bardzo rzadkich przypadków. Uważam, że decyzję powinna
              podejmować każda kobieta bez strachu. Bo ten jest po obu stronach. Lekarze i
              połozne powinni nas rzetelnie informować.

              Jesli czegos u Ciebie nie doczytałam przepraszam...
            • darekjedrasiak Re: porodowe dylematy 01.02.05, 11:24
              Dear Iza
              Przeczytałem sobie Twojego posta uważnie i nasunęły mi się dwie uwagi.
              Wyszukiwarka to może niezłe źródło informacji na jakieś tam tematy, ale ona nie
              ma żadnego doświadczenia i jak leci wyrzuca z siebie i te rzetelne informacje i
              te nierzetelne. Nie jest problemem tak zrobić stronę internetową, aby pojawiała
              się jako jedna z pierwszych po zadaniu wyszukiwarce pytania i na której można
              umieścić piramidalne głupstwa na jakiś temat. Warto więc wiedzieć z jakiego
              źródła pochodzą informacje. Oczywiście nie mam najmniejszego zamiaru wpływać
              jakkolwiek na to, co kto zrobi. Jednak zawartość listy którą przytaczasz
              została już kilka razy ze szczegółami omówiona. Druga uwaga : po jej
              przeczytaniu obrazowo mogę powiedzieć tak, że to, co ona zawiera tak ma się do
              tego, co zdarza się podczas prawidłowo znieczulonego porodu, jak lista
              możliwych komplikacji podczas szaleńczej jazdy samochodem po ośnieżonych
              ulicach do skutków jazdy z prędkością dostosowaną do możliwości kierowcy, jego
              samochodu i warunków na drodze.
              Tylko nie traktuje tego jako przygany skierowanej pod Twoim adresem smile Darek
              Jędrasiak
              • isia_50 Re: porodowe dylematy 01.02.05, 12:36
                Witaj,
                Wyszukiwarka faktycznie wypluwa różne rzeczy, ale jeśli mam wątpliwości
                konsultuję je z lekarzem. Żadnej w wymienionych wad zzo lekarka anestezjolog z
                którą rozmawiałam w szkole rodzenia, a która uczestniczyła w wielu zzo nie
                zanegowała, a dodała jeszcze dodatkowe, choćby te o próżnociągu. Owszem
                potwierdziła, że powikłania zdarzają się bardzo rzadko, niemniej się zdarzają,
                a rzetelność obliguje lekarza do informowania o nich, aby każdy mógł podjąć
                decyzję na własną odpowiedzialność. Stąd moje wątpliwości. Nie wiem jak w
                szpitalu gdzie pracujesz, ale tam gdzie pytałam przed zzo musisz podpisać
                specjalną zgodę na zzo i oświadczenie, że wiesz o wszystkich zagrożeniach.
                Pozdrawiam
                Iza
                P.S. Nie obrażam się o byle co, chyba, że ktoś mnie traktuje w sposób chamski,
                więc nie traktuję tego jak przygany, lecz wymianę zdań.
                • lolalilu Re: porodowe dylematy 01.02.05, 20:24
                  Izo pozwolę sobie na drobną uwagę... Piszesz tu, że lekarka z którą rozmawiałaś
                  powiedziała Ci, że te powikłania zdarzają sie bardzo rzadko. Szkoda, że
                  wcześniej tego nie napisałaś. Bo Twoje wcześniejsze wypowiedzi na temat zzo
                  mogą nieźle namieszać komuś w głowie i porządnie go przestraszyć. I dopiero w
                  świetle późniejszych wypowiedzi okazuje się, że niepotrzebnie...
                  • isia_50 Re: porodowe dylematy 02.02.05, 09:05
                    Lolu, Ty masz swoje zdanie, ja swoje i pozwólmy sobie obie na to. Czy jeśli
                    zdarzają się rzadko znaczy, że nie zdarzą się mnie? Nie. Ja mimo, że zdarzają
                    się rzadko biorę je jednak pod uwagę, jako, że mogę być właśnie tym przypadkiem.
                    Iza
        • mmc3 Re: porodowe dylematy 31.01.05, 23:02
          Witam, sama nie jestem zwolenniczką znieczulenia zo, ani cesarek na życzenie -
          dopiero po własnej ( faszerowanie oksytocyną, buskolizyną i innymi świństwmi ),
          ale troche chyba koloryzujejsz
          1. po znieczuleniu zewnątrzoponowym nie trzeba leżeć 24 godzin. Leżeć przez ten
          czas trzeba po nieczuleniu podtwardówkowym ( jest to istotna różnica - dwa
          różne rodzaje znieczuleń - oba podawane w kręgosłup )
          2. przy zzo nie ma możliwości uszkodzenia rdzenia - podawane jest ono w miejscu
          gdzie go najzwyczajniej nie ma.
          Moja prośba - dziewczyny nie siejcie wyssanych z palca lub niesprawdzonych
          źródel opinii. Każda z nas ma prawo zrobić wszystko co ulży jej w bólu - a co
          to zrobi to jest jej indywidualna sprawa. Nie krytykujcie tego. Ja wybrałam cc
          na życzenie i jeśli będzie mi dane rodzić drugi raz na 100% tego nie zrobię.
          • mmc3 Re: porodowe dylematy 31.01.05, 23:05
            mmc3 napisała:

            > Witam, sama nie jestem zwolenniczką znieczulenia zo, ani cesarek na życzenie -

            > dopiero po własnej ( faszerowanie oksytocyną, buskolizyną i innymi
            świństwmi ),
            >
            > ale troche chyba koloryzujejsz
            > 1. po znieczuleniu zewnątrzoponowym nie trzeba leżeć 24 godzin. Leżeć przez
            ten
            >
            > czas trzeba po nieczuleniu podtwardówkowym - ( przeprawszam
            podpajęczynówkowe )( jest to istotna różnica - dwa
            > różne rodzaje znieczuleń - oba podawane w kręgosłup )
            > 2. przy zzo nie ma możliwości uszkodzenia rdzenia - podawane jest ono w
            miejscu
            >
            > gdzie go najzwyczajniej nie ma.
            > Moja prośba - dziewczyny nie siejcie wyssanych z palca lub niesprawdzonych
            > źródel opinii. Każda z nas ma prawo zrobić wszystko co ulży jej w bólu - a co
            > to zrobi to jest jej indywidualna sprawa. Nie krytykujcie tego. Ja wybrałam
            cc
            > na życzenie i jeśli będzie mi dane rodzić drugi raz na 100% tego nie zrobię.
          • darekjedrasiak Re: porodowe dylematy 01.02.05, 11:31
            Dorzucę swoje trzy grosze - to, ile czasu trzeba leżeć po znieczuleniu
            podtwardówkowym czy podpajęczynówkowym zależy wyłącznie od lokalnych zwyczajów.
            Tak zwany "świat" już dawno odszedł od arbitralnego narzucania określonego
            czasu leżenia po znieczuleniu. Jedynym kryterium jest czas, w jakim ustępuje
            blokada czuciowo-ruchowa, a ta zależy od dawki leku podanego do przestrzeni
            podpajęczynówkowej. Na przykład po operacji przepukliny (przynajmniej w mnie w
            szpitalu) pacjenci leżą 2-3 godziny - w tym czasie ustępuje blokada i można
            zacząć ich uruchomienie. Po cięciu cesarskim, gdy podaje się wicej leku
            znieczulającego ten czas będzie oczywiście dłuższy. Pozdrawiam Darek Jędrasiak
    • mama_debiutantka oj, izia, dzielna jesteś - wszyscy Cię podziwiają 02.02.05, 13:25
      rodziłam raz i większość porodu odczułam, jak to byłaś łaskawa
      ująć, "własnodupnie". potem (od 8 cm) miałam znieczulenie.
      więc po tak wspaniałym przeżyciu "jedynego na świecie produktywnego bólu"
      oświadczam, że więcej rodzić nie będę. a jeśli los zadecyduje inaczej, to z
      całą pewnością nie będę tego więcej przeżywać "własnodupnie".

      po zzo nie byłam otępiała, czułam skurcze ale nie ból (więc nie opowiadaj
      dyrdymałów), a po wszystkim byłam "najtrzeźwiejsza" na całej sali. w ciągu 5
      godzin dowieziono do mnie jeszcze 3 świeżo upieczone matki, żadna nie miała zzo
      i kontaktować zaczęły późnym wieczorem. a muszę dodać, że zanim mnie
      znieczulono byłam jedyną kobietą na porodówce, która się darła (wnioskuję stąd,
      że one nie odczuwały bólu aż tak jak ja). za to absolutnie dwóch godzinach nie
      wstałam - pozwoliłam obsługiwać się położnej (dokładne mycie), pielęgniarkom
      (przebieranie i przewijanie) i mężowi (pić, jeść, przytulić), bo taki miałam
      kaprys.

      syndrom matki-polki się kłania, koleżanko - z opowieściami o odlotach z bólu
      i "myślałam, że następnego skurczu to już pewnie nie przeżyję" (mnie bolało jak
      cholera, ale nie odpływałam - gdybym zaczęła pewnie bym bardziej intensywnie
      domagała się zzo). jaki pożytek jest z rodzącej, która nie ma kontaktu z
      położną? ale, jak rozumiem, jesteś teraz 120% matką. mojej małej musi
      wystarczyć 100% wink

      nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale opowiadasz o czymś, czego nie
      doświadczyłaś - zzo. nie rób tego, bo szkodzisz rozpowszechniając bzdury.

      dzielna jesteś, przyznaję, tylko po co? w imię jakiej ideologii?

      -----

      co do bolesnego masażu szyjki. dużo słyszałam, że ten zabieg jest b.
      nieprzyjemny. mnie akurat nic (naprawdę) nie bolał, ale w życiu nie
      lansowałabym tego jako prawdę powszechną.

      a jedynka nie jest zła - kiedy ja rodziłam nie było niestety wolnych i musiałam
      leżeć z czterema innymi paniami. nie narzekam szczególnie, ale jednak wolę
      spokój i ciszę, czego nie zapewni mi sala pełna mam, ich dzieci i
      odwiedzających. ale to już kwestia gustu smile
    • j1972 Re: porodowe dylematy 02.02.05, 17:18
      A ja nie miałam żadnego znieczulenia podczas porodu i prawie umarłam. Nie byłam
      w stanie współpracować z położnymi i mój Miki właściwie został wypchnięty. Po
      porodzie przez dwa dni nie kumałam co się w okół mnie dzieje, nie mogłam ani
      jeśc ani pić. Maleństwem zajmowałam się chyba w miarę normalnie. Za dwa
      miesiące urodzę drugie dziecko i już załatwiam sobie cesarkę. Nie tyle z
      własnej wygody co dla dobra małej Majeczki. Nie chcę żeby urodziła się
      niedotleniona i umęczona dlatego, że jej mama jest tak "cienka" w znoszeniu
      bólu. I uważam, że moja decyzja co do cesarki jest odpowiedzialna i świadczy o
      mojej trosce o dobro dziecka. Nie można wystawiać swojego organizmu i psychiki
      na próbę w takim momencie. Zbyt wielkie ryzyko!
      • krysia_tarn Re: FORMA RODZENIA - KAZDA Z NAS JEST INNA !!! 17.02.05, 17:03
        Drogie Przyszle badz Swieze Mamusie,

        dzisiejszy dzien poswiecilam na czytanie Forum. Jestem po sporej dawce
        literatury na temat ciazy i porodu (Fijalkowski, Dobson, Balaskas, Wislocka,
        Holuj, Kitzinger) oraz po konsultacjach z dr prowadzaca, a takze koncze szkole
        rodzenia. Jestem w 33 m-cu z Basią. Przez caly dzien sobie czytalam, ale po
        wypodziach Loli (lolalilu) i Mamy_Debiutantki jestem tak zbulwersowana, ze
        pozwole sobie na syntetyczny komentarz. Nie bede zas juz odpisywala na kolejne
        komentarze, bo nie planuje w najblizszym czasie zagladac na forum.

        Jedną sprawą jest to, co POSZCZEGOLNA z nas moze przezyc podczas porodu
        (niezaleznie od formy), zupelnie zas inną - jak to wyglada OGÓLNIE, w przypadku
        dziesiątkow tysiecy kobiet, czyli statystyki. Mama_Debiutanka z jednej strony
        pisze, ze nie nalezy uogólniać tylko na podstawie siebie ("co do bolesnego
        masażu szyjki- dużo słyszałam, że ten zabieg jest b.nieprzyjemny. mnie akurat
        nic (naprawdę) nie bolał, ale w życiu nie lansowałabym tego jako prawdę
        powszechną..."). Tez sądzę, ze na podstawie jednego lub kilku doswiadczen nie
        nalezy uogólniac. Z drugiej strony Mama_Debiutanka jednak "uogólnia" :"po zzo
        nie byłam otępiała, czułam skurcze ale nie ból (więc nie opowiadaj
        dyrdymałów)..." - fakt, ze Ty nie bylas otepiala, nie neguje statystyk ani
        MOZLIWYCH (aczkolwiek wcale nie koniecznych) objawow.

        Kazda z nas jest inna. Dla jednej najlepszy bedzie porod naturalny, ale dla
        niektorych lepsza bedzie zzo: wlasnie w przypadkach bardzo niskiej odpornosci
        na bol, konsekwencją czego jest absolutny brak wspolpracy przy porodzie, jak to
        bylo w przypadku j1972 ("Nie byłam w stanie współpracować z położnymi i mój
        Miki właściwie został wypchnięty. Po porodzie przez dwa dni nie kumałam co się
        w okół mnie dzieje, nie mogłam ani jeśc ani pić"). Chcialabym tu zaznaczyc, ze
        na poczatku ciazy bylam absolutnie nastawiona na zoo, ale w miare jak czytalam
        literature, zapoznalam sie z MOZLIWYMI skutkami ubocznymi DLA DZIECKA -
        odeszlam od tego. Aczkolwiek nie wykluczam zoo, gdyby juz w trakcie porodu
        okazalo sie, ze wlasnie dla mnie zoo bedzie lepszym wyjsciem. Teraz natomiast
        robie co moge, aby moj porod przebiegl naturalnie - przygotowuje moj organizm,
        nabywam wprawy w cwiczeniach usmieżajacych bol, oddechowych, cwicze miesien
        kegla aby obylo sie bez nacinania itd. PRAWDĄ JEST, co piszecie, ze czulyscie
        sie po zoo dobrze Wy i Wasze Dzieci- I TO WLASNIE POTWIERDZAJA STATYSTYKI, ale
        gdzie jest gwarancja, ze ja nie bede tą 10 000-ą?! STATYSTYKI ZAS MOWIA, ZE
        RYZYKO POWIKLAN, ACZKOLWIEK MALE, JEST DUUZO WIEKSZE PRZY ZNIECZULENIU NIZ PRZY
        PORODZIE DROGAMI NATURY! Moja dr prowadzaca, kt. wzbudzila moje ogromne
        zaufanie prze te miesiace, dr Pietraszewska, ordynator oddzialu poloznictwa w
        szpitalu na Karowej (P.S. co nie decyduje jednak ze bede rodzic w tamtym
        szpitalu - wybralam Brodnowski), ktora do niczego nie namawia, pozostawia wolny
        wobor, na moją usilną prośbę o pomoc w wyborze 'zoo czy natura',
        powiedziala "TAK dla zoo ale TYLKO w nielicznych przypadkach",ze wg niej BÓL
        PORODOWY JEST JEDYNYM SLUSZNYM, KONSTRUKTYWNYM BÓLEM, KTÓRY WARTO ZNIEŚĆ. Także
        dr urodzila 2 dzieci w sposob naturalny; dlaczego - bo byla swiadoma MOZLIWYCH,
        CHOC WCALE NIE KONIECZNYCH POWIKLAN.

        Po co wiec ta ironia?!!! "Rozumiem, jesteś teraz 120% matką. mojej małej musi
        wystarczyć 100% ; zielna jesteś, przyznaję, tylko po co? w imię jakiej
        ideologii?" Moge odpowiedziec tylko za siebie - wlasnie PO TO, aby nie byc
        tą 10-tysięczną i aby moje dziecko nie padło ofiarą bycia tą 10-tysięczną z
        powikłaniami. Dla mnie to jest wystarczający argument. Każda z nas podejmuje
        wlasną decyzje.

        Dr Darek Jędrasiak, na którego sie powolywano, tez nie jest jedynym ekspertem w
        tej sprawie. Zgadzam sie, ze WIEKSZOSC zzo przebiega wspaniale i bez powiklan,
        ale powtórze sie - a jesli JA bede tą 10-tys-ą?

        Pozdrawiam serdecznie,
        Krysia


        • lolalilu Re: FORMA RODZENIA - KAZDA Z NAS JEST INNA !!! 17.02.05, 17:30
          na tej zasadzie nie powinnaś zachodzic w ciążę, bo statystyki też mówią że
          np.zakazenie wewnątrzmaciczne zdarza się u jednej pacjentki na 10 000. A kończy
          się zazwyczaj śmiercią matki i dziecka...
        • mama_debiutantka droga Krysiu 17.02.05, 22:15
          nie uogólniałam. pisałam _tylko_o_sobie_ i _tylko_ o tym, czego doświadczyłam
          (w odróżnieniu od autorki wątku), dlatego właśnie dla mnie (która miała zzo)
          słowa izi ("zapewniam cię, że będziesz otępiała") są dyrdymałami. jeśli
          odebrałaś to inaczej, to po prostu się nie zrozumiałyśmy smile
          co do ironii, którą mi wytknęłaś, to nie rozumiem, czemu wzięłaś ją do siebie?
          jak widzę, Ty masz powód do zrezygnowania z zzo. nie wiem, czy dla mnie 1:10000
          byłoby wystarczającym argumentem (zwłaszcza podczas porodu wink), ale szanuję
          Twoje obawy. natomiast będę się upierać, że męczenie się tylko w imię
          chęci "własnodupnego" odczucia "jedynego na świecie produktywnego bólu" jest
          dziwną ideologią, dla mnie zahaczającą o masochizm... nawiasem mówiąc
          nieproduktywne to są tylko bóle w terminalnym stadium raka, więc po co
          znieczulać cokolwiek innego? ale to już raczej pytanie do autorki wątku.
          pozdrawiam Ciebie i moją imienniczkę smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka