Szpital porodówkę ma na ostatnim IV piętrze, jest tam 6 boksów w jednym jest wanna do porodów w wodzie,ale żeby się "załapać" na ów należy w czasie ciąży być prowadzoną prywatnie przez ordynatora T.Laudańskiego

(( Pozwolono mi wejść na chwilkę do wanny w czasie skurczów, mogłam rodzić we własnej koszuli, nic nie wiem o workach sako i materacach i o prysznicu...

Położna pytała czy życzę sobie lewatywę (życzyłam sobie- nie chcąc urodzić dzieciątka wespół z kupą

) nie golono mi włosów łonowych, samo krocze ogoliłam w domu sama (aby uniknąć zakażenia i długiego gojenia krocza po cięciu- bo niestety nacinają, nie boli) Rodziłam w pozycji półsiedzącej przy asyście dwóch przemiłych położnych( jedna z nich to pani Jadzia) inna wcześniej masowała mi szyjkę ( mimo skurczów nie rozwierała się), Jezu jaki to ból, ale pomogło

)) Fakt, że bez opisów,ale byłam w miarę informowana o przebiegu porodu, mówiła mi położna co mam robić w danej chwili, poradziłam sobie świetnie (nie uczęszczaliśmy do Szkoły Rodzenia) Był ze mną mąż od samego początku do momentu gdy wieziono mnie i córeczkę na położnictwo (IIIpiętro), gdzie jeszcze tam przez chwilę mógł być z nami (mimo godziny 23:30) Był listopad,a płonęłam z gorąca-sale duszne i dogrzewane do 30oC!! Sale 2-3 łóżkowe, niestety w nocy wyczaiłam pomykającego samotnego karlaucha albo innego karakana po ścianie, brrr....za to byłam z dzieckiem 24h na dobę, w każdej chwili można oddać dziecko pod opiekę położnej do sali noworodków, namawiają do karmienia piersią ,ale nie pomogają, biorą dzieci do kąpieli ,ale nie pokazują jak to zrobic, od początku sama przewijałam i karmiłam dziecko (pomoc- tylko mąż i moja mama) Lekarze o stanie zdrowia dziecka i naszym informują zdawkowo, jak dostaną konkretne pytanie, konkretnie odpowiedzą

)) ALE ZA TO ZA NIC NIE WZIĘLI FORSY!!