Witajcie.
Mam za sobą dwa porody. W sierpniu 2001 oraz kwiecień 2003 czyli niedawno.
Pierwszy na Solcu, drugi na Wołoskiej w MSWiA. Dużo gadałam z rodzącymi
koleżankami o szpitalach w Warszawie (Bielański, Żelazna)i ZAWSZE są jakieś
zastrzeżenia.
Zastanówcie się, co jest dla Was najważniejsze: dobry poród=dobra położna,
fachowa opieka po porodzie, opieka nad maleństwem.
Poród na Solcu wspominam tragicznie. Przez kilka godzin miałam podawane
końskie dawki oksytocyny, zostaliśmy z mężem zostawieni sami sobie, a położna
w 16. godzinie porodu powiedziała mi, że ma na mnie uczulenie i że robię jej
kłopot, bo nie chcę szybko rodzić. Była to położna o imieniu Dorota.
Za to opieka nad dzieckiem była wspaniała - chwalę szczególnie pielęgniarki!
Pomagali przy karmieniu, fajne sale z dużym przewijakiem. Naprawdę dobre
warunki. Mówili mi jakie badania robią małemu i były regularne obchody
lekarskie.
Po porodzie w szpitalu MSWiA (kobiety z mazowieckiej kasy chorych też mogą
rodzić)wiem, jak powinien wyglądać wspaniały poród. Bolało cholernie, ale
położna była cudowna

)
Została do końca mojego porodu, mimo że kończyła zmianę o 7.00.Urodziłam
przed 9.00. Oksytocynę podała w ostatnim momencie, kiedy zanikały skurcze.
Po porodzie zadzwoniła pytając się o samopoczucie.
Nie płaciliśmy jej. Ma na imię Hanna. Jeśli któraś z Was chce namiary na nią,
to dajcie znać. (teraz mąż nosi wizytówkę przy sobie jako pamiątkę po
porodzie

)
Fakt, że w tym szpitalu są 2 porody na dobę, a na Solcu 7.
Sala, w której leżałam z maluchem w MSWiA była okropna - zarwało mi się łóżko,
nie zmieniono mi ani razu pościeli, mimo próśb i nie dano podkładów na łózko.
Kazano używać przez pierwszą dobę ich wyjałowionych wkładek, ale miałam ich
razem tylko 5 szt. nie mogłam dostać więcej. Tłumaczono to słabą kondycją
finansową szpitala, a za poród rodzinny płaciliśmy 100 zł.
W MSWiA w 4 godziny po porodzie kucharka z korytarza krzyknęła, żebym sobie
po zupę przyszła, bo ona nie jest kelnerką. Jak niby miałam pójść? Koleżanka
z sali mi przyniosła.
Opieka nad dzieckiem średnia, musiałam się pytać, po co go zabierają. Zabiegi
przy synku były dosyć brutalne - widziałam przez szybę!
Nie jestem rozpieszczoną królewną i nie mam wymyślonych wymagań. Gdybym
jeszcze raz miała rodzić to z położną Hanią w szpitalu na Solcu!!
Moje koleżanki mają następujące zastrzeżenia:
na Żelaznej - tłok, drogo, przereklamowane.
w Bielańskim - okropna położna, kobieta zostawiona sama sobie.
w Instytucie Matki i Dziecka - sala do porodu jak z filmów grozy, z korytarza
widać jak kobieta rodzi (sama zresztą to widziałam, jak zwiedzałam oddział),
tłok. Są tam uznani specjaliści.
na Inflanckiej - nie dopilnowano rytmu serca i córeczka znajomej niestety nie
przeżyła. Bardzo smutna historia i straszne by było powtórzenie się tej
historii. Tłok. Dobrych rzeczy niestety nie słyszałam, choć dobrze czytałam o
tym szpitalu na forum.
Co Wy na to? Znacie idealny szpital, gdzie nie trzeba znajomości, żeby być
dobrze traktowanym w każdym momencie pobytu?