Gość: Radzio
IP: *.adsl.inetia.pl
11.08.11, 23:48
To mogła nie być akcja represyjna.
Jesienią 1944 r. jako 12-latek /ojciec był wtedy więżniem Auschwitz/ wysłano mnie z Chorzowa - chyba "ze szkoły" na tzw. Landverschickungslager w okol. Mostów - Jabłonkowa na Zaolziu. To miało na celu chronić dzieci przed bombardowaniem wobec zbliżającego się frontu. Był to obóz-kolonia dziecięca prowadzona przez HJ /Hitlerjugend/. Nie pracowaliśmy, ale byliśmy poddawani silnej indoktrynacji hitlerowskiej. W okolicy były działania partyzanckie /pamietam zwłoki partyzantów wiezione drabiniastym wozem/. Wielką frajde sprawiało nam obserwowanie kluczy bombowców amerykańskich lecących na Blachownie i Kedzierzyn. Zbieraliśmy paski staniolu zrzucane z tych samolotów dla zakłócania obrony p-lotniczej.
Po ok. 2 mies. wróciliśmy cali i zdrowi /prznajm,niej na ciele/ do Chorzowa.
Może dzieci z okolic Dachau nie zdążyły wrócić ?