affera123
24.09.12, 09:06
Inwigilacja postępuje. Dziś pytanie o wykształcenie i liczbę pokoi, jutro - o wyznanie i sympatie polityczne. A wszystko to po to, żeby zatrudnione biurwy miały co robić. To samo tyczy się tzw. psychologów i pedagogów szkolnych. Słyszał ktoś o tym, żeby dzieciaki były pod ich obserwacją te 20 lat temu? Problemy załatwiał na bieżąco wychowawca, a dziś byle gó... i już dywanik u paniusi, która próbuje dorobić na siłę dupie uszy. Zamiast nawiedzonych "psycholożek i pedagożek" (bo facetów niestety w szkołach w tej profesji jak na lekarstwo) przydaliby się na stałe lekarz i dentysta, jak to bywało dawniej, bo stan zdrowia, zwłaszcza uzębienia dzieciaków jest do bani. A najlepszym psychologiem i pedagogiem w jednym powinien być wychowawca klasy (z przyczyn mi nie znanych w podstawówkach są to zawsze baby, ale niektóre "mają jaja", więc dodatkowych etatów w tym względzie nie potrzeba).