Dodaj do ulubionych

Warszawa 1942

27.07.04, 09:54
Wczoraj w antykwariacie kupiłem kilka książek, m.in.. Adama
Czerniakowa „Dzienniki...”, Emanuela Ringelbluma „Kronikę...” i

Franza Blättlera „Warszawa 1942. Zapiski szofera szwajcarskiej misji
lekarskiej”.
Fragment tej ostatniej:

Zaczynam rozróżniać leżący przede mną w szarym świcie obraz ulicy. Przed
dworcem stoi ogromne drewniane „V”, pod nim widnieje napis „Deutschland siegt
an allen Fronten”. Wielki napis jest jednak ledwie czytelny, gdyż ktoś
zamazał go smołą. Płaszczyzny drewnianego „V” pokryte są niezliczonymi
kotwicami. „Może mi pan powiedzieć, co te kotwice oznaczają? – pytam jako
nowicjusz wartownika. Sennie spogląda w tamtą stronę: „Polski ruch oporu. Te
świnie jeszcze nie zrozumiały. Ale my ich nauczymy rozumu, za każdą
wyrysowaną kotwicę posyłamy ich na tamten świat – wyjaśnia mi. Będą się teraz
musiał przyzwyczaić do narodowososjalistycznej terminologii; gdy mówi się tu
o świniach, to ma się prawdopodobnie na myśli Polaków. Później często jeszcze
widywałem ten znak, ale także ofiary które pochłaniał.
Upiornie pozdrawiają mnie zdruzgotane frontony domów. Gdzie nie spojrzę,
wypalone mury, tylko parter i niekiedy jeszcze niższe piętra zdają się nie
uszkodzone. Nie, tam po drugiej stronie znajduje się dobrze zachowany
budynek. „Reichshof” – mogę odczytać duży napis. Sądząc po standardzie
stojących przed nim aut, musi to być hotel dla oficerów i wyższych
funkcjonariuszy partii. Budynek obok jest pewnie nocnym lokalem. Gdy
dokładniej tam spoglądam, mogę rozpoznać na wystawie zdjęcia gołych kobiet.
Całkiem osobliwy jest ten kontrast: obdarci ludzie, wychudzone twarze,
zdjęcia roznegliżowanych dam i jako tło – fasady strzaskanych i wypalonych
domów.
Obserwuj wątek
    • Gość: Wierzba Punkt widzenia zalezy od miejsca siedzenia. IP: *.icpnet.pl 27.07.04, 10:03
      Czy cos pisze o systemie kartkowym?

      Z jednej strony w getcie żydzi głodowali a
      z drugiej oficerowie napychali sie kawiorem z CCCP
      Chociarz( chyba ich również obowiązywał system kartkowy).
    • grba Warszawa 1942 odcinek 2 27.07.04, 10:09
      Okrzyk: „Załadować bagaże!” – wyrywa mnie z zamyślenia. Układamy nasz dobytek w
      podstawionym samochodzie. Podoficer, odpowiedzialny za naszą grupę szoferów,
      przekazuje nas żołnierzowi niemieckiemu, z którym pójdziemy do miejsca
      zakwaterowania. „Naprzód Szwajcarzy! Tędy, prosto w dół Banhofstrasse [Aleje
      Jerozolimskie] – woła nasz nowy dowódca. Jest to starszy już żołnierz o
      dobrodusznym wyglądzie. Tego będzie można wypytać o pewne sprawy, myślę sobie i
      trzymam się blisko niego. Po przejściu kilkuset metrów przecinamy szeroką
      ulicę, która krzyżuje się z Alejami Jerozolimskimi.
      „Zapamiętajcie sobie dobrze tę okolicę – mówi nasz przewodnik – tutaj będziecie
      przechodzić nocą; to jest Marschallstrasse [Marszałkowska]. Popatrzcie
      większość nazw ulic została zmieniona. Język polski musi zniknąć, wszystko tu
      się stanie niemieckie... Za dwa lata będzie się mówiło w całej Europie tylko po
      niemiecku” – kontynuuje poważnie przewodnik. Zdaje się być przekonany o tym, co
      mówi. Na rogu stoi kilka taksówek. „Nur für Deutsche” wypisane jest wielkimi
      literami na szybach. Przewodnik dostrzega nasze spojrzenia rzucane w tamtą
      stronę. „Polaken nie mają prawa do jazdy samochodem” – mówi spokojnie. Z trudem
      pojmujemy, jak bardzo musimy się tutaj przestawić.
    • stefan_ems Re: Warszawa 1942 27.07.04, 10:11
      A masz coś o Pradze? Pytam, bo mentalnie jest mi bliższa niż Warsiawka.
      • grba Re: Warszawa 1942 27.07.04, 10:25
        stefan_ems napisał:

        > A masz coś o Pradze? Pytam, bo mentalnie jest mi bliższa niż Warsiawka.
        >


        Poszukaj sobie sam w Szczelcach.
        Brakuje ci pieniędzy na książki, wal do Karola Cebuli, może ci da...
        • stefan_ems Re: Warszawa 1942 27.07.04, 10:33
          A Tobie "dał"...
          • grba Re: Warszawa 1942 27.07.04, 10:56
            stefan_ems napisał:

            > A Tobie "dał"...
            >


            Przez Szczelce przejeżdżam na krechę w drodze z Katowic do Opola.
            Cebulę poznałem, kiedy byłem na Strinbergu według Adama Hanuszkiewicza (W imię
            ojca). Nie potrzebuję cudzych pieniędzy, mam własne...
            • Gość: Wierzba To krezus!!!! IP: *.icpnet.pl 27.07.04, 10:58
              Jak mu zona nie zabierze:)))))))))
              • grba Warszawa 1942 odcinek 3 27.07.04, 11:10
                Po prawej stronie, na rogu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich, znajduje się
                olbrzymi, całkowicie zawalony kompleks zabudowań. Prace rozbiórkowe wykonują
                tutaj znowu obszarpańcy. Gdy dostrzegają nasze mundury, zaczynają pracować
                szybciej. Nasz przewodnik śmieje się: „Trzeba by ciągle stać nad nimi z batem.
                To śmierdzące lenie”. „Czy w niedzielę również pracuje się tutaj?” – chce
                wiedzieć jeden z nas. „To jest praca przymusowa, dla nich w ogóle nie ma
                niedzieli. Już dostatecznie długo nic nie robili” – zostajemy pouczeni. „Wy
                także zrozumiecie jeszcze nasze metody – dodaje na usprawiedliwienie –
                poczekajcie tylko trochę – jeszcze nie znacie tej zasranej hołoty”. Wydaje mi
                się jednak, że z trudnością będę mógł kiedykolwiek udawać zrozumienie dla tego,
                co dzisiaj zobaczyłem.
                • Gość: Pan Tadeusz Ale TY mądry!!! IP: *.icpnet.pl 27.07.04, 11:18
      • Gość: paneuropean Re: Warszawa 1942 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.07.04, 16:49
        stefan_ems napisał:

        > A masz coś o Pradze? Pytam, bo mentalnie jest mi bliższa niż Warsiawka.

        Kompleksy Warszawy ueber alles! :)
    • achim77 Re: Warszawa 1942 27.07.04, 11:27
      A co nos tukej warszawa obchodzi? Tyjs chyba forum pomylol! Wydupiej do warszawy!
      • Gość: paneuropean Re: Warszawa 1942 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.07.04, 16:48
        A myslisz, ze na Slasku bylo inaczej?
        • grba Warszawa 1942 odcinek 4 27.07.04, 17:21
          Idziemy dalej przez miasto w ruinach. Cywili dostrzegam niewielu. Gdy któryś
          pojawi się, przechodzi obok, nie spojrzawszy w naszym kierunku. Mam wrażenie,
          że wymijają nas, skoro tylko dostrzegą nasze mundury. Nagle słyszę cichy głos
          dziecka. Rzeczywiście, na ziemi siedzi mała dziewczynka. Gołe stopy i nóżki,
          gołe ręce i ramiona pokryte wrzodami i strupami ropnymi. Zarzuciła na siebie
          stary worek i skamle cicho. „Proszę pana, chleba!” [w oryginale po polsku]
          Okrzyk ten przyjdzie mi słyszeć jeszcze wiele tysięcy razy. Jej gołe części
          ciała są całkiem białe. To dziecko jest skazane na zamarznięcie, mamy przecież
          co najmniej 25-stopniowy mróz! Cóż mógłbym jej dać? Polskich pieniędzy nie ma
          wcale, a niemieckich – jak mnie poinstruowano – nie wolno dawać Polakom w
          żadnym wypadku. Czy nie znajdę czegoś do jedzenia w moich kieszeniach? Ależ tak
          mam kilka cukierków przeciwko kaszlowi. Żałosny podarunek dla dziecka, które
          jest o krok od śmierci głodowej i którego miejsce jest w szpitalu. Chcę dać ten
          drobiazg, nagle słyszę wrzask żołnierza, który właśnie zatrzymał się: „Chce pan
          nabawić się tyfusu? Jako członkowi Wehrmachtu nie wolno panu wchodzić w
          jakiekolwiek kontakty z Polakami. Żadnych fałszywych sentymentów wobec tego
          przeklętego żebraczego narodu!” Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że ten żonaty
          poczciwiec ze Stuttgartu co wieczór sypiał u polskiej kucharki nie opodal
          naszych kwater, w przeciwnym razie nie pożałowałbym należnej mu odpowiedzi.
          • hierowski Re: Warszawa 1942 odcinek 4 27.07.04, 18:04
            najgorsze jest to że to jest prawda.
            • grba Warszawa 1942 odcinek 5 27.07.04, 19:11
              Trasa nasza wiedzie dalej wzdłuż Alei Jerozolimskich. Tu znajduje się jeszcze
              kilka domów, które mniej ucierpiały. „Kaffee Otto” – wypisane jest dużymi
              literami. „Konzert” – a więc sztuce płaci się mimo wojny potężną daninę, myślę
              sobie, ale ta odrobina optymizmu, która tliła się we mnie, została natychmiast
              stłumiona przez napis „Nur für Deutsche”. Tam, zdaje się, znowu ktoś leży na
              ziemi. Tym razem jest to ktoś, kto zamarzł. To trup mężczyzny – nos i kości
              policzkowe wystają mu wyraźnie w woskowożółtej twarzy. Nagie stopy tkwią w
              podartych butach. Pierwszy nieżywy człowiek, którego widzę na terenie objętym
              wojną; poległ bezkrwawo na froncie głodu. „Tam przed nami jest Neue Welt [Nowy
              Świat] i Dreikreutzplatz [plac trzech Krzyży] – objaśnia nasz przewodnik.
              Wydaje mi się, iż dostrzega, że niemiecka interpretacja praw człowieka zrobiła
              na nas silne wrażenie. Tak, możemy sobie przeczytać „Dreikreutzplatz”. Na
              środku tego placu stoi duży kościół. Zdaje się, że tylko lekko został
              uszkodzony, a jego pokaźna kopuła odznacza się ostro na tle jasnego nieba. Ze
              wszystkich stron spieszą tam wierni, zbliża się czas porannej mszy. Jest to
              pewnie jedyne miejsce, gdzie mogą godzinę spędzić w spokoju, myślę sobie. Przed
              kościołem na dwóch słupach przymocowana jest duża tablica. W języku niemieckim
              i polskim błyszczy duży napis: „Armia niemiecka uwolni Was od bolszewizmu”.
              Niżej, schematycznie, zarys zajętego dotychczas przez Niemców obszaru Rosji.
              Obok przymocowany do latarni głośnik, przez który nadawane są niemieckie
              marsze. Ale przechodnie nie zatrzymują się, w ogóle zdają się ignorować – jeśli
              jest to możliwe – niemieckie urządzenia. Głównym wejściem śpieszą do
              kościoła. „Tędy, w lewo i w dół!” – brzmi następne polecenie. Mijamy
              niemieckiego wartownika i wkraczamy na teren naszej pracy w najbliższych
              tygodniach – lazaret „Lazarus”.
              • diablo1987 Dobra Masz fotki rodziców! 27.07.04, 19:21
                grba napisał:

                > Trasa nasza wiedzie dalej wzdłuż Alei Jerozolimskich. Tu znajduje się jeszcze
                > kilka domów, które mniej ucierpiały. „Kaffee Otto” – wypisane
                > jest dużymi
                > literami. „Konzert” – a więc sztuce płaci się mimo wojny potę
                > żną daninę, myślę
                > sobie, ale ta odrobina optymizmu, która tliła się we mnie, została
                natychmiast
                > stłumiona przez napis „Nur für Deutsche”. Tam, zdaje się, znowu kto
                > ś leży na
                > ziemi. Tym razem jest to ktoś, kto zamarzł. To trup mężczyzny – nos i koś
                > ci
                > policzkowe wystają mu wyraźnie w woskowożółtej twarzy. Nagie stopy tkwią w
                > podartych butach. Pierwszy nieżywy człowiek, którego widzę na terenie objętym
                > wojną; poległ bezkrwawo na froncie głodu. „Tam przed nami jest Neue Welt
                > [Nowy
                > Świat] i Dreikreutzplatz [plac trzech Krzyży] – objaśnia nasz przewodnik.
                >
                > Wydaje mi się, iż dostrzega, że niemiecka interpretacja praw człowieka
                zrobiła
                > na nas silne wrażenie. Tak, możemy sobie przeczytać „Dreikreutzplatz̶
                > 1;. Na
                > środku tego placu stoi duży kościół. Zdaje się, że tylko lekko został
                > uszkodzony, a jego pokaźna kopuła odznacza się ostro na tle jasnego nieba. Ze
                > wszystkich stron spieszą tam wierni, zbliża się czas porannej mszy. Jest to
                > pewnie jedyne miejsce, gdzie mogą godzinę spędzić w spokoju, myślę sobie.
                Przed
                >
                > kościołem na dwóch słupach przymocowana jest duża tablica. W języku
                niemieckim
                > i polskim błyszczy duży napis: „Armia niemiecka uwolni Was od bolszewizmu
                > ”.
                > Niżej, schematycznie, zarys zajętego dotychczas przez Niemców obszaru Rosji.
                > Obok przymocowany do latarni głośnik, przez który nadawane są niemieckie
                > marsze. Ale przechodnie nie zatrzymują się, w ogóle zdają się ignorować –
                > jeśli
                > jest to możliwe – niemieckie urządzenia. Głównym wejściem śpieszą do
                > kościoła. „Tędy, w lewo i w dół!” – brzmi następne polecenie.
                > Mijamy
                > niemieckiego wartownika i wkraczamy na teren naszej pracy w najbliższych
                > tygodniach – lazaret „Lazarus”.
                • diablo1987 Jak wyszli! 27.07.04, 19:23
                  diablo1987 napisała:

                  > grba napisał:
                  >
                  > > Trasa nasza wiedzie dalej wzdłuż Alei Jerozolimskich. Tu znajduje się jes
                  > zcze
                  > > kilka domów, które mniej ucierpiały. „Kaffee Otto” – wy
                  > pisane
                  > > jest dużymi
                  > > literami. „Konzert” – a więc sztuce płaci się mimo wojn
                  > y potę
                  > > żną daninę, myślę
                  > > sobie, ale ta odrobina optymizmu, która tliła się we mnie, została
                  > natychmiast
                  > > stłumiona przez napis „Nur für Deutsche”. Tam, zdaje się, zno
                  > wu kto
                  > > ś leży na
                  > > ziemi. Tym razem jest to ktoś, kto zamarzł. To trup mężczyzny – nos
                  > i koś
                  > > ci
                  > > policzkowe wystają mu wyraźnie w woskowożółtej twarzy. Nagie stopy tkwią
                  > w
                  > > podartych butach. Pierwszy nieżywy człowiek, którego widzę na terenie obj
                  > ętym
                  > > wojną; poległ bezkrwawo na froncie głodu. „Tam przed nami jest Neue
                  > Welt
                  > > [Nowy
                  > > Świat] i Dreikreutzplatz [plac trzech Krzyży] – objaśnia nasz przew
                  > odnik.
                  > >
                  > > Wydaje mi się, iż dostrzega, że niemiecka interpretacja praw człowieka
                  > zrobiła
                  > > na nas silne wrażenie. Tak, możemy sobie przeczytać „Dreikreutzplat
                  > z̶
                  > > 1;. Na
                  > > środku tego placu stoi duży kościół. Zdaje się, że tylko lekko został
                  > > uszkodzony, a jego pokaźna kopuła odznacza się ostro na tle jasnego nieba
                  > . Ze
                  > > wszystkich stron spieszą tam wierni, zbliża się czas porannej mszy. Jest
                  > to
                  > > pewnie jedyne miejsce, gdzie mogą godzinę spędzić w spokoju, myślę sobie.
                  >
                  > Przed
                  > >
                  > > kościołem na dwóch słupach przymocowana jest duża tablica. W języku
                  > niemieckim
                  > > i polskim błyszczy duży napis: „Armia niemiecka uwolni Was od bolsz
                  > ewizmu
                  > > ”.
                  > > Niżej, schematycznie, zarys zajętego dotychczas przez Niemców obszaru Ros
                  > ji.
                  > > Obok przymocowany do latarni głośnik, przez który nadawane są niemieckie
                  > > marsze. Ale przechodnie nie zatrzymują się, w ogóle zdają się ignorować &
                  > #8211;
                  > > jeśli
                  > > jest to możliwe – niemieckie urządzenia. Głównym wejściem śpieszą d
                  > o
                  > > kościoła. „Tędy, w lewo i w dół!” – brzmi następne pole
                  > cenie.
                  > > Mijamy
                  > > niemieckiego wartownika i wkraczamy na teren naszej pracy w najbliższych
                  > > tygodniach – lazaret „Lazarus”.
                  • carrramba Re: Jak wyszli! 27.07.04, 19:39
                    Odczep sie od tego wątku !!! Nie ma obowiązku go czytać, wypadałoby jednak
                    zachowac powagę. jak nie potrafisz, to spadaj !!
    • Gość: Krzysiak A ile masz juz ksiażek w biblioteczce? IP: *.icpnet.pl 27.07.04, 19:54
      • grba Warszawa 1942 odcinek 6 27.07.04, 20:04
        Także tutaj budynki wykazują ślady wojny. W środku między dużymi budynkami stoi
        drewniany barak z napisem: „Wstęp surowo wzbroniony. Odwszalnia”. Uderza nas
        przerażający smród. Co tam w środku się dzieje? Pod pojęciem „odwszalnia”
        niewiele możemy sobie na razie wyobrazić. „Będziecie mieli jeszcze dużo okazji,
        żeby wejść tam do środka. A teraz idźcie do jadalni na śniadanie”. Przynoszą
        nam pierwszy posiłek w niemieckiej armii, smaczną zupę z drobiu. Pomimo zimna i
        długiej jazdy koleją nie mamy właściwie apetytu. Ten poranny spacer przez
        Warszawę trochę nas wszystkich zmęczył.
        Leżymy w naszej kwaterze na pryczach i każdy pogrążony jest w swoich myślach.
        Jest to nasz pierwszy dzień w Warszawie. Nasza kwatera mieści się w dawnym
        budynku szkolnym; gdy wyglądam z okna, obejmuję wzrokiem cały rozciągający się
        przede mną plac trzech Krzyży. Jest niedzielny poranek i ulica roi się od
        mundurów. Oddział szoferów, do którego zostaliśmy tymczasowo wcieleni, jest na
        razie nieobecny. „Przewożą rannych z pociągu sanitarnego do lazaretów” –
        objaśnia wartownik. „Czekajcie tutaj, aż ktoś przyjdzie i was poinstruuje” –
        brzmi rozkaz. I tak czekamy na to, co ma przyjść. Nad moją pryczą umieszczony
        jest napis:

        Żołnierz stanowi we wszystkich czasach ową elitę narodów, która oddając w
        służbę swoje ciała, a gdy trzeba także życie, umożliwia i zabezpiecza życie
        pozostałej ludności. W godzinach, w których Opatrzność odważa wartość
        poszczególnych narodów, wstępuje on przed sąd Boga Wszechmogącego. Na sądzie
        tym waży się narody i albo uznaje się je za zbyt lekkie i tym samym skazane na
        wymazanie z księgi życia i historii, albo uznaje się je godnymi roli nosiciela
        nowego życia.
        Adolf Hitler
        • Gość: Krzysiak Czym to skanowales? IP: *.icpnet.pl 27.07.04, 20:07
          • stefan_ems Re: Czym to skanowales? 27.07.04, 20:16
            Daj chłopakowi spokój, niech oświeca nasz "tępy śląski umysł" zdarzeniami z
            Warszawy, wyżyj się grba! I nie przeszkadzaj sobie, zapewne będzie Ci się lepiej
            spało.
            Pzdr.
            • grba Re: Czym to skanowales? 27.07.04, 20:20
              stefan_ems napisał:

              > Daj chłopakowi spokój, niech oświeca nasz "tępy śląski umysł" zdarzeniami z
              > Warszawy, wyżyj się grba! I nie przeszkadzaj sobie, zapewne będzie Ci się
              lepie
              > j
              > spało.
              > Pzdr.
              >


              Emsik skąd u ciebie piana na ustach?
              Przecież do tylko historyczny dokument z epoki, w którym autor opisuje dalej
              los rannego żołnierza niemieckiego.
              • stefan_ems Re: Czym to skanowales? 27.07.04, 20:27
                A skąd wiesz, że właśnie po szychcie otwarłem sobie piwko?
                Pisz dalej, rzeczywiście wzruszająca fabuła, carrramba pewnie po chusteczki
                poleciał ;-)
                • carrramba Re: Czym to skanowales? 27.07.04, 20:34
                  stefan_ems napisał:

                  > A skąd wiesz, że właśnie po szychcie otwarłem sobie piwko?
                  > Pisz dalej, rzeczywiście wzruszająca fabuła, carrramba pewnie po chusteczki
                  > poleciał ;-)

                  Zapewniam Cię Stefan, że czytam z wielką uwagą i powagą.
                  Na tym forum, takie tematy nieczęsto goszczą.


                  • stefan_ems Re: Czym to skanowales? 27.07.04, 20:37
                    No właśnie, bo co ma piernik do wiatraka, ale spoko, już nie przeszkadzam.
                    • carrramba Re: Czym to skanowales? 27.07.04, 20:42
                      stefan_ems napisał:

                      > No właśnie, bo co ma piernik do wiatraka, ale spoko, już nie przeszkadzam.
                      A pisz sobie . Ja tylko uważam, że są wątki z których nie można sobie robić
                      żartów, jak robi to- dupek krzysiak, czy inny diablo.
              • stefa5 Re: Czym to skanowales? 27.07.04, 21:18
                Grba,
                mógłbyś podać wydawnictwo i rok wydania? Wiele wspomnień warszawiaków nie
                zawiera informacji o napisach propagandowych, hasłach etc., bo była to dla nich
                codzienność. Podobnie jak dla nas napisy w czasach PRL.
                Czytam z dużym zainteresowaniem i mam nadzieję, że cdn.
                • grba Warszawa 1942 odcinek 7 27.07.04, 21:51
                  Szoferom ze Szwajcarii chciano najpierw przydzielić oddzielną sypialnię.
                  Niestety, rozporządzenie to zostało w ostatniej chwili przez dowództwo
                  niemieckie odwołane z uzasadnieniem, że z koleżeńskich względów powinniśmy
                  sypiać razem z naszymi niemieckimi kolegami, aby w ten sposób nawiązać z nimi
                  właściwy kontakt. My zrezygnowalibyśmy jednak chętnie z tego kontaktu, gdyż
                  utraciliśmy przez to nasz szwajcarski przywilej wymyślania na wszystko, co nam
                  nie odpowiada.
                  Nagle jakiś ruch na klatce schodowej. Ktoś przeklina na pruską
                  modłę: „Przeklęci żebraczy, czy nie wiecie, że na górze nie macie nic do
                  szukania?” Rozlega się łomot, drzwi otwierają się nagle i jeden z dzielących z
                  nami Niemców zjawia się na widowni. „Sieg und Heil” – pozdrawia nas i trzaska
                  butami. Nasza odpowiedź: „Dobry wieczór”, brzmi w zestawieniu z jego powitaniem
                  bardzo niewojskowo i stajemy się też wkrótce przedmiotem kpin całego
                  oddziału. „No, chłopaki, cieszy mnie, że wy Szwajcarzy, także się ocknęliście!”
                  Odpina pas i obchodzi nas po kolei. „O, widzę, macie doskonałe wyposażenie –
                  zauważa z podziwem, badając nasze buty i ekwipunek. – W domu chyba nie każdy
                  nosi coś takiego”. „To jest nasze normalne wyposażenie wojskowe” – odpowiada mu
                  spokojnie jeden z naszych. „Tak, gdy się ma jedynie z pół dywizji policji, jest
                  to możliwe” – odpowiada ze złośliwym uśmiechem na twarzy. I oto stało się to,
                  co stać się musiało. Gdy dyskutują ze sobą dobry hitlerowiec i nie zepsuty
                  Szwajcar, nie może być między nimi zgody. Wniosek ten potwierdzał się
                  codziennie w czasie mojego pobytu na Wschodzie.
                  • Gość: harc mistrz Re: Warszawa 1942 odcinek 7 IP: 62.233.241.* 27.07.04, 23:54
                    Tak sobie czytam te ciekawe opisy okupacyjnej Warszawy'1942 i nasuwają się
                    refleksje o tej "historycznej" niemieckiej misji na "dzikim wschodzie Europy",
                    o tej niemieckiej bucie i samoupadlającej pogardzie wobec podbitego narodu
                    słowiańskiego.
                    Tę lekturę, z oczywistych powodów zakłócają mi miejscowi germanofilscy intruzi
                    tego Forum, swoimi głupimi i natrętnymi docinkami, starając się zniechęcić
                    forumowicza "Grbę" do zamieszczania następnych fragmentów tej nieznanej lecz
                    b.interesującej książki.
                    I w ten sposób nasuwa się dodatkowa refleksja, tym razem w odniesieniu do
                    obecnej rzeczywistości, uwypuklająca mentalny związek pomiędzy tamtymi łotrami
                    i kanaliami w mundurach niemieckich, a występującymi w tym wątku d u r n i a
                    m i zakłócającymi celowo ten przekaz.
                    KONTYNUUJ "GRBA" - NIECH TE DURNIE POCZUJĄ SIĘ "DUMNE" Z POCZYNAŃ WOJENNYCH
                    SWOICH "BOHATERÓW"!!!
                    ...
                    CZUWAJ, EUROPO!!!
                    • carrramba Re: Warszawa 1942 odcinek 7 27.07.04, 23:57
                      Gość portalu: harc mistrz napisał(a):

                      > Tak sobie czytam te ciekawe opisy okupacyjnej Warszawy'1942 i nasuwają się
                      > refleksje o tej "historycznej" niemieckiej misji na "dzikim wschodzie
                      Europy",
                      >
                      > o tej niemieckiej bucie i samoupadlającej pogardzie wobec podbitego narodu
                      > słowiańskiego.
                      > Tę lekturę, z oczywistych powodów zakłócają mi miejscowi germanofilscy
                      intruzi
                      > tego Forum, swoimi głupimi i natrętnymi docinkami, starając się zniechęcić
                      > forumowicza "Grbę" do zamieszczania następnych fragmentów tej nieznanej lecz
                      > b.interesującej książki.
                      > I w ten sposób nasuwa się dodatkowa refleksja, tym razem w odniesieniu do
                      > obecnej rzeczywistości, uwypuklająca mentalny związek pomiędzy tamtymi
                      łotrami
                      > i kanaliami w mundurach niemieckich, a występującymi w tym wątku d u r n i
                      a
                      > m i zakłócającymi celowo ten przekaz.
                      > KONTYNUUJ "GRBA" - NIECH TE DURNIE POCZUJĄ SIĘ "DUMNE" Z POCZYNAŃ WOJENNYCH
                      > SWOICH "BOHATERÓW"!!!
                      > ...
                      > CZUWAJ, EUROPO!!!
                      Harc Mistrzu Drogi :)
                      Oni i tak nic nie zrozumieją, ż tego co napisałeś !
                      pozdr.
                      Grba ! pisz dalej !
                      • grba Warszawa 1942 odcinek 8 28.07.04, 09:22
                        Powoli toczy się moja karetka przez most Kierbedzia w kierunku Dworca
                        Wschodniego. Ta noc znowu była ciężka. Jeszcze zostało kilku rannych do
                        odebrania z dworca, mam nadzieję, że to już dzisiaj ostatni. W trakcie
                        transportowania przez całą noc ciężko rannych, pogrążam się w myślach, które
                        nie są zbyt różowe. Jazda o bladym świcie przez zrunowane miasto nie może
                        załagodzić mojego niesmaku moralnego, zbyt głębokie są wrażenia, które
                        pozostawił we mnie pociąg z rannymi z frontu wschodniego. W byle jak opalanych
                        wagonach towarowych przybywają oni do Warszawy, żeby jak najszybciej otrzymać
                        niezbędną pomoc. Jest to wtedy możliwe, gdy tu w Warszawie nie wszystkie
                        lazarety są przepełnione, a pociągi nie muszą być dalej odsyłane. Ranni mają
                        za sobą długą, męczącą jazdę. Wielu z nich od 10-15 dni leży nago w słomie, we
                        własnym kale; smród, który wydobywa się z takiego wagonu, jest nie do opisania.
                        Wielu spośród tych, którzy umierają w drodze, wynoszą z wagonów w czasie jazdy.
                        Zdarza się jednak, że umarli leżą przez wiele dni obok żywych. Z opatrunków, w
                        których nierzadko zalęgły się już robaki, wycieka często ropa, gdyż każdy ranny
                        cierpi na odmrożenia. Każdy jest też zawszony. Jeśli któryś ma ręce
                        zabandażowane z powodu z powodu odmrożenia lub zranienia i wszy znajdują się
                        pod opatrunkiem, nie może się biedak drapać; taki ranny jest na wpół oszalały z
                        bólu. Wszyscy są potwornie wychudzeni. Jedni leżą apatycznie w wagonach, innym
                        natomiast działa na nerwy męcząca jazda, doprowadzając ich do niemal obłędu.
                        Transporty te przewożone są do lazaretów na ogół nocą, aby ludność cywilna nie
                        mogła stwierdzić, jak duże są straty na Wschodzie. Od chwili rozpoczęcia wojny
                        przeciwko Rosji duża jednostka szoferów i sanitariuszy jest stale zajęta
                        przewożeniem rannych do lazaretów. Wieczna jednostajność prowadzi do
                        przytępienia wrażliwości, wielu odnosi się dość obojętnie do potwornych
                        cierpień swoich kolegów. Chociaż najczęściej używanym w wojsku słowem
                        jest „kolega”, nie mogę pozbyć się wrażenia, że także ono stało się pustym
                        frazesem, sloganem jak wiele innych.
                        • grba Warszawa 1942 odcinek 9 28.07.04, 10:20
                          Pierwszą czynnością tych, którym powierzono transport rannych, jest – zanim
                          przystąpią do ich ratowania – przeszukanie wagonów. Poszukuje się przede
                          wszystkim, pozostawionych butów, przyborów należących do zmarłych w drodze,
                          konserw mięsnych i rybnych, które ranni otrzymali jako prowiant na drogę. Także
                          trofea wojenne zdobyte w Rosji są bardzo poszukiwanym towarem. Wszystkie te
                          rzeczy stają się przedmiotem ożywionego handlu w Warszawie i dostarczają
                          pieniędzy potrzebnych na drogie lokale nocne. Produkty żywnościowe przesyłane
                          są rodzinom w Rzeszy. Ciężko ranni są często tak zmęczeni długą jazdą koleją,
                          że nie troszczą się o swój dobytek. Im także zabiera się w wielu wypadkach co
                          bardziej cenne rzeczy i wymienia na papierosy, które na tyłach frontu ciągle
                          można jeszcze otrzymać.
                          Kiedyś w rozmowie z niemieckim szoferem Karlem oburzyłem się na to ich
                          postępowania wobec rannych kolegów. Ponieważ jest on spokojnym i starszym już
                          żołnierzem, nie mogłem zrozumieć jego uczestnictwa w tych „łupieskich
                          wyprawach”. Wyjaśnił mi, że jego żona i dzieci ledwie mogą wyżyć w domu z racji
                          żywnościowych, które tam otrzymują, i że są mu bardzo wdzięczni za te zasiłki w
                          formie konserw mięsnych i rybnych.
                        • Gość: harc mistrz -I po co Niemcom była potrzebna ta wojna światowa? IP: 62.233.241.* 28.07.04, 10:44
                          Czy oni kiedykolwiek zmądrzeją i przestaną ekspansjonować na inne kraje???

                          A werble, werble (już nie zwycięskie)... minotonnie warczały:
                          (...)
                          Pod Stal...., pod Stal..., pod Sta - lin - gradem!!!
                          Braliśmy w dupę..., braliśmy w dupę..., kameraden!!!
                          ...itd.
                          A miesiące wcześniej?...
                          Ileż to wtedy było...
                          Euforii, chwały i glorii
                          ...
                          (HKP)
                          PS.:
                          Los rannych oraz jeńców musiał być straszny. Tam na wschodnim froncie działy
                          się przerażajace i okropne rzeczy. Posyłanie żołnierzy niemieckich na Ost-
                          Front - było jak kara dyscyplinarna.
                          Te obiektywne relacje szwajcarskiego sanitariusza są wstrząsające!
                          CZUWAJ!, Europo, żeby nie było powtórki i takich doświadczeń!!!
                          • Gość: Wioletta Ale Tobie nudno!!! IP: *.icpnet.pl 28.07.04, 13:24
    • grba Warszawa 1942 odcinek 9 28.07.04, 11:12
      Łupy układa się najpierw w karetce sanitarnej po to, żeby je potem sprzedać w
      jakimś zaułku albo przeszmuglować na kwaterę, chociaż za kradzież dóbr
      wojskowych grozi kara śmierci. Komendantura w Warszawie, która wie, jak się
      sprawy przedstawiają, kazała rozwiesić odpowiednie plakaty także na rampach,
      gdzie wyładowuje się rannych. Ale żołnierz na tyłach frontu zmienia szybko
      zakłamane hasło führera:” Słuszne jest to wszystko, co nam przynosi korzyść”,
      na „Słuszne jest wszystko to, co mnie przynosi korzyść”, i rezultaty są
      widoczne na każdym kroku.
      Kieruję samochód przez zamknięty dla cywilów plac wyładunkowy do rampy nr 5.
      Polacy, którzy zawsze się tu jakoś wślizną, są zajęci układaniem zawszonych
      koców na rampie w duże stosy. Sanitariusze raczej cieszą się, gdy Polacy
      wykonują za nich tę pracę (z tego powodu toleruje się ich tutaj pomimo zakazu),
      ponieważ wszy, które są roznosicielkami tyfusu, obłażą człowieka przy pracy
      wyładunkowej, a szczególnie przy dotykaniu koców. W nagrodę wolno Polakom
      jeszcze raz przeszukać wagony, chociaż Niemcy zabrali z nich już wszystko, co
      przedstawiało jakąkolwiek wartość. Zdobycz składa się wtedy najczęściej z
      resztek chleba i rozpoczętych konserw leżących w kale, ropie i w słomie, gdzie
      roi się od wszy. Widzę, że te skażone resztki jedzenie nie są straszne w
      obliczu śmierci głodowej.
      • Gość: Krzysiak Co z twoim legendarnym usmiechem:))))))))))))))) IP: *.icpnet.pl 28.07.04, 13:26
        Chyba pistoletu nie masz:))))))))))))))))))
        • Gość: Krzysiak Poucz sie Angola!!! IP: *.icpnet.pl 28.07.04, 13:32
          To Tobie sie przyda!!!
          • Gość: harc mistrz A po latach, jak nikogo z pamiętających nie będzie IP: 62.233.241.* 28.07.04, 15:41
            ... pozostanie tylko SŁAWA I CHWAŁA NIEMIECKIEGO ORĘŻA.
            (???)
            Czy dalecy potomkowie, tych zdobywców-rycerzy z połowy XX wieku minionego
            tysiąclecia, oglądając za sto ileś lat historyczne mapy Europy i Świata,
            pomyślą o straszliwych cierpieniach jakie wszystkim przyniosła tamta wojna?
            Czy może, zafascynowani zasięgami podbojów swoich pra-pra-dziadów w mundurach
            feldgrau, spiętych klamrami pasów z napisami - odwołującymi się do
            zapomnianego Boga i Historycznych Racji - będą tylko widzieli imponujące
            kampanie, batalie i zmagania ich praojców z całym prawie nieprzyjaznym Niemcom
            światem!?
            Czy ktoś z nich będzie jeszcze kojarzył, te lapidarne opisy jakiegoś
            zaplątanego w wojenne zmagania szwajcarskiego wolontariusza-sanitariusza, z
            wielkimi kartami HISTORII - NIEMIECKIEGO WOJENNEGO MARSZU NA WSCHÓD???
            Czy ktoś będzie jeszcze pamiętał...?
            ...
            CZUWAJ I KONTYNUUJ GRBA!!!
            • bartoszcze Re: A po latach, jak nikogo z pamiętających nie b 28.07.04, 20:22
              O francuskim odwrocie znad Berezyny jakoś się nadal pamięta..
              Ale kontynuuj, Grba, bo inaczej pewnie nigdy na tę lekturę nie wpadnę.
              Potomni i tak tego wątku na Forum nie przeczytają..
      • grba Warszawa 1942 odcinek 10 28.07.04, 15:28
        Jadę wzdłuż rampy do końca pociągu, żeby zabrać jeszcze cztery ofiary tej
        wojny. Słyszę nagle ostry huk. Czy nie był to strzał z karabinu? – pytam sam
        siebie. Zatrzymuję natychmiast samochód i wysiadam. Jeden rzut oka i wszystko
        dla mnie jest jasne. Jakiś Polak chciał dać drapaka z kocem i stał się w ten
        sposób świetnym celem dla niemieckiego posterunku. Liczący mniej więcej 60 lat,
        odziany w łachmany brodacz leży teraz z przestrzelonym brzuchem na ziemi i
        wydaje się nam, że spogląda na nas ze szczególnym zdziwieniem. Czy nie chce nam
        powiedzieć: Zrobiłem przecież tylko to, co wy wszyscy robicie. Czy nie
        nakradliście kocy we wszystkich okupowanych krajach Europy i czy tutaj też ich
        nie kradniecie, tym razem waszym rannym kolegom, żeby je przeszachrować na
        mieście za parę złotych? Sądzę jednak, że dzisiejszy żołnierz niemiecki
        zapomniał, co to znaczy myśleć po ludzku i nie potrafi czytać z oczu
        umierającego Polaka. A może nie chce? „Zanieście go do baraku. Niech tam leży,
        dopóki się nie wykończy” – brzmi rozkaz dyżurnego podoficera i jęki Polaka
        przyzywającego matkę [słowo „matka” w oryginale po polsku] cichną o szarym
        świcie. Ten – według niemieckiej miary – „drobny epizod” pozbawił mnie w jednej
        chwili zapału do służby żołnierskiej pod znakiem Czerwonego Krzyża.
        • Gość: Krzysiak Forever DOROŚLI I DZIECI W OŚWIĘCIMIU IP: *.icpnet.pl 28.07.04, 15:55
          DOROŚLI I DZIECI W OŚWIĘCIMIU

          Jeżeli objąć myślą ogrom przyśpieszonej śmierci, jakiej miejscem
          - niezależnie od działań wojennych - stały się tereny Polski, to obok zgrozy
          najsilniejszym uczuciem, jakiego doświadczamy, jest zdziwienie. Uduszono i
          spalono te nieprzebrane masy ludzkie w trybie najstaranniej przemyślanej,
          zracjonalizowanej, sprawnej i udoskonalonej organizacji. Nie wyrzekano się przy
          tym sposobów bardziej dowolnych, amatorskich, odpowiadających upodobaniom
          indywidualnym. Nie dziesiątki tysięcy i nie setki tysięcy, ale miliony istnień
          człowieczych uległy przeróbce na surowiec i towar w polskich obozach śmierci.
          Oprócz szeroko znanych miejscowości, jak Majdanek, Oświęcim, Brzezinki,
          Treblinka, raz po raz odkrywamy nowe, mniej głośne. Ukryte pośród lasów i
          zielonych wzgórz, nieraz z dala od torów kolejowych, pozwały na rozwinięcie
          systemów jeszcze bardziej uproszczonych i oszczędnych. Tak znaleziono całe
          złoża umarłych, zagrzebane w Tuszynku i Wiączynie pod Łodzią. Tak wystarczył
          jeden stary pałac w Chełmnie, położony na wzgórzu, z przepięknym widokiem na
          rozkołysany trawami i zbożami krajobraz, jeden na pół zrujnowany spichrz, jedna
          w pobliżu rozległa, ściśle oparkaniona parcela młodego sosnowego lasu, by
          osiągnąć cyfrę ofiar sięgającą miliona. Wystarczył mały czerwony budynek z
          cegły obok Instytutu Anatomicznego we Wrzeszczu pod Gdańskiem, by z ludzi
          zamordowanych wytapiać tłuszcz na mydło, a skórę ich garbować na pergamin.
          Żydom aresztowanym we Włoszech, w Holandii, w Norwegii i w Czechosłowacji
          Niemcy obiecywali doskonałe warunki pracy w obozach Polski, uczonym zapewniano
          stanowiska w instytutach badań naukowych. Pewnej grupie Żydów darowano na
          własność bogate polskie miasto przemysłowe Łódź. Przy tym zalecano im, by
          zabierali ze sobą tylko rzeczy najcenniejsze. Gdy transport więźniów przybywał
          na miejsce przeznaczenia, ludzie wysiadali z wagonów na jedną stronę toru,
          walizki zaś zrzucano w wielkie stosy po stronie przeciwnej. Ponadto w blokach
          mieszkalnych kazano im się wszystkim rozbierać przed wejściem do łazienki i
          ubrania starannie złożyć. Gdy stamtąd wyszli, nikt z nich ubrania swego nie
          odnalazł. Jednych wpędzono prawie nagich do komory gazowej lub do hermetycznych
          samochodów, w których podczas jazdy do krematorium dusili się gazem spalinowym.
          Inni otrzymywali w zamian łachmany w których prowadzeni byli do pracy. Jak w
          innych obozach, i w Oświęcimiu gromadziły się całe składy ubrań wełnianych,
          obuwia, kosztowności, przedmiotów osobistego użytku. Naładowane towarem pociągi
          odchodziły do Rzeszy. Brylanty zdemontowanych pierścieni wywożono w
          zakorkowanych butelkach. Wagonami szły całe skrzynie okularów, zegarki,
          puderniczki, szczoteczki do zębów - wszystko miało swoją wartość. Utylizowanie
          spalonych kości na nawóz, tłuszczu na mydło, skóry na wyroby skórzane, włosów
          na materace - to był już tylko produkt uboczny tego olbrzymiego
          przedsiębiorstwa państwowego, przynoszącego w ciągu lat nieobliczalne dochody.
          Ta stała dywidenda płynęła z ludzkiej męczarni i z ludzkiego przerażenia, a
          także z ludzkiego upodlenia i zbrodni, i stanowiła istotną ekonomiczną rację
          całej imprezy obozów. Ideologiczny postulat wytracenia ras i narodów służył
          temu celowi, stanowił jego usprawiedliwienie. Od więźniów, powracających teraz
          do Polski z obozów niemieckich, z Dachau, z Oranienburga, dowiadujemy się
          nowych szczegółów, które uzupełniają naszą wiedzę o faktycznym stanie rzeczy.
          Okazuje się, że w Rzeszy całe zastępy specjalistów zajmowały się rozpruwaniem
          ubrań i obuwia zwożonego z obozów polskich do centrali. W szwach odzienia, w
          podeszwach i pod obcasami trzewików znajdowali oni mnóstwo zaszytych złotych
          monet. Nie darmo po śmierci Himmlera odkryto schowane w jego siedzibie pod
          Berchtesgaden setki tysięcy funtów szterlingów w dewizach dwudziestu sześciu
          państw. Przy zapoznaniu się z niezwykłym zjawiskiem Oświęcimia - zarówno na
          zasadzie materiału, który przyniosły zeznania świadków, jak przy naocznych
          oględzinach miejsca dramatu - uderza fakt bardzo celowego przystosowania
          systemu i urządzeń tego obozu do zadania mającego charakter dwojaki: polityczny
          i ekonomiczny, można by rzec - idealny i praktyczny. Zadaniem politycznym było
          uwolnienie pewnych terenów od ich mieszkańców, by terenami tymi wraz z ich
          naturalnym i kulturalnym bogactwem niepodzielnie zawładnąć. Zadaniem
          ekonomicznym było, aby samo przeprowadzenie tego zamierzenia nie tylko nie
          przyniosło uszczerbku, nie powodowało żadnych kosztów, ale na odwrót: aby stało
          się zarazem źródłem, z którego można ciągnąć zyski - po pierwsze w postaci
          wykonanej przez więźniów pracy dla fabryk przemysłu wojennego, po drugie w
          naturze, to jest majątki zagarniętym po zmarłych. Tak zamyślona i zrealizowana
          impreza była dziełem ludzi. Oni byli jej wykonawcami i jej przedmiotem. Ludzie
          ludziom zgotowali ten los. Jacyż byli ci ludzie? Przed Komisją Badania Zbrodni
          Niemieckich przesunął się szereg byłych więźniów obozu, ocalałych od śmierci
          wbrew wszelkiej nadziei. Byli między nimi ludzie nauki, politycy, lekarze,
          profesorowie, stanowiący chlubę swoich narodów. Każdy ocalał jeden spośród
          swoich najbliższych, każdy dowiedział się o śmierci swoich rodziców, swej żony
          albo dzieci. Ocaleli, wcale na to nie licząc. Doktor Mansfeld, profesor
          uniwersytetu w Budapeszcie, powiedział: "Tylko dlatego mogłem to przeżyć, że
          ani przez chwilę nie wierzyłem w ocalenie. Gdybym oddawał się złudzeniom, nie
          miałbym tego moralnego spokoju, który zachował mnie przy życiu". Zadaniem tych
          ludzi w obozie było niesienie pomocy innym wówczas, gdy sami co dnia ocierali
          się o śmierć, gdy na równi z innymi podlegali wszelkim odmianom udręczenia.
          Jako lekarze byli Niemcom potrzebni w obozie, to dawało im pewne możliwości
          ratowania ich ofiar. Tak, doktor Grabczyński, z Krakowa, objąwszy blok Nr 22,
          miejsce mordu i postrach kierowanych tam na "wykończenie" chorych, przeobraził
          go w szpital prawdziwy. Nie tylko otoczył ich opieką jako lekarz, nie tylko
          wyjednał dla nich lekarstwa i środki opatrunkowe, ale podstępem bronił ciężko
          chorych od zagazowania, ratował ich życie, zapewniając, źe w ciągu pięciu dni
          będą zdrowi. Ale i ci, którzy własnymi rękami wykonywali ten precyzyjny plan
          mordu i grabieży, byli także ludźmi. I ludźmi byli ci, którzy rozszerzali ramy
          rozkazów, którzy mordowali ponad przepisaną normę z amatorstwa. Ze świetnych
          pod względem plastyki zeznań posła Mayera, który dwanaście lat swego życia
          spędził w obozach niemieckich, mamy pojęcie, jak wyglądali oprawcy z
          Oświęcimia. Największym zbrodniarzem w obozie był August Glass, krępy i
          muskularny, przechadzający się co dnia po blokach kolebiącym się krokiem
          atlety. Ten upatrzone ofiary bił w nerki w ten sposób, żeby nie zostawić
          śladów, a śmierć następowała po trzech dniach. Inny stawiał stopę na gardle
          człowieka i miażdżył mu krtań swym ciężarem. Inny zanurzał głowę więźnia w
          kadzi, tak długo ją trzymając, póki nieszczęsny się nie udusił. Jeden z
          najbardziej krwiożerczych blokowych, zawodowy złoczyńca, był bardzo wymagający
          przy apelu i za niedokładne wyczyszczenie ubrania lub butów uderzał gumą,
          zakończoną ołowiem, po głowie tak celnie, że na miejscu zabijał. Zależało mu na
          tym, by mieć na dzień piętnastu zabitych. Jeszcze inny, wysoki na dwa metry, o
          długim nosie, długiej twarzy i wąskich oczach, z poruszającą się na szyi
          grdyką, z bardzo długimi rękami
          - codziennie tymi rękami dusił przed śniadaniem kilku więźniów, wybierając ich
          sobie na oko w różnych blokach podczas porannej przechadzki. Niewątpliwie byli
          to ludzie, którzy mogli to robić, ale robić tego nie musieli. Zawczasu jednak
          uczyniono wszystko, by wydobyć z nich i uruchomić te siły, które drzemią w
          podświadomości człowieka i które - nie zbudzone
          - mogłyby nigdy nie dojść do głosu. Nadzwyczaj staranna selekcja i dobrze
        • grba Warszawa 1942 odcinek 11 28.07.04, 16:00
          Nie mogę zrozumieć, dlaczego młody żołnierz tak całkowicie podporządkował się
          metodom swojego dowództwa zatracając wszelki zmysł krytyczny i umiejętność
          samodzielnego myślenia. Dzień w dzień obserwuję tutaj, jak wracający z frontu
          ciężko ranny żołnierz nie ma już nic wspólnego z tymi, których spotykam
          wieczorem w „Deutsches Haus” i którzy po raz pierwszy udają się na front
          wschodni. Każdy, kto doświadczył na własnej skórze w zimnej, bezlitosnej Rosji,
          czym jest naprawdę, staje się na chwilę bardziej krytyczny i zaczyna myśleć.
          Ale po kilku tygodniach pobytu w lazarecie wszystko jest znowu po staremu.
          Jasność widzenia spraw znika i znów jest dla nich zaszczytem, że pozostawili w
          Rosji ręce i nogi dla führera.
          • grba Warszawa 1942 odcinek 12 28.07.04, 18:59
            Z rozmów, które tej nocy prowadziłem z rannymi, wynika, że wielu spośród nich
            dotarło do peryferyjnych przystanków autobusowych Moskwy. Okupiony ogromnymi
            stratami odwrót udowodnił im potem, że Rosjanie nie są ani tchórzliwymi
            podludźmi, ani niezdyscyplinowaną hordą, lecz otwartymi, bezlitosnymi
            bojownikami. Powiedziałem niemieckiemu lekarzowi. z którym często jeżdżę razem,
            że żołnierz, który powraca z frontu, nie jest już całkiem tym samym
            człowiekiem, co przedtem. „Drogi przyjacielu, pan nas nie docenia –
            odpowiedział mi. – Jeśli żołnierz opuszcza lazaret żywy, może być pan pewien,
            że jest on także zdrowy moralnie. Rok 1918 nigdy się nie powtórzy. Gdyby któryś
            z nich wbrew wszelkim oczekiwaniom nie wyzdrowiał duchowo, nie otrzyma urlopu
            zdrowotnego do kraju”.
            Przekonałem się, że lekarz ten miał rację. Tutaj pomyślano o wszystkim. W
            lazarecie prasa i radio, lekarze i siostry tak urabiają rannego, że jego
            ewentualne wątpliwości co do ostatecznego zwycięstwa szybko zostają rozwiązane.
            • grba Warszawa 1942 odcinek 13 28.07.04, 20:11
              Na przykład dzisiaj w nocy, podczas jednego z kursów między dworcem a
              lazaretem, miałem już załadowaną karetkę, to znaczy umieściłem w niej czterech
              ciężko rannych na noszach. Chcę właśnie opuścić wagon towarowy, żeby odjechać,
              a tu podnosi się na łokciach chudy jak szkielet feldfebel i błaga mnie, żebym
              go zabrał; jeśli przyjdzie mu dalej marznąć, niechybnie zdechnie w tym wagonie.
              Widzę, że potrzebna tu natychmiastowa pomoc, i pytam go, czy wytrzyma jazdę na
              przednim siedzeniu obok mnie> „Chyba tak – wyjąkał – amputowano mi obydwie
              nogi”. Podnoszę go z kałuży kału i ropy i podnoszę tych 40 kilogramów, które
              może jeszcze ważyć, na przednie siedzenie. O mało nie zwymiotowałem, tak
              śmierdział ten człowiek, ale zacisnąłem zęby, żeby nic nie dać po sobie
              poznać. „Chcesz papierosa?” – pytam feldfebla, „Jeśli masz, daj. Od dawna już
              nie widziałem papierosa”. Poczęstowałem go laurensem i facet łapczywie zaciąga
              się dymem. Odjęto mu obydwie nogi poniżej kolan. Próbuję go trochę
              rozweselić. „Dla ciebie, kolego, wojna już się skończyła, wkrótce znajdziesz
              się w domu”. „Te świnie...” – pada z jego ust. Myślę, że chodzi znowu o
              rosyjskie lub polskie świnie, gdyż jest to niemieckie określenie tych narodów.
              Bez zachęty z mojej strony mówi dalej: „Gdy leżałem ranny i nieprzytomny w
              głównym punkcie opatrunkowym, ukradziono mi portfel z pieniędzmi. Zasrana
              przeklęta banda”. Co mam mu na to powiedzieć?
              • grba Warszawa 1942 odcinek 14 28.07.04, 21:34
                W czasie innego przejazdu mam obok siebie, na przednim siedzeniu, oficera
                artylerii z Wiednia. Ten odmroził sobie wszystkie palce u nóg. Znowu
                spróbowałem nawiązać z nim rozmowę, oferując mu szwajcarskiego papierosa.
                Chciałem skierować rozmowę na taktyczny odwrót spod Moskwy, ale on ofuknął mnie
                ostro: czy wy, Szwajcarzy, jesteście takimi idiotami, żeby wierzyć w te bzdury?
                Jeszcze tylko tego brakuje, żeby mówiono, że także z taktycznych względów
                kazano mi odmrozić palce u nóg. Nie mogę zrozumieć, jak można uczestniczyć – i
                to dobrowolnie w tej zasranej wojnie”. Ponieważ wiem, że dla człowieka
                nastawieniu urlop zdrowotny raczej nie wchodzi w rachubę, ofiarowuję mu tytułem
                rekompensaty całą paczkę szwajcarskich papierosów, tutaj w Warszawie rzecz
                bardzo drogocenną.
                • Gość: harc mistrz Jak to na wojence ładnie - byle "blitzkriegi" były IP: 62.233.241.* 28.07.04, 23:07
                  Zabijali dla swego oszalałego wodza Hitlera, zadawali okrutne cierpienia innym
                  narodom, lecz sami też cierpieli i przeżywali okropieństwa wojny.
                  Czy można im było współczuć, jak okazywał im to uczucie kierowca sanitarki
                  Czerwonego Krzyża ze Szwajcarii???
                  Chyba tylko tym, którzy potrafili wyciagać wnioski, i których ta "głupia
                  wojna", wywołana przez Niemcy - czegoś nauczyła.
                  Czy aby na długo???...
                  ...
                  CZUWAJ, REFLEKSJO!!!
                  Kontynuuj tę przejmującą opowieść, Grba!
                  • carrramba Re: Jak to na wojence ładnie - byle "blitzkriegi" 28.07.04, 23:16
                    Gość portalu: harc mistrz napisał(a):

                    > Zabijali dla swego oszalałego wodza Hitlera, zadawali okrutne cierpienia
                    innym
                    > narodom, lecz sami też cierpieli i przeżywali okropieństwa wojny.
                    > Czy można im było współczuć, jak okazywał im to uczucie kierowca sanitarki
                    > Czerwonego Krzyża ze Szwajcarii???
                    > Chyba tylko tym, którzy potrafili wyciagać wnioski, i których ta "głupia
                    > wojna", wywołana przez Niemcy - czegoś nauczyła.
                    > Czy aby na długo???...
                    > ...
                    > CZUWAJ, REFLEKSJO!!!
                    > Kontynuuj tę przejmującą opowieść, Grba!
                    Grba, czytamy Twój wątek. Dzięki:)
        • grba Warszawa 1942 odcinek 15 29.07.04, 09:17
          Przyjeżdżam karetką sanitarną na Czyste do szpitala, jak wiele innych
          zarekwirowanego przez Niemców. Przed barakiem, w którym mieści się odwszalnia,
          na pojawienie się sanitariuszy czeka już wiele karetek załadowanych rannymi.
          Pomimo łomotania i krzyku rannych, którzy zaopatrzeni w jeden koc żałośnie
          marzną na 25-stopniowym mrozie, ciągle jeszcze nikt nie przychodzi. Tutaj także
          ofiarność sanitariuszy bardzo osłabła. Spaceruję przed karetką, żeby rozgrzać
          trochę zdrętwiałe z zimna stopy. Widzę, jak jeden z rannych na małej, pokrytej
          szronem szybie okiennej wewnątrz mojej karetki rysuje na lodzie znak krzyża.
          Instynktownie wyczuwam, że ten człowiek dogorywa. Biegnę do odwszalni, żeby
          znaleźć tam jakiegoś sanitariusza. Jeden właśnie wstał z krzesła i otwiera w
          sąsiednim pomieszczeniu butelkę z sokiem owocowym. „Kolego, pomóż mi, w moim
          wozie kona człowiek, przenieśmy go przynajmniej tutaj do ciepła”. „Jeżeli jest
          aż w takim stanie, to przecież i tak umrze”. – odpowiada mi i znudzony sączy
          swój napój. Śmierć bohaterską wyobrażałem sobie trochę bardziej romantycznie.
          • grba Warszawa 1942 odcinek 16 29.07.04, 12:34
            Już w wkrótce po przybyciu do Warszawy, w tej atmosferze gwałtu i bezprawia,
            zacząłem szukać instynktownie jakiejś duchowej rekompensaty, jakiejś
            przeciwwagi, żeby móc porozmawiać o przeżywanych okropnościach, odnajdując
            ludzi podobnie jak ja myślących i odczuwających tę samą pogardę. Najprościej
            byłoby nawiązać znajomość z Polakami. Odznakę Czerwonego Krzyża noszę tak,
            żeby możliwie jak najbardziej rzucała się w oczy, z mojego krzyża
            szwajcarskiego na czapce jestem dumny, jak jeszcze nigdy w życiu, pistolet
            zostawiam najchętniej w domu, mimo rozkazu noszenia broni zawsze przy sobie.
            Robię to wszystko, żeby nie być zaliczanym do Niemców i móc występować wobec
            Polaków jako przyjaciel. Nawiązanie z nimi kontaktu jest jednak niezwykle
            trudne, nieufność Polaków zdaje się być na pierwszy rzut oka nie do pokonania.
            Każdy mundur kojarzy im się ze zdradą i terrorem. Stwierdzam wkrótce, że służba
            w szeregach Czerwonego Krzyża nie jest czymś mało ważnym, a właśnie tutaj
            nadarza się okazja urzeczywistnienia idei Czerwonego Krzyża. Mam mocne
            postanowienie pomagać wszędzie tam, gdzie pomoc jest potrzebna, a nie tylko
            tam, gdzie mi na to pozwalają.
            Jak wynika z instrukcji, którą przekazano nam wkrótce po naszym przyjeździe do
            Polski, Wehrmacht, do którego teraz także należę, zdaje się mieć mało
            zrozumienia dla naszych ideałów. Panuje tutaj pogląd, że Czerwony Krzyż jest
            instytucją dla ludzi, a Polacy do tego gatunku nie należą. Nie zważając na to,
            po pokonaniu okazywanej mi z początku nieufności, zawieram pierwszą polską
            znajomość.
    • Gość: Krzysiak Re: Warszawa 1942 to tania ksiazka za 12 pln IP: *.icpnet.pl 29.07.04, 15:19
      93. Blattler Franz Warszawa 1942. Zapiski szofera szwajcarskiej misji
      lekarskiej. Oprac. Tomasz Szarota. - Warszawa : PWN, 1982. - 227, [2] s.
      12.00 .
      • Gość: YKrzysiak forever Oto link http://www.antykwariat-verso.pl IP: *.icpnet.pl 29.07.04, 15:21
        • grba Re: Oto link http://www.antykwariat-verso.pl 29.07.04, 15:28
          Nakład 5 000 + 250 egz.
          Oddano do druku w grudniu 1979 roku
          Podpisano do druku w maju 1982 roku
          Druk ukończono w lipcu 1982 roku
          • rico-chorzow Re: Oto link http://www.antykwariat-verso.pl 29.07.04, 15:33
            grba napisał:

            > Nakład 5 000 + 250 egz.
            > Oddano do druku w grudniu 1979 roku
            > Podpisano do druku w maju 1982 roku
            > Druk ukończono w lipcu 1982 roku

            Co to jest Warszawa?
            • freedom-fucker Re: Oto link http://www.antykwariat-verso.pl 29.07.04, 15:37
              rico-chorzow napisał:

              > Co to jest Warszawa?

              Co to jest slazaczka wyciupciana przez sowieckiego soldata?
              • rico-chorzow Re: Oto link http://www.antykwariat-verso.pl 29.07.04, 15:39
                freedom-fucker napisał:

                > rico-chorzow napisał:
                >
                > > Co to jest Warszawa?
                >
                > Co to jest slazaczka wyciupciana przez sowieckiego soldata?



                O polskim Pan zapomniał.
                • freedom-fucker Re: Oto link http://www.antykwariat-verso.pl 29.07.04, 15:44
                  rico-chorzow napisał:

                  > freedom-fucker napisał:
                  >
                  > > rico-chorzow napisał:
                  > >
                  > > > Co to jest Warszawa?
                  > >
                  > > Co to jest slazaczka wyciupciana przez sowieckiego soldata?
                  >
                  >
                  >
                  > O polskim Pan zapomniał.

                  A u was murzynow bija?
                  • rico-chorzow Re: Oto link http://www.antykwariat-verso.pl 29.07.04, 15:50
                    freedom-fucker napisał:

                    > rico-chorzow napisał:
                    >
                    > > freedom-fucker napisał:
                    > >
                    > > > rico-chorzow napisał:
                    > > >
                    > > > > Co to jest Warszawa?
                    > > >
                    > > > Co to jest slazaczka wyciupciana przez sowieckiego soldata?
                    > >
                    > >
                    > >
                    > > O polskim Pan zapomniał.
                    >
                    > A u was murzynow bija?



                    Nie,"ciupciają"
                  • grba Warschau 1942 29.07.04, 15:53
                    Oryginał ukazał sie w 1945 po zakończeniu wojny w Zurychu w wydawnictwie
                    oficyny F.G. Micha and Co.

                    Warschau 1942. Tatsachenbericht eines Motofahrers der zweiten schweizerichen
                    Aerztemission 1942 in Polen.
                    Autorem jest Franz Mawick (Blattler to pseudonim), który próbował wydać ją w
                    1943 po powrocie z Warszawy.
                    Czerwony Krzyż zagroził mu wtedy konsekencjami, za ujawnienie "tajemnicy
                    służbowej".
                    • rico-chorzow Re: Warschau 1942 29.07.04, 15:58
                      grba napisał:

                      > Oryginał ukazał sie w 1945 po zakończeniu wojny w Zurychu w wydawnictwie
                      > oficyny F.G. Micha and Co.
                      >
                      > Warschau 1942. Tatsachenbericht eines Motofahrers der zweiten schweizerichen
                      > Aerztemission 1942 in Polen.
                      > Autorem jest Franz Mawick (Blattler to pseudonim), który próbował wydać ją w
                      > 1943 po powrocie z Warszawy.
                      > Czerwony Krzyż zagroził mu wtedy konsekencjami, za ujawnienie "tajemnicy
                      > służbowej".

                      Tej,która została wyklejona/wywieszona w Bolesławcu?
                      • pstrykaj Re: Warschau 1942 29.07.04, 16:12
                        jeśli to żart, to nie na miejscu. Poczytaj fragmenty i nie drwij .
                      • grba Re: Warschau 1942 29.07.04, 16:16
                        rico-chorzow napisał:

                        > grba napisał:
                        >
                        > > Oryginał ukazał sie w 1945 po zakończeniu wojny w Zurychu w wydawnictwie
                        > > oficyny F.G. Micha and Co.
                        > >
                        > > Warschau 1942. Tatsachenbericht eines Motofahrers der zweiten schweizeric
                        > hen
                        > > Aerztemission 1942 in Polen.
                        > > Autorem jest Franz Mawick (Blattler to pseudonim), który próbował wydać j
                        > ą w
                        > > 1943 po powrocie z Warszawy.
                        > > Czerwony Krzyż zagroził mu wtedy konsekencjami, za ujawnienie "tajemnicy
                        > > służbowej".
                        >
                        > Tej,która została wyklejona/wywieszona w Bolesławcu?




                        Erika zrozumiała, a ty betonie nie.
                        • carrramba Re: Warschau 1942 29.07.04, 21:22
                          A to już za duże masz wymagania. Wystarczy, że przeczytał. Zrozumienie- to inna
                          bajka.
    • Gość: YKrzysia forever Kto to napisał? IP: *.icpnet.pl 29.07.04, 15:51
      ROZDZIAŁ VII

      Walka z siłami czerwonych

      W latach 1919-1920, a także w roku 1921 osobiście uczestniczyłem w tak zwanych
      burżuazyjnych spotka¬niach. Cokolwiek dowiedziałem się o tych prorokach
      burżuazyjnego świata i rzeczywiście nie zdziwiłem się, gdy zrozumiałem,
      dlaczego oni przykładali tak małą wagę do mówionego słowa. Uczestniczyłem także
      w spotkaniach demokratów, niemieckich nacjonalistów, niemieckiej partii ludowej
      i bawarskiej partii ludowej (Bawarska Partia Centrum). To, co uderzyło mnie na
      początku, to trwała jednomyślność publiczności. Prawie wszyscy, którzy brali
      udział w takich demonstracjach, byli zwolennikami partii. Brak było dyscypliny
      i w su¬mie wyglądało to bardziej na karciane spotkanie niż zgromadzenie ludzi,
      którzy właśnie przeprowadzali re¬wolucję. Mówcy robili wszystko, co w ich mocy,
      aby utrzymać tę pokojową atmosferę. Wygłaszali oni czy jeszcze lepiej,
      większość z nich czytała przemówienia w stylu zręcznego artykułu prasowego czy
      też rozpra¬wy naukowej unikając wszelkich silnych wrażeń, tu i tam wprowadzano
      kiepski żart, na których w od¬powiedzi gentlemani na podium obowiązkowo
      parskali rubasznym śmiechem - nie głośno, lecz z rezerwą. Po trzech kwadransach
      takiego zebrania, które przerywane było odgłosem kogoś wychodzącego lub
      brzękiem na¬czyń noszonych przez kelnerkę, lub też ziewaniem wielu osób spośród
      słuchaczy, cała publiczność drzemała jakby w rodzaju transu. Na zakończenie
      przewodniczą¬cy nawoływał do niemieckiej patriotycznej pieśni.
      Na tym spotkanie kończyło się, każdy śpieszył do wyjścia. Jeden na piwo, inny
      do kawiarni, a jeszcze inny po prostu na świeże powietrze.
      Narodowosocjalistyczne spotkania nie były w żaden sposób "pokojowymi". Fale
      dwóch poglądów na świat ścierały się ze sobą i spotkania nie kończyły się
      prze¬mielaniem nudnej, patriotycznej pieśni, ale fanatyczny¬mi wybuchami
      popularnej i nacjonalistycznej pieśni. Od początku było ważne, aby na naszych
      spotkaniach wprowadzić ślepą dyscyplinę i ustanowić całkowitą władzę
      przewodniczącego.
      A mieliśmy na naszych spotkaniach bojowych prze¬ciwników - zwolenników
      Czerwonej Flagi. Przycho¬dzili zawsze w zwartych grupach z kilkoma agitatorami
      pomiędzy sobą i na każdej twarzy można było wy¬czytać: "mamy zamiar wszystko
      dzisiaj wygarnąć!" Ze¬branie wisiało na włosku i tylko energia
      przewodniczą¬cego, surowe, szorstkie traktowanie przez naszą straż, udaremniło
      intencje naszych przeciwników - ci ostatni mieli powód, aby się na nas złościć.
      Wybraliśmy czer¬wień dla naszych plakatów po dokładnym i starannym rozważeniu.
      Naszą intencją było zirytowanie lewicy, doprowadzenie ich do wściekłości i
      sprowokowanie do przyjścia na nasze spotkania - nie tylko w celu prze¬konania
      ich, ale również po to, aby mieć szansę poroz¬mawiania z nimi.
      Potem nasi oponenci przystępowali do wygłaszania apeli kierowanych
      do "świadomego klasowo proletaria¬tu", aby przychodził tłumnie na nasze
      spotkania i ude¬rzył swoją "proletariacką pięścią" w "monarchistyczną,
      reakcyjną agitację" reprezentowaną przez nas.
      Nasze spotkania były od początku wypełnione robotnikami, jeszcze na trzy
      kwadranse przed ich rozpoczę¬ciem. Przypominały beczkę prochu gotową do
      wybu¬chu w każdej chwili po przytknięciu zapałki. Ale zaw¬sze było odwrotnie.
      Ludzie przychodzili jako wrogo¬wie, a odchodzili może nie przygotowani do
      przyłącze¬nia się do nas, ale w każdym razie w refleksyjnym nastroju i gotowi
      do krytykowania i badania zgodności naszych doktryn.
      Wtedy pojawiały się słowa: "proletariusze! unikajcie spotkań nacjonalistycznych
      agitatorów!" Podobnie nie¬zdecydowaną taktykę można było obserwować w
      czer¬wonej prasie.
      Ludzie stali się ciekawi naszego ruchu. Nagle zmie¬niła się taktyka stosowana
      wobec nas i przez pewien okres byliśmy traktowani jak prawdziwi kryminaliści
      występujący przeciw ludzkości. Artykuły, jeden po dru¬gim, głosiły i
      demonstrowały naszą przestępczość, a skandaliczne opowieści sfabrykowane od "a"
      do "z" miały dokonać tej sztuki. Ale w krótkim okresie czasu nasi wrogowie
      przekonali się sami, że takie ataki nie przynoszą żadnego efektu: faktycznie te
      działania rze¬czywiście pomogły skoncentrować ogólną uwagę pros¬to na nas.
      Jedyną przyczyną, dla której nigdy nie doszło do rozpędzenia naszych spotkań,
      było niewątpliwie nie¬zwykłe tchórzostwo wykazywane przez przywódców naszych
      przeciwników. We wszystkich krytycznych chwilach te nikczemne kreatury czekały
      na zewnątrz na rezultat eksplozji.
      W tym okresie byliśmy zmuszeni przejąć ochronę naszych spotkań we własne ręce;
      nie można było nigdy liczyć na ochronę ze strony oficjalnych władz. Wprost
      przeciwnie - doświadczenie wykazało, że one zawsze sprzyjały zakłócającemu
      elementowi. Jedynym rzeczy¬wistym sukcesem towarzyszącym oficjalnej akcji było
      rozwiązanie spotkania, czyli jego całkowite wstrzyma.. nie, a to faktycznie
      było celem i przedmiotem zabiegów naszych przeciwników, którzy przychodzili,
      żeby nam przeszkadzać.
      Tak więc doszliśmy do przekonania, że każde nasze spotkanie, które zależy
      tylko od ochrony policji, przynosi kompromitację organizatorom w oczach mas.
      Bardzo często garstka stronników stawiała heroiczny opór wściekłemu i
      gwałtownemu tłumowi czerwonych. Tych piętnastu czy dwudziestu mężczyzn pokonano
      by z pewnością, ale reszta wiedziała dobrze, że najpierw trzy lub cztery razy
      więcej z nich dostałoby po gło¬wach, a oni nie zamierzali tym ryzykować.
      Było jasne dla każdego, że rewolucja możliwa była tylko dzięki niszczycielskim
      metodom burżuazji, która rządziła naszym narodem.
      Nawet wtedy byłoby mnóstwo pięści gotowych do obrony niemieckiego narodu, ale
      brakowało czaszek gotowych do pękania. Jak często widziałem oczy mło¬dych ludzi
      błyszczące w odpowiedzi wtedy, kiedy wyja¬śniałem im istotę ich misji i
      zapewniałem ich bez przer¬wy, że cała mądrość na tej ziemi jest niczym, o ile
      nie jest zastępowana i chroniona przez siłę, że łagodne bóstwa pokoju nie mogą
      poruszać siły, jeżeli nie towa¬rzyszy im bóg wojny, i że każdy wielki akt
      pokoju musi być chroniony i wspomagany przez siłę. W ten sposób idea służby
      wojskowej dotarła do nich w dale¬ko bardziej żywotnej formie - jako realizacja
      obo¬wiązku każdego mężczyzny gotowego poświęcić swoje życie, by jego naród mógł
      żyć wszędzie po wszystkie czasy.
      Ci młodzi ludzie nie zawiedli!
      Niczym rój szerszeni rzucili się na przeszkadzających mężczyzn w naszych
      spotkaniach, nie zważając na prze¬wagę liczebną, nie dbając o rany i krwawą
      ofiarę, przepełnieni po brzegi wielką ideą, świętą misją, aby oczyścić drogę
      dla naszego Ruchu.
      Już w lecie 1920 roku oddziały do utrzymania po¬rządku zaczęły stopniowo
      przyjmować określoną formę i do wiosny 1921 roku zostały one podzielone według
      stopni na kompanie, które znowu zostały podzielone na mniejsze sekcje.
      To było konieczne, ponieważ w tym czasie nasza działalność i częstotliwość
      naszych spotkań ciągle wzra¬stały.
      Organizacja naszych grup dla utrzymania porządku na spotkaniach posłużyła do
      wyjaśnienia bardzo trud¬nego problemu. Do tej pory ruch nie posiadał
      em¬blematów partyjnych i flag. Brak tych symboli był mankamentem nie tylko
      wtedy, także w przyszłości był nie do pomyślenia, ponieważ członkowie partii
      nie mie¬li wyróżniających ich znaków członkostwa, a w przy¬szłości brak pewnych
      znaków symbolizujących ruch był nie do zaakceptowania.
      Co najmniej raz w mojej młodości z punktu widze¬nia uczuć odczułem wyraźnie
      psychologiczną ważność takiego symbolu. W Berlinie, po wojnie, byłem obecny na
      masowej demonstracji marksistów przed królewskim pałacem. Morze czerwonych
      flag, czerwonych szarf i czerwonych kwiatów dawało zewnętrzny obraz siły temu
      tłumowi, który oceniłem na około sto dwadzie¬śc
      • grba Re: Kto to napisał? 29.07.04, 21:31
        dziwne, nikt nie zna, nikt nie czytał...
        A dzieło nieboszczyka takim bestsellerem było...
        • carrramba Re: Kto to napisał? 29.07.04, 21:34
          grba napisał:

          > dziwne, nikt nie zna, nikt nie czytał...
          > A dzieło nieboszczyka takim bestsellerem było...
          wIADOMO PRZECIEŻ, TO kRZYSIAKA IDOL !
          • Gość: harc mistrz Warszawa 1942 - Grba, czekamy na odcinek 17... IP: 62.233.241.* 29.07.04, 22:06
            Czekam na niego... inaczej:
            Wiecej smutny niż radosny...
            Nie, jak ci z "herrenvolku",
            Na 17... mgnień wiosny(!).
            (HKP)
            ...
            CZUWAJ, GRBA I NIE PRZEJMUJ SIĘ DESTRUKTORAMI WĄTKU!!!


            • grba Re: Warszawa 1942 - odcinek 17 30.07.04, 09:08
              Pani doktor Brzozowska, 60-letnia Polka, od pierwszego dnia zakosztowała
              niemieckiej okupacji ze wszystkimi jej okropnościami. Poznałem ją na ulicy
              Brackiej, gdy bezskutecznie usiłowała wydobyć spod stosu gruzu nadające się na
              opał resztki drewna. Wspólnymi siłami przydźwigaliśmy nadpaloną belkę do
              pobliskiego mieszkania, gdzie podziękowała mi wiele znaczącym zdaniem: „Ce
              n`est pas dit que l`on parle allemand qu`on pense allemand” [Jeśli się mówi po
              niemiecku, to nie znaczy, by się po niemiecku myślało”]. Sam dałem jej powód do
              tego stwierdzenia, ponieważ zaproponowałem jej moje usługi po niemiecku. Ona
              przyjęła je dopiero wtedy, gdy rozpoznała we mnie Szwajcara, i dalej
              prowadziliśmy naszą rozmowę w języku francuskim. Jej córka, która w wyniku
              potwornych rzezi w pierwszych dniach okupacji stała się kłębkiem nerwów,
              prowadzi w pobliżu naszego miejsca zakwaterowania pensjonat, z którego obydwie
              utrzymują się przy życiu. To są moi pierwsi polscy przyjaciele, których
              poznałem w Warszawie, Mogę Cię zapewnić, drogi czytelniku, że w godzinach,
              które spędziłem u nich mozolnie kalecząc język francuski, poznałem lepiej niż
              kiedykolwiek przedtem bestię tkwiącą w człowieku. Głód, zdrada, terror, gwałt,
              masakra, deportacja, egzekucje masowe, gestapo, obozy koncentracyjne, jeszcze
              do niedawna z lekką trwogą odczytywane słowa – stają teraz przede mną w całej
              ich potworności. Dla mnie pani doktor Brzozowska jest pierwszą bohaterką, którą
              poznałem podczas wojny. Nie nosi ona ani żelaznego krzyża, ani orderu, ale jej
              zimne oczy mówią dobitnie o przebytych niebezpieczeństwach.
              • grba Warszawa 1942 - odcinek 18 30.07.04, 09:34
                Jak drażliwa jest w dzisiejszej Warszawie sytuacja właścicieli pensjonatów i
                domów noclegowych, wynika z następującego opisu. Żołnierzowi niemieckiemu
                surowo zabrania się nocować na mieście. Nawet gdy znajduje się przejazdem na
                urlopie, jest zobowiązany do szukania kwatery wojskowej. Także właściciel domu
                noclegowego ma stanowczy zakaz przyjmowania w gościnę kogoś z Wehrmachtu, w
                przeciwnym razie grozi mu surowa kara. Fakt, że w ogóle jeszcze owe domy
                egzystują, ma swoje źródło w tym, że w służbie władz okupacyjnych pracują
                Polacy, którzy niekiedy przyjeżdżają na krótki pobyt do Warszawy. Oni sami
                nazywają się najczęściej Volksdeutschami, słabo władają albo w ogóle nie mówią
                po niemiecku, są niejednokrotnie zdrajcami swoich rodaków i Polacy mówią o
                takim „świnia” [w oryginale po polsku]. Gdy żołnierz Wehrmachtu chce przespać
                się z polską kobietą, zmuszony jest poszukać sobie noclegu u Polaków. Ostrożnie
                wypytując kolegów, może, jeśli ma szczęście, znaleźć adres takiego domu. Gdy
                tam się zjawi, właściciel wskaże mu obwieszczenie informujące, że nie wolno mu
                przyjmować na nocleg żołnierzy niemieckich. W zależności od charakteru
                żołnierza bądź zmusi on teraz właściciela siłą do oddania pokoju do dyspozycji,
                bądź spróbuje przekonać go po dobroci, żeby udzielił mu gościny na kilka
                godzin. Właściciel, który dobrze wie, że za takie przypadki zdarzały się już
                deportacje i konfiskaty mienia, będzie usiłował jeszcze raz zwrócić uwagę
                żołnierza na skutki jego samowoli. Żołnierz, który wraca z frontu i mało
                troszczy się o takie przepisy, straci w końcu cierpliwość, da Polakowi kopniaka
                i bez wahania zajmie pokój. Jeśli teraz zjawi się patrol wojskowy i zastanie
                tam żołnierza niemieckiego, ten otrzymuje w większości przypadków jedynie
                ostrzeżenie, a jeśli zezna przy tym, że gospodarz nie przypomniał mu przepisu,
                interes zostaje od razu zamknięty, a gospodarz skazany na nieznany los. To, że
                właściciele ciągle jeszcze prowadzą domy noclegowe, choć stale narażeni są na
                niebezpieczeństwo, jest dowodem polskiej determinacji.
                • pstrykaj Re: Warszawa 1942 - odcinek 18 30.07.04, 12:16
                  Pisz Grba dalej ! Udają, że nie czytają.


                  Relacja napisana przez osobę postronną, jest szczególnie cenna.
                  • grba Re: Warszawa 1942 - odcinek 18 30.07.04, 12:29
                    Odcinek osiemnasty kończy rodział I
                    pt. Tydzień pierwszy

                    Niebawem zaczynam Tydzień drugi.
                    • grba Warszawa 1942 - odcinek 19 30.07.04, 12:46
                      Tydzień drugi

                      „Pojedzie pan jutro do składu części zamiennych” – rozkazuje sierżant Franken,
                      wciskając mi jednocześnie do ręki odpowiedni rozkaz wyjazdu. Na tę chwilę długo
                      już czekałem: po pierwsze – mogę tam pojechać sam, a więc nie będę podlegał
                      kontroli niemieckiego żołnierza, po drugie – wyjazd ten zajmie parę godzin,
                      nikt więc nie będzie mógł udowodnić, jak spędziłem przedpołudnie. Nareszcie
                      mogę spełnić dawno powzięty zamiar i wybrać się na osławiony cmentarz żydowski.
                      Czy uda mi się tam wejść? Wszyscy członkowie niemieckiego Wehrmachtu, a więc ja
                      także, mają surowy zakaz wkraczania na teren cmentarz żydowskiego i getta.
                      Biorę moja karetkę, jadę nowym Światem i – zamiast jechać dalej prosto –
                      skręcam w lewo w Aleje Jerozolimskie. Spoglądam w lusterko wsteczne, upewniam
                      się, czy nikt za mną nie jedzie. Pędzę Alejami, skręcam w prawo, w
                      Güterstrasse [Towarową], mijam halę targową i za parę minut znajduję się w
                      pobliżu getta.
                      • aqua Re: Warszawa 1942 - odcinek 19 30.07.04, 12:58
                        Grba, jakbyś przerzucił nowy rozdział do nowego wątku, byłoby lepiej czytać.

                        pzdr.
                        • hierowski Re: Warszawa 1942 - odcinek 19 30.07.04, 14:55
                          dzięki grba za ten wątek. własciwie nie wiem co napisać
                          • Gość: warszawianka Re: Warszawa 1942 - odcinek 19 IP: 217.153.24.* 03.08.04, 14:46
                            GRBA, Dzieki za ten watek, pisz koniecznie dalej !!!!
                            • carrramba Re: Warszawa 1942 - odcinek 19 03.08.04, 15:04
                              Gość portalu: warszawianka napisał(a):

                              > GRBA, Dzieki za ten watek, pisz koniecznie dalej !!!!
                              Dołączm się do podziękowań:)
    • roody102 Re: Warszawa 1942 04.08.04, 01:59
      Pisz. To boli, ale nie można się oderwać.
      Dzięki za link na warszawskim forum.

      ________________________________________
      Roody102

      "Możemy spokojnie przyjąć, że autor nie umiejący myśli swych wyrazić jasno nie
      umie też myśleć jasno, że więc myśli jego nie zasługują na to, by się silić na
      ich odgadywanie."
    • Gość: corgan najsmutniejsze jest to, że dla wielu Niemców IP: 217.11.142.* 09.08.04, 16:16
      ich stosunek do Polaków wcale nie zmienił się od tego czasu. Jak czytam
      że "Trzeba by ciągle stać nad nimi z batem. To śmierdzące lenie" i "Wy
      poczekajcie tylko trochę – jeszcze nie znacie tej zasranej hołoty" to mam
      wrażenie, że jesli nawet obecnie Niemcy nie mówią tego tak dosadnie, to gdzieś
      tam jakoś na dnie to poczucie wyższosci i niższości owej "hołoty" pozostało. że
      gdzieś na dnie tli się ten wrzód...

      Najgorsze w tym wszystkim jest też to, że ten punkt typowo faszystwoski punkt
      widzenia przejęła spora liczba polskich emigrantów w Niemczech, ktorzy już
      znaleźli się po drugiej stronie midzy Odrą a Renem.

      Dla Niemców klęską była wyrawa do Związku Radzieckiego i bitwa pod
      Stalingradem, Kurskiem itp. Strat i ran zadanych w Polsce przez Polaków jakoś
      nie liczą. Mysle, że GG i najazd 1 wrzesnia to dla nich "epizod" wstrząsany
      takimi wydarzeniami m.in. jak Powstanie Warszafskie, ze "polacken" nie maja
      zamiaru się podporządkowac i jeszcze podnosza łby.

      Gdzies czytałem wspomnienia Warszawianki ktora przezyła Powstanie i mówiła, że
      była przerażona nienawiścią jaką Niemcy pałali do Polaków, że mimo tego, że
      wszystko im się sypało, wojna wydawała sie już przegrana, Niemcy spieprzali z
      Warszawy przed ruskimi to byli w stanie do konca wypełnic rozkaz furhera żeby
      zdławić Powstanie i zniszczyć Warszawę, posłać tu pod koniec Powstania
      najlepsze swoje wojska? Kiedy Powstanie przeciwko Niemcom wybuchło w Paryżu
      Hitler też wydał rozkaz, aby znieść Paryż z powierzchni ziemi. Tyle, że dowódca
      Wermahtu.. nie wykonał rozkazu, bo kochał Paryż i przerazony był tym "co my
      robimy swoim przyjaciołom Francuzom?". Czujecie... dla nich wszystko to, co
      bylo po tej stronie Europy bylo "untermenschen".

      A mi sie też wydaje, że całe to Pruskie Powiernictwo tez się wzieło z tej
      pogardy, że "polacken" mają we władaniu niemieckie majątki albo że
      mają "niemieckie" miasta, ktore "sie rozwijały" jak mieli je Niemcy a teraz to
      bywa różnie albo są zaniedbane no to wiadomo dlaczego a jesli są zadbane o
      dlatego, ze swiecą blaskiem, ktory kiedyś nadało im co? oczywiście to, że były
      kiedyś niemieckie.
      • carrramba Re: najsmutniejsze jest to, że dla wielu Niemców 09.08.04, 16:36
        Dzięki Ci za bardzo mądry post. jeszcze nie teraz i nie Eryka.
        Pozdrawiam Cię:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka