byt
18.07.02, 16:43
Trybuna Opolska napisała:
W mniejszości nie ma jedności
Nowe towarzystwo opolskich Niemców chcą założyć działacze skupieni wokół
Huberta Beiera. Ma to być konkurencja wobec TSKN, kierowanego przez posła
Henryka Krolla.
Hubert Beier, działacz mniejszości z Bogacicy pod Kluczborkiem, od pewnego
czasu opuszcza posiedzenia zarządu Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców
na Śląsku Opolskim. Za to dużo jeździ po terenie i namawia "doły" organizacji
do wyłamania się z dotychczasowego układu, kierowanego przez "towarzystwo
wzajemnej adoracji" z Gogolina.
- Nie szykuję przewrotu pałacowego - mówi Beier. - Tym razem zmiany będą
oddolne. W każdych kolejnych wyborach ludzie pokazują, że mają już dosyć
polityki Gogolina, masowo uciekają od towarzystwa. Chcemy im zaoferować coś
nowego, bez politykierstwa i walki o stołki.
Bernard Sojka, w pierwszej połowie lat 90. główny strateg mniejszości, potem
odsunięty przez władze w Gogolinie, jest dziś jedną z czołowych postaci
nowego mniejszościowego bloku montowanego przez Beiera.
- Nowa organizacja musi powstać, trzeba przerwać tę polityczną zabawę
Gogolina - mówi Sojka. - Towarzystwo od lat już nie realizuje swoich
statutowych celów, kultura niemiecka na Opolszczyźnie leży. Zamiast tego
Gogolin wikła się w walkach politycznych, w rozdawnictwie stołków. Pan Kroll
i jego grupa uprawiają taniec: raz w prawo, raz w lewo, tam gdzie władza, tam
i my...
Hubert Beier jest pierwszym poważnym politykiem mniejszości, który ma realne
szanse zagrozić pozycji Henryka Krolla, niekwestionowanego dotąd lidera
opolskich Niemców. Beier w swoją siłę uwierzył na rocznym zebraniu TSKN,
kiedy to okazało się, że otrzymał większe poparcie niż Henryk Kroll.
- Mimo to poseł Kroll zaproponował, aby misję sformowania zarządu powierzyć
posłowi Paździorowi - przypomina Beier. - Za chwilę okazało się, że Kroll
znów przewodniczy mniejszości, a mnie z łaską dano miejsce w prezydium. Tak
właśnie wygląda demokracja według Gogolina.
Od czasu tamtego starcia Beier szuka sojuszników, również w gronie wcześniej
odrzuconych przez posła Krolla działaczy. Jednym z nich jest prof. Gerhard
Bartodziej, do niedawna szef Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-
Kulturalnych. Według Bartodzieja, mniejszość może się podzielić jeszcze przed
wyborami samorządowymi:
- To nie musi być od razu osobne towarzystwo, może wystarczy blok wyborczy -
mówi.
Uczestnicy nowej inicjatywy przyznają, że chcą zbudować organizację o profilu
chrześcijańsko-demokratycznym, bo takie są poglądy zdecydowanej większości
ich wyborców na Opolszczyźnie. Deklarują jednak, że głównym celem nowego
bloku mniejszości będzie działalność kulturalna i oświatowa, a nie walka
polityczna.
- Nie można mieć i partii, i stowarzyszenia kulturalnego, jak chce Kroll -
mówi Sojka. - Jestem akurat w Beskidzie Niskim, wśród mniejszości
łemkowskiej. Tutaj doskonale widać, jak oni pięknie kultywują swój język,
tradycję i obyczaje. Na Opolszczyźnie liczy się tylko polityka, DFK pracują
jak dawne podstawowe organizacje partyjne. Działacze nie wiedzą, ilu jest
członków TSKN, jaki jest majątek towarzystwa, jakie są jego lokaty, nie znają
rozliczeń funduszy wyborczych. Towarzystwem rządzi kilka osób skupionych
wokół posła Krolla, oni tworzą zwyczajną klikę...
Beier, Sojka i Bartodziej to trzy osoby, które udało nam się namówić na
rozmowę pod nazwiskiem na temat pęknięcia w mniejszości. Większość działaczy,
słysząc temat, prosi o "inny zestaw pytań".
- Chciałby pan, abym się naraził Krollowi? Ode mnie pan nic nie usłyszy -
mówi Ernst Mittman, opolski radny mniejszości niemieckiej. - Ja się martwię o
siebie, a Beierowi życzę, aby z tego wszystkiego wyszedł jak najlepiej...
Tarcia w mniejszości były od momentu jej powstania. Henryk Kroll, przejmując
kierowanie towarzystwem po swoim ojcu, szybko wprowadził w szeregach
opolskich Niemców żelazną dyscyplinę, uciął wewnętrzne dyskusje, otoczył się
kilkoma zaufanymi ludźmi.
- Wyszedł z założenia, że tylko w taki sposób może sobie zapewnić przywództwo
do emerytury - mówi radny B.
Kim jest Hubert Beier, polityk, który ma szanse zagrozić wszechmocnemu na
Opolszczyźnie Krollowi? Mieszka w Bogacicy pod Kluczborkiem, prowadzi firmę
branży motoryzacyjnej. Jest radnym sejmiku wojewódzkiego i członkiem zarządu
TSKN. Dobrze mówi po niemiecku, co nie jest regułą w kierownictwie
towarzystwa. Ma ciągotki populistyczne, przemawia płomiennie, potrafi
podnieść głos, walnąć pięścią w stół. Taka stanowczość podoba się delegatom,
szczególnie starszym.
- Kroll łatwo wyeliminował Bartodzieja - mówi opolski samorządowiec. - To
przecież typ profesora, intelektualisty, zupełnie bez charyzmy i poparcia w
terenie. Z Beierem będzie mu zdecydowanie trudniej, to urodzony lider.
Członkowie grupy Beiera przyznają jednak, że pracują nad utemperowaniem
niektórych poglądów swojego nieformalnego na razie szefa. Hubert Beier
zaliczany jest bowiem do grupy niemieckich radykałów. Ostatnio domagał się
m.in. stworzenia w Opolu niemieckojęzycznej uczelni, niemieckiego teatru i
wojewódzkiego domu kultury niemieckiej.
- Już przekonaliśmy Beiera, że nie ma sensu tak demonstracyjnie oddzielać
niemieckość od śląskości i polskości - mówi działacz mniejszości. - Przed
spisem powszechnym Kroll popełnił ten sam błąd, kiedy wręcz kazał ludziom,
żeby broń Boże nie wpisywali do deklaracji narodowości śląskiej. Naraził się
tym tysiącom Ślązaków i jestem pewien, że to wyjdzie w wyborach
samorządowych.
Sam Beier nie chce na razie odsłaniać kart. Twierdzi, że ujawnienie nazwisk
znanych działaczy, którzy popierają jego inicjatywę, może całe
przedsięwzięcie "spalić".
- Gogolin ma różne metody nacisku - mówi tajemniczo.
Na razie więc trwa medialna wymiana złośliwości między obu liderami. Beier
apeluje do Krolla, by ten przestał "królować". Kroll z kolei prosi kolegę, by
nie "bajerował".
- Jeśli dalej będziemy się tak kłócić, to za chwilę się okaże, że już się nie
ma o co bić... - mówi jeden z niemieckich radnych.
Chodzi o słabnące poparcie dla mniejszości. Według ostatnich sondaży, opolscy
Niemcy w zbliżających się wyborach samorządowych mogą liczyć jedynie na 12
procent głosów. Mniejszość byłaby na Opolszczyźnie dopiero czwartą siłą (po
SLD-UP, PO-PiS i Samoobronie).
- Wtedy być może już z konieczności skupimy się na zespołach ludowych -
żartuje jeden z niemieckich radnych.
Krzysztof ZYZIK