Dodaj do ulubionych

Lufthansa na Górnym Śląsku

IP: 213.186.78.* 09.04.03, 09:28
To było przeurocze miejsce. Mieszkali tu bardzo bogaci Niemcy.
Ci, których nie było stać na kamienicę w Gliwicach, przyjeżdżali
tu na wczasy. Atmosferę wypoczynkowego kurortu tworzyły piękne
kanały, parki, teatry i oczywiście burdele. W niczym nie
przypominało to przemysłowego Śląska

Ale przyszla polska administracja i jest troche inaczej.
Obserwuj wątek
    • Gość: Arnold Re: Lufthansa na Górnym Śląsku IP: 213.186.78.* 09.04.03, 09:29
    • Gość: Hans Kloss Re: Lufthansa na Górnym Śląsku IP: 195.116.105.* 09.04.03, 12:52
      No, to mają się Gliwice czym poszczycić - tym że szwaby tam latały aby podup..
    • Gość: Dejavu i tylko koni zal..... IP: *.kennisnet.nl 09.04.03, 15:47
      Gość portalu: Arnold napisał(a):

      >...... i oczywiście burdele. W niczym nie
      > przypominało to przemysłowego Śląska.
      > Ale przyszla polska administracja i jest troche inaczej.

      I lezka w oku sie kreci na wspomnienie tych burdelikow w niemieckim Gleiwitz.
      Natomiast w Gliwicach Arnold nie znajduje juz nic godnego zainteresowania.
      Mamy nowe -mniemamy nosne- haslo dla RA(U)S:autonomia to burdele!

      • dejavvu Re: i tylko koni zal..... 11.04.03, 22:07
        Niemieckim burdelom mówimy nie! Dziś mamy polskie agencje
        towarzyskie.
        • Gość: Jäger Re: i tylko koni zal..... IP: 194.55.237.* 11.04.03, 22:29
          Chyba razem z twoim Wulcu
    • Gość: arcykr podsumowanie IP: *.devs.futuro.pl 12.04.03, 08:51
      Wątek niemądry ale za to śmieszny:-).
      • Gość: Arnold Komentuj jak przeczytasz o co chodzi IP: 213.186.78.* 12.04.03, 12:08
        Przemysław Jedlecki 28-03-2003, ostatnia aktualizacja 28-03-2003 11:48

        Lufthansa świętuje w piątek 10 lat działalności na Śląsku. W rzeczywistości
        samoloty Lufthansy pojawiły się w naszym regionie już w latach 20. ubiegłego
        stulecia. Gliwickie lotnisko było ulubionym miejscem wypraw znudzonych mężów i
        żądnych wrażeń kawalerów

        Losy przedwojennej działalności niemieckiego przewoźnika nie są łatwe do
        odtworzenia. Cezary Orzech, dziennikarz Radia Katowice, który pisze właśnie
        książkę o historii lotnictwa na Śląsku, twierdzi, że większość dokumentów
        związanych z lotnictwem cywilnym albo zaginęła, albo znajduje się w niemieckich
        archiwach. - Trzeba pamiętać, że Gliwice były wtedy niemieckim miastem - mówi
        Orzech.

        Jacek Popiel, 75-letni nestor szybownictwa, doskonale zna historię lotniska w
        Gliwicach. Sam lata w Aeroklubie Gliwickim od 1947 roku.

        - Pierwszy lot odbył się w Gliwicach już w 1910 roku, a więc siedem lat po
        historycznym locie braci Wright - mówi Popiel.

        Z różnych zapisków odtwarza pierwszy lot w Gliwicach.

        Na polanie Lasu Miejskiego pojawiła się - jak mawiano - latająca maszyna, którą
        pilotował niejaki inżynier Dornier. Jego samolot wzbił się na wysokość 50
        metrów, a żądna sensacji gawiedź mogła skorzystać z kilku przejażdżek. Już w
        1913 roku władze niemieckie doszły do wniosku, że Gliwice mogą być ważnym
        strategicznie miastem i nakazały tutejszym urzędnikom utworzenie lotniska,
        które mogłoby służyć wojsku.

        - Lotnisko było gotowe już w 1914 roku. Jedno z pierwszych lądowań zakończyło
        się kraksą i w 1917 roku ministerstwo wojny zrezygnowało z lotniska i
        przekazało je miastu - opowiada Popiel. Port lotniczy miał wtedy ok. 117
        hektarów powierzchni.

        Tuż po zakończeniu pierwszej wojny światowej władze Gliwic zaczęły się
        przygotowywać do uruchomienia lotniska pasażerskiego. Miasto było atrakcyjnym
        miejscem na nowe lotnisko, ponieważ leżało na skrzyżowaniu szlaków z Berlina na
        Bliski Wschód. - Z Gliwic można było polecieć do Wrocławia, a stamtąd do
        Tbilisi, a nawet Teheranu - mówi Popiel.

        W maju 1925 roku zainaugurowano loty pasażerskie z Gliwic. Ówczesna prasa
        szeroko rozpisywała się o nowym, bardzo nowoczesnym lotnisku.

        Oprócz hangaru dla samolotów i stacji meteorologicznej wybudowano tu
        poczekalnię, dwie restauracje, urząd celny i pocztowy, a nawet kaplicę pod
        wezwaniem świętego Michała.

        - Mieszkańcy Gliwic przyjeżdżali do kawiarni, która miała taras widokowy.
        Rozciągał się stąd widok nie tylko na lotnisko, ale też na całe miasto - dodaje
        Popiel.

        Pierwsza linia Lufthansy łączyła Gliwice z Berlinem. Międzylądowanie odbywało
        się we Wrocławiu. Trasę obsługiwały dwa junkersy i jeden messerschmitt.

        - Samoloty latały ok. 170 km/godz. i miały dość wygodne, ogrzewane kabiny dla
        dziesięciu pasażerów. Trudno w to dziś uwierzyć, ale Lufthansa utrzymywała też
        bezpośrednie połączenia z Konstantynopolem, Wiedniem, a nawet Paryżem - dodaje
        Popiel.

        Podkreśla, że pasażerów nie brakowało, ponieważ bilety lotnicze były bardzo
        tanie.

        - Podróż samolotem do Wrocławia była tańsza niż pociągiem pierwszej klasy.
        Państwo na pewno dopłacało do tego, ale opłacało im się to, bo liczył się
        wydźwięk propagandowy - uważa Popiel. Przypomina, że Państwowo-Samorządowe
        Linie Lotnicze LOT zaczęły latać z Katowic Muchowca dopiero w 1929 roku.

        - Dla Gliwic była to nobilitacja. Wtedy było to jedyne takie lotnisko na Górnym
        Śląsku - dodaje szybownik.

        - W dodatku z polskich Katowic nie można było dostać się samolotem do Niemiec.
        LOT, który latał z Muchowca, miał wtedy tylko połączenia z Wiedniem - mówi
        Orzech.

        Damian Recław, historyk z muzeum w Gliwicach: - Loty pasażerskie z Gliwic były
        dowodem rozwoju gospodarczego Niemiec po klęsce w I wojnie światowej.
        Podkreśla, że lotnisko często było wykorzystywane propagandowo.

        - To było ich okno na świat. Niemcy chwalili się: "My tu mamy lotnisko, a wy
        nie macie nic" - mówi Recław. Podkreśla jednak, że z połączeń Lufthansy mogło
        korzystać najwyżej parę tysięcy osób rocznie. Nie jest też jasne, po co
        mieszkańcy ówczesnych Niemiec przylatywali do Gliwic. Trudno jednak
        przypuszczać, że były to wyłącznie wizyty w interesach.

        Przedwojenne Gliwice miały inny charakter niż dzisiaj. Nie było tu wielu fabryk
        czy ważnych zakładów zbrojeniowych. - Gliwice już wtedy były za to ładnym
        miastem. Było to świetne miejsce na wypoczynek czy krótki urlop - przypomina
        Orzech. Atmosferę przedwojennych Gliwic opisuje jako "egzotyczne pogranicze,
        gdzieś daleko na wschodzie".

        - To było przeurocze miejsce. Mieszkali tu bardzo bogaci Niemcy. Ci, których
        nie było stać na kamienicę w Gliwicach, przyjeżdżali tu na wczasy. Atmosferę
        wypoczynkowego kurortu tworzyły piękne kanały, parki, teatry i oczywiście
        burdele. W niczym nie przypominało to przemysłowego Śląska - mówi Orzech.

        Twierdzi, że wielu Niemców przylatywało tu, by skorzystać z uciech cielesnych,
        a gdy komuś się one znudziły, to jechał na polowanie w okolice Pszczyny. -
        Dziwki albo polowanie to było coś. Żony zostawały gdzieś w Niemczech i można
        było zaszaleć - mówi Orzech.

        Popiel rewelacje Orzecha kwituje krótko.

        - Fakt. Domy publiczne były wtedy legalne - mówi z lekkim zażenowaniem.

        "W rzeczywistości samoloty Lufthansy pojawiły się w naszym regionie już w
        latach 20. ubiegłego stulecia"

        Autor ma na mysli zapewne Gorny Slask, a nie woj. tzw. slaskie.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka