gliwiczanka
01.08.06, 16:03
Powstanie Wielkopolskie i III Powstanie Śląskie uważane są powszechnie za
regionalne epizody związane z odzyskaniem niepodległości w 1918 roku. Tak
uważa ogół tzw. opinii publicznej, tak uczy się w szkołach (a raczej nic się
na ten temat nie mówi), tak uważa większość historyków i takie jest też w tej
sprawie stanowisko wszystkich rządów powstałych po 1989 roku. Jako że rząd
nie powinien mieszać się w sprawy historii, to wyjaśnię, że chodzi tu tylko i
wyłącznie o udział jego przedstawicieli w uroczystościach, sesjach i w
wojskowych tradycjach. Jest to tym bardziej zastanawiające, że te zapomniane
były powstaniami zwycięskimi, a te co roku uroczyście obchodzone były
klęskami militarnymi i politycznymi. Tradycja polskiej martyrologii nakazuje
jednak czcić przegranych, ich podawać za wzór do naśladowania następnym
pokoleniom. Aby nie wylewać przysłowiowego dziecka z kąpielą, trzeba
powiedzieć, że gwoli prawdy powinniśmy pamiętać o wszystkich, którzy piórem,
mieczem, a nawet krzyżem walczyli o niepodległość. Tyle że marginalizowanie
wygranych batalii i wojen źle sprzyja edukacji młodzieży, obezwładnia
pokolenia dorosłe i wypacza poglądy i cele polityków. W ten sposób w
podświadomości utrwala się stereotyp, że nie warto, sprawa i tak jest
przegrana, zresztą tak jak zawsze, lepiej zadbać tylko o własne sprawy, a te
publiczne, no cóż, ktoś musi je reprezentować, ale tak naprawdę.... itp.,
itd. Krótko mówiąc, obecna wizja powstań sprzyja społecznej apatii.
Konferencja
Takie refleksje można poczynić, słuchając referatów konferencji
pt. "Powstania śląskie na tle polskich powstań narodowych", która odbyła się
w dniach 7-9 czerwca br. w auli gmachu Polskiej Akademii Umiejętności (PAU) w
Krakowie. Wzięli w niej udział wybitni historycy Polski i Śląska, przybyli ze
śląskiego, krakowskiego, warszawskiego i wrocławskiego ośrodka naukowego.
Obradom przewodniczył pierwszy rektor Uniwersytetu Opolskiego prof. dr
Franciszek Marek. Władze państwowe reprezentowali senatorzy RP Jadwiga
Rudnicka (PiS, Gliwice) i Bolesław Korfanty (PiS, Sosnowiec), wzięli w niej
udział także oficerowie sztabu II Korpusu WP stacjonującego w Krakowie.
Organizatorami tej sesji popularno-naukowej były organizacje społeczne:
Towarzystwo Obrony Zachodnich Kresów Polski, Wojewódzka Rada Kombatantów i
Osób Represjonowanych, Muzeum Armii Krajowej i Memoriał gen. Marii Wittek.
Trudno tu wymieniać autorów i streszczać dwadzieścia referatów, ale już w
pierwszym dniu zarysowała się wyraźnie koncepcja uznania powstań śląskich
jako narodowych, w których udział brali Polacy z wszystkich zaborów, a nie
tylko Ślązacy. Powstania śląskie wspierali lwowiacy, warszawiacy, krakowiacy
i Wielkopolanie. To, że miały one miejsce na Śląsku, nie wyłącza ich z
ogólnopolskiego celu, udziału i znaczenia, podobnie, jak Powstanie
Warszawskie jest wpisane w tradycję narodową, a nie samego Mazowsza czy tylko
stolicy. Uwzględniając taką argumentację, proponowano zmianę nazwy tych
powstań, jako Powstania na Śląsku. Oznacza to tylko miejsce powstania
narodowego. W ten sposób zrywy te mogą stać się przynajmniej równorzędnymi
wydarzeniami historycznymi i militarnymi z takimi, jak np. warszawskie,
styczniowe, listopadowe i kościuszkowskie, które weszły na stałe do
ogólnopolskiej tradycji patriotycznej, a także znalazły się w podręcznikach
szkół wszystkich szczebli nauczania. Najciekawsze, że niemiecka
historiografia w całości uważa powstania na Śląsku za polskie, na co wskazuje
właśnie udział w nim wielu osób z całego kraju oraz ze względu na poparcie
udzielane im przez rząd polski, choć oficjalnie było to tylko poparcie
dyplomatyczne i polityczne.
Niemieckie zdziwienie
Narastające od połowy dziewiętnastego wieku budzenie się polskiej świadomości
narodowej na Górnym Śląsku przyjmowane było wśród niemieckiej społeczności
jako coś całkowicie niezrozumiałego, nielogicznego i nie mającego nic
wspólnego z tradycjami ostatnich kilkuset lat. Miejscową ludność, co prawda
pochodzenia polskiego, od dawna uważano za obywateli państwa niemieckiego,
którzy zżyci z jego kulturą, tradycją polityczną nie mają ani możliwości, ani
też ambicji i środków na oderwanie się od niemieckiego państwa. Do dnia
dzisiejszego niemieckie gazety z tego okresu są najlepszymi źródłami
dokumentującymi utrwalanie się polskości tych ziem. Pisano np. o
pielgrzymkach Górnoślązaków do Krakowa: co mają wspólnego z Krakowem, z
Adamem Mickiewiczem, u którego stóp pomnika składają kwiaty i recytują
wiersze wieszcza, ci od dawien dawna mieszkańcy ziemi niemieckiej. Po co tam
jeżdżą, czego chcą? Każdą tego rodzaju pielgrzymkę i inne polskie akcje w
postaci wieców, publicznych dyskusji i spotkań Niemcy dokładnie relacjonowali
w prasie stale w tym samym tonie dezaprobaty i zdziwienia. Dużo później
przyjęli oni jedyną wytłumaczalną dla tej sytuacji tezę, że cały propolski
ruch niepodległościowy na Górnym Śląsku inspirowany był z zewnątrz. Miało to
wszystko być dziełem przekupstwa płynącego z Warszawy. Tak powstawała
wzajemna niechęć, a nawet nienawiść do niepodległościowych dążeń Polaków
zamieszkałych na Górnym Śląsku. Na Dolnym Śląsku, gdzie germanizacja była
dużo bardziej skuteczna i nie było tu tak gwałtownych zmian w rozwoju
przemysłu ciężkiego (górnictwo, hutnictwo) na przełomie XIX i XX wieku, nie
odczuwano problemów narodowościowych. Ma to być jeden z dowodów na ingerencję
z zewnątrz na Górnym Śląsku.
Międzynarodowa gra
Zwycięskim mocarstwom z czasów pierwszej wojny światowej było obojętne, komu
zostanie przyznany Górny Śląsk. Początkowo całość tego terytorium miała
otrzymać Polska, jako kraj wchodzący w skład zwycięskiej koalicji. Potem
groźba Niemiec, że nie będą miały czym spłacić reparacji wojennych,
spowodowała, że zmieniono pogląd i próbowano całość tego terytorium przyznać
z kolei Niemcom. Sprzeciw polskiej delegacji spowodował, że w podpisanym
traktacie pokojowym w Wersalu 28 czerwca 1919 roku zgodzono się na plebiscyt
na terenach spornych. Plebiscyt ten do samego końca nie był pewny. Za
Niemcami przemawiało prawo międzynarodowe, według którego sporne tereny nie
były nabyte dla tego państwa drogą podbojów. Nie były też uzyskane w wyniku
rozbiorów Polski, bo były już znacznie wcześniej we władaniu Czech, Austrii i
Prus. Za Polską przemawiała natomiast ludność, która w kolejnych trzech
powstaniach dawała wyraz swojej woli. Nadzorująca wykonanie traktatów
wersalskich Rada Najwyższa była za przyznaniem tych ziem Niemcom stosunkiem
głosów 2 : 1 (Anglia i Włochy za Niemcami, Francja za Polską). Stany
Zjednoczone nie podpisały traktatu wersalskiego i nie brały udziału w
nadzorze nad jego realizacją. W wyniku plebiscytu przeprowadzonego w dniu 20
marca 1921 roku za Polską opowiedziało się 40% głosujących, a za Niemcami
60%. Dało to powód do przyznania Polsce tylko powiatu pszczyńskiego i
rybnickiego. Pomimo że wyniki głosowania analizowano według gmin, to były one
na przemian tak rozrzucone, że o wytyczeniu na tej podstawie spornej granicy
państwowej nie mogło być mowy. Wobec niemieckiego zwycięstwa w plebiscycie
wydawało się, że na tej podstawie cały Górny Śląsk będzie im przyznany. Takie
było też stanowisko Konferencji Ambasadorów w Paryżu i w kilka dni później
miało ono stać się już nieodwołalną decyzją Rady Najwyższej premierów
zwycięskich państw.
www.opcja.pop.pl/
Czy III Powstanie Śląskie należałoby wpisać w tradycję polskich zrywów
narodowych? Czy i jakie są ku temu podstawy?