szuflada32
21.02.07, 16:41
Szalenie zachęcająca nazwa klubu muzycznego 2b3 ( czyt. to be free- być wolnym) okazuje się szokująco nietrafiona już właściwie po pierwszych paru sekundach od wejścia ( o ile oczywiście będziemy godni, wg „ niezwykle inteligentnych” panów bramkarzy, tego aby wejść ). Załóżmy jednak, że udaje nam się uniknąć mało przyjemnych kuksańców, wyzwisk i obelg kierowanych pod naszym adresem i przedrzeć się przez jakże oryginalne sito selekcji klientów gdzie wnętrze knajpy może być wg mnie jednym z dwóch walorów miejsca. Jednak ocenę czy czerwone ściany, ciemno brązowe panele podłogowe oraz czerwone twarde sofy pasują do siebie, pozostawiam każdemu indywidualnie. Jest coś, co do wystroju z całą pewnością nie pasuje – wielki telebim, wyświetlający wspaniałe nagie ciała pięknych modelek lub przegląd wszelkich trendów mody, jakie kiedykolwiek obowiązywały.
Drugim walorem klubu jest toaleta- dość duża, z holem z lustrami i umywalkami, który prowadzi do dwóch kabin. I wszystko byłoby naprawdę w porządku gdyby „wspaniała” selekcja „przeinteligentnych” panów przy drzwiach sprawdzała się przynajmniej w 20%. Tak jednak nie jest, gdyż niektórzy „wybrańcy” nie doceniają swego szczęścia, jakim jest możliwość bycia wewnątrz klubu i bardzo często zdarza im się zwracać zawartość żołądka, za to niezwykle rzadko w sposób dyskretny. Niestety z „pozytywów” klubu to by było na tyle. Pozostały do opisania: strategiczny bar wraz z obsługującymi, muzyka i nie mogę się powstrzymać od dodania jeszcze kilku słów na temat znajomych już panów strażników, ale to na deser. Zacznę od baru. Z pewnością jest sporych rozmiarów z nawet bogatym menu. Można nawet coś przekąsić na ciepło. Ponoć nawet smacznie. O większości trunków z karty z kolei można powiedzieć tylko tyle, że są oszczędne pod każdym względnym. Chyba, że żyję w błędzie myśląc np., że 50ml wódki to naprawdę całe 50ml a nie tylko 30ml. Oszczędna jest też ilość kelnerów obsługujących ten znacznych rozmiarów bar, którzy dodatkowo ruszają się jakby brodzili w gęstej smole. Warto również uprzedzić wszystkich potencjalnych klientów o tym, że ok. godziny 2:00 państwo kelnerujące kończy pracę i nawet za przysłowiowe Chiny, nie kupi się już nic.
Muzyka. Jeszcze jakieś dwa miesiące temu była naprawdę w porządku. Utrzymana w klimacie hitów lat `80 i `90 co w czasach dyskotek techno jest przyjemną zmianą. Jednak właściciel klubu, tj., jak sam o sobie mówi, jeden z klawiszy pilnujących, zmienił genialnego DJ’a na panią „wieśniareczkę”, która od godziny 22:00 przez całe 30min puszcza ukochane lata `80, następne pół godziny zarezerwowała na lata `90, przez kolejne z głośników wydobywa się polski hip- hop itd. Jak nie zdążysz się wytańczyć podczas swojej ulubionej pół godziny- trudno, twoja strata.
Deser. Co noc „najprzystojniejsi, najbłyskotliwsi, o największym ilorazie inteligencji” strażnicy 2b3, stanowią dla przeciętnego klubowicza niezwykłą atrakcję. Prócz wspomnianego niekonwencjonalnego sita, niekoniecznie selekcjonującego dobrych obywateli próbujących dostać się do środka, panowie dysponują sokolim wzrokiem oraz niezwykłym refleksem. Ostrzegam, z nimi nie ma żartów. Każdy podejrzany ruch taki jak np.: przyjacielskie klepnięcie w ramię, machanie komuś ręką czy nawet potknięcie się, natychmiast zostanie przechwycone i ocenione jako akt przemocy na pilnowanym terenie. Oczywiście po naszej akcji następuje reakcja panów gorylowatych. W najlepszym razie można zostać wydalonym z knajpy nawet nie dotykając za często podłogi. Można by to w sumie nazwać gratisową obowiązkową nauką latania. Hmmm…. to, w sumie można by zaliczyć jako walor nr 3.
Reasumując. Ktoś wpadł na naprawdę fajny pomysł klubu w swoistym klimacie złotych lat `80/`90-tych, tylko realizacja całkowicie spaliła na panewce. Ale czegóż się spodziewać po dużym panu z niewielkim móżdżkiem stojącym przy drzwiach wejściowych 2b3, nazywającym siebie – SZEFEM TEJ BUDY.