Gość: marek
IP: *.normanet.pl
24.08.03, 07:34
W podwarszawskim klubie Świt Nowy Dwór Mazowiecki znaleziono sposób jak
dobrze zarobić. Zaczęto krzyczeć, że ich pracownicy dostali łapówki i
działają na szkodę swojego pracodawcy (piszę pracodawcy, bo klub piłkarski
nie kojarzy mi się, że tzw. szmacianką tylko z przedsiębiorstwem
zatrudniającym ludzi – pracodawcą).
Dało to pretekst działaczom w Warszawie w PZPN by ten łapówkarski klub (jak
sam siebie określa) awansować o ligę wyżej i tym samym dostarczyć mu
przeszło 2 miliony złotych za transmisje z Canal +. Nie bawiono się przy tym
w udowadnianie łapówkarstwa tylko przyjęto za prawdziwe słowa działaczy
Świtu o łapówkarstwie swojego mazowieckiego klubu. Działo się to w czasie
gdy w Polsce obowiązywało prawe, że łapówkę należy udowodnić, a dający i
biorący są jednakowo winni.
I ja tu czegoś nie rozumię, może ktoś mi to z Warszawy lub ze Śląska
wytłumaczy. Za co Świt Nowy Dwór Mazowiecki dostał nagrodę tzn. awansował
do pierwszej ligi i dostał za to jeszcze kupę szmalu.
Przecież jeżeli dyrektor zakładu jedzie do innego przedsiębiorstwa i
przekupia pracowników innego zakładu, to podlega on po udowodnieniu,
odpowiedzialności karnej. Osoby które dały się przekupić również. Nikt nie
myśli o zamykaniu jego zakładu, odbieraniu jego przedsiębiorstwu należnych
zysków. Tym bardziej nikt nie pomyśli o dawaniu wielomilionowych nagród
przedsiębiorstwu w którym pracują przekupni pracownicy. Każdy stwierdzi, że
jest sobie samo winne i powinno w zasadzie upaść.
Tymczasem w warszawski półświatku sportowym jest inna logika, której nie
mogę zrozumieć. O co w tym chodzi?
Na pewno nie o walkę z korupcją. Byłem np. w zeszłym tygodniu w Kielcach i
tamtejsze gazety pisały, że zgłosił się do nich piłkarz, który chce
zaświadczyć o kupowaniu meczy. Informacja poszła w świat, a PZPN na nią
jeszcze do tej pory nie zareagował. Ciekawe dlaczego nie jest on w takich
wypadkach stanowczy i nie działa.
O co w tym wszystkim chodzi?