Gość: podatnik
IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl
03.09.03, 12:17
"Ludzie, jeżeli tylko im się na to pozwoli, chcą żyć na cudzy koszt" -
zauważył ponad 150 lat temu Frederic Bastiad, francuski ekonomista, jeden z
ojców współczesnego liberalizmu. Tego właśnie chcą górnicy protestujący przed
zamykaniem kopalń.
Górnicy chcą żyć na koszt wszystkich, którzy coś wypracowują, czyli innych
podatników. Koszt utrzymywania skansenu węglowego, to nie tylko miliardy
złotych przeznaczane co roku na dotacje, ale także przestarzała i szkodliwa
dla środowiska energetyka. Polscy górnicy chcą wydobywać węgiel mimo, że
taniej jest go sprowadzać z Australii lub RPA. Za pracę, która przynosi
straty otrzymują pensje przekraczające dwukrotność średniej krajowej (ponad
4,4 tys. zł miesięcznie). Dostają także trzynastki i czternastki, czyli de
facto zarabiają jeszcze więcej. Za odejście z zawodu otrzymują z państwowej
kasy około 50 tys. zł! Górnicy to więc, nie tylko święte krowy PRL (mające
wówczas astronomiczne pensje i specjalnie zaopatrzone sklepy), to także
święte krowy III RP.
Państwo zabiera innym, żeby dać górnikom, bo ci najgłośniej krzyczą, są
dobrze zorganizowani i jak mało kto zaprawieni w wyciąganiu ręki po nie
swoje. Rządzący zapominają jednak, że nie można wprowadzić w społeczeństwie
większego zła, niż zamiana państwa w narzędzie rabunku. A tego domagają się
górnicy.
Jan Piński"
www.wprost.pl/ar/?O=48826