16.07.09, 11:58
Powoli szykujemy się na Norwegię.
2 tygodnie (16 dni).
2 lub 3 osoby dorosłe + dziecko 2,5 roku.
Samochodem.
Żywność głównie własna.
Namiot Fjord Nansen model Malaga.
Przez Niemcy i Danię (w Danii - zwiedzanie Kopenhagi).
W Norwegii - góry, lodowiec, parę miast, fiordy (mąż planuje
trasę smile).
Zdam relację po powrocie smile
Obserwuj wątek
    • kajak75 Re: Norwegia 21.07.09, 12:35
      Zazdroszcze i czekam z niecierpliwoscia na realcje. W tym roku u nas , na
      zyczenie M, bedzie podroz na poludnie - BiH i Czarnogora. Jak mi sie chlop od
      upalu zagotuje w przyszlym roku pewnie zgodzi sie na Skandynawiesmile
      • mal_art Re: Norwegia 07.08.09, 15:19
        Zyczę dobrej pogody! Kumpel dwa lata temu w Norwegii przez 2 tygodnie ani razu
        chyba słońca nie widział, za to deszcz codziennie, a że sypiał pod namiotem, a
        podróżował na rowerze, nie było to dla niego przyjemne doświadczenie. Modły o
        poprawę pogody kierował niestety do niewłaściwego adresata, zamiast do Odyna
        powinien uderzyć do Freyra wink
    • mniemanologia Krótka relacja 20.08.09, 11:32
      Z NOTATNIKA

      Dzień 0 piątek 24 lipca
      Wyjazd z Warszawy. Nocujemy pod granicą, za 75zł, na kempingu Family
      Kamping de Kroon (łazienki czyste, dobre warunki, basen, zabawki).
      Zimno.

      Dzień 1 sobota
      Jedziemy przez Niemcy do Danii aż pod Kompenhagę. Męcząco. Kamping w
      Faxe Landesplats, plaża, fajne warunki (w ogóle place zabaw na
      kazdym kempingu, a na wielu łazienki "rodzinne" dla rodziców z
      dziećmi - dobra opcja). Płacimy chyba 270 koron duńskich za 2 noce
      (pomyłka? ale nie protestujemy). Oczywiście płatna ciepła woda.

      Dzień 2 niedziela
      Kopenhaga i druga noc w Faxe Landesplats.
      Kopenhaga super, cały dzień łażenia. Parkingi w weekendy bezpłatne,
      więc stawiamy samochód i idziemy przejechać się metrem (automaty
      biletowe to jakaś zagadka, a perony to druga zagadka smile).
      Chrystiania. Mili ludzie. Ekstra faceci, ale naprawdę ekstra (ale to
      moze dlatego, że jest właśnie Gay and Lesbian Festival...). Jemy
      najdroższy chleb w życiu - 32 duńskie korony (bardzo dobry, ale
      potem w jakimś markecie kupujemy ze 3 o wiele tańsze). I jemy dobrą
      chińszczyznę po 38 koron za małe pudełko.

      Dzień 3 poniedziałek
      Jedziemy przez Szwecję do Norwegii, płatne mosty i drogi. Pod Oslo
      stajemy na kempingu Fjord cośtam cośtam (200 koron), mokro, pada i
      jest nieprzyjemnie. Obleśna łazienka. I tak jedziemy jeszcze i
      oglądamy park Vigelanda. Podoba się.

      Dzień 4 wtorek
      Oslo, piękne. Bez martyrologii, jakies takie rodzinne. Twierdza,
      ratusz, pałac króla, depta, potem przeparkowujemy samochód (najpierw
      płaciliśmy 15K/h, potem bardziej w centrum 27K/h), idziemy do Muzeum
      Narodowego (gratis). Pogoda super, ciepło, słońce.
      Jedzimey do Fagernes, piękne widoki, fajny kemping nad jeziorem
      (215K, prysznic jak zwykle 10K).

      Dzień 5 środa
      rano jedziemy przez powalające na kolana okolice gór Jotunheimen,
      stajemy w Gjendesheim (parking 70K, bus dowozi nas na miejsce).
      Wspinamy się, Młody w nosidle, świetnie to znosi, chociaż potem
      pogoda się psuje i robi się strasznie zimno. Włazimy na górę i tą
      samą drogą schodzimy na dół (bo nam się nie chce iść do końca i
      płacić za prom powrotny). Śpimy na kampingu Nordell w Lom (domek 4-
      osobowy "cabin" za 485K, drogo, ale Młody zmarzł w czasie wyprawy i
      chcemy odtajać). Bardzo fajne mają łazienki, nawet sauna jest i
      solarium. Oglądamy kośćiół i skansen.

      Dzień 6 czwartek
      Objazdówka - jedziemy znowy powalającą na kolana dziką drogą (mało
      ludzi, bo większość wybiera szybszą i mniej malowniczą trasę),
      surowe, wspaniałe widoki (sorry, ale nie powiem, jak się o nazywało,
      musiałabym sprawdzić na mapie). Wjazd na wielką górę (60K chyba),
      wspaniałe wigoki na góry i Geriangerfiord. Śpimy w uroczym domku na
      kempingu w Eidsdal (350K), małe zakupy (serek, chleb, dezodorant -
      63K), robimy na patelni sobie zebrane wcześniej grzyby - mniam.

      Dzień 7 piątek
      Prom 105K. Trollstigen - bez żadnych opłat. Malowniczo. Aha, po
      drodze mijamy plantacje truskawek, pracują tam Polacy. A potem pada,
      pada, pada. Alesund - całe w deszczu, pewnie zazwyczaj jest tam
      pięknie, ale jakoś nie możemy tego docenić. Parking 12K/h. Z Alesund
      na drogę 60, prom 130K. Nocujemy w Hellesyld, 350K za domek,
      wreszcie mieszkamy w domu porośniętym na dachy trawą smile i to obok
      wodospadu.

      Dzień 8 sobota
      Rano w Coopie Kneipbrod za 8,90K (najtańsze piwo - 13,2K za 0,3l).
      Po drodze planujemy sobie, jakie to pyszne rzeczy będziemy jeść, jak
      wrócimy do domu (ach, sałatka z ogórków, pomidorów i śmietany!).
      Potem - lodowce. Parking 40K. Śliczne, jak zwykle. Jesteśmy
      oczywiście zachwyceni i pod wrażeniem (to już się zaczyna robić
      nudne smile). Kamipg Olevatn - 170K (namiot). Darmowe łódki i kajaki,
      oczywiście korzystamy. Aha - super pogoda.

      Dzień 9 niedziela
      Oglądamy jeszcze lodowce. Jakiś tunel kosztuje 180K, więc
      modyfikujemy trasę. Jedziemy do Bergen, w Lesviku prom 155K. Na
      100km przed Bergen zaczyna padać. I pada, pada, pada. Kemping w
      Lone, 195K i za wszytsko trzeba płacić (nawet za gaz w kuchni! coś
      niespotykanego na kempigach). Jakoś nieprzyjemnie - i pada, pada,
      pada...

      Dzień 10 poniedziałek
      Zaskoczenie z rana - piękna pogoda! Wjazd do Bergen - 15K (rachunek
      mają przysłać pocztą). Bergen urzekające. Kupujemy pamiątki - magnes
      za 37K, t-shirt Młodemu za 59K i bułeczki za 19,50K (z rodzynkami,
      więc Młody je wydłuduje i kaze mi je zjadać). Za parking płacimy 90K
      (za prawie 3 godziny). Jesteśmy ogólnie zachwyceni. Jedziemy drogą
      E16, potem 7, trochę się gubimy i kłócimy smile Chyba lekki kryzys smile
      Po drodze standard - piękne widoki, wodospady itd. Śpimy w
      Espelandsdalen, zupełnie jakiś koniec świata (330K za cabin), uwaga -
      woda 4 min za 5K!

      Dzień 11 wtorek
      Objazdówka. Oglądamy chyba najładniejszy fiord Sodnefjorden (?).
      Wieś "na końcu świata" Bakken (nieoświetlony tunel, fajne wrażenie
      zwłacza jak się zgasi świata w samochodzie). Mała wieś z
      najmniejszym stavkirkiem. Bardzo, bardzo ładna, widokowa,
      wch, "śmieżna droga" w Aurland, na górze powalający, wspaniały
      płaskowyż, niesamowite. Kemping 200K. Zżeramy 2l bardzo dobrych
      lodów (ledwo, ledwo, ale da się!) patrząc na fiord.

      Tu kończą się moje zapiski.
      We środę przeszliśmy 6-7 godzinny szlak, musiałabym sprawdzić, jak
      się nazywał, ale jest jakiś strasznie ważny dla Norwegów smile Bardzo
      ładnie było, Młody pod koniec zasnął w nosidle.
      We czwartek zaczęliśmy już wracać. Nocowaliśmy na kempingu w Szwecji
      i szczerze mówiąc, byliśmy zdegustowani - po spokojnej i pustej
      Norwegii zaskoczeniam był dla nas fakt, że znaleźliśmy miejsce
      dopiero na 3 kempingu (rozbiliśmy się praktycznie na placu zabaw, bo
      miejsc nie było!).
      Piątek - cały dzień w samochodzie. W Niemczech samochód zaczłą nam
      się psuć (akumulator się nie ładował). Stanęliśmy na kempingu w
      okolicach Hamburga.
      W sobotę już samochód ruszyć nie chciał, na szczęście mieliśmy
      wykupiony assistance i po 3 godzinach przyjechał mechanik, samochód
      zapalił, ale mechanik dziwną mieszaniną niemieckiego, polskiego i
      angielskiego powiedział nam, ze dużo tak nie przejedziemy, a już na
      pewno nie do Polski, więc on nam radzi jechać do siebie do
      warsztatu. No i mieliśmy kolejny kryzys uncertain Zaryzykowaliśmy - i
      dojechaliśmy do Polski (chociaż w okolicach Berlina były jakies
      remonty dróg i staliśmy wkuuuu... w strasznych korkach na bocznych
      drogach). W Polsce stanęlismy na tym samym kempingu, co poprzednio
      (ceny poszły w górę - 80zł).
      Rano zjedliśmy wypasione śniadanko z jajecznicą, masłem i inymi
      cudownościami typu kawa i herbata - za 30zł całość! I w Warszawie
      byliśmy ok. 14.00 w niedzielę.
      • mal_art Re: Krótka relacja 20.08.09, 12:04
        Fajna relacja! I troszeczkę zazdroszczę wakacji. W sumie to chyba nawet
        mieliście niezłą pogodę, bo tam często pada i każdego trochę zmoczy... Tylko te
        ceny sad To mnie najbardziej odstrasza od Skandynawii, ale kiedyś wybiorę się na
        pewno. Życzę szybkiej i bezproblemowej naprawy samochodu (nam nasz pojazd przy
        powrocie też odmówił współpracy, ale to definitywnie, na głównym rondzie w
        Czaplinku - mieliśmy dzień dłuższe wakacje, bo trzeba było naprawić, ale tego
        pana mechanika to bym chętnie zaimportowała do Warszawy smile) Popatrzę sobie
        jeszcze na Waszą trasę jak dorwę się do atlasu i jak będę miała pytania to się
        odezwę.
        • mniemanologia Re: Krótka relacja 20.08.09, 12:12
          Rysowałam na małej mapie naszą trasę, postaram się zeskanować albo
          zrobić zdjęcie i wrzucić gdzieś smile

          Jak ktoś chce, to mogę link do zdjęć na Picasie przesłać.
    • mniemanologia Uwagi praktyczne 20.08.09, 12:10
      Dzieci mile widziane.
      Ludzie sympatyczni.
      Zazwyczaj znają angielski.
      Bez problemu płaci się kartami (mieliśmy 4 - 2 zwykłe, 2 kredytowe,
      któraś zawsze działała smile).
      Markety są prawie w każdej miejscowości. Kupowaliśmy zazwyczaj chleb
      (różne ceny), margarynę (np. 12,90K), jogurt (np. 14,40K za 0,5l,
      waniliowy bardzo smakował Młodemu), picie (uwaga - butelki są
      zwrotne), słodkie bułeczki boller (19-25K za 10 sztuk), raz lody
      (30K za 2l). Aha, i samochodziki, 50K za 3 sztuki na przykład.
      Wiele rzeczy obsługuje się intuicyjnie - bramki na drogach, automaty
      do butelek, bankomaty, parkometry, stacje benzynowe.
      Mieliśmy ze sobą: palnik i butlę gazową turystyczną, naczynia
      (garnek i patelenka), zapałki, płyn do mycia naczyń, płatki
      śniadaniowe, pasztety i mielonki w konserwach, kilka jajek, serki
      topione w plasterkach, małe miodki i dżemiki, batony, ciastka i
      wafelki, sok malinowy do rozcieńczania (za mało! trzeba było wziąć
      co najmniej 2 butelki), litr wódki (bardzo się przydaje, jak
      człowiek, zwłaszcza kierowca, chce sobie po całym dniu drogi zasnąć
      normalnie, a nie "jechać" całą noc; litr na 16 dni na 2-3 osoby to
      optymalna ilość, choć przyznam szczerze, że wino też by było super),
      picie, mleko w kartonach, podgrzewacz do butelek (taki dla
      niemowląt, z wtyczką samochodową), kawa, herbata, zupki "gorące
      kubki" i takie z makaronami, cebula, słoik ogórków konserwowych, 6
      słoików z klopsami i pulpetami.
      Chyba nie muszę mówić, że na pasztety, konserwy i zupki z kubka
      patrzeć nie możemy i mamy mdłości, jak o nich myślimy smile
      Niepotrzebnie braliśmy wodę i chrupki chlebek smile
      Dobra rzecz to: kołdra (mimo że śpisz w dwóch parach spodni, dwóch
      parach skarpet i dwóch polarach, to możesz zmarznąć trochę, a jak
      masz kołdrę na śpiworze, to jest git), czapki (czasem się w nich śpi
      nawet), mata dodatkowa pod namiot (dzięki temu jak zwijasz rano
      namiot, to jest czysty). Sznurek - czasem trzeba gdzies zorganizować
      miejsce na powieszenie mokrych rzeczy. Dodatkowa karta do aparatu
      (zrobiliśmy przwie 4GB zdjęć) i ładowarka do akumulatorków.
      Komarów jakiejś plagi strasznej nie było.
      Aha - naczytaliśmy się, że spotkania z reniferami i łosiami
      to "codzienność" - BZDURA big_grin Z dzikich zwierząt to widzieliśmy tylko
      ptactwo. A z egzotyki - lamy, ktoś hodował. A w Szwecji, Niemczech,
      Polsce - lisy, zające, sarny. W Norwegii - nic smile
      • iwonka55h Re: Uwagi praktyczne 20.08.09, 22:51
        >Aha - naczytaliśmy się, że spotkania z reniferami i łosiami
        > to "codzienność" - BZDURA big_grin Z dzikich zwierząt to widzieliśmy >tylko ptactwo.

        to jest codzienność ale za kołem podbiegunowym i dalej na północ. Reniferów
        łażących po drogach jest na prawdę bardzo dużo, natomiast rzadziej spotyka się
        łosia. W sumie te zwierzaki są dosyć płochliwe, dopóki siedzisz w aucie
        przyglądają ci się, jak wysiądziesz z auta odchodzą.
        > Dobra rzecz to: kołdra (mimo że śpisz w dwóch parach spodni, dwóch
        > parach skarpet i dwóch polarach, to możesz zmarznąć trochę, a jak
        > masz kołdrę na śpiworze, to jest git), czapki (czasem się w nich >śpi nawet)
        o jejku, to gdzie Ty tak spałeś? 2 pary spodni i 2 polary, śpiwór i kołdra?? Ja
        byłam teraz na Lofotach, temp. 20-25 st. spaliśmy w namiotach, na śpiworach, bo
        było tak gorąco.

        Moja wycieczka:
        kolumber.pl/g/27719-bia%C5%82e%20noce,%20reniferki%20i%20....
        • mniemanologia Re: Uwagi praktyczne 21.08.09, 10:17
          Iwonko smile
          Tu na przykład
          pejzaze.onet.pl/66616,gr,10,27,0,,galeria.html
          jest napisane, że "codzienność". Nie "codzienność na północy"
          czy "codzienność za kołem podbiegunowym", tylko "codzienność".
          Przyznasz, że taki tekst zamieszczony w fotoreportażu o Norwegii
          (gdzie są też zdjęcia z Oslo czy Lom) sugeruje, że w Norwegii jest
          to po prostu codzienność.
          Gdzie my tak spaliśmy? Choćby pod Oslo. Aha - nikt nie spał w 2
          parach spodni, 2 polarach, pod śpiworem i kołdrą (to by było za
          gorąco). Ja i mój mąż spaliśmy w 2 polarach, 2 parach spodni i w
          śpiworze, a Młody i moja siostra - w 1 warstwie, śpiworze i pod
          kołdrą. tak, było zimno. Nie do uwierzenia? A jednak. Temperatura w
          nocy spadała poniżej 10 stopni. Bardzo fajnie, że spałaś w 20-25
          stopniach, nam się taka temperatura trafiła w kilka dni (dni, nie
          nocy).
          • iwonka55h Re: Uwagi praktyczne 21.08.09, 13:12
            witaj!
            ja w ogóle nie kwestionuję tego, że mieliście chłodne noce, bo wiem jak zmienna
            jest pogoda w Skandynawii. Wg mnie mogliście mieć za cienkie śpiwory na te
            temperatury.
            Ja też mam stary, 20 letni śpiwór i zabieram ze sobą pled polarowy do
            przykrycia. Teraz korzystałam z niego ze 2 razy.
            Kiedyś, ktoś mi mówił, że cieplej jest, gdy śpimy w piżamie i śpiworze przykryci
            jedną czy nawet dwoma kołdrami niż jak założysz na siebie po dwie warstwy
            ciuchów i śpisz w śpiworze. Staram się o tym pamiętać, bo wydaje mi się, że to
            działa.
            pozdrawiam
            • mniemanologia Re: Uwagi praktyczne 21.08.09, 13:17
              Pewnie cieplej, jak się przykryjesz kołdra albo dwiema, ale ze
              względu na ograniczoną pakowność samochodu mogliśmy wziąć tylko
              jedną kołdrę. A ja i mąż mamy niezłe śpiworki, z optimum 6-15
              stopni. Kwestia jest też namiotu - mamy typu igloo o wysokości
              190cm, więc ma dużą objętość w środku, która się nie nagrzewa. no i
              po prostu było zimno i to jest główna przyczyna marznięcia smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka