zrgk
15.02.10, 21:01
Rok 2010 to rok kampanii wyborczej przed wyborami samorządowymi. Kielce staną
się po raz kolejny jarmarkiem, na którym przekupki będą przekonywać, że należy
wybrać ich tandetę. Oczywiście, nie będę pisał o kwestiach politycznych,
ponieważ im częściej czytam i słucham "naszych" polityków, tym częściej
odczuwam chorobę morską.
Zajmę się kwestiami gospodarczymi. Kampania to szansa na wykorzystanie dla
dobra kielczan kandydatów na prezydenta i radnych. Proponuję serię debat
radiowo-telewizyjnych (gazetowych również) na tematy najważniejsze z punktu
widzenia Kielc:
- debata ekonomiczna (Kto tworzy miejsca pracy? Jak Kielce przygotowane są na
obsługę inwestorów lokalnych i zewnętrznych z kraju i z zagranicy? Promocja
Kielc w mieście i na zewnątrz. Wydatki budżetowe prorozwojowe i antyrozwojowe
- przykłady. Bilans ostatnich 10 lat i kierunki na przyszłość.)
- debata urbanistyczna (Jak budować drogi - duże inwestycje o wysokich
kosztach, czy małe łączniki już istniejących ulic? Parkingi - ile, gdzie, za
miejskie, czy prywatne pieniądze? Plany zagospodarowania przestrzennego - dla
jednego przedsiębiorcy, czy dla większych obszarów miasta? Samochody, czy
autobusy, a może prawo wyboru? Bilans ostatnich 10 lat i kierunki na przyszłość.)
- debata budżetowa (Kto płaci podatki, a kto z nich korzysta? Deficyt - bilans
zysków i strat dla Kielc. Finansowanie na zasadzie "Musimy TO mieć", czy
wydajemy tylko zgodnie z rachunkiem ekonomicznym? Uwolnienie martwego
kapitału, min. mieszkań socjalnych. Bilans ostatnich 10 lat i kierunki na
przyszłość.)
- debata prawna (Kielce - miasto, które kreuje, czy organizuje życie
mieszkańców i przedsiębiorców? Upraszczanie, czy większa regulacja przepisów?
Bilans ostatnich 10 lat i kierunki na przyszłość.)
- debata socjalna (Obowiązki miasta wobec osób najbiedniejszych. Granice
między pomocą, a finansowaniem pseudo-potrzebujących. Rola MOPR i innych
organizacji pomagającym potrzebującym. Bilans ostatnich 10 lat i kierunki na
przyszłość.)
Nie piszę tego, żeby usłyszeć od kandydatów okrągłe słówka, z którymi mamy do
czynienia w oficjalnej propagandzie. Każdy przedsiębiorca wie, że to niewiele
wnosi do naszego życia. Chodzi mi o realną gospodarkę. Dla właściciela firmy,
który daje kielczanom pracę i dla samych pracowników ważne jest to, czy
prezydent, radni i urzędnicy dają nadzieję na rozwój naszego miasta. Jeśli
usłyszymy rozsądne opinie na w/w tematy będziemy mogli uznać, że dany kandydat
jest godny zaufania. Ale, żeby mieć 100-procentową pewność, że będzie
realizował interesy kielczan podpisze "Certyfikat kandydata godnego zaufania".
Certyfikat może wydać, np. porozumienie organizacji mieszkańców Kielc
(fundacje, stowarzyszenia, osoby zaufania publicznego, etc.). Im więcej
organizacji, tym bardziej wiarygodna będzie deklaracja kandydata.
Szanowni Państwo! Jesteśmy podatnikami i wyborcami. W tym roku mamy w swym
ręku oręż, którego nie powinniśmy zlekceważyć. Sprzedajmy nasz głos za
deklarację (na piśmie!) lepszego realizowania naszych interesów. Niech
politycy robią to, co MY chcemy, a nie to, co ONI uważają za słuszne. Bo wiele
razy okazywało się, że to, co ONI uważali za słuszne, kosztowało nas zbyt
wiele pieniędzy.
Myślę, że społeczeństwo Kielc w 2010 roku pokaże swoją siłę. Zbudujmy razem
społeczeństwo obywatelskie. Świadome swoich obowiązków (np. podatki), ale i PRAW.
Czekam na Wasze opinie o tym, jakie pytania zadać kandydatom na prezydenta i
radnych. Pytania dotyczące pracowników i pracodawców, ludzi młodych i
starszych, kibiców, kierowców, rowerzystów, klasy średniej, studentów, kobiet
i mężczyzn, podatników i osób na zasiłkach, wszystkich, którzy chcą żyć lepiej.