nabzdyczon
20.10.12, 14:12
Zasady to prezydent S. i dyrektor T. znają tylko ze słyszenia. Chyba że chodzi o zasadę: jak na innych zrzucać odpowiedzialność za własną niekompetencję.
"Pierwszym zastępcą Lubawskiego został i pozostaje do dziś mimo osiągnięcia wieku emerytalnego Andrzej Sygut, który pod koniec 2001 roku stracił stanowisko kuratora oświaty. Zwolniony w czasie rządów SLD z kuratorium Wojciech Dębski jest dyrektorem MOSiR-u. Za nimi z dyrektorskiego stanowiska w kuratorium na dyrektora wydziału edukacji do ratusza przyszedł Mieczysław Tomala. I także przetrwał do dziś, choć w 2004 roku wyszło na jaw, że niezgodnie z prawem uzyskał stopień nauczyciela dyplomowanego."
m.kielce.gazeta.pl/kielce/1,106510,12066693,Jak_dziela_stolki__Prezydent_Lubawski_tez_potrafi.html
Nie chce pieniędzy od rządu na szkoły, zlekceważył "Orlika", a komputery uważa za gadżety - czyli czego wiceprezydent Sygut nie zrobił dla kielczan, dodano: 21 lipca 2009, 8:00 Autor: Paweł WIĘCEK
"Po tym, jak w poniedziałek wiceprezydent Kielc Andrzej Sygut stwierdził, że nie potrzebuje pieniędzy na pomoce dydaktyczne dla szkół oraz na place zabaw, rozpętała się gorąca dyskusja na temat oświaty w Kielcach.
Nie bierze udziału w spotkaniach z radnymi, związkami zawodowymi czy rodzicami, komputery to dla niego gadżety - lista grzechów wiceprezydenta Kielc Andrzeja Syguta jest dużo dłuższa. W poniedziałek trafił na nią jeszcze jeden…
"Echo Dnia” spytało wiceprezydenta, czy miasto będzie się ubiegać o pieniądze na utworzenie w podstawówkach szkolnych miejsc zabaw lub placów zabaw z rządowego programu "Radosna szkoła”. - To jest niepoważne, kiedy w oświacie brakuje pieniędzy. Jesteśmy w połowie roku budżetowego. Nie mam pieniędzy na takie programy. Jak ktoś mi opowiada o jakichś placach zabaw… Nie wiem, co oni gadają - skwitował.
Po naszym poniedziałkowym tekście rozpętała się prawdziwa burza. Oburzenia nie kryli kieleccy radni, ludzie związani z oświatą, rodzice.
PATOLOGICZNA NIENAWIŚĆ?
Lekceważąca wypowiedź Syguta oburzyła kieleckich radnych. - Od pewnego czasu martwi mnie, że miasto nie stara się o pieniądze zewnętrzne na rozwój oświaty. Nie wiem, czemu tak się dzieje, bo inne miejscowości czynią to i mają duże wsparcie - zauważa Jacek Wołowiec. - Czy wynika to z faktu, że nie ma osób, które zajęłyby się tworzeniem projektów, czy to patologiczna nienawiść do pieniędzy rządowych lub unijnych czy celowa polityka władz miasta? Nie wiem… - dodaje.
Jarosław Machnicki, przewodniczący Komisji Edukacji i Kultury, przypomina, że jesienią zgłaszano pomysł znalezienia dodatkowych pieniędzy na pomoce dydaktyczne. - Prezydent Sygut nazwał je gadżetami, inicjatywa padła. Gdyby wtedy zabezpieczono fundusze, dziś nie stalibyśmy przed problemem wejścia w projekt. Rozkładam ręce, że prezydent w ten sposób wypowiada się o pieniądzach rządowych, które są do wzięcia na edukację - mówi.
Stanowisko Syguta krytykuje także radny Adam Jaskóła. - Byłoby błędem, gdyby miasto nie sięgnęło po dotacje z programu, bo pieniędzy w kieleckiej oświacie brakuje. Mam nadzieję, że pan Sygut przemyśli swoje zachowanie. Na komisji porozmawiamy o tych sprawach - zapowiada.
"ORYGINALNE” SPOJRZENIE
Czy wiceprezydent podda refleksji swoje słowa i czy pojawi się na komisji to dwie wielkie niewiadome. Po pierwsze dlatego, że wczorajsza wypowiedź nie jest jedyną, która wyraża jego cokolwiek "oryginalne” podejście do spraw oświatowych i nie tylko. Nazwanie gadżetami komputerów czy tablic interaktywnych, które są, zdaniem Syguta, zbędne, bo nie służą realizacji celów dydaktycznych, to najbardziej jaskrawa ilustracja.
Wiceprezydent wyraził kiedyś pogląd, że wpajanie przedszkolakom zasad ekologii przez akcję zbiórki makulatury nie jest zadaniem przedszkola. - Pamiętam, że przed kilkunastoma laty zbieraliśmy stare gazety i książki, aby mieć na papier toaletowy. Teraz czasy się zmieniły i w przedszkolach papieru raczej nie brakuje. Niech więc lepiej te placówki zajmą się tym, co mają do robienia, czyli wychowywaniem dzieci, a nie zbieraniem makulatury - mówił niegdyś Sygut na łamach "Echa Dnia”.
Innym razem od "Echa Dnia” wiceprezydent dowiedział się, że jeśli do Urzędu Marszałkowskiego natychmiast nie trafi dokumentacja budowy boiska w ramach rządowego projektu "Moje boisko - Orlik 2012”, miastu taka okazja przejdzie koło nosa. - Nie słyszałem nic o zasadzie kolejki w sklepie mięsnym. Złożyliśmy dwa wnioski i nic mi nie wiadomo, że możemy nie dostać dofinansowania - mówił Sygut. Kielc zabrakło wśród gmin, które uzyskały dotację na inwestycję w pierwszym etapie. Dopiero dzięki zapobiegliwości władz województwa miasto ostatecznie otrzymało pieniądze na budowę boiska przy Szkole Podstawowej numer 27."