wako3
21.06.02, 16:37
Przeczytałem dziś artykuł o kupowanych pracach dyplomowych i magisterskich
(„Słowo Ludu” str. 5) i jestem zbulwersowany. Nie wiem czy podziwiać mam
naiwność czy obłudę ludzi stykających się ze sprawą. Tzw „promotor” zwany
też „opiekunem’ pracy dyplomowej czy magisterskiej to na ogół taki sam człowiek
jak każdy inny i takie same ma możliwości. Realnie oceniam je na max. 7-15 prac
w zależności zdrowia, obciążenia dydaktycznego, sytuacji rodzinnej i wielu
innych równie prozaicznych czynników. Myślę, że wiem co mówię, bo byłem
opiekunem wielu prac. To naprawdę ciężka praca i stosowany np. w Akademii
Świętokrzyskiej przelicznik 13 godzin za opiekę nad jednym dyplomantem jest
bardzo zaniżony. Taką pracę trzeba kontrolować już na etapie pisania. Trzeba tu
uważać by nie „przegiąć pały” i nie narzucić dyplomantowi swego punktu widzenia
z jednej strony i nie dopuścić by praca była nieudolną kompilacją dostępnych
materiałów z drugiej. Wypada zadbać o właściwy dobór źródeł (n.b. większość
studentów nie korzysta na co dzień z biblioteki i oczekuje nie tyle ogólnych
wskazówek co wskazania konkretnych prac; najlepiej podręczników. Pisanie pracy
dyplomowej to dla wielu z nich ostatnia szansa na poznanie normalnej pracy z
literaturą, szczególnie czasopismami czy materiałami z Internetu), omawiać
kilkakrotnie koncepcje pracy (zmienia się ona zwykle dynamicznie w miarę
pryskania iluzji o dostępności potrzebnych materiałów i zgodności punktów
widzenia piszącego i opiekuna), a często poprawiać rozłożenie akcentów, styl
czy nawet ortografię. Jeśli pisanie pracy dyplomowej ma mieć jakiś sens, to
jest ona (ta praca) zwykle wspólnym dziełem dyplomanta i jego opiekuna. Aby
numer taki miał szanse się udać obie strony reprezentować powinny jakiś
rozsądny poziom wiedzy merytorycznej, umiejętności jej przekazywania i być w
miarę „na bieżąco” w dziedzinie, której praca dotyczy. Seminarium
dyplomowe „obudowane” być powinno jednym lub dwoma wykładami monograficznymi o
zbliżonej tematyce, a student winien mieć dostęp do czytelni z aktualną
literaturą (również czasopismami) przedmiotu. Chętnie się dowiem, gdzie w
naukach humanistycznych lub podstawowych jest w Kielcach coś takiego obecne.
Promotor jest zazwyczaj tak obciążony dydaktyką, że o pracy naukowej dawno już
zapomniał (często jest też naukowym „przebierańcem” np. inżynierem udającym
speca od marketingu czy zarządzania), a niekiedy poza doktoratem i ew.
habilitacją sam nie „popełnił” żadnej naukowej pracy. Bóg jeden wie skąd ma
wziąć aktualną wiedzę merytoryczną i metodologiczną, którą przekazać ma
podopiecznemu. Podnosiłem ten problem, również publicznie (por. „Słowo Ludu” z
22 i 26 kwietnia b.r.), wielokrotnie, ale odzewu nie widać.