Dodaj do ulubionych

INTELEKTUALIŚCI PO 20 LATACH

IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 03.11.02, 17:40
A. Kijowski pisał 20 lat temu: „To także różni docenci, profesorowie,
teoretycy i intelektualiści reżimu - beztalencia i miernoty, którzy
reprezentując poziom odbiegający w dół od przeciętności, uzyskali godności,
apanaże, pozycję, o jakich - w oparciu o swe osobiste możliwości - w żadnych
innych warunkach nie mogliby nawet marzyć, i którzy rzeczywiście wszystko, co
osiągnęli, zawdzięczają władzy ludowej”.
Co tak naprawdę zmieniło się po 20 latach? Ciekawe co o tym sądzicie?




Obserwuj wątek
    • Gość: magister Re: INTELEKTUALIŚCI PO 20 LATACH IP: *.gv.edu.pl / *.gazeta.pl 03.11.02, 18:49
      Zmieniło się bardzo wiele. Za komuny taki "marcowy" profesor miał zaszczyty i
      marną pensję. Dziś zaszczyty pozostały, a pensja osiągnęła niebotyczny wymiar.
      Właściwie - pensje: jedna w uczelni państwowej za parę godzin w kółko
      powtarzanych wykładów, druga - znacznie wyższa - w uczelni niepaństwowej - za
      podpis na wniosku o uruchomienie kierunku, trzecia - jeszcze wyższa - w radzie
      nadzorczej spółki ze 100-procentowym udziałem skarbu państwa, czwarta...

      Dopiero teraz ICH jest na wierzchu!

      To chyba oczywiste, ale uprzedzam: piszę o NIEKTÓRYCH profesorach.

      Magister
      • Gość: ppp Re: INTELEKTUALIŚCI PO 20 LATACH IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 25.04.03, 17:36
        Ostatnio o intelektualistach i kondycji nauki polskiej sporo można przeczytac
        na stronach Polskiego Cyrku Naukowego www.naukowcy.republika.pl
        Rzeczywiście jest to stan zatrważający
    • Gość: basiak Re: INTELEKTUALIŚCI PO 20 LATACH IP: *.kiel.gazeta.pl 28.04.03, 16:46
      e tam
      • nemo42 Re: INTELEKTUALIŚCI PO 20 LATACH 29.04.03, 12:14

        Motto. Kanalizacja jest dobra, gdy woda idzie
        do góry, a gówno na dół. Jest zła, gdy jest odwrotnie.
        Jest FATALNA, gdy woda miesza się z gównem.

        Wypowiedź tą cytował kiedyś, za swoim przyjacielem, jeden z moich znajomych.
        Wiele lat temu tak właśnie scharakteryzował ustrój „sprawiedliwości
        społecznej”, w którym przyszło nam przeżywać młodość. Pamiętam rok 80-ty.
        Pamiętam jeszcze tamtą atmosferę nadziei, oczekiwania, ze tacy jak Kijowski nie
        będą już mieli o czym pisać, bo to się nie powtórzy. Historia zrobiła nas w
        balona. A może sami się oszukaliśmy? W innych dziedzinach jest chyba równie
        źle, a może nawet gorzej. Tamci władcy powiatowego, gminnego czy tylko
        zakładowego PRL-u zamienili władzę nominalną na realną. Wczoraj mieli władzę,
        której profity trudno było skonsumowac, bo przedstawicielom „władzy ludowej”
        nie wypadało afiszować się wczasami na Majorce czy wysokiej klasy samochodem.
        Wśród intelektualnych elit była atmosfera kontestacji, która utrudniała
        wspomniane wyżej mieszanie wody z gównem. Dzisiejsze elity, to w znacznej
        mierze taka właśnie mieszanka. Dawni „teoretycy i intelektualiści reżimu” to
        szanowani profesorowie zarabiający znacznie więcej niż mieli w PRL-u i to nie
        tylko w uczelniach. Była kiedyś propozycja weryfikacji stopni naukowych
        uzyskanych, szczególnie w naukach społecznych, w czasach PRL, ale utonęła w
        powodzi dyskusji o impoderabiliach ustrojowych. Para poszła w gwizdek. Była
        propozycja usuwania członków władz uczelni, którzy w stanie wojennym i latach
        80-tch usuwali z uczelni nieprawomyślnych badaczy. Komisje dyscyplinarne
        tamtego okresu zhańbiły się zresztą również usuwaniem ludzi niewygodnych,
        którzy z polityką nie mieli nic wspólnego. Środowisko wie zwykle dokładnie kto
        to robił, ale woli o tym zapomnieć i zarabiać kasę. Wiadomo, kto pracował w
        komitetach, organizacjach młodzieżowych i władzach wszystkich szczebli. Wielu
        tych ludzi zawdzięcza swoje „wykształcenie” stosunkom lat 80-tych, kiedy to
        sekretarz „robił zaocznie magistra”, potem szybki doktorat, a niekiedy i
        habilitację. Uzyskane wtedy stopnie i tytuły pozwalają im dziś zajmować
        pozycje, o których wtedy nie mogli nawet myśleć. Dziś często właśnie ci ludzie
        kształtują politykę naukową i personalną na szczeblu instytutów, a nawet
        wydziałów. Nie myślę o żadnej zemście, ale boję się, że za parę lat ożyje twór
        zwany kiedyś „nauką socjalistyczną”, która w odróżnieniu od „nauki
        burżuazyjnej” zeżre pieniądze podatnika niczego mu w zamian nie dając. W
        środowisku naukowym rozpowszechnione jest przekonanie, że o takich sprawach
        mówić głośno nie należy, brudy trzeba prać w swoim gronie i nie kalać własnego
        gniazda. Ja nie znam żadnej grupy, której członkowie mając duże przywileje
        zdecydowaliby się zaryzykować ich utratę dla oczyszczenia własnych szeregów.
        Jeśli znacie to napiszcie. Mnie się wydaje, że o draństwach na uniwersytetach
        trzeba głośno mówić, bo każdy z nas jest najpierw człowiekiem, a dopiero potem
        badaczem. Na media nie ma co liczyć, tego tematu nikt nie ruszy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka