Gość: ta pani
IP: *.134.219.81.static.kielce.msk.pl
19.10.06, 08:44
W czasie kampanii prezydenckiej w 2005 roku Donald Tusk prezentował się
wyborcom jako swojski chłopiec z podwórka. Tu odbił piłkę głową, tam rzucił
sztubackim żartem, gdzie indziej jeszcze wspominał o zabawach z kolegami. Ot,
chłopak z sąsiedztwa… Zapomniał jednak sprecyzować, że nie jest "dzielnym
podwórkowym łobuziakiem" a jedynie "krzykaczem o zajęczym sercu". Donald lubi
bajać o tym jaki to on silny, jak wszystkich porozstawia po kątach, jak głupi
i niegodziwi są chłopcy z konkurencyjnej paczki. Niech no tylko dostanie
okazję a wszystkim pokaże jaki z niego twardziel… Życie jest jednak okrutne -
czasem krzykacze mają pecha i tę okazję faktycznie dostają. Tak też było z
przypadku naszego kolegi Donalda, który stanąwszy przed perspektywą
spuszczenia łomotu Kaczorowi wziął nogi za pas. Nie byłby jednak rasowym
krzykaczem gdyby już z bezpiecznej odległości nie wrzasnął – "masz szczęście,
że nie mam czasu! w przyszłym miesiącu zobaczysz!" – co wykrzyczawszy umknął
do mamusi… Baron Donald Munchhausen Przywódca PO, który z zapałem rzuca z
sejmowej mównicy najcięższe oskarżenia pod adresem rządu i PiSu, bez
zahamowań porównuje obecną Polskę do kraju, rządzonego przez komunistycznych
bandytów, ostrzega przed czającą się za rogiem katastrofą… dostawszy szansę
na demokratyczne przejęcie władzy potrafi stwierdzić jedynie "przepraszam,
nie mam czasu, może jesienią". Cóż warte są wczorajsze ale i zapewne przyszłe
oratorskie popisy pana Tuska? Tyle mniej więcej co bohaterskie historie
autorstwa barona Munchhausena. Chociaż ten przynajmniej umiał bajać w sposób
ciekawy… Czego brakuje Donaldowi? Remake znanego polskiego filmu, akcja: rok
2044, dwóch mężczyzn budzi się z hibernacji, okazuje się, że światem
zawładnęła Liga Kobiet, która eliminuje wszelkie pozytywne przejawy męskiego
wpływu na dzieje ludzkości. Nieuchronnie dochodzi do ostrego sporu między
ostatnimi mężczyznami a żeńską większością. W kulminacyjnym momencie pyskówki
jedna z pań krzyczy "Tusk była kobietą"… Nikt z publiczności się nie śmieje –
z anatomicznego punktu widzenia ta pani ma rację…