Dodaj do ulubionych

Biskup Kaczmarek

IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 29.09.03, 08:16
Pan Profesor Żak popełnił kolejny felieton. Skopiowałem i zamieszczam.
Felieton Stanisława Żaka: Biskup męczennik
Stanisław Żak 26-09-2003, ostatnia aktualizacja 26-09-2003 21:07
Minęło 50 lat, całe półwiecze, od wydania wyroku w jednym z najbardziej
perfidnych procesów w powojennej Polsce - w tym procesie oskarżonym był
ordynariusz kielecki ks. bp Czesław Kaczmarek, którego aresztowano 20
stycznia 1951 roku pod zarzutem "wrogiej działalności i dążenia do obalenia
ustroju". Śledztwo trwało trzy lata, gdyż funkcjonariusze nie mogli uzyskać
od biskupa potwierdzenia zmyślonych zarzutów, mimo stosowania wobec niego
drastycznych metod śledczych: głodzenie, karcer, zanurzanie po szyję w dole
kloacznym, wielogodzinne przesłuchania bez możliwości załatwiania potrzeb
fizjologicznych, pozbawianie snu, wreszcie podawanie środków chemicznych
powodujących absolutne otępienie i obojętność na zjawiska zewnętrzne.
Aresztowanie biskupa kieleckiego było sondą, która miała pokazać reakcję
episkopatu i duchowieństwa oraz wiernych, a także wytrzymałość psychiczną i
fizyczną samego więźnia. Okazało się, że więzień potrafił wiele wytrzymać;
wierni nie wierzyli w zarzuty zawarte w akcie oskarżenia, modlili się, pisali
listy protestacyjne; umiarkowanie zachował się episkopat, który po
aresztowaniu Prymasa pod naciskiem władz wybrał przewodniczącego i wydał
oświadczenie autorstwa Bolesława Piaseckiego. W oświadczeniu czytamy: "Godne
ubolewania fakty ujawnione w procesie biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka
wymagają zdecydowanego potępienia".
Porównując warunki, w jakich przebywał Prymas, z tymi, w jakich trzymano bpa
kieleckiego, dochodzi się do wniosku, że były one diametralnie różne; że nasz
ordynariusz był torturowany, na skutek czego stracił zdrowie; że trzymano go
w warunkach ubliżających nie tylko jego kapłańskiej i biskupiej godności, ale
przede wszystkim jego godności ludzkiej.
Po zwolnieniu z więzienia nie pozwalano mu wrócić do diecezji. Władze
kościelne wraz z ks. Prymasem gotowe były iść na ustępstwa i spowodować
wyjazd biskupa do Rzymu na czas nieokreślony. Tylko zdecydowanie i
konsekwencja ordynariusza przeszkodziły w realizacji tych planów.
Przypominam to w pięćdziesiątą rocznicę wyroku (12 lat więzienia) i upominam
się o przywrócenie dobrego imienia człowiekowi zamęczonemu przez
funkcjonariuszy UB. Dlaczego do tej pory nie rozpoczęto procesu
beatyfikacyjnego tego męczennika-świadka?
Obserwuj wątek
    • Gość: BBB Tadeusz Mazowiecki IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 29.09.03, 08:24
      Oto co pisał o Biskupie Kaczmarku człowiek głęboko moralny i pełen
      przyzwoitości.

      "Wrocławski Tygodnik Katolicki", nr 5, 27 IX 1953 r. s. 3-4.
      Wnioski
      We wtorek, dnia 22 września br. [1953 red.] Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie
      ogłosił wyrok w sprawie ks. bp. Kaczmarka oraz ks. J. Danilewicza, ks. Wł.
      Widłaka, ks. J. Dąbrowskiego i siostry W. Niklewskiej - oskarżonych o
      zorganizowanie ośrodka prowadzącego działalność dywersyjną, wymierzoną
      przeciwko państwu ludowemu, działalność godzącą w najżywotniejsze interesy
      naszego narodu.
      Proces ten, którego szczegółowy przebieg znany jest z prasy codziennej i radia,
      wstrząsnął nami wszystkimi. (...) Każdy, kto jest wiernym Kościoła, a zarazem
      uczciwym obywatelem ludowej ojczyzny rozumie, że religijna misja Kościoła
      trwająca przez wszystkie czasy może i powinna być pełniona w ustroju
      socjalistycznym.
      Równocześnie milionowe rzesze wierzących w naszym kraju dają codziennie ofiary,
      i twórczy wkład w nowe budownictwo gospodarczo-społeczne. I właśnie ludowa
      ojczyzna przywróciła godność ludzką milionom prostych ludzi, w olbrzymiej
      większości wierzących, przekraczając raz na zawsze stosunki społeczne, w
      których urodzenie czy majątek decydowały o wartości człowieka, otwarła dzieciom
      robotników i chłopów dostęp do nauki i kultury i buduje w niezwykle trudnych
      warunkach powojennego życia podstawy lepszego bytu (...).
      *
      Na rozprawie sądowej zanalizowana została przestępcza działalność oskarżonych
      jak i jej skutki. Wychowanie nacechowane podejrzliwością i wrogością wobec
      postępu społecznego, atmosfera środowiska społecznego rozniecająca lub choćby
      tylko podtrzymująca bezwzględną wrogość wobec osiągnięć społecznych Polski
      Ludowej, wpływy polityczne przychodzące z zewnątrz i wyrosła na tym wszystkim
      błędna postawa polityczna ks. bp. Kaczmarka, która doprowadziła go do kolizji z
      prawem - oto sumarycznie ujęte przyczyny działalności przestępczej oskarżonych.
      Doprowadziły one do czynów skierowanych przeciwko interesom własnego narodu.
      Doprowadziły ks. bp. Kaczmarka do działalności wrogiej wobec interesu
      narodowego i postępu społecznego w okresie przedwojennym, okupacyjnym i w
      Polsce Ludowej. Doprowadziły w szczególności nie tylko do postawy przeciwnej
      nowej rzeczywistości naszego kraju, nie tylko do podrywania zaufania w trwałość
      władzy ludowej i nowych stosunków społecznych w Polsce, ale i do uwikłania się
      we współpracę z ośrodkami wywiadu amerykańskiego, które pragnęłyby posługiwać
      się przedstawicielami duchowieństwa, jako narzędziem realizacji swych wrogich
      Polsce planów.
      Należy z całą siłą zaznaczyć, że proces skierowany był wyłącznie przeciwko
      działalności społeczno-politycznej ks. biskupa i współ oskarżonych, nie zaś
      przeciwko urzędowi biskupiemu i ich godności kapłańskiej (...).
      (...) postawa polityczna biskupa czy kapłana podlega takiej samej ocenie, jak
      postawa każdego innego obywatela. Dlatego więc nie tylko bolejemy, ale i
      odcinamy się od błędnych poglądów ks. bp. Kaczmarka, które doprowadziły go do
      akcji dywersyjnej wobec Polski Ludowej i kierowały w tej działalności jego
      postawą.
      Zadając sobie pytanie, jak się stało, że do tego dojść mogło, widzimy
      następujące wyjaśnienie. Ku działalności tej kierowało nastawienie wrogie wobec
      postępu społecznego, wrogie wobec przemian społecznych i broniące
      dotychczasowego kapitalistycznego ustroju. Postawa ta wyrażała się też w
      widzeniu przyszłości dla Kościoła i katolicyzmu jedynie w dawnych warunkach, co
      w skutkach oznaczało wyzbywanie się apostolskiego nastawienia wobec nowych
      czasów i nowej epoki społecznej.
      Wrogość wobec reformy rolnej, wrogość wobec unarodowienia przemysłu i wobec
      innych podstawowych osiągnięć społecznych Polski Ludowej doprowadziła w wyniku
      tego nastawienia nie tylko do szkód dla ściśle pojętego interesu państwa, ale i
      do przeciwdziałania czy osłabienia możliwości układania się poprawnych
      stosunków między Kościołem a Państwem, do traktowania Porozumienia z kwietnia
      1950 r jako martwej litery, co godziło zarówno w interes Państwa, jak i w dobro
      Kościoła i jego misję religijną w Polsce Ludowej.
      Ku tej szkodliwej działalności kierowały ks. bp. Kaczmarka i współoskarżonych
      poglądy prowadzące do utożsamiania wiary ze wsteczną postawą społeczną, a dobra
      Kościoła z trwałością i interesem ustroju kapitalistycznego. Z tego stanowiska
      wynikało wiązanie się z imperialistyczną i nastawioną na wojnę polityką rządu
      Stanów Zjednoczonych (...) .
      Proces ks. bp. Kaczmarka udowodnił również naocznie, i to nie po raz pierwszy,
      jak dalece imperializm amerykański, pragnący przy pomocy nowej wojny, a więc
      śmierci milionów ludzi, narzucić panowanie swe go ustroju wyzysku i krzywdy
      społecznej krajom, które obrały nową drogę dziejową, usiłuje różnymi drogami
      oddziaływać na duchowieństwo oraz ludzi wierzących i kierować ich na drogę
      walki z własną ojczyzną, stanowiącą wspólne dobro wszystkich obywateli.
      Przedstawiając się jako obrońca cywilizacji chrześcijańskiej, imperializm
      amerykański dokonuje nadużycia, pragnąc oszukać katolików w krajach demokracji
      ludowej, w szczególności Polsce, że nowa wojna, wojna dokonywana przy pomocy
      neohitlerowskiego Wehrmachtu ma pozostawać w zgodzie z dobrem Kościoła. To
      nadużycie wymaga stanowczego odporu od nas, którzy wiemy że dobrem Kościoła nie
      jest wojna, a katolicyzm pełni swą misję przez apostolstwo, a nie przez siłę
      polityczną i militarną. Stawiający na skłócenie wewnętrzne Polaków imperializm
      amerykański musi otrzymać stanowczą odprawę od polskich katolików W
      szczególności ważne jest wyraźne i stanowcze odcięcie się od tych usiłowań
      przez władzę kościelną w Polsce - Episkopat, na przeciwstawienie którego
      interesom naszego narodu i jego nowej drodze rozwojowej liczy wciąż imperializm
      amerykański (...).
      Bolesny dla sumień ludzi wierzących proces ks. bp. Kaczmarka dobiegł końca.
      Wyciągnięcie wniosków z jego przebiegu -jak już podkreślaliśmy -jest konieczne,
      aby podobna sytuacja nie miała nigdy więcej miejsca (...).
      Katolicy polscy co dnia pogłębiając swój wielki udział w pracy całego narodu,
      jednocząc się we wspólnym Froncie Narodowym, będą dalej pracować nad tym, aby
      stwarzać perspektywę dla misji Kościoła w nowej epoce, usuwać istniejące
      trudności i nie dopuszczać do tragicznych konfliktów w sumieniach wierzących,
      jak to miało miejsce w związku z procesem ks. bp. Kaczmarka. Wierzymy bowiem
      najgłębiej, że nawet najbardziej bolesne i tragiczne pomyłki nie mogą zmienić
      faktu, że przyszłość należy do ustroju społecznego, w którym żyjemy, i że w tej
      przyszłości Kościół znajdzie właściwe swojej misji religijnej miejsce, a ludzie
      wierzący na równi z ludźmi innych światopoglądów będą tej przyszłości
      współtwórcami.
      Tadeusz Mazowiecki
      • Gość: BBB Re: Tadeusz Mazowiecki IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 29.09.03, 08:54
        Na stronie
        http://www.polskiejutro.com/art/a.php?p=60spolecz
        jest jeszcze o Panu Tadeuszu Mazowieckim m.in. tak:
        Droga była nieco kręta...
        Postać to znana na scenie politycznej w Polsce od prawie niepamiętnych czasów.
        W 1946 roku związał się z prokumunistyczną organizacją "Dziś i Jutro", założoną
        przez Bolesława Piaseckiego. Z tego tworu wyłonił się późniejszy PAX.
        Mazowiecki szybko piął się w górę. A był to wówczas głęboki stalinizm, gdy
        każdy niemal krok obywateli był kontrolowany przez tajne służby PRL. Wielu jego
        rówieśników i nieco starszych bezpieka ścigała po lasach i bezwzględnie
        zabijała za działalność patriotyczną, inni gnili w więzieniach, dręczeni przez
        oprawców w średniowieczny sposób... On zaś w wieku 26 lat został redaktorem
        naczelnym ogólnopolskiego tygodnika - "Wrocławskiego Tygodnika Katolickiego".
        Jak wtedy z tym było, wiadomo. Znany poeta emigracyjny Kazimierz Wierzyński
        nazywał takich "katolikami w stanie łaski ubeckiej" i coś w tym było, albowiem
        bez wiedzy i zgody wszechmocnej bezpieki nic się przecież ukazać nie mogło.
        Mało tego - bezpieka nie tylko kontrolowała, ale co jakiś czas "zlecała"
        konkretną robotę - wszak należało kogoś opluć, splugawić i "Wrocławski Tygodnik
        Katolicki" znacznie lepiej się do tego nadawał, niż na przykład "Trybuna Ludu".
        Okazja nadarzyła się już we wrześniu 1953 roku - był nią proces ordynariusza
        kieleckiego, ks. biskupa Czesława Kaczmarka i księży Kurii Kieleckiej,
        oskarżonej rutynowo o zdradę, szpiegostwo i inne najcięższe zbrodnie.
        Do "dobrego tonu" w komunistycznym świecie i takim że półświatku należało
        zabrać głos i szczerze potępić, z całym przekonaniem, zdradę i zaprzaństwo. To
        też była forma wydawania wyroków, może nawet nie mniej bolesna, niż te sądowe.
        Ks. Biskup został skazany "za kierowanie ośrodkiem antypaństwowym i
        antyludowym", za "współpracę z Niemcami", za to, że był zwolennikiem faszyzmu"
        na drastyczną karę 12 lat więzienia.
        Mazowiecki nie miał żadnych wątpliwości, co winy skazanego. W swym komentarzu
        na łamach "WTK" napisał to, co było uzasadnieniem sfingowanego wyroku. Jego
        artykuł wpisywał się w ciąg ubeckich obelg najcięższego kalibru, dla których
        nie ma usprawiedliwienia.

        Doktor Jeckyll i Mr Hyde?
        Autor jednak usprawiedliwiał się sam, i to wkrótce. Już w grudniu 1953 roku
        stwierdził: "nie handlujemy naszą postawą, ale rządzi nami zasada przekonania.
        Jest ona twarda i bezwzględna. Nie pozwala wydrukować ani jednego słowa, które
        nie płynie z przekonania, ale równocześnie nie pozwala - gestem strusia chować
        głowy w piasek - wtedy, gdy to, co płynie z przekonania nakazuje zabierać głos
        w sprawach trudnych i nieraz drażliwych". Mało kto dziś pamięta tamte czasy, w
        mediach - ani słowa a "wypominanie" sztucznie kreowanym autorytetom zakrawa na
        zbrodnię... Zacieranie pamięci trwa. Stalinizm staje się więc w miarę normalnym
        ustrojem. Aż dziw, że nie znalazło się nawiązanie do tej świetlanej epoki w
        projekcie konstytucji europejskiej. Może to jakieś niedopatrzenie?
        W 1955 roku, już po śmierci Stalina, na fali odwilży Mazowiecki po prostu
        uciekł z PAX-u. W ten sposób może dziś mówić: "co złego to nie my, to oni". Ale
        miejsca dla niego za dużo nie było, więc razem z ludźmi o podobnych życiorysach
        podwiązał się pod jedną z frakcji PZPR. Tak powstało środowisko "Więzi". Jego
        wierna służba została szybko nagrodzona: w 1961 roku otrzymał nominację
        poselską do Sejmu PRL. Listy "kandydatów" układało wtedy Biuro Polityczne.
        Jego "parlamentarna" przygoda trwała całe dwie kadencje, czyli dziesięć lat!
        Nie zasypiał w ławach, udzielał się naokoło, walcząc (cały czas jako
        reprezentant środowisk... katolickich) o marksistowską szkołę, inspirując się
        obficie naukami o "przeobrażeniach w katolicyzmie", proponowanych przez
        Togliattiego, kominternowca i przywódcę włoskich stalinowców oraz przez
        sowiecki periodyk teoretyczny "Kommunist". Sam zaliczał się do "chrześcijan,
        zwłaszcza tych, którzy swe zaangażowanie w socjalizm czerpią z pobudek
        ideowych". Ot, jeszcze jeden "socjalistyczny chrześcijanin", ale ta zbitka
        pojęciowa miała wówczas tragiczną wymowę.
        W 1968 roku w kolejnym przemówieniu sejmowym stwierdził: "Zasadą ustrojową jest
        w Polsce socjalistycznej założenie, że kierownictwo polityczne sprawuje Polska
        Zjednoczona Partia Robotnicza. Na uznaniu tej zasady i my opieramy swą
        działalność". To dziś wszyscy twierdzą, jak walczyli wówczas o "prawa
        człowieka", "demokrację" i coś tam jeszcze. Warto jednak sięgać do archiwów i
        obnażać nicość ówczesnych działaczy.
        W 1989 roku Mazowiecki został "pierwszym premierem niekomunistycznego rządu",
        jak to określali jego koledzy i przyjaciele, nie wspominając, że pierwszym
        wicepremierem i ministrem siłowym w tym rządzie jest gen. Czesław Kiszczak, że
        są w nim inni komunistyczni ministrowie i że przeskok od PRL do PRL-bis ma
        bardzo łagodny przebieg.
        Jeśli Mazowiecki miał w tym okresie jakąś szczególną zasługę, to była to
        osławiona "gruba kreska". W tej dziedzinie mógł się nawet zakwalifikować do
        intratnej Nagrody Nobla, ale nikomu jakoś nie przyszło do głowy, aby go tam
        zgłosić. Pewnie przez niedopatrzenie? Dziś sam już pewnie nie wie, kim tak
        naprawdę był. Zawrót głowy od tytułów...

        Doktor do kwadratu
        Doktorat hc na UW nie jest pierwszym tego rodzaju zaszczytem, przyznanym
        Mazowieckiemu przez polską uczelnię. Wcześniej, bo w styczniu 1999 roku został
        on doktorem hc Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Laureat był tak wzruszony,
        że przyznał niebacznie, iż nie jest ani ekonomistą, ani zasług dla Śląska nie
        ma. Ale potrafił się zachować: "Nie mam słów, by powiedzieć "dziękuję". Nie
        wiem, czy dla Śląska będę mógł coś zrobić, ale jeśli będę mógł, to zrobię".
        Proszę zauważyć, jakimi warunkami obwarowana jest ta obietnica - zawsze można
        powiedzieć, że chciał, tylko nie było jak i co. "Gazeta Wyborcza", która zawsze
        trzyma fason i nie pęka, napisała z tej okazji, cytując działacza Unii
        Wolności: "tytuł ten przypada człowiekowi, który całe życie poświęcił się
        obronie godności, demokracji i praw człowieka". Wszystko jasne - Mazowiecki
        urodził się i od razu rzucił się w wir walki o pokój i szczęście ludzkości. A
        jeśli ktoś coś innego zachował w pamięci, tym gorzej dla niego i jego pamięci.

        Prawnik, czy pozer?
        Tym razem wnioskodawcą był Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, na którym
        kiedyś Mazowiecki (w bardzo zamierzchłych czasach) dość krótko studiował. Nie
        przeszkadzało mu to wprawdzie podawać później na lewo i prawo, że jest
        prawnikiem, aż do czasu, gdy bańka mydlana pękła: po kampanii prezydenckiej w
        1995 roku wyszło na jaw, że Mazowiecki prawnikiem nie jest. Afera wzięła się
        wokół skandalu z oświadczeniem złożonym przez niejakiego Aleksandra
        Kwaśniewskiego, że jest absolwentem wyższej uczelni. Aby złagodzić nieco
        propagandowe skutki wpadki obecnego prezydenta, ktoś z jego otoczenia wywlókł
        tę zaległość Mazowieckiemu. W ten sposób chciano otrzymać efekt, że tak
        naprawdę wszyscy trochę kłamią i w istocie to nic złego. Co prawda, to prawda -
        skoro sam Tadeusz Mazowiecki kłamie, to inni nie mogą?
        Mazowiecki wprawdzie usiłował się bronić, wydając oświadczenie, że jakoby nigdy
        i nigdzie nie składał fałszywego oświadczenia o swym wykształceniu, ale fakty
        są bezlitosne. W przewodniku "Kto jest kim w Polsce" (do którego biografie
        pisali sami zainteresowani) na stronie 449 (wydanie III) jest napisane czarno
        na białym: "Mazowiecki Tadeusz, polityk, prawnik, publicysta. Studia: Wydział
        Prawa UW".
        Jak widać ani to, ani też stalinowska przeszłość propagandowa zainteresowanego
        nie przeszkadzała Senatowi szacownej uczelni. Pękają wszelkie normy, cnota
        prawdomówności też pękła bez zbytniego huku.

        Napełnianie próżności
        Ale był niezły huczek, tyle, że z innego powodu. Ogromna sala Audytorium
        Maximum została wypełniona po brzegi. Udało się spędzić nie tylko studentów,
        ale też
        • Gość: BBB Re: Tadeusz Mazowiecki cd. IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 29.09.03, 08:58
          wielu oficjeli. Sprawozdawca "Gazety Wyborczej" wymienił tylko niektórych: "W
          uroczystości uczestniczyło wiele osób ze świata nauki, kultury i polityki,
          m.in. rektorzy i profesorzy wielu polskich uczelni, nuncjusz apostolski abp
          Józef Kowalczyk, biskupi Bronisław Dembowski, Alojzy Orszulik, marszałek Senatu
          Longin Pastusiak, szef polskiej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz, były
          premier Jerzy Buzek, wicemarszałek Senatu Kazimierz Kutz, rzecznik praw
          obywatelskich Andrzej Zoll".
          Głos zabrał także prezydent III RP, który świetnie rozumie sytuację
          Mazowieckiego (nie od parady ciągał go ze sobą po Polsce i świecie z okazji
          wstępowania do UE). On też ma nieciekawą przeszłość i też miał kłopoty z
          ustaleniem swego wykształcenia. Kwaśniewski chwalił go więc następująco: "Ten
          tytuł trafia dziś do jednej z najwybitniejszych postaci przełomu wieku".
          Obaj panowie mogliby wystąpić w skeczu Jana Pietrzaka. Czyż nie pyszny byłby to
          dialog:
          "Kwaśniewski - chwalą was!"
          Mazowiecki - kto?
          Kwaśniewski - wy mnie a ja was!"
      • Gość: Jakub Żydzi w kościele katolickim IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 29.09.03, 12:02
        stanowią prawdziwy problem. To przede wszystkim "postępowi" katolicy.
        Mazowiecki stał na czele jednej tylko z frakcji żydowskich, ale są i inne,
        współdziałające. To środowiska "postępowych" pism "katolickich", Tygodnik
        Powszechny, Więź, Znak, środowisko krakowskich jezuitów (bardzo mocny ośrodek
        antypolski, finansowany - rzecz niebywała - przez amerykańskich Żydów!). W
        sferze ich wpływów jest też część tzw. Klubów Inteligencji Katolickiej, sam
        Mazowiecki był, przed i w erze "Solidarności", guru warszawskiego Klubu
        Inteligencji Katolickiej. W kręgach polsko-opozycyjnych (nie mylić z tzw.
        opozycją demokratyczną, w której ton nadawali antypolscy żydzi - KOR, michnik i
        tego typu pokomunistyczna hołota) Mazowiecki nazywany był "ubeckim klęcznikiem".
    • Gość: BBB Kto ma rację? IP: proxy / 10.1.0.* 29.09.03, 20:06
      Czy ma rację Pan Profesor Stanisław Żak, którego felietony drukuje GW?
      Czy ma rację Pan Tadeusz Mazowiecki, autorytet moralny ceniony przez GW?
      A może rację maja obydwaj Panowie, a jaja kobyły zdrowy nie dostrzegam niuansów?
      • Gość: ddd Re: Kto ma rację? IP: *.saska.krakow.pl 29.09.03, 21:56
        tylko swinia nie zmienia pogladow

        Ojciec Jaruzelskiego podobno w Syberii zginal a jaki byl syn????
        Pinochet tez byl katem a teraz mowi sie ze uratowal Chile
        Franco uratowal Hiszpanie prze komunizmem i wpedzil w co??? (cos na ksztal
        faszyzmu)
        pilsucki byl socjalista (rewolucionista prawie komusista) na poczatku
        dzialalnosci a na kocu kariery byl prawi faszystujacym poilitykiem
        Nawet Dzierzynski byl Polakiem a stwozyl NKWD - organizacje ktira zabila wielu
        polaskow (to zart - nie lubie Falusia)

        Pzd


        • Gość: BBB Re: Kto ma rację? IP: proxy / 10.1.0.* 29.09.03, 22:19
          Gość portalu: ddd napisał(a):
          > tylko swinia nie zmienia pogladow
          >
          > Ojciec Jaruzelskiego podobno w Syberii zginal a jaki byl syn????

          Pan Wojciech poglądów raczej nie zmieniał. Znaczy świnią jest.

          > Pinochet tez byl katem a teraz mowi sie ze uratowal Chile

          Ten gość też świnia.

          > Franco uratowal Hiszpanie prze komunizmem i wpedzil w co??? (cos na ksztal
          > faszyzmu)

          To również świnia.

          > pilsucki byl socjalista (rewolucionista prawie komusista) na poczatku
          > dzialalnosci a na kocu kariery byl prawi faszystujacym poilitykiem

          Z tym faszyzującym, to się nie całkiem zgadzam. Jednak szują nie był.

          > Nawet Dzierzynski byl Polakiem a stwozyl NKWD - organizacje ktira zabila
          wielu
          > polaskow (to zart - nie lubie Falusia)

          Faluś był raczej wierny swoim poglądom - czyli świnia.

          Pan Tadeusz zmienia poglądy - czyli nie świnia.

          Raz swawolny Tadeuszek
          Nałapał muszek pełen garnuszek.
          I wpuścił je swemu tacie
          Prosto za gacie.
          I cieszy się mały zdrajca,
          że tato drapie się po jajcach.
        • Gość: BBB A może to tak IP: proxy / 10.1.0.* 29.09.03, 22:41
          że kto za młodu nie był szują, to na starość nie będzie przyzwoity?
      • olds_reader Re: Kto ma rację? 31.03.04, 20:29
        Gość portalu: BBB napisał(a):

        > Czy ma rację Pan Profesor Stanisław Żak, którego felietony drukuje GW?
        > Czy ma rację Pan Tadeusz Mazowiecki, autorytet moralny ceniony przez GW?
        > A może rację maja obydwaj Panowie, a jaja kobyły zdrowy nie dostrzegam
        niuansów
        > ?

        A dziś widzisz lepiej?
        • Gość: BBB Re: Kto ma rację? IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 01.04.04, 01:40
          Niestety. Moje widzenie się nie zmieniło.
    • Gość: Jakub Kto ma rację? IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 07.10.03, 14:09
      Urząd Bezpieczeństwa Publicznego i sąd komunistyczny wraz z PPR i PZPR (obecnie
      SLD) czy wykładowcy na okolicznościowej sesji ku czci bpa Kaczmarka?
      Propaganda żydo-komunistycza i Adam Massalski z współautorem Meduckim czy
      katolicka gazeta "Nasz Dziennik"?
      • kielcz Re: Kto ma rację? 23.08.04, 19:33
        Szukałem wątków o Kaczmarku (tym ministrze skarbu. Nie wiem czy Skarbu państwa,
        ale jakiegos skarbu) i przegladając dzis stare watki trafiłem na ten akurat po
        obejrzeniu zeznań (nomen omen) Kaczmarka o aferze Orlenu. I nasuwa mi sie taka
        chyba bardzo głupia refleksja. Czy teraz ktos za to beknie? Czy znów wszystko
        sie rozmyje, okaze sie, ze winnych nie ma, wszyscy byli w porzadku licho wie
        jak sie to wszystko stało. Czy moze wiecie co stało sie z tymi, którzy Biskupa
        sadzili? A tymi, którzy Go "przesłuchiwali"? A moze jak sie mają ci, co to
        wpierw tak prymitywnie (naprawde prymitywnie!. Kto nie wierzy niech zajrzy do
        starych gazet) wypaczyli Jego wypowiedź, a potem opluwali go w mediach? A moze
        jakis rząd lub media choć potępiły tych panów (byc może panie też, ale nie
        znam) z nazwiska? Chyba, że tego w ogóle nie było. A moze Biskup sam sie
        zamknął, oskarżył i skazał? Kto to wie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka