Gość: ABSOLWENTKA
IP: *.isi.net.pl
24.10.03, 18:27
Witam serdecznie,
cieszy mnie fakt poruszenia przez media sprawy źle prowadzonego
LO im.T. Kościuszki w Busku-Zdroju, jednak przedstawiony przez
Państwa wątek jest maleńką namiastką tego, co powinien zawierać
Państwa artykuł.
Jestem już absolwentką powyższej szkoły, doskonale orientującą
się w dużo poważniejszych występkach mających w niej miejsce.
Nie zaprzeczam oczywiscie temu, co zawarte było w opublikowanym
już tekście, jednak do Państwa redakcji zgłosiła się tylko jedna
osoba, która rozgoryczona tym, co miało miejsce (także) w jej
przypadku odważyła się o tym Wam powiedzieć.
Mój list ma nieco inny charaker, ponieważ pragnę zwrócić Państwa
uwagę nieco w innym kierunku, który według mnie jest dużo
ważniejszy!
Zapraszam do przeprowadzenia małego dochdzenia dziennikarskiego
odnośnie osoby, która prowadzi opisane przez Państwa praktyki,
ale nie tylko, także od dawna, jednak na dużo większą skalę, a
jest nią mgr Jarosław Dębicki (nauczyciel fizyki, od roku będący
dyrektorem tej placówki).
Dla przykłądowego wyobrażenia sobie skali jego "prywatnej
praktyki" mogę powiedzieć, że moja klasa maturalna była grupą,
która raczej łagodnie uległa "czarowi" pana od fizyki, ponieważ
z usług jego zyskownego "interesu" NIE korzystało aż 12 osób,
czyli aż ok.1/3 klasy!
To nie są dane wyssane z palca przez osobę pragnącą odgryźć się
na nielubianym pedagogu, lecz osoby, która chce zwrócić uwagę na
trwające nadal praktyki, które uległy nasileniu, po objęciu
stanowiska dyrektora przez pana Dębickiego. Przykro mi się robi,
kiedy wspominam moje koleżanki i kolegów, których rodziny nie
mogły się pochwalić nawet przeciętną kondycją
finansową, "musiały" korzystać z komercyjnych usług pana
dyrektora...
Najciekawsze jest to, iż "dobry" dyrektor, posiadający w jego
mniemaniu "władzę absolutną" w murach państwowej placówki,
oferował swą pomoc np. w "okienkach" pomiędzy lekcjami
maturzystów, których czasem zapraszał w systemie "dualnym", bądź
w małych grupkach, zazwyczaj do swojego, jeszcze
nauczycielskiego kantorka. Absolutnie nie byłoby w tym nic
złego, gdyby pomoc ta nie była PŁATNA, mało tego nie należała do
najtańszych! Nie ma się zresztą czemu dziwić, w końcu ceny
musiały być odpowiednie do utraty cennych godzin urzędowania
pana dyrektora!
Najciekawsze jest to, że wszyscy to widzieli, a jeśli nie
widzieli, to słyszeli, a nikt nie odważył się podjąć próby
stłumienia tych praktyk.
Dlaczego? Powód jest prosty, każdy wie, że lepiej "siedzieć
cicho", a dokładniej? Poniżej odpowiedzi:
- po pierwsze każdy wiedział w jaki sposób pan Dębicki został
dyrektrem, a wiedząc to, oczywiste było iż nikt z jego
przyjaciół, którzy sięgnęli szczytu przy obsadzeniu tego
stanowiska panem Dębickim (zwracam tu uwagę na żenujący konkurs
na dyrektora, podczas którego dokonano wielu przekrętów, podczas
wykluczenia 2 pozostałych kandydatów, którzy po pierwsze
spełniali wszelkie predyspozycje osobowościowe i zawodowe, jak i
tylko oni spełniali wszystkie wymagania fikcyjnego, bo tylko z
nazwy "konkursu"- ale jest do długi i osobny temat) nawet nie
zwróci mu uwagi, a mało tego, zajmując poważne lokalne
stanowiska dołożą starań,aby w miarę możliwości odegrać się
na "donosicielu",
- po drugie wiadome było, że dyrektorem i tak p.Dębicki nadal
zostanie, a do szkoły średniej trzeba wysłać pozostałe jeszcze
np. w podstawówce, czy gimnazjum dzieci, a lepiej żeby i one
zdały maturę, bądź bez nieciekawych wrażeń skończyły szkołę
średnią, nadmieniam, że to jedyne w Busku LO,
- po trzecie, kiedy to moja koleżanka próbowała zgłosić łamanie
prawa przez pana dyrektora do Kratorium w Kielcach, kierowana od
sekretarki, do sekretarki, wreszcie zwierzyła się "niby"
kompetentnej pani i ... usłyszała ostrą ripostę w stylu: "Jak
śmiesz gówniaro! macie takiego dobrego, nowego dyrektora...!!
Powinnaś się wstydzić, skarżyć tak bezczelnie na niego ....!!!
itp.itd. Jak można w tym przypadku odnieść wrażenie, że Polska
to kraj prawa, a nie kumpelskich znajomości, układów, nepotyzmu?
(Najgorsze jest to, że ta rozmowa nie była nagrana, ponieważ
nikt nie spodziewał się takiej odpowiedzi, a ponowne sprawdzenie
m.in. kultury i okazywanej w każdym przypadku sympatii do
p.Dębickiego ze strony pracowników Kuratorium w Kielcach jest
niemożiwe ze względu na nagłośnienie już tej sprawy),
- po czwarte każdy znał pana Dębickiego, bał się jego terroru,
jakiego nie oszczędzał nawet wobec koleżanek i kolegów w pracy,
po objęciu stanowiska w jego mniemaniu "Boga szkoy"!
- pozostałe powody, mogą zrozumieć tylko mieszkańcy naszego
pięknego, małego Buska Zdroju.
Jest jeszcze wiele kwestii, odnośnie naszego kochanego LO,
wartych poruszenia w mediach, jednak miejmy nadzieję, że
wszystko ujrzy światło dzienne w toku nagłaśniania tej sprawy.
Z poważaniem,
Prawożądna Absolwentka
PS
Możecie przecież w łatwy sposób sprawdzić to, o czym napisałam,
najprostszy z nich to ustawienie się na ulicy, przy której stoi
dom p.Dębickiego i obserwowanie liczby uczniów, którzy non-stop
wchodzą i wychodzą z niego z zeszytami, plecakami itp. Drugi
sposób to znalezienie absolwentów naszej szkoły, którzy zdobędą
się do szczerych wyznań na ten temat.
UWAGA!!!
(Jeżeli Szanowna Redakcja lub odpowiedni organ z wyłączeniem
Kuratorium w Kielcach, powiązanego znajomościami i układami ze
Starostwem w Busku Zdroju, służę pomocą - przykładami, dowodami
pod adresem: kangureczek@tlen.pl).