Dodaj do ulubionych

Początek zmian w Radiu Kielce

29.05.09, 09:09
Taka przewodnicząca to wstyd i dla rady nadzorczej, i dla Radia
Kielce. Nie mieści mi się w głowie, że ktoś, kto aż tak pomiatał
ludźmi, że spowodował samobójczą śmierć swojego pracownika, ciągle
może pełnić jakieś ważne funkcje, za których wykonywanie płacą
idioci płacący abonament.
Obserwuj wątek
    • Gość: anatol Re: Początek zmian w Radiu Kielce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.09, 10:05
      Z naszych pieniędzy ma korzystać pięć osób ?! Po co takie rady, komu potrzebne w
      tak małych spółkach !Politykierstwo ?!
      A kto doprowadzi do rozsądnego ustawienia wynagrodzeń w radiu i telewizji - żeby
      pseudo gwiazdy nie pobierały po 50- 80 tys,.miesięcznie jak dyrektor redakcji
      sportowej, małżeństwo prowadzących magazyn i Wiadomości !
      • Gość: / Re: Początek zmian w Radiu Kielce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.09, 15:45
        przeciez partie musza miec jakies posady do obstawienia - inaczej
        nikt do partii benie szedl - a kto w koncu ma rozdzielac plakaty,
        robic kawe i loda przewodniczacemu?
        madrzy ludzie daja sobie rade bez partii - debile, nieuki,
        alkoholicy i rozne mety tam sie pchaja - be partii sa zerami
        to jest waluta ktora placi wladza - posady
        druga waluta juz mniej pewna sa korzystne wyroki sadowe
        nigdy nie zmienia - przeciwnie takie Rady Nadzorcze beda sie
        rozrastac - oczywiscie dla dobra nas Obywateli sponsorow i platnikow
        tej partyjnej bandy dzialajacejjak dobrze zorganizowane grupy
        przestepcze
        • Gość: kielczanin Re: Początek zmian w Radiu Kielce IP: 77.223.220.* 29.05.09, 16:01
          Podpisuję się pod tą oceną. Największe zero po wstąpieniu do partyji albo
          jakiegokolwiek porozumienia może się realizować i pokazać wszystkim swoją
          władzę.Na ogół to psychopatyczne osobowości, które nie ukrywają, że potrafią
          każdego zniszczyć, kto im "podpadnie".
          • Gość: matylda Re: Początek zmian w Radiu Kielce IP: *.chello.pl 30.05.09, 01:35

            Jak Iwona J. "awansowała" pracowników
            Piotr Burda 2008-08-22, ostatnia aktualizacja 2008-08-22 23:00

            Najpierw szkolił pracowników i czuwał nad bezpieczeństwem danych.
            Jak podpadł szefowej, to został kierowcą, liczył padnięte świnie i
            migrację bydła. Wczoraj zeznawał kolejny świadek w procesie Iwony
            J., byłej dyrektorki ARiMR.
            Wczoraj zeznawał kolejny świadek w procesie Iwony J., byłej
            dyrektorki ARiMR w Kielcach, starszy specjalista ds.
            bezpieczeństwa. Opowiadał m.in. o tym, jak przyszedł do Iwony J. w
            pierwszych dniach jej urzędowania, aby zrobić jej zdjęcie do
            identyfikatora. - Zgodziła się, ale powiedziała, że zdjęcia robi
            się jej tylko raz i od razu musi być dobre - mówi świadek.
            Początkowo myślał, że to żart, ale szybko okazało się, że mówiła to
            poważnie. Kilka dni później świadek prosił ją o zatrudnienie
            kolejnego pracownika zajmującego się bezpieczeństwem danych. -
            Upoważnił mnie do tego przełożony w warszawskiej centrali.
            Dyrektorka mocno się zdenerwowała i powiedziała, że jeśli sobie
            życzy nowego pracownika, to niech sam się o to postara - mówi.
            W końcu świadka przeniesiono do powiatowego oddziału ARiMR w
            Kielcach. Miał odwiedzać gminne punkty konsultacyjne i tam zajmować
            się statystyką m.in. padniętych świń czy przemieszczania się bydła.
            Był też kierowcą.
            - Czułem się zdegradowany - mówi świadek. Był dwa razy u
            psychiatry, nie spał po nocach. Kiedy był na zwolnieniu, pracownicy
            agencji przyjeżdżali do jego domu, aby oddał pieczątki. W końcu
            złożył wypowiedzenie. Po odejściu Iwony J. znowu pracuje w agencji
            jako specjalista ds. bezpieczeństwa.
            Podczas wczorajszego posiedzenia Iwona J. nie stawiła się w
            kieleckim sądzie.
            Iwona J. została szefową świętokrzyskiego ARiMR za rządów PiS. Po
            dziewięciu miesiącach jej rządów samobójstwo popełnił jeden z
            pracowników, a w liście pożegnalnym obwinił za to stosunki panujące
            w pracy. Iwona J. odpowiada za uporczywe i złośliwe naruszanie praw
            pracowniczych 11 podwładnych oraz przekraczanie uprawnień.
            serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,5619464.html
            Piotr Burda

            Jak dyrektorka ARiMR traktowała pracowników
            Ziemowit Nowak
            2008-07-02, ostatnia aktualizacja 2008-07-02 18:54

            Wzywała pracownika do siebie, odsyłała do pokoju i znowu wzywała. I
            tak cztery razy. Jak siadał, to pytała, czemu siada, jak stał, to
            rugała, że stoi. Tak pracownik ARiMR opisywał przed sądem
            zachowywanie Iwony J., dyrektorki ARiMR z nadania PiS-u
            W środę odbyła się kolejna rozprawa Iwony J., oskarżonej o
            uporczywe i złośliwe naruszanie praw pracowniczych 11 podwładnych
            oraz przekraczanie uprawnień. Prokuratura wszczęła dochodzenie po
            tym, jak jeden z pracowników Agencji Restrukturyzacji i
            Modernizacji Rolnictwa w październiku 2006 r. popełnił samobójstwo,
            w liście pożegnalnym obwiniając przełożonych. J. kierowała ARiMR w
            Kielcach od marca do grudnia 2006 r.
            W środę nie zjawiła się w sądzie, przysłała usprawiedliwienie. Sąd
            przesłuchał jednego z pokrzywdzonych pracowników, który w ARiMR
            odpowiadał za szkolenia i marketing. - To zaczęło się w kwietniu
            2006 roku od artykułu w jednej z gazet "W trosce o rolników
            zwalniają kierowników" - zeznawał mężczyzna. Opowiadał o naradzie
            kierownictwa ARiMR po ukazaniu się tekstu. - J. patrzyła na mnie i
            pokazywała kciukiem taki gest, wszyscy go znają, to znaczy "dobij
            go". Poczułem się bardzo źle. Może myślała, że przyczyniłem się do
            powstania tego artykułu, może uważała, że powinienem jakoś zapobiec
            publikacji. Od tego zebrania zostałem przeniesiony na drugą stronę
            barykady - mówił.
            Opowiadał o dniu, kiedy musiał załatwić jakąś papierkową sprawę z
            przełożoną. Przez cały dzień nie znalazła dla niego czasu, mimo że
            wiele razy zgłaszał się do sekretariatu. Kiedy kończył pracę,
            powiedział sekretarce, że jeszcze wróci o godz. 18, może J. będzie
            miała chwilę. - Kiedy przyszedłem, usłyszałem, że mam iść do
            swojego pokoju i czekać na telefon. Ledwie siadłem, telefon
            zadzwonił, że mogę już przyjść. Przyszedłem do sekretariatu i
            usłyszałem, że znowu mam wracać do pokoju. I tak cztery razy -
            relacjonował świadek.
            Podczas innej wizyty w gabinecie dyrektorki pracownik ośmielił się
            usiąść. Dostał burę, że siada. Kiedy stał, usłyszał wymówkę,
            dlaczego tak stoi. Jak patrzył na szefową, pytała "co się tak
            gapisz", jak odwracał wzrok, zwracała uwagę, żeby jej patrzył w
            oczy. Jak zamknął drzwi, został zrugany, że trzaska. - "Co się tak
            pieścisz z tymi drzwiami?" powiedziała na drugi raz, kiedy mój
            kolega z pracy ciszej chciał je zamknąć - zeznawał.
            Takich sytuacji było wiele. W środę nie wystarczyło czasu, aby
            dokończyć przesłuchanie. Będzie ono kontynuowane na kolejnej
            rozprawie 7 lipca.
            serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,5419398.html
            • Gość: matylda Re: Początek zmian w Radiu Kielce IP: *.chello.pl 30.05.09, 01:38
              Kto zapłacił za niekompetencję pani Iwony Jakubowskiej? Iwona
              Jakubowska czy podatnik polski?

              Za mobbing w ARiMR 40 tys. zł odszkodowania
              jak 2008-11-05, ostatnia aktualizacja 2008-11-05 23:00

              Sąd pracy przyznał 40 tys. zł odszkodowania za mobbing i naruszanie
              praw pracowniczych byłej pracownicy oddziału Agencji
              Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Kielcach.
              Dokładnie tyle domagała się była kierowniczka biura finansowo-
              księgowego za to, jak była traktowana w 2006 roku przez ówczesną
              dyrektorkę oddziału Iwonę J., a później jej następcę Stanisława
              Batóga. Jak zeznała przed sądem, J. uwzięła się na nią szczególnie.
              Kwestionowała jej wykształcenie, a także m.in. chciała pozbawić
              dofinansowania na studia doktoranckie, krytykowała w obecności
              podwładnych, pomijała w sprawach, za które odpowiadała, niszczyła
              zostawiane do podpisu dokumenty. Z kolei Batóg oddelegował ją do
              biura powiatowego na stanowisko ds. identyfikacji i rejestracji
              zwierząt - znacznie poniżej kwalifikacji. Uczynił to, mimo że była
              w zaawansowanej ciąży, a prawo zakazuje oddelegowania ciężarnej
              poza miejsce stałej pracy bez jej zgody. Po nagłośnieniu tej sprawy
              w "Gazecie" Państwowa Inspekcja Pracy wystąpiła o ukaranie Batóga
              do sądu, który wymierzył mu tysiąc złotych grzywny.
              serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,5888699.html
              Chcielibyście mieć taką szefową?
              • Gość: matylda Re: Początek zmian w Radiu Kielce IP: *.chello.pl 30.05.09, 01:42
                Jak ktoś taki może ciągle pełnić funkcję przewodniczącego rady
                nadzorczej instytucji państwowej? Takie mam naiwne pytanie.
                • Gość: matylda Iwona Jakubowska to kompromitacja PiSu IP: *.chello.pl 30.05.09, 01:55
                  Działacze PiS obejmują stanowiska w ARiMR
                  Paweł Słupski2006-08-07, ostatnia aktualizacja 2006-08-07 00:00
                  Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa to kolejna
                  państwowa instytucja, którą opanowuje PiS. Działacze tej partii
                  zajmują już stanowiska wicedyrektora oddziału w Kielcach, a także
                  kierowników trzech biur powiatowych.
                  Przypomnijmy, że przejmowanie ARiMR rządząca partia rozpoczęła od
                  falstartu. W styczniu br. dyrektorem oddziału świętokrzyskiego
                  agencji został Marek Płusa, który zanim został członkiem PiS, był
                  związany z Samoobroną. Po ujawnieniu przez "Gazetę" informacji, że
                  miał problemy z prawem, stracił posadę.
                  Następni członkowie i działacze PiS obejmują stanowiska w agencji
                  już bez takich problemów. Wicedyrektorem oddziału został Stanisław
                  Batóg, pełnomocnik partii Kaczyńskich w Staszowie. Biurem
                  powiatowym agencji w Opatowie kieruje pełnomocnik PiS na tamtejszy
                  powiat Andrzej Grządziel, z zawodu historyk. Jako sekretarka w
                  liceum w Kazimierzy Wielkiej pracowała ostatnio Maria Gołdyn, która
                  dzięki poparciu PiS także została kierownikiem tamtejszego biura
                  powiatowego.
                  Działacze rządzącej partii objęli także stanowiska kierowników w
                  biurach powiatowych w Ostrowcu Świętokrzyskim i Sandomierzu. W tym
                  pierwszym mieście kierownikiem został Jan Stachowicz, pełnomocnik
                  partii w Ćmielowie, były burmistrz tego miasta i gminy, z zawodu
                  nauczyciel wf. Pytany o kulisy nominacji, nie miał za dużo do
                  powiedzenia.
                  - Nie chciałbym zajmować stanowiska w tej sprawie, mieliśmy naradę
                  z dyrekcją wojewódzką agencji, gdzie ustaliliśmy, że tylko pani
                  dyrektor Jakubowska jest upoważniona do kontaktów z mediami - mówi
                  Stachowicz. - Proszę nie mieć do mnie żalu, ale chcę uszanować
                  uzgodnienia z szefostwem - dodaje.
                  Podobną formułkę o naradzie z wojewódzką dyrekcją ARiMR
                  usłyszeliśmy od Waldemara Maruszczaka, pełnomocnika PiS w gminie
                  Dwikozy, z wykształcenia inżyniera rolnika i szefa biura
                  powiatowego agencji w Sandomierzu.
                  - Na wszelkie pytania związane z działalnością agencji może
                  odpowiadać tylko nasze biuro wojewódzkie. Poza tym chcę
                  zaakcentować, że mam wykształcenie rolnicze i wygrałem konkurs na
                  to stanowisko dzięki swoim kwalifikacjom - dodał Maruszczak.
                  Iwona Jakubowska, dyrektor oddziału ARiMR, na pytanie dotyczące
                  powyższych nominacji, odpowiedziała nam drogą e-mailową.
                  "Uprzejmie informuję, że w Świętokrzyskim Oddziale Regionalnym
                  Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i podległych
                  Biurach Powiatowych wszystkie stanowiska obsadzone zostały w drodze
                  postępowania konkursowego, przeprowadzonego zgodnie z procedurą
                  określoną w ustawie o służbie cywilnej. Za ocenę trafności
                  dokonanego wyboru niech świadczy fakt, że w chwili obejmowania
                  przeze mnie stanowiska dyrektora w dniu 27 marca br. województwo
                  świętokrzyskie w rankingu krajowym zajmowało jedno z ostatnich
                  miejsc, a obecnie jest w czołówce, jeżeli chodzi o realizację zadań
                  statutowych" - czytamy w liście od pani dyrektor.
                  Stanowiska kierowników nie zostały jeszcze obsadzone w pięciu
                  powiatach.
                  Kariery pełnomocników
                  Jak się okazuje, funkcja pełnomocnika w PiS to doskonały punkt
                  wyjścia do awansu. Pełnomocnik partii w powiecie ostrowieckim
                  Jarosław Rusiecki jest teraz posłem. Pełnomocnik w Kielcach
                  Grzegorz Banaś został wojewodą świętokrzyskim. Jedną z jego
                  pierwszych decyzji kadrowych była nominacja p.o. pełnomocnika
                  finansowego świętokrzyskiego PiS Jarosława Karysia na dyrektora
                  Zakładu Obsługi Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego. Karyś potem
                  dostał jeszcze synekurę w radzie nadzorczej kieleckiego PKS, która
                  ostatnio zamienił na członkostwo w radzie nadzorczej Radia Kielce
                  (ok. 2,8 tys. zł brutto miesięcznie). Janusz Skibiński, zanim
                  został świętokrzyskim kuratorem oświaty, był pełnomocnikiem PiS na
                  powiat starachowicki. P.o. obowiązki pełnomocnika PiS na powiat
                  staszowski Sylwester Bania został prezesem Zakładu Energetycznego
                  Okręgu Radomsko-Kieleckiego. Pracę w tej spółce otrzymał także
                  pełnomocnik na powiat skarżyski Jerzy Stopa. Bez państwowych posad
                  jest jeszcze ośmiu pełnomocników powiatowych i kilkudziesięciu
                  gminnych.
                  serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,3532831.html
                  • Gość: matylda Re: Iwona Jakubowska to kompromitacja PiSu IP: *.chello.pl 30.05.09, 02:10
                    "Kilka osób musiało skorzystać z pomocy psychiatry, co najmniej
                    kilkanaście ratowało się ucieczką na zwolnienia lekarskie. Albo już
                    zdecydowali się odejść, albo jeszcze szukają innej pracy. Zgodnie
                    twierdzą, że dłużej z dyrektor oddziału świętokrzyskiego ARiMR
                    Iwoną Jakubowską nie mogli wytrzymać.
                    Tragiczna śmierć Artura Padalca, pracownika Agencji
                    Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa z Ostrowca, sprawiła, że
                    nie boją się już mówić pod nazwiskiem.
                    Adam Bernatek był zastępcą kierownika biura powiatowego w Kielcach.
                    Z dyrektor Jakubowską miał głównie kontakt telefoniczny. - Kilka
                    telefonów dziennie, zarzuty o brak kompetencji, że nic nie robię,
                    ostre słowa i wrzaski - mówi. I dodaje, że Jakubowska miała mu za
                    złe nawet to, że przedstawił się z nazwiska po podniesieniu
                    słuchawki, bo krzyczała: "Proszę nie brać mnie za wariatkę, bo ja
                    wiem, do kogo dzwonię". Dodaje, że także wchodząc lub wychodząc z
                    jej gabinetu można było usłyszeć zarzut, że się trzaska drzwiami,
                    albo że pieści się z klamką.
                    Jak można tak poniżać?
                    Bernatek poszedł na zwolnienie, po powrocie otrzymał propozycję,
                    aby sam zrezygnował z pracy. Gdy się nie zgodził, został
                    zdegradowany do najniższego stanowiska z pensją dwa razy niższą.
                    Twierdzi, że pogodził się z tym i chciał pracować, ale na każdym
                    kroku wybijano mu to z głowy, ograniczając m.in. uprawnienia w
                    systemie komputerowym. Po dwóch tygodniach złożył wypowiedzenie.
                    Kierowniczka działu kadr w oddziale regionalnym (nazwisko do
                    wiadomości redakcji) w pierwszym dniu objęcia stanowiska przez
                    Jakubowską otrzymała polecenie zrobienia na rano wykazu
                    pracowników. Już jednak o godz. 18 sekretarka dzwoniła do niej do
                    domu, gdzie jest wykaz. A rano czekała ją nieprzyjemna rozmowa z
                    panią dyrektor. - Potem miałam problemy z każdym dokumentem, z
                    którym poszłam, bo wszystko było źle - mówi.
                    Bywały tygodnie, że Jakubowska w ogóle nie chciała też z nią
                    rozmawiać, rozmawiała natomiast cały czas z jej zastępczynią. -
                    Wyrywała z rąk dokumenty. Jak można tak kogoś upokarzać, poniżać? -
                    pyta była już kadrowa.
                    Wytrzymała w agencji do końca sierpnia. - Poszłam do lekarza,
                    dziwił się jak można do takiego stanu kogoś doprowadzić. Cały czas
                    jestem na lekach uspokajających, korzystam z porad psychiatry -
                    twierdzi kobieta. Dodaje, że chciała o całej sytuacji opowiedzieć
                    inspektorom PIP, ale nie była w stanie.
                    130 kilometrów na zesputym sprzęgle
                    - Mobbinguje i skłóca. Zmusza ludzi, żeby sami odeszli - mówią o
                    metodach Jakubowskiej jej byli i obecnie jeszcze podwładni. Jeden z
                    pracowników został zmuszony do napisania rezygnacji z pracy pod
                    groźbą zwolnienia dyscyplinarnego. Gdy potem chciał wycofać
                    napisane pod wpływem strachu podanie, Jakubowska się nie zgodziła.
                    Kierowca został natomiast oskarżony, że przekazał jej niesprawny
                    samochód. Twierdziła, że po kilku kilometrach zablokowało jej się
                    sprzęgło. Udowodnił, że auto jest po przeglądzie w autoryzowanym
                    serwisie, a po rzekomej awarii sprzęgła Jakubowska przejechała nim
                    130 km. Niewiele to pomogło, kierowcą już nie jest.
                    Z pracą w agencji pożegnał się Mariusz Czernic, który odpowiadał za
                    bezpieczeństwo wewnętrzne. Długo wylicza, jakie studia, szkolenia i
                    kursy skończył, aby doskonalić swoje umiejętności zawodowe.
                    Przeniesiono go jednak do biura powiatowego, aby tam prowadzić
                    rejestrację zwierząt. Miał być przeszkolony do nowych obowiązków,
                    potem jednak otrzymał polecenie, że ma się szkolić we własnym
                    zakresie i to w bardzo krótkim terminie. - Chodziło o to, żebym nie
                    zaliczył egzaminu. Dochodziły mnie słuchy, że najlepiej zrobię, gdy
                    się sam zwolnię - opowiada.
                    Otrzymał zwolnienie od psychiatry, ale nie miał spokoju nawet w
                    domu, ponieważ odwiedziły go kierownik biura wraz p.o. kierownika
                    kontroli wewnętrznej. - Przy rodzinie naskoczyły na mnie, że jestem
                    na zwolnieniu i że wystąpią o naganę za to, że wcześniej wziąłem
                    sobie urlop na żądanie - twierdzi Czernic.
                    Kontakt tylko przez e-mail
                    - Pani dyrektor zaczyna pracę o siódmej kończy często o 22. To nie
                    świadczy o jej pracowitości, ale braku poukładania siebie i firmy -
                    uważa inny pracownik (nazwisko do wiadomości redakcji), który jest
                    w trakcie szukania innej pracy. I długo wylicza inne metody
                    Jakubowskiej, które go do tego zmusiły: - Rozmowy z pracownikami z
                    pominięciem ich kierownika. Krytyka w obecności podwładnych.
                    Podniesiony i rozkazujący ton rozmowy. Przetrzymywanie dokumentów,
                    mimo upływających terminów przetargów czy zamówień.
                    Najdłużej o swoich przejściach opowiada kierowniczka biura
                    finansowo-księgowego a zarazem pełnomocnik Związku Zawodowego
                    Pracowników Służby Cywilnej w oddziale (nazwisko do wiadomości
                    redakcji). Jak twierdzi, od początku pani dyrektor miała jej za
                    złe, że wychodzi z oddziału o godz. 16.15, choć to już koniec
                    pracy. - Wiedziała, że mam 10-miesięczne dziecko i nie mam
                    możliwości zostać po godzinach. Ostentacyjnie nie podpisywała
                    jednak pism, żebym była dłużej. Albo wzywała mnie o godz. 18,
                    wiedząc, że już mnie nie ma. Następnego dnia robiła awanturę,
                    grożąc zwolnieniem z pracy - opowiada.
                    Kierownik wymienia miesiąc po miesiącu inne przypadki złego
                    traktowania przez Jakubowską. - W maju za opracowaną przeze mnie
                    analizę pani dyrektor chwali mojego zastępcę. Mówi, że ze mną nie
                    rozmawia, kiedy odpowiadam na pytania, na które on nie potrafi
                    odpowiedzieć. A kiedy postanawiam nie wtrącać się do rozmowy,
                    słyszę krzyk, abym odpowiadała, skoro zastępca nie wie - twierdzi.
                    W lipcu kierowniczce postawiono zarzut ukrywania informacji przed
                    kontrolerami. Po powrocie z urlopu zauważyła ślady włamania do
                    szafki z dokumentami. Na godzinę przed wyjazdem na szkolenie
                    usłyszała, że nie pojedzie. Od 21 lipca do 1 września kontaktowała
                    się z Jakubowską tylko e-mailami, ale na żaden nie otrzymała
                    odpowiedzi. - Codziennie musiałam walczyć z tym, co pani dyrektor
                    wymyśli przeciwko mnie - mówi.
                    24 lipca napisała skargę do Państwowej Inspekcji Pracy i prezesa
                    ARiMR w Warszawie. Jak twierdzi, dwa tygodnie później treść tej
                    skargi cytował jej podwładny, którego podporządkowała sobie
                    Jakubowska. - Od tego momentu zdałam sobie sprawę, że w mojej
                    sprawie PIP nic nie zrobi - mówi. I narzeka, że inspektorzy nie
                    znaleźli nawet dowodu na to, że pracowała po godzinach, chociaż
                    łatwo to ustalić dzięki zapisom w komputerach.
                    PIP zajęła się natomiast gorliwie skargą, jaką złożył na nią
                    wspomniany pracownik w sierpniu. Otóż została oskarżona przez niego
                    o mobbing, kiedy wystąpiła o ukaranie za wystawienie przelewów z
                    błędami i za to, że sam sobie zatwierdzał dokumenty. Wkrótce po tym
                    Jakubowska awansowała tego pracownika na starszego specjalistę, a
                    ostatnio na zastępcę kierownika.
                    We wtorek skontaktował się z jednym z dziennikarzy "Gazety". Numer
                    telefonu komórkowego dziennikarza dostał od Jakubowskiej. Żalił się
                    m.in., jak był prześladowany w pracy za przynależność do SLD i na
                    mobbing ze strony kierowniczki. Wczoraj zadzwonił, że już nie chce,
                    aby się ten wywiad ukazał.
                    Dyrektor odpowie po kontroli
                    Także sama Jakubowska mówi już innym tonem niż jeszcze w ubiegłym
                    tygodniu. Przeprosiła mnie za to, że jako groźbę mogłem odebrać
                    przysłane przez nią w ubiegłym tygodniu do redakcji pismo z
                    paragrafami i pouczeniami, jak mam napisać o samobójstwie
                    pracownika z Ostrowca.
                    Na temat sytuacji w agencji nie chciała rozmawiać. - W tej chwili
                    prowadzone są kontrole, dochodzenia. Myślę, że kiedy się wszystko
                    wyjaśni, odniosę się do tego spokojnie - powiedziała. Zarzuty
                    pracowników, mimo że ich nie znała, nazwała "oszczerstwami"
                    i "brutalną nagonką", a także "chęcią wykorzystania tej tragedii do
                    innych celów".
                    ...
                    • Gość: matylda Re: Iwona Jakubowska to kompromitacja PiSu IP: *.chello.pl 30.05.09, 02:12
                      ...
                      "Nie toleruję Twoich metod rządzenia, styl żenujący. Szkoda, że nie
                      zrobiłaś mi zdjęcia, miałabyś pełny bilans otwarcia i zamknięcia" -
                      tak się zaczyna list, który Artur Padalec napisał przed śmiercią do
                      osoby przysłanej przez Jakubowską do zrobienia porządku w biurze
                      ARiMR w Ostrowcu. Śledztwo w sprawie jego śmierci prowadzi policja
                      pod nadzorem prokuratury. Mobbingiem w świętokrzyskim oddziale
                      regionalnym ma się zająć centrala agencji. Kolejną kontrolę
                      rozpoczęła już PIP.

                      miasta.gazeta.pl/kielce/1,47262,3681659.html
                      • Gość: pamięć Re: Iwona Jakubowska to kompromitacja PiSu IP: *.chello.pl 30.05.09, 04:14
                        miasta.gazeta.pl/kielce/1,47262,3674487.html
                        • mmiastowy Re: Iwona Jakubowska to kompromitacja PiSu 30.05.09, 12:34
                          Wstyd, że taka osoba wpływa na program i działalność naszego radia.
                          Ale czy w politycznej Polsce ktoś jeszcze rozumie znaczenie
                          słowa "wstyd"?
                      • Gość: Pstryku Serdecznie PIP to jest banda debili. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.09, 13:50
                        PIP to jest banda debili.

                        www.sprawa.pl/sspnumer48/zlewy.htm
                        • Gość: mssa Re: PIP to jest banda debili. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 16:48
                          To tysz agnieszke massalskom spuszczom

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka