Gość: mouset
IP: *.ghnet.pl
13.01.04, 17:49
Kłopoty z systemem biletowym MPK
Jeszcze długo będziemy stać co miesiąc w ogromnych kolejkach po bilety
abonamentowe MPK. Krakowskiego przewoźnika nie stać na zmianę systemu
biletowego
W Krakowie co miesiąc sprzedaje się ponad 150 tysięcy biletów abonamentowych,
ale jest zaledwie osiem miejsc, gdzie można je kupić. I co miesiąc ustawiają
się tam gigantyczne kolejki (największe w październiku i styczniu). Choć
takie zjawisko występuje tylko w Krakowie, nie planuje się powiększenia sieci
sprzedaży.
- To gigantyczne koszty. Ludzie, lokale, drogie maszyny do drukowania -
tłumaczy Julian Pilszczek, prezes MPK. - Ale można przecież nie czekać do
pierwszego, tylko kupić bilet kilka dni wcześniej, z dowolną datą ważności. A
przez większość dni w punktach sprzedaży nie ma kolejek - radzi pasażerom.
Nie wszystkich jednak stać na taką politykę finansową. - Pieniądze zawsze
dostaję na przełomie miesiąca. Nie mogę więc kupić wcześniej - tłumaczy
Magda, studentka UJ.
W innych miastach nie mają takiego problemu. Dlaczego?
- Mają inny system biletowy. U nas są kasowniki do biletów jednorazowych oraz
bilety abonamentowe ze specjalnymi legitymacjami - przyznaje prezes
Pilszczek. Rozważa jednak inne rozwiązania: - W środę odbędzie się
prezentacja biletów chipowych, jakie stosowane są w Kaliszu. Są one jednak
niewygodne dla pasażerów - trzeba je kasować przy wchodzeniu i wychodzeniu z
tramwaju czy autobusu - zdradza prezes.
Jak twierdzi prezes Pilszczek, na nowocześniejsze systemy (np. karty chipowe,
jak w Warszawie) Krakowa na razie nie stać. - Stolicę kosztowało to kilkaset
milionów, których my nie mamy. Niebezpiecznie zbliżyliśmy się do granicy
płynności finansowej, co groziło nam upadłością firmy. Naszym podstawowym
zadaniem jest utrzymanie zdolności przewozowej - uważa Pilszczek.
Jako przyczynę zapaści MPK podaje brak refundacji za bilety ulgowe, co w
skali roku oznacza straty rzędu 100 mln zł. - Gdybyśmy mieli te pieniądze, w
ciągu ostatnich trzech lat po Krakowie jeździłoby 110 niskopodłogowych
autobusów. A tabor jest ważniejszy niż bilety - podkreśla Julian Pilszczek.