stalynick
19.02.04, 10:33
biznes.interia.pl/news?inf=461629
Minister Pol, odpowiedzialny przede wszystkim za to, że polskie drogi
przypominają czarną dziurę, wsławił się też na polu gazowym. Negocjował
warunki dostaw rosyjskiego gazu. To, co wynegocjował sam nazwał wielkim
sukcesem. Jednak słowo sukces było użyte tylko przez niego...
Gazowe negocjacje z Moskwą
Polska i Rosja podpisały porozumienie ws. dostaw gazu
Marek Pol do Moskwy jechał uzbrojony całkiem dobrze. "Działko sporego
kalibru" sprezentowała mu jeszcze poprzednia ekipa, która podpisała
porozumienie z Norwegią, dotyczące budowy konkurencyjnego gazociągu.
Kolejnego, nie gorszego argumentu dostarczyli sami Rosjanie, którzy nie
wywiązali się z budowy 2. nitki gazociągu, bez której Polska nie mogła
odebrać gazu, za który i tak musiała zapłacić.
W takiej sytuacji wszyscy wyobrażali sobie, że wicepremier postawi Rosjanom
twarde warunki: albo wycofujecie się z niekorzystnej dla Polski klauzuli,
albo zrywamy umowy i szukamy innych dostawców niż Gazprom. Było to tym
bardziej możliwe, że w samej Rosji gazowy gigant zaczynał tracić monopol na
rzecz koncernów Jukos, czy Łukoil.
Marek Pol wrócił tymczasem do Polski z umową, która nie tylko wzmacniała
monopol Gazpromu, powodowała straty w polskim budżecie, ale także pozwalała
Rosjanom na nie wywiązanie się z umowy budowy gazociągu i prowadziła do
zerwania porozumienia z Norwegami.
Tym samym wicepremier ma szansę przyczynić się do realizacji najczarniejszego
scenariusza, w którym Rosjanom wcale nie chodziło o budowanie gazociągu, ale
o przejęcie kontroli nad polskim rynkiem, bez ponoszenia innych inwestycji.
Autostradowe negocjacje z Amerykanami z Irakiem w tle