Gość: kishona kaphusta : Virtuoso IP: 188.33.201.* 25.08.10, 21:15 Zgodnie z zyczeniem wlascicieli restauracji rezerwuje wczesniej stolik telefonicznie. Jest niedziela po poludniu i nie mam ochoty stac i czekac na wypadek zapelnienia. Na ogrodku prosze, pan w sluchawce odpowiada ze nie ma problemu. Za godzine jestesmy. Podchodze do mlodej kelnerki w czerwonej sukience, podaje swoje nazwisko i pytam o stolik. Widze wielkie oczy, zumienie na twarzy i glupawe zapytanie : yyy na ogrodku? naszym ogrodku? Nie! w wierzynku , mialam jej ochote odowiedziec, a tu przyszlam ja tylko sprawdzic! dziewcze zostawilo nas na srodku chodnika, miedzy przechodzacymi z kazdej strony turystami i poszlo sprawdzic jak sie sprawy maja. nie bylo jej z zegarkiem na reku 7 minut. siedem minut stalysmy na chodniku czekajac na jej powrot. O , jest , przyszla, Mozecie Panstwo siadać gdzie chcecie- wskazala reka na ogrodek. po co wiec to dzownienie pytam? Nie dam sie pomyslalam, poszukam jakis plusow , a co! a wiec po kolei: - na napoje czekalysmy dobre 15 minut., roumiem ze tak dlugo robi sie margerite truskawkowa, ktora nawiasem mowiac z nadmiaru lodu wylewala sie z kieliszka, wprost na spodnie mojej wspoltowarzyszki- o serwetke dlug otrzeba bylo prosic. - zupa rybna- bardzo w porzadku, tylko jak dla mnie zawsze za malo ( tu gubi mnie przyzwyczajenie z Resto Szara gdzie polowka rybnej jest calym daniem) - tatar lososia- taki sobie - nic specjalnego, raczej przykryty dodatkami, tak jakby mial cos do ukrycia - makaron lososiem i pomidorami- calkiem niezly- losos wedzony , a wiec cale danie nie bylo mdle- poprawne . - do deserow nie doszlysmy, kawy juz tez nie pilysmy bo przegonil nas mocny skwar. bo batalii wiosennej o pascalu gotujacym nader cudnie spodziewalam sie jednak wiekszego odlotu. a tu bylo po prostu poprawnie. plus obsluga nie potrafiaca sobie poradzic z problemami z poza karty dan.hmm, z karty dan tez nie jestem pewna czy potrafia, na szczescie nie nie mialysmy jakis powazniejszych wtop. na deser poszlysmy juz jednak na lody do aragasinskich:)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vnf Re: : Virtuoso IP: *.chello.pl 28.08.10, 13:52 Zdziwony? Nie rozumiem czemu. Ot co- tak wyjasnie polityke prowadzenia restauracji w Krakowie: Rok z życia właściciela krakowskiej restauracji (na szczęście nie każdej) 1)Czujemy pierwszy dzień wiosny (polowa marca). Czas zadzwonić do kompani od której mamy piwo i poprosić o przywiezienie nam ogródka. Firmowego-a jakże, bo przecież zima ciężka była, wiec po co wydawać pieniądze na byle co. 2)Ponieważ przez zimę mieliśmy tylko dwóch kelnerów(kelnerki) i dwóch/trzech kucharzy trzeba zatrudnić trochę dodatkowej taniej siły roboczej.Zatrudniamy wiec kilka osób płci męskiej [maksymalnie umowa zlecenie rzecz jasna].Dlaczego męskiej? Ponieważ wiosenne porządki i przygotowywania to czas ciężkiej pracy fizycznej przy której przeniesienie kegi wydaje się być pestką. Zresztą dziewoje są jakoś dziwnie mało odporne na stanie na temp 0C - 10C. Doświadczenie mile widziane, ale nie koniecznie bo to "kelnerzy całoroczni" będą zarabiać kasę przy obsłudze. Ty świerzaku-zapomnij! 3)Nadszarpnęliśmy trochę nasz budżet zatrudniając [z reguły i tak na czarno]dwie osoby za astronomiczna stawkę 5zl/h wiec trzeba ich pognać do roboty, bo nadszedł kwiecień. Zjechali się pierwsi turyści wiec chłopaki skaczcie ile się da na pełny zegar. Zmęczony? Nic się nie martw- już wkrótce odpoczniesz. Zdobywamy się na jeszcze jeden finansowy dramat i zatrudniamy jakąś ładną (koniecznie ładną!) dziewczynkę do ściągania gości do restauracji z ulicy. Nie jeden pijany angol przecież jako specjalność kuchni polskiej, rozumie coś innego niż bigos 4)Zbliża się majowy weekend. Pierwszy najbardziej ruchliwy, po zimowych ostojach. Chyba, że liczyć święta wielkanocne. O tak wtedy również padają rekordy!. Należy nastawić się na przemiał rodem z Mc. Donalda. Chłopaki z marca są już totalnie wyczerpani wiec się ich po prostu pozbywamy. Lista najczęstszych powodów - przychodzenie na kacu do pracy - nieumiejętność pracy w zespole - spóźnienia - brak spełniania standardów restauracji - brak kultury osobistej Oczywiście wszystkie te cechy wyszły dziwnie na jaw dopiero teraz. Dzięki bogu część studentów nie odratowała zimowej sesji i teraz będą szukać pracy. A tu raj, bo świadczeń nie trzeba płacić i powiedzieć im można ile się chce [uwaga tu będe bezczelny i wpisze nazwy pewnych restauracji]. A choćby 3zł/h- Noworolski(tak, tak - to ten sam pan który narzeka że podniosą mu teraz czynsz), 4zl/h-Vistuoso. 5)Nadszedł upragniony maj i z nim sezon. Teraz to będzie sielanka. Zatrudniliśmy dziesięciu studentów, najlepiej (jak to ślicznie ujęła menager Hawełki) "*nie skażonych gastronomią". Za dużo? A skąd! Jeśli będzie brzydka pogoda to pośle się ich do domu. Kogo to obchodzi, że będą mieć dwa dni w tygodniu i nawet przy dobrych napiwkach zarobią 1000zł miesięcznie. Nie wasz problem. Serwisem też nie ma się co przejmować, bo turystów tyle, że i tak dla każdego starczy, a wszędzie przecież to samo. Logika zatrudnienia jest prosta-jeden kelner na zmianie od ciężkiej roboty, a reszta to kelnerki. Mają być ładne (coś jak w piosence /extetika-jak słodko/)i umieć ze trzy zdania po angielsku. Lepiej opłacanych kelnerów z zimy wysyłamy na urlop, są za drodzy. *nie skażonych gastronomią: - nie pyskują - nie stawiają się - nie znają swoich praw - i koniecznie nie wiedzą na temat gastronomi więcej niż my. Wszak będąc baranem łatwiej dowodzić stadem owiec niż stadem wilków 6)Zbliża się wrzesień i tempo zwalnia. Cześć z kelnerów odpadła, odpuściła, wyleciała. No i dobrze teraz przecież potrzebujesz tylko połowy ekipy, a chcesz zgrywać miłego i nie wywalać ich na siłę. Z urlopu wracają kelnerzy całoroczni. Lekko zwieszeni,konkretnie spłukani-ot, tak sobie resocjalizacja co by szanowali swego pana i chlebodawcę. 7)Koniec października atakuje chłodem. Czas przeliczyć pieniążki za sezon które tak ciężko zarobiliśmy i zrobić wszystko, żeby stracić ich przez zimę jak najmniej. Zwalniamy sezonową ekipę na podstawie przećwiczonej strategi z kwietnia, wrzucamy stałych na zmianę dwa na dwa. Za tydzień, dwa znów zadzwonimy do kompani piwnej żeby tym razem spakowała nam ogródek i przez następne kilka miesięcy znów będziemy wyglądać pierwszych promieni słońca, pierwiosnków, bocianów, angoli i godzących się na wszystko studentów Od siebie chciałbym dodać, że pracuje w normalnej restauracji i z bólem serca przyglądam się temu co dzieje się w większości Krakowskich "jadłodalni", bo jakoś słowo restauracja nie może przejść mi przez gardło. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kishona kaphusta Re: : Virtuoso IP: 188.33.92.* 31.08.10, 00:47 dziwnie znam ten kalendarz, nawet nazbyt dobrze. hmm nigdy nic sie nie zmieni! Odpowiedz Link Zgłoś