Dodaj do ulubionych

Polakowski, Miodowa

IP: *.dynamic.chello.pl 06.02.11, 12:27
Znałam lokal, bywalam tam kilku lat temu. Teraz, po rozczarowniu przeżytym w Pieprznych Kawałkach, postanowiłam odnowić starą, dobrze zapamiętaną znajomość. I co? I wielkie rozczarowanie kolejne, tym bardziej przykre, że zderzyło się ze wspomnieniem dobrym.

Przede wszystkim duchota niesamowita, wszystkie zapachy z kuchni zgryżliwie przenikają ubranie, które jest po wizycie tam w całości do prania. No chyba, że chodzi o żywą reklamę zapachową instytucji, bo nawet po kilkugodzinnym spacerze przechodnie bez pudła mogą określić, gdzie spożywało się posiłek. Bezwzględnie należy zmontować sprawne wietrzenie pomieszczenia!
Siedzenie w tym wilgotnym, oblepiającym człowieka zaduchu jest nie do zniesienia. Wcześniej bywałam tam latem, drzwi były szeroko otwarte, więc tego problemu latem nie ma, no ale my nie Włochy, zimy tutaj się zdarzają.

Jedzonko: tu obuchem między oczy dostałam. Pierogi z mięsem tym razem to była porażka nad porażki. Gdybym nie była człekiem łagodnym i dobrotliwym, to poprosilabym kucharza, by sam je zjadł na moich oczach z frajdą obserwując jego minę.

Ciasto grube na pół palca, niedbale zagniecione i uformowane, już samym widokiem swym sprawiało przykrość. W smaku tylko gorzej, po prostu zgroza. Ciasto zagniecione było z calą pewnością z mąki i ziemniaków ! podobnie, jak zagniata się na knedle, ale gdzież mu tam do szlachetnego knedlowego wymiaru. Przypominały smakiem i konsystencją mrożone kluchy z mięsem z "torebki", ktore jadalo się w czasach posuchy studenckiej.
Gdzież podział sie ten pierożek cudny w cieniutkim cieście z aromatycznym mięskiem, który zachwycił mnie 3 lata temu? No cóż, szara, zdeformowana klucha uzyskana prawdopodobnie przez niedbałe przerobienie kluchy z resztek kuchennych na pierogopodobny wyrób nie mogła zachwycić, a nawet tylko zadowolić nikogo.Mięso można było znaleźć po dłuższych poszukiwaniach w ilości symbolicznej.
Pozostawiłam zmaltretowane kluchy pierogo_niby_podobne na talerzu niemal w całości, czy dało to komu do myślenia, nie sądzę. Duży "przerób" w instytucji nie wymusza myślenia o kliencie :(.

Ale! poszłam dalej, jak ryzykować, to ryzykować :) Chciałam utulić swój ból szpinaczkiem, albowiem miłośniczką tegoż jestem zagożałą, a jego smak u Polakowskiego zapamietałam pozytywnie. I ponowny cios okrutny, ciągnąca się zielona glaźma to był horror nie szpinak.
Zawartość szpinaku w szpinaku to ok 30%, reszta to mączny kit. Mimo swojej mącznej gładkości przejść przez gardło nie chciał...

Dłubiąc markotnie w nieudanych daniach rozejrzałam się jeszce raz po "lokalu". Tym razem wnikliwiej, niż poprzednio. Niechlujny i brudny fartuszek pani zmywającej naczynia za niewielkim okienkiem,, brudne, oblepione ściany tej myjni - wstyd! Dalej - to, co widać było, gdy zwijające się dziewczyny przemieszczały się na zaplecze, wołą o pomstę i natychmiastową wizytę Sanepidu na sygnale z kogutem :(
I dlaczego na niedbale przysłoniętych brudnymi (!) zasłonkami póleczkach kontuaru ponad głowami panienek piętrzą się stosy starych papierzysków ? Ileż z tego brudu tam zgromadzonego sypie się do zup poniżej?

I tak to , smutna, zawiedziona, głodna, ciągnąca przez kilka godzin za sobą bogaty zapachowy ogon wspomnieniowy tej porażki kulinarnej postanowiłam - żegnamy się panie Polakowski, jeść u pana nie będę, co nie znaczy, że nie zajrzę, by ocenić, co pan naprawił i wyczyścił :D
Obserwuj wątek
    • Gość: Marta Na razie kicha... IP: *.dynamic.chello.pl 06.02.11, 15:28
      Dodam tylko, że będę pisywala tutaj od czasu do czasu, albowiem bywam w Krakowie często, choć nieregularnie.Niedawno znalazłam to forum. Chcę się dzielić wrażeniami na bieżąco, stare wspomnienia wkładam w głęboką szufladę, bo wiele mogło sie zmienić.

      Lubię jadać "na mieście" i lubię, gdy restaurator traktuje siebie, swoją pracę oraz klienta poważnie i z troską. Mam nadzieję, że niedługo będę miała co pochwalić z działu "dla tubylca i tambylca na ludzką kieszeń"

      Już chciałam dość dobrze o pewnym barze sałatkowo/przekąskowym na Anny, ale niestety, kapucha twarda jak skala i gorzka jak piołun trafiła mi się, nieszczęsnej za drugim tam pobytem. Była to kapucha kopalniana, czy jakie licho ? Skąd się taką bierze?

      Do następnego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka