Dodaj do ulubionych

Darmowa komunikacja, w Krakowie to niemożliwe.

02.04.12, 17:29
Aż dwa razy sprawdziłem czy to nie news z 1 kwietnia? :)
wyborcza.pl/1,75477,11455465,Tallinn_wprowadzi_darmowa_komunikacje_miejska.html
"Dzięki bezpłatnej komunikacji miejskiej ograniczymy korzystanie z samochodów, zwiększymy mobilność biednych rodzin i przyczynimy się do ochrony środowiska w wymiarze lokalnym oraz globalnym - tłumaczył burmistrz Edgar Savisaar z Partii Centrum."

"Przejazdy będą darmowe tylko dla zameldowanych w liczącym 400 tys. mieszkańców Tallinnie. Turyści i goście nadal będą musieli płacić. Władze chcą w ten sposób zachęcić osoby przyjeżdżające do pracy, by się tu meldowały i tu płaciły podatki."


"Estończycy którzy kupowali dotychczas bilet miesięczny na autobus robili to w sieci, a informacja była kodowana w czipie w ich dowodzie osobistym. "
A u nas kolejki po bilet miesięczny jak za "komuny" po cokolwiek.
Obserwuj wątek
    • Gość: sziszu Re: Darmowa komunikacja, w Krakowie to niemożliwe IP: *.play-internet.pl 04.04.12, 00:27
      Choć narzeka się, że z wpływów z biletów da się pokryć tylko 1/3, 1/2 (?) kosztów funkcjonowania MPK, więc możnaby spokojnie te miliony sobie odpuścić (i tak kraków jest bankrutem), to trend jest odwrotny niż ten, o którym marzysz - nasze kochane miasto o "najlepszej" komunikacji robi co może aby było drożej i rzadziej. A co za tym idzie wpływy raczej nie wzrosną. Zamiast więc wręcz obniżać ceny biletów stymulując popyt i przychody - a da się widząc ile narodu wozi się autami... Serwuje się ceny zaporowe. A czemu? A temu, że w polszy nie ma ludzi odważnych i z wizją. Zawsze będzie szaro i przaśno. Na eksperyment jak w Tallinie (nie jedyny taki przypadek zresztą) nie ma co liczyć, bo jak widać prędzej wpadną na niego w b. ZSRR.
      • Gość: kr Co za brednie. IP: *.adsl.inetia.pl 04.04.12, 23:15
        Od dłuższego czasu (gdzie dłuższy oznacza kilka lat) ceny biletów praktycznie nie uległy zmianie. Oczywiście mam na myśli te, używane przez osoby regularnie korzystające z komunikacji: czyli okresowe. Śmiać mi się chciało, jak rok temu czytałem odgrażanie się co poniektórych że w związku z podwyżką miesięcznego, który podrożał o coś około 50 groszy (na pewno nie więcej niż kilka złotych) rzucą komunikację i kupią za 1000zł coś, co kiedyś było samochodem.

        Ceny zaporowe? Wolne żarty! 89zł za bilet na całą sieć jest niby ceną zaporową? 89zł pozwoli Ci kupić jakieś 15-16 litrów paliwa. Nie no, ok - jak mieszkasz w zasięgu pieszego podejścia od firmy w której pracujesz to rzeczywiście bardziej opłaca Ci się jeździć samochodem.
        Popytu nie zwiększysz obniżając cenę, ale poprawiając jakość. Ktoś, kto jeździ dobrym samochodem nie przesiądzie się do komunikacji tylko dlatego, że jest za darmo. Ktoś, kto jeździ złomem najpewniej robi to aby odróżnić się od "plebsu" jeżdżącego komunikacją którego nie stać nawet na tzw. samochód za 1000zł (cytat z wpisów na forach) - więc też się nie przesiądzie.
        Tego pierwszego możesz zachęcić do komunikacji oferując lepszą jakość nawet za wyższą cenę.
        Tego drugiego i tak nie przekonasz, bo on potrzebuje dowartościowania.

        A naśmiewanie się z "najlepszej" to taki sport narodowy Polaków. Naszą komunikację chwalą ludzie tak z zagranicy, jak i z innych miast Polski (słyszałem np. wypowiedź jednej z dziennikarek z Warszawy).
        U nas? U nas słychać tylko narzekanie.
        A że to taki "sport narodowy" mam okazję się co jakiś czas przekonywać przy innych okazjach. Gdy okazuje się, że mówiąc o sukcesach jesteś traktowany jak nienormalny - bo przecież trzeba chwalić się tylko tym, co się nie udało.

        Ech ...
        • Gość: sziszu Re: Co za brednie. IP: *.play-internet.pl 05.04.12, 09:08
          Ahaaaa! To dlatego Kraków stał wczoraj w niewyobrażalnych korkach! Bo mamy dobrą i tanią komunikację. Dzięki za wyjaśnienie, sam jakoś nie mogłem wpaść na tą błyskotliwą myśl :)

          Słuchaj - jakbys nie zaklinał rzeczywistości - o tym czy coś jest dobre świadczy czy ludzie z tego korzystają czy nie. Od komunikacji zbiorowej w Krakowie ludzie z JAKIEGOŚ powodu wolą jednak samochody, mimo korków, szykan ze strony ZKIT, SM, parkingowych, nawiedzonych tubylców wzywających lawetę gdy masz rejestrację inna niż KR itd. Zdanie jakiejś "dziennikarki z Warszawy" (wow - powalający na kolana autorytet), czy "ludzi z zagranicy" (z Mogadiszu czy z Tirany) nic tu nie mówią o jakości komunikacji. Lecz czy jest/czy rośnie na nią popyt i z jakich powodów rośnie (bo jak już strefa złodziejskiego parkowania obejmie całe miasto, a paliwo będzie po 8 zł, to nadal wcale nie będzie znaczyło, że mamy dobrą komunikację).

          Jeszcze czegoś nie rozumiesz? Wyjaśnić?
          • Gość: kr Re: Co za brednie. IP: *.free.aero2.net.pl 05.04.12, 13:47
            > Ahaaaa! To dlatego Kraków stał wczoraj w niewyobrażalnych korkach!
            > Bo mamy dobrą i tanią komunikację.

            Widziałem wczoraj trzy przyczyny korków. I wszystkie trzy nie miały nic wspólnego z komunikacja - no może poza tym, że powodowały znaczne jej utrudnienia.

            Przyczyna nr 1: około 8:15 na podjeździe na wiadukt nad ulicą Wielicką w ciągu Powstańców Śląskich-Wielkopolskich zepsuł się samochód. Kierowca z rejestracją trzyliterową nie tylko uznał, że nie musi go usunąć (a miał taka możliwość) lecz będzie go sam naprawiał. Korek? trzy pasy do Kamieńskiego, co najmniej 15 minut stania (przynajmniej od momentu, gdy zacząłem sprawdzać). Komunikacja miejska jeżdżąca tą trasa oczywiście też "łapała" takie opóźnienie. Z ciekawości sprawdziłem na kamerach przy Kamieńskiego: stał tam minimum godzinę.
            Przyczyna nr 2: w okolicach Muzeum Narodowego zepsuł się samochód. Kobieta była bardziej rozgarnięta i przynajmniej wezwała lawetę. Dopóki jednak go nie zabrała autobusy musiały omijać ją pasem ogólnym, a co za tym idzie powodowały utrudnienia i korkowanie.
            Przyczyna nr 3: około 18:00 na Moście Dębnickim w kierunku Jubilata zepsuł się samochód. Podobnie jak w przyczynie nr 1 dzielny kierowca uznał, że nie po to wydawał pieniądze na samochód żeby teraz za holowanie płacić - klapa podniesiona, naprawia. Korek sięgał niemal stacji Shella (przypominam: godzina 18:00!)

            > Słuchaj - jakbys nie zaklinał rzeczywistości - o tym czy coś jest dobre świadcz
            > y czy ludzie z tego korzystają czy nie. Od komunikacji zbiorowej w Krakowie lud
            > zie z JAKIEGOŚ powodu wolą jednak samochody

            W odpowiedzi na Twój post napisałem Ci FAKTY.
            FAKTEM jest, że od wielu, bardzo wielu lat ceny biletów okresowych praktycznie się nie zmieniły.
            O czym Ty piszesz? O ... cenach zaporowych.
            FAKTEM jest, że część osób potrzebuje się dowartościować - jak tylko uciułają te 1000zł to lecą i kupują "samochód". I od razu czują się lepsi od plebsu, co tramwajami i autobusami jeździ (bazuję na wpisach na forach).
            FAKTEM jest, że krakowska komunikacja jest bardzo dobrze oceniana. Ranking który próbujesz ośmieszyć był przygotowywany przez miesięcznik Forbes który zapewne dla niepoznaki po opublikowaniu tego rankingu przeniósł swoją siedzibę z "Mozambiku lub Tirany" na Piątą Aleję w Nowym Jorku. No bo dla Ciebie to opinia "z Mozambiku lub Tirany". Nie zdziwiłbym się, gdybyś nie miał zielonego pojęcia co i jak było w tym rankingu oceniane.
            I FAKTEM jest, że pozytywnie wypowiadała się o niej dziennikarka w trakcie audycji o polskim "sporcie narodowym" czyli narzekaniu na wszystko. Padł wówczas przykład podany przez dziennikarza: komunikacja warszawska, na której zewsząd psy wieszają, i zachwycie jej jakością znajomego który przyjechał z Londynu. Na co padło stwierdzenie dziennikarki, że jak on się tak zachwycał warszawską, to co by dopiero powiedział o krakowskiej którą zna z racji częstych pobytów i uważa za najlepszą w Polsce.
            Ty co robisz? Uprawiasz sport narodowy ... Bo przecież u nas to tylko brud, smród i dziadostwo...

            > Lecz czy jest/czy rośnie na nią popyt i z jakich powodów rośnie

            Gazeta Krakowska 7 lipca 2010 roku
            Z transportu zbiorowego korzysta obecnie prawie 500 tys. krakowian dziennie. To o ok. 186 tys. osób więcej niż w 2003 r. Tak dużego wzrostu pasażerów komunikacji miejskiej (ok. 56 proc.) nie zanotowało żadne z dużych polskich miast(...)W innych polskich miastach liczba pasażerów komunikacji zbiorowej spadła lub nieznacznie wzrosła.

            Podkreślę: od 2003 do 2010 roku nastąpił wzrost liczby pasażerów o 56%

            ok. 60% podróży miejskich odbywa się transportem publicznym(źródło: strona projektu AENEAS)

            Podkreślę: większość podróży miejskich odbywa się transportem publicznym

            Czyli wbrew temu, co próbujesz wmawiać jednak z JAKIEGOŚ powodu ludzie w Krakowie wolą komunikację zbiorową.

            Oczywiści masz prawo uważać, że jest to wynikiem tego, że mieszkańcy Krakowa są najbiedniejsi z porównywanych miast i dlatego szturmem ruszyli na publiczny transport.
            Moje zdanie jest takie, że ten wynik potwierdza prawdziwość pozycji w rankingach.
            I ta tendencja nie wynika z kwestii finansowych - Ci, których nie stać najeżdżenie samochodem właśnie najbardziej psioczą i najbardziej się odgrażają, że będą jeździć tzw. samochodem - czytaj: kupą blachy odratowaną za kilkaset Euro przed złomowaniem.
            Żebyś się nie czepiał: sam mam samochód, na który przeciętna osoba w Polsce musi pracować kilka lat. Traktuje go jedynie jako środkiem do przemieszczania się z punktu A do punktu B - tak samo, jak i komunikację publiczną. W zdecydowanej większości przypadków po mieście wygodniej mi się jeździ komunikacją miejską.
            Tak, wiem - to nie jest normalne. Nie jestem normalne, bo przecież normą jest wyszukiwanie i wyolbrzymianie wszelkich możliwych minusów i udawanie, że plusy choćby nie wiem ile ich było - to nie istnieją.
            • Gość: sziszu Re: Co za brednie. IP: *.play-internet.pl 05.04.12, 20:01
              Gość portalu: kr napisał(a):

              > Widziałem wczoraj trzy przyczyny korków. I wszystkie trzy nie miały nic wspólne
              > go z komunikacja - no może poza tym, że powodowały znaczne jej utrudnienia.

              Czyli generalnie jak się auta (koniecznie z trzyliterową rejestracją) nie psują, to wg Ciebie nie ma korków. Więc o co cała afera. Jeździj sobie tramwajem jak chcesz i daj mi spokój.

              > W odpowiedzi na Twój post napisałem Ci FAKTY.
              > FAKTEM jest, że od wielu, bardzo wielu lat ceny biletów okresowych praktycznie
              > się nie zmieniły.
              > O czym Ty piszesz? O ... cenach zaporowych.

              Już Ci wyjaśnię. Jadę samochodem do pracy 10 km. Latem mnie chłodzi, zimą grzeje, siedzę wygodnie i słucham muzyki. Jadę 15 minut. Potem krótki spacerek przez park i nad Wisłą i jestem w pracy. Kiedyś dojeżdżałem pod samą pracę, ale jakiś debil wymyślił strefę na Kazimierzu. Nie wiadomo po co w dodatku, bo ja zawsze bezproblemowo znajdowałem miejsce do zaparkowania i nie na przejściu dla pieszych czy trawniku. Cała podróż kosztuje mnie w obie strony jakieś 8 zł (a mam auto na benzynę). Za tą samą podróż tramwajem muszę zapłacić wg nowego cennika ponad 6 złotych. W międzyczasie czeka mnie bój o miejsce siedzące, odganianie się od żebrzących cyganów i generalnie sama jazda to ponad pół godziny, plus dojście z i na przystanki i oczekiwanie na tramwaj. Cudem mam połączenie bezpośrednie, choć pewno tylko do remarsztrutyzacji, bo wtedy na pewno jechałbym dłużej i płacił jeszcze więcej. Bilet miesięczny mnie nie interesuje. Mam samochód i nie zamierzam go sprzedawać, bo lubię jazdę i przydaje się na weekendowe wypady, bo międzymiastowa komunikacja to jeszcze większe dno niż miejska. Tak więc bilet miesięczny mnie nie interesuje wcale, każdy kierowca wie, że najbardziej psuje się samochód nieużywany. W korkach też jakoś raczej nie stoję i mam gdzie zaparkować. Jaką mam więc motywację, żeby jeździć choć pare dni w tygodniu tramwajem? Żaden, poza tym, że zapanowała samochodofobia, bo komuś żal dupę ściska, że nie muszę marznąć na przystankach i tłoczyć się w dzikim tłumie w MPK.

              > FAKTEM jest, że część osób potrzebuje się dowartościować - jak tylko uciułają t
              > e 1000zł to lecą i kupują "samochód". I od razu czują się lepsi od plebsu, co t
              > ramwajami i autobusami jeździ (bazuję na wpisach na forach).

              Bardzo wiarygodne źródło.


              > FAKTEM jest, że krakowska komunikacja jest bardzo dobrze oceniana. Ranking któr
              > y próbujesz ośmieszyć był przygotowywany przez miesięcznik Forbes który zapewne
              > dla niepoznaki po opublikowaniu tego rankingu przeniósł swoją siedzibę z "Moz
              > ambiku lub Tirany" na Piątą Aleję w Nowym Jorku. No bo dla Ciebie to opinia "z
              > Mozambiku lub Tirany". Nie zdziwiłbym się, gdybyś nie miał zielonego pojęcia co
              > i jak było w tym rankingu oceniane.

              Oczywiście Ty wierzysz w te wszystkie rankingi tak? Proszę - Twoja wola, ja mam oczy, uszy i rozum i wolę myśleć samodzielnie. Zesztą nie neguję, że Kraków ma dobrą komunikację WZGLĘDEM innych miast w kraju, ale jak widać nie dość dobrą dla mnie i wielu wielu wielu innych.

              > I FAKTEM jest, że pozytywnie wypowiadała się o niej dziennikarka w trakcie a
              > udycji o polskim "sporcie narodowym" czyli narzekaniu na wszystko
              . Padł wów
              > czas przykład podany przez dziennikarza: komunikacja warszawska, na której zews
              > ząd psy wieszają, i zachwycie jej jakością znajomego który przyjechał z Londynu
              > . Na co padło stwierdzenie dziennikarki, że jak on się tak zachwycał warszawską
              > , to co by dopiero powiedział o krakowskiej którą zna z racji częstych pobytów
              > i uważa za najlepszą w Polsce.

              A jak ja z kolegą z Londynu wystąpię w TV i zbluzgam krakowską komunikację na czym świat stoi, to też będziesz nas cytował na forach?

              > Ty co robisz? Uprawiasz sport narodowy ... Bo przecież u nas to tylko brud, smr
              > ód i dziadostwo...
              >
              > > Lecz czy jest/czy rośnie na nią popyt i z jakich powodów rośnie
              >
              > Gazeta Krakowska 7 lipca 2010 roku
              > Z transportu zbiorowego korzysta obecnie prawie 500 tys. krakowian dziennie.
              > To o ok. 186 tys. osób więcej niż w 2003 r. Tak dużego wzrostu pasażerów komun
              > ikacji miejskiej (ok. 56 proc.) nie zanotowało żadne z dużych polskich miast(..
              > .)W innych polskich miastach liczba pasażerów komunikacji zbiorowej spadła lub
              > nieznacznie wzrosła.

              >
              > Podkreślę: od 2003 do 2010 roku nastąpił wzrost liczby pasażerów o 56%
              >
              > ok. 60% podróży miejskich odbywa się transportem publicznym(źródło: stro
              > na projektu AENEAS)
              >
              > Podkreślę: większość podróży miejskich odbywa się transportem publicznym
              >

              Możesz sobie podkreślać ile wlezie, ale liczby bez umiejętności ich interpretacji nie znaczą nic. W tym samym czasie ceny paliw poszybowały w górę, wzrosła akcyza na diesla, podrożały nowe samochody, zlikwidowano niektóre ulgi na zakup aut z kratką, rozszerzono strefę płatnego parkowania, ograniczono liczbę miejsc postojowych w centrum w strefach płatnych i poza nimi, oraz tradycyjnie już prowadzi się nagonkę na "blachosmrody".

              > Czyli wbrew temu, co próbujesz wmawiać jednak z JAKIEGOŚ powodu ludzie w Krakow
              > ie wolą komunikację zbiorową.
              >
              > Oczywiści masz prawo uważać, że jest to wynikiem tego, że mieszkańcy Krakowa są
              > najbiedniejsi z porównywanych miast i dlatego szturmem ruszyli na publiczny tr
              > ansport.
              > Moje zdanie jest takie, że ten wynik potwierdza prawdziwość pozycji w rankingac
              > h.
              > I ta tendencja nie wynika z kwestii finansowych - Ci, których nie stać najeżdże
              > nie samochodem właśnie najbardziej psioczą i najbardziej się odgrażają, że będą
              > jeździć tzw. samochodem - czytaj: kupą blachy odratowaną za kilkaset Euro prze
              > d złomowaniem.
              > Żebyś się nie czepiał: sam mam samochód, na który przeciętna osoba w Polsce mus
              > i pracować kilka lat.

              Oczywiście tylko wypasione fury z salonu mają prawo poruszać się po drogach :) Boże! Jakież dziecko z Ciebie. Mam stare, zadbane auto od wielu lat - jest małe, mało pali i zupełnie nie widze powodu wymieniania go na nowe. Kto nie ma funkiel-nówki SUVa ten ma oczywiście szrota wyklepanego przez Zdzicha w jego garażu.
              • Gość: kr Re: Co za brednie. IP: *.adsl.inetia.pl 05.04.12, 21:04
                > Już Ci wyjaśnię. Jadę samochodem do pracy 10 km. Latem mnie chłodzi, zimą grzej
                > e, siedzę wygodnie i słucham muzyki. Jadę 15 minut.

                Średnia prędkość 40km/h - niezła jak na krakowskie warunki.

                > Potem krótki spacerek przez park i nad Wisłą i jestem w pracy.

                Hmmm ... a ten czas dojścia doliczyłeś do 15 minut, czy nie? Bo jak nie - to nie doliczaj również dojścia do przystanków.

                > Cała podróż kosztuje mnie w obie strony jakieś 8 zł (a mam auto na benzynę).
                > Za tą samą podróż tramwajem muszę zapłacić wg nowego cennika ponad 6 złotych.
                > W międzyczasie czeka mnie bój o miejsce siedzące,

                Bój? A z kim się chcesz bić? Jest wolne miejsce - to siadasz i jedziesz. Nie ma? To stoisz.
                Ja tam się jakoś nigdy bić nie muszę, a nawet jadąc w godzinach szczytu z centrum dwa-trzy przystanki i mam miejsce siedzące.

                > odganianie się od żebrzących cyganów

                No tak. Raz na dwa-trzy lata trafisz na "żebrzących cyganów" i oczywiście to tworzy Twój obraz komunikacji. Zgodnie z podstawową zasadą uprawianego przez Ciebie "sportu narodowego".

                > Cudem mam połączenie bezpośrednie, choć pewno tylko do remarsztrutyzacji,
                > bo wtedy na pewno jechałbym dłużej i płacił jeszcze więcej.

                No widzisz - przynajmniej w jednym się zgadzamy: w opinii na temat remarszrutyzacji.

                > Bilet miesięczny mnie nie interesuje. Mam samochód i nie zamierzam go sprzedawać, bo
                > lubię jazdę i przydaje się na weekendowe wypady,

                Też mam samochód i też nie zamierzam go sprzedawać. Co nie zmienia faktu że skoro jeździsz jedną linią to bilet miesięczny kosztowałby Cię nawet nie 89 a jedynie 46 złotych. Więc nawet gdybyś nie jeździł codziennie to i tak się to bardziej opłaca niż jeżdżenie na jednorazówkach.
                Wiem, wiem - Ciebie nie interesuje, bo Ciebie interesuje udowodnienie (sobie) jedynie słusznej decyzji.

                > każdy kierowca wie, że najbardziej psuje się samochód nieużywany.

                Spokojnie wystarczy jeżdżenia poza dojeżdżaniem do pracy, żeby wykręcić skromne 20-25 tys rocznie.

                > Żaden, poza tym, że zapanowała samochodofobia, bo komuś żal dupę ściska, że
                > nie muszę marznąć na przystankach i tłoczyć się w dzikim tłumie w MPK.

                To raczej Tobie się wydaje, że ktoś może Ci zazdrościć posiadania samochodu.

                > Oczywiście Ty wierzysz w te wszystkie rankingi tak? Proszę - Twoja wola, ja mam
                > oczy, uszy i rozum i wolę myśleć samodzielnie. Zesztą nie neguję, że Kraków ma
                > dobrą komunikację WZGLĘDEM innych miast w kraju, ale jak widać nie dość dobrą
                > dla mnie i wielu wielu wielu innych.

                Wielu, wielu innych dowartościowuje się uważając, że jak jeżdżą samochodem to komuś "żal dupę ściska" . I tylko z tego powodu nie przesiądą się na komunikację miejską.

                > A jak ja z kolegą z Londynu wystąpię w TV i zbluzgam krakowską komunikację na c
                > zym świat stoi, to też będziesz nas cytował na forach?

                To zależy kim jesteś i co sobą reprezentujesz. Po tym, jak się zaprezentowałeś na forum to nie sądzę aby Cię do TV wpuścili, nie mówiąc o prowadzeniu audycji. A tym bardziej żeby Twoje opnie na jakikolwiek temat były obiektywne.

                > Możesz sobie podkreślać ile wlezie, ale liczby bez umiejętności ich interpretac
                > ji nie znaczą nic. W tym samym czasie ceny paliw poszybowały w górę,

                Co to znaczy "poszybowały w górę?
                Cena paliwa (benzyna) w 2003 roku wynosiła 3,35 (średnia z moich zakupów z całego roku).

                W 2010 (diesel) 4,34 (nie mam cen benzyny z powodu j.w. - ale była chyba o jakieś 20-25 groszy wyższa - tak przynajmniej sugerują źródła, które znalazłem)
                Gdzie tu masz niby "poszybowanie"?
                Jeszcze gorzej dla Twojej teorii wygląda zestawienie do średniego wynagrodzenia: 2200zł 2003 roku i 3224zł w 2010. Co da Ci odpowiednio 656 w 2003 i (przy założeniu średniej ceny 4,60) 700 litrów w 2010 roku za średnią pensję.

                > wzrosła akcyza na diesla,

                Masz na myśli paliwo? Ale to już wyżej w cenie jest uwzględnione.

                > podrożały nowe samochody,

                Polemizowałbym. Choć oczywiście nie jestem w stanie porównać roku 2003 z 2010 bo znam ceny z momentów, gdy kupuję auta.
                Ale również: nawet jeżeli trochę podrożały, to na pewno znacznie mniej niż wzrosły w tym czasie zarobki.

                > zlikwidowano niektóre ulgi na zakup aut z kratką,

                Coś Ci dzwoni ... tylko jakoś nie znam nikogo, kto by z tego powodu przestał korzystać z samochodu.

                > rozszerzono strefę płatnego parkowania,

                W 2010 ?????? A o co to niby w 2010 roku rozszerzono tę strefę??????

                > ograniczono liczbę miejsc postojowych w centrum w strefach płatnych i poza nimi,

                Konkret? Między 2003 a 2010?
                No ok, nie pamiętam kiedy otwarto parking Na Groblach. Więc coś w tym będzie może i racji.

                > oraz tradycyjnie już prowadzi się nagonkę na "blachosmrody".

                Taaa ... i dlatego liczba osób korzystających z komunikacji miejskiej wzrosła o 60%
                No weź mnie nie rozśmieszaj :D

                > Oczywiście tylko wypasione fury z salonu mają prawo poruszać się po drogach :)

                A gdzie coś takiego napisałem? O tym, jakie mam auto napisałem tylko po to, żebyś nie tkwił w błędnym przekonaniu że "żal mi dupę ściska". Bo wszelkie Twoje teksty wskazują, że właśnie tak traktujesz osoby, które korzystają z komunikacji publicznej.

                I nie, bynajmniej nie jest to SUV - po prostu duże, wygodne rodzinne auto.
                • Gość: kr Jeszcze dopisek o cenach samochodów: IP: *.adsl.inetia.pl 05.04.12, 21:31
                  Twierdzisz, że:

                  > > podrożały nowe samochody,

                  Ja bez sprawdzania cen napisałem:

                  > Polemizowałbym. Choć oczywiście nie jestem w stanie porównać roku 2003 z 2010 b
                  > o znam ceny z momentów, gdy kupuję auta.

                  Rzuciłem okiem na obecne ceny samochodów takich, jak nasz poprzedni kupiony w 2000 roku (żeby mieć odniesienie do okresu 2003-2010). Kosztował wówczas około 42 tysiące. Obecnie porównywalny samochód tej samej marki (porównywalny, bo ten model już nie jest oferowany) kosztuje około 47 tysięcy. Z tym, że jest większy, ma mocniejszy i oszczędniejszy silnik oraz jest lepiej wyposażony.

                  Średnie miesięczne wynagrodzenie w 2000 roku wynosiło 1923zł, obecnie 3568zł. Innymi słowy w 2000 roku kosztował prawie 22 pensje miesięczne, obecnie nieco ponad 13.

                  Tak więc znów trafiłeś kulą w płot, a dokładniej Twoje odczucia nie odpowiadają faktom. Bo owszem, ceny samochodów (nieznacznie) wzrosły, ale nie na tyle aby uzasadniać wzrost pasażerów komunikacji miejskiej o 60%.
                • Gość: sziszu Re: Co za brednie. IP: *.play-internet.pl 05.04.12, 23:45
                  No nie mogę co za gość.

                  Przez ostatnie 3 lata moto.money.pl/ceny-paliw/ cena paliwa wzrosła o 50%. Sprawdź. Jeśli Ty dostałeś taką podwyżkę to gratuluję, ale nie odnoś swojej sytuacji do całego narodu. Twoje wyliczenia ceny paliw są żałosne.

                  Słuchajcie KIEROWCY! Znany krakowski ekonomista "kr" wykazał niezbicie że 40 milionów ludzi może się mylić. PALIWA TANIEJĄ NA POTĘGĘ. Otóż ów ekonomista w swoich obliczeniach pominął jakże istotny wzrost cen z ostatnich 2 lat. Nie ważne, że:
                  2003 rok - śr pensja brutto 2200/3,85 litr = 656 litrów
                  2012 rok - " " " 3600/5,85 litr = 615 litrów

                  Paliwa tanieją! I wcale nie wpływają na lawinowy wzrost cen innych dóbr. A i obciążenia podatkowe spadają.

                  Ów ekonomista 'kr" w sporze z niejakim sziszu - anonimowym forumowiczem stwierdził też:

                  > To zależy kim jesteś i co sobą reprezentujesz. Po tym, jak się zaprezentowałeś
                  > na forum to nie sądzę aby Cię do TV wpuścili, nie mówiąc o prowadzeniu audycji.
                  > A tym bardziej żeby Twoje opnie na jakikolwiek temat były obiektywne.

                  Sziszu wobec tej druzgocącej krytyki się pokalał. Znany ekonomista "kr" nie jest już więcej oponentem sziszu, ponieważ Jedyny Obiektywny sędzia "kr" przyznał w sporze rację Wielkiemu Ekonomiście "kr" we własnej i tej samej osobie. Cóż sziszu nie zwykł polemizować wobec tak rażącej przewagi.
                  • Gość: kr Re: Co za brednie. IP: *.adsl.inetia.pl 06.04.12, 00:21
                    Podane przeze mnie dane dotyczyły odniesienia 2010 roku do 2003 roku.
                    Tego okresu dotyczył zarówno wzrost liczby korzystających z komunikacji o 60%, jak i porównanie cen paliw.
                    Według Ciebie zestawianie ze sobą danych dotyczących tych samych okresów jest żałosne i z uporem maniaka próbujesz udowodnić, że w 2010 względem 2003 roku jeździło o 60% więcej osób komunikacją miejską, bo od 2009 do 2012 roku paliwo podrożało o 50%.
                    I to Twoje zestawianie różnych okresów jest oczywiście merytoryczne, obiektywne ...

                    To raz.

                    Dwa:
                    Dlaczego porównujesz akurat rok 2009 i 2012? A nie np. 2008 i 2012?
                    Twój wykres zaczyna się w marcu 2009 roku. Trzeba przyznać ładny wykres.
                    Tylko nieco zakłamany. Bo dobrany okres jest tak ustawiony, aby przez cały czas do dnia bieżącego następował wzrost cen. Bez znaczących spadków.
                    Co się działo wcześniej? czerwiec 2008 - cena diesla jaką płaciłem 4,99 (odpowiednio marzec 2009: 3,24). Ups. Słabiutko. Teoria o galopującym wzroście o 50% w trzy lata wali się, bo mamy nagle 16% w cztery. Mało to czy dużo? To nie jest istotne - ale po raz kolejny pokazuje, że nie budujesz teorii opartej na faktach, ale dobierasz fakty do z góry założonej teorii. A jeżeli fakty przeczą Twojej teorii to tym gorzej dla ... faktów.

                    Nie mam więcej pytań.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka