Gość: Blazej Mazur
IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl
18.07.05, 02:53
kilka faktów i komentarz
Zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów do Kolegium Elektorskiego (które wybiera
rektora) odezwały się liczne protesty. Wyniki były kuriozalne, wewnętrznie
niespójne, niektóre osoby notowały zadziwiająco regularny spadek poparcia w
porównaniu z poprzednią turą, inne osoby dostały 18 RAZY więcej głosów.
Wyborcy zaskoczeni takimi wynikami zaczęli spontanicznie pytać wzajemnie o
sposób głosowania, potwierdzając go na piśmie. Wielokrotnie powtarzane i
weryfikowane deklaracje sposobu głosowania okazały się sprzeczne z
ogłoszonymi wynikami. W tej sprawie protestowały poważne osoby o powszechnie
uznanym autorytecie. Największy problem polega jednak na tym, że zarzuty
względem wyborów praktycznie WCALE NIE BYŁY ROZPATRYWANE. Uczelniana komisja
wyborcza co prawda odpowiedziała na pismo z zarzutami, ale o ile wiem
odmówiła ZAPOZNANIA SIĘ z prezentowanymi dowodami jak np. deklaracje
wyborców. Oczywiście nikt nie przypuszcza, by komisja zafałszowała wynik
głosowania, za to można podejrzewać, że doszło do podmienienia zawartości urn
(wybory trwały 3 dni po 4 godziny dziennie).
Na zebraniu Senatu AE władze rektorskie z pomocą mgr. Bajorka przeforsowały
interpretację prawną wedle której Senat nie ma prawa wiążąco nakazać
powtórzenia wyborów. Taka interpretacja była sprzeczna np. ze stanowiskiem
reprezentowanym przez doktora habilitowanego nauk prawnych prof. B. Gnelę.
Niestety nie przychylono się do tej ostatniej opinii, nie zasięgnięto porad
innych prawników – więc Senat przyjął tylko niewiążącą dla Komisji Wyborczej
uchwałę. Nie udało się nawet powołać komisji senackiej dla rozpatrzenia
powstałych zarzutów.
Uczelniane Kolegium Elektorów wybrane w sposób wzbudzający liczne protesty
wybrało dotychczasowego rektora, prof. Borowieckiego na kolejną kadencję – co
udało się tym łatwiej, że konkurencja się wycofała.
Dla mnie zasadniczym problemem jest wszystko to, co działo się po wyborach.
Otóż władze rektorskie konsekwentnie prezentowały stanowisko: nie ma żadnego
problemu, wszystko jest w porządku. Nie powiedziano nawet: to poważne zarzuty
stawiane przez poważne osoby, wszystko musi zostać wnikliwie rozpatrzone.
Nie, zarzuty NIE BYŁY DOKŁADNIEJ ROZPATRYWANE.
Rektor Borowiecki w dniu wyboru publicznie deklarował, że „będzie rozmawiał z
pracownikami”, że „powoła zespół w którego skład wejdą ci, którzy
protestują”, że „najważniejsze jest dla niego dobro uczelni i będzie dążył do
zażegnania konfliktów”. Od tego czasu minęły 3 miesiące. Nie odbyło się
spotkanie rektora z pracownikami w sprawie sytuacji w AE, nie został powołany
żaden zespół. Nie są w ogóle znane żadne publiczne działania rektora w tej
sprawie skierowane do pracowników lub do społeczeństwa – poza deklaracjami
bagatelizującymi problem.
List otwarty domagający się powtórzenia wyborów podpisało pół tysiąca
studentów i pracowników. Inny list o analogicznej wymowie podpisało 19
znanych i powszechnie szanowanych profesorów AE. Rektor oficjalnie nie
odniósł się do żadnej z tych inicjatyw. Inicjatorzy listu otwartego (w tym
ja) chcieli spotkać się z rektorem, ale odmówiono im wyznaczenia terminu.
Wobec tego wystosowali do rektora pismo z prośbą o oficjalne odniesienie się
do kilku konkretnych pytań które nurtują naszą społeczność. Mimo upływu
niemal miesiąca, pismo pozostało bez odpowiedzi. Chyba że za odpowiedź i
działanie w celu ”zażegnania konfliktów” można uznać wysłane mi „wezwanie
przedsądowe”.
Wszelkie zarzuty są ignorowane bądź przedstawiane jako przejaw walki
politycznej i zwalczania prof. Borowieckiego osobiście. Ja mogę publicznie
zadeklarować, że w moim zdaniem w wielu kwestiach prof. Borowiecki podjął
słuszne decyzje, że rozwiązał wiele problemów z którymi nie uporali się jego
poprzednicy. Ja się po prostu fundamentalnie nie zgadzam z jego postawą i
decyzjami w sprawie wyborów – i to nie jest żadna polityczna walka.
Ja bardzo chciałbym, żeby prof. Borowiecki zaraz po ogłoszeniu wyników
wyborów (i ujawnieniu pierwszych protestów), gdzieś w okolicy 9 kwietnia
zwołał spotkanie pracowników i oświadczył: to jest uczelnia o 80 letniej
tradycji, to jest Akademia Ekonomiczna, my musimy od siebie więcej wymagać,
wyznaczać najwyższe standardy - jest to szczególnie istotne w obecnej
kondycji polskiego społeczeństwa i w okresie integracji z UE. Nie możemy
pozwolić nawet na możliwość, na cień podejrzeń - wybory muszą zostać
powtórzone. Wtedy w świat poszedłby sygnał o prawdziwej klasie AE, stanowisko
takie zyskałoby powszechne uznanie i poklask, znaczna część tego uznania
spłynęłaby (w takim przypadku zasłużenie) osobiście na prof. Borowieckiego.
Myślę, że w takiej sytuacji wygrałby on powtórzone wybory i zyskał szczere
uznanie społeczności (a także moje). Nie potrafię zrozumieć dlaczego
zmarnował taką okazję. Ja siedziałbym cicho i robił swoje lub najwyżej
napisałbym na forum - patrzcie, co prawda można było do prof. Borowieckiego
mieć różne zastrzeżenia, ale teraz, w momencie próby pokazał wspaniały styl.
Oto wreszcie dobry rektor, jestem dumny i zaszczycony, że to on podpisał moją
pierwszą umowę o pracę.
Dlaczego ja zdecydowałem się publicznie wystąpić? Bo nie mieściło mi się w
głowie, że coś takiego może mieć miejsce. Że możemy mieć do czynienia co
najmniej „z poważnym podejrzeniem fałszerstwa”, a kolejno Komisja Wyborcza,
Senat i Rektor de facto nic z tym nie robią. Uważam, że działamy za pieniądze
społeczeństwa i mamy pewne zobowiązania – nie możemy sobie robić co nam się
podoba bo tak jest wygodniej. Myślę też, że rodzice naszych studentów
wydający znaczne pieniądze lub sami studenci ciężko zarabiający na studia
płacą nie tylko za dostęp do wiedzy, ale też do pewnych wzorców postępowania.
Uważam także, że społeczeństwo powinno mieć pewność, że pracownicy banków,
urzędów skarbowych, ubezpieczalni itd. z którymi będą mieli do czynienia,
zostali wykształceni nie według zasady „nie daj sobie dowieść zarzutów” ale
według zasady „postępuj przyzwoicie i uczciwie, nie daj powodu nawet do
podejrzeń”.
Kolejnym problemem są nastroje pracowników. Obecnie powszechna jest atmosfera
strachu i nieufności. Niektórzy nawet boją się w sprawie służbowej
zatelefonować do osoby kojarzonej z tzw. „opozycją” – żeby nie powstał ślad,
że szukano kontaktu. Inni się dziwią, jak można tak zaprzepaścić swój
doktorat czy habilitację – podpisując list otwarty. Zdarzają się przypadki
zachowań, które mogą być odczytywane jako zastraszanie. [proszę wybaczyć
ostrożność sformułowania, ale mam złe doświadczenia]. Wiele osób czuje
obrzydzenie, niesmak, rozgoryczenie i bezsilność – myślą nawet o zmianie
pracy. Kłopot w tym, że są to właśnie osoby, dla których zasady coś znaczą,
osoby wartościowe i cenne dla Akademii.
Ja postrzegam Akademię Ekonomiczną nie jako pulę etatów lub osoby sprawujące
urzędy, lecz jako społeczność naukową – złożoną z wielu wspaniałych studentów
i wielu pracujących z poświęceniem pracowników – pracujących dla idei, bo
często za 1/10 tego co dostaliby za taki wysiłek na Zachodzie – lub po prostu
za darmo. Uważam, że właśnie poprzez szacunek dla pracowników, studentów i
społeczeństwa, sprawę tą trzeba wyjaśnić. Najlepiej dobremu imieniu Akademii
przysłuży się powtórzenie wyborów i przecięcie w ten sposób wszelkich
spekulacji. Jeśli wygra je prof. Borowiecki, to otrzyma zasłużone gratulacje
i wreszcie będziemy może mogli spokojnie pracować w atmosferze wzajemnego
zaufania. W innym przypadku grozi nam zamęczenie się w atmosferze podejrzeń,
pretensji i wstydu.