piotrek959
07.01.06, 17:00
Jasełka Noworoczne Uniwersalne II
Miejsce akcji: miasto w centrum Polski odwiedzone w ubiegłym roku przez
Frajera (por. Szopka Uniwersalna forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=72&w=18993413&v=2&s=0
albo forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=60&w=19036371&v=2&s=0). Czas -
rok
później. Osoby: w zasadzie te same, ale poprzebierane (por. notka po
Epilogu). Jest tez kilka nowych. Autor usiłował dopasować się możliwie dobrze
do stylu i sposobu widzenia rzeczywistości przez Autora oryginalnej,
ubiegłorocznej, Szopki Uniwersalnej I, ale nie wyszło mu to chyba najlepiej.
Zarówno Autora oryginalnej Szopki Uniwersalnej, jak i szanownych Czytelników,
autor za wszelkie uchybienia przeprasza. Autor oświadcza też, że, podobnie
jak w przypadku szopki Uniwersalnej I, wszelkie podobieństwo bohaterów Szopki
Uniwersalnej II do jakichkolwiek rzeczywistych osób jest absolutnie
przypadkowe i ewentualne skojarzenia czynione są na wyłączna odpowiedzialność
czytacza tekstu. Szopka Uniwersalna II, podobnie jak jej pierwowzór, powstała
(wniosek na podstawie wypowiedzi Autora Szopki Uniwersalnej I) w nie całkiem
jeszcze trzeźwej głowie autora pod wpływem lektury wypowiedzi na forum
dyskusyjnym GW oraz rozmaitych trunków z przewagą wina
marki "wino".
Copyrights (c) Rozpowszechnianie jest całkowicie dozwolone, bezpłatne i
wskazane (por. notka po Epilogu). Z tytułu praw autorskich należy jednak
wychylić czarę czerwonego wina marki "wino" za zdrowie bohaterów Szopki.
Picie ich zdrowia innymi trunkami niepotrzebnie by ich nobilitowalo i groziło
ich (bohaterów Szopki) przejściem z rzeczywistości wirtualnej
do realności dnia codziennego.
Akt pierwszy
Frajer ponownie przejeżdża obok Miasta i postanawia zobaczyć co się zmieniło.
Anioł Stróż znów mu odradza, ale Frajer jest zbyt ciekawy aby posłuchać.
Zajeżdża na Rynek, gdzie tubylcy sposobią się do pożegnania Starego i
powitania Nowego Roku. Ludzie na Rynku jacyś tacy dziwni; niby zupełnie inne
gęby, ale figury, ruchy i zachowanie jakby znajome. Frajer dziwuje się
okrutnie.
Na Rynek wchodzi Dostojny Uroczysty Rzymianin Emancypowany Nowocześnie i
śpiewa
patetycznie (na melodię piosenki "Za Rodinu, za Stalinu")
Ura, ura, ura!!! Socjalizm gieroj!
Za zaszczyty, układy
Na boj, na boj, na boj!!
Za tisze u żłoba
Pobiedim ..
W tym momencie słychać "popieprzyłeś baranie, miało być o Ojczyźnie i po
polsku". DUREN dostaje w łeb, a do łapy transparent z napisem "Bóg, Honor,
Ojczyzna". Bierze transparent i zmienia piosenkę. Śpiewa teraz na
melodię "Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój".
Twe dzieci, Miasto, pójdziemy w gnój
Na każdy stołek twój
Opłaci nam się wleźć!
DUREN drze się głośno, więc śpiący do tej pory spokojnie pod Ratuszem Honor
budzi się. Spogląda na transparent, wrzeszczy "Rany Boskie! Tylko beze mnie"
i zwiewa, bo DUREN wyraźnie zamierza go wciągnąć do orszaku. Zza chmurki
wychyla się anioł i wkurzony przywoływaniem w tym kontekście Boga zamierza
odebrać DURENiowi transparent. Robi mu się jednak żal tubylców, którzy do
podstawianej przez DURENa czapki wrzucają swoje nadzieje i rezygnuje.
Ojczyzna też chciałaby zwiać, ale nie ma jak, bo jakby uciekła to ziemia
usunęła by się nie tylko spod nóg DURENia, ale i naiwnych tubylców. DUREN o
tym wie, włazi więc Ojczyźnie na łeb i gada:
Ja porządek zaprowadzę!
I każdego tu usadzę!
Znam w tym mieście kilka SZMAT
I od wielu, wielu lat.
Ja mam u nich różne długi,
Oni robią mi przysługi
I tak w błotku się taplamy
A naiwnych w dupie mamy.
Z tłumu tubylców padają okrzyki "Chcemy zawsze dobrej pogody!", "Pracy i
chleba!", "Dostępu Miasta do Morza Koralowego!", "Uczciwe urzędy!". DUREN
wszystkim wszystko obiecuje i dodatkowo zapewnia, że ma już pomysły jak to
zrobić. Nikt nie wie o co chodzi, ale DUREN jest przez tubylców szanowany,
więc nikt o nic nie pyta. Na Rynek wchodzi Głuwny Łoświecony Ónen Parytyjnyi
Emancypowany Kraśnie. Oficjalnie jest w kupie innego koloru niż DUREN, ale ma
z DURENiem układ; ten kto aktualnie jest na wierzchu broni całej ferajny, bo
jak jeden wpadnie, to i reszta utonie. Przedtem on załatwiał DURENiowi
rozmaite
sprawy i wie, że teraz DUREN nie pozwoli zrobić mu krzywdy. GŁÓPEK nuci
cichutko na melodię Międzynarodówki:
Przeklęci niechaj będą ludzie,
Co dziś zdemaskowali nas
I teraz idzie nam po grudzie,
Lecz wróci jutro dobry czas
GŁÓPEK mówi prawdę. Rzeczywiście spadł kiedyś ze stołka, ale DUREN & Co.
zadbali by nic mu się nie stało. Dziś na górze jest DUREN, ale GŁÓPEK też nie
przepadł. W podobnej, niewiele gorszej, firmie dostał wyższy stołek i więcej
forsy. Pamiętając, że przeszłość organizacyjna (GŁÓPEK działał w młodzieżówce
czerwonogębnych cwaniaczków zjednoczonych, gdzie pełnił zaszczytną funkcję
szefa) zobowiązuje zaczyna przemowę.
Systemowe Signori w znaczeniu bytowym
Dupa zmienna brzegowo obscolete getasz
Coś spieprzyć nam wypada w grancie tym gronowym
Bo inaczej pieprzony towarzysz Sekretarz
Czuć się będzie zbyt pewnie i w następne granty
Też nie weźmie nam ludzi, weźmie za to fanty
Dobrze, że wtykę mamy w jego zgranym gronie
Zadba już ona o to, by było w złym tonie
Grona te jako togę Sekretarza widzieć
I jego protektorom też życie obrzydzić.
I w ten to sposób prosty my go przytrzymamy
By za duży nie wyrósł, my sposoby mamy
Gdy rzecz cała się rypnie, rzekniem, że to nie my
I bronić my go będziem ręcamy naszemi
A po cichutku trzymać. By miejsce w szeregu
Pamiętał i by nie rwał się więcej do biegu.
Gdy to nie starczy można też przecież, kolego
Napuścić nań Frajera albo z lustrem tego
Obaj wszak chętnie kupią takie wiadomości
A przy okazji zdejmą z nas wszystkich swe złości.
Frajer pojąć nie może jak taki palant chce go na cos napuszczać i pyta:
A co takiego zrobił ten Sekretarz?
GŁÓPEK :
To ón ci psecie, obscolete getasz,
Opinie psował łu tych z wielki gury
Tak ty na ónym łostsyj swe pazury
A my, rozumis, my sum nic niewinny
Zes ty jest taki ...jako by rzec?
Frajer: No jaki?
A inny.
My sum, rozumis, jednego wychowu
Z jednego z gównem wyślimy przec rowu
Tys przeca nigdy do nos nie pasował
Tys nom interes najlepszy popsował
A my cie prosim, odyńze ty z Miasta
Bo nie upiecem chleba z tego ciasta.
Frajer przypomina sobie, że rzeczywiście prosił go parę razy jakiś łachudra,
aby wyjechał, ale myślał wtedy, że to dowcip. Siada i duma. W tym momencie z
bocznej uliczki wychodzi grupa Czytelników Szopki Uniwersalnej I. Wśród nich
jest facet z lustrem w którym widać kruka. Usłyszał, co prawił GŁÓPEK i
śpiewa (na melodię "Hej, hej, hej Sokoły.")
Tam gdzie Rzeki mętne wody
Bzdurzy Matoł już niemłody
A barany go słuchają
Sieczkę we łbach dziś już mają
Hej, hej, hej matoły!
Porąbane te partyjne szkoły
Gdzie dyplomy wam dawali
I do żłobu dopuszczali
Miotłę, miotłę, miotłę dajcie
I to łajno wymiatajcie!
Nic bez tego się nie uda
Więc nie liczmy już na cuda
Hej, hej, hej matoły!
Trzabło kończyć te normalne szkoły
Tam by jednak was poznali
I na mordę by wylali
Wódy, wódy im nie dajcie
Lecz kijami wyganiajcie
Matołectwo z Waszych domów
Bo zaszkodzą jeszcze komu.
Nad Rynkiem trwa feeria sztucznych ogni, więc Facet z lustrem olewa GŁÓPKA i
podziwia. Wydaje mu się, że ponad fajerwerkami widzi kilka dziwnych postaci,
których nie potrafi jeszcze zidentyfikować. Atmosfera staje się coraz
dziwniejsza, a nastrój oczekiwania na
Gwiazdę podnosi temperaturę.