Dodaj do ulubionych

Jasełka noworoczne 2006

07.01.06, 17:00
Jasełka Noworoczne Uniwersalne II

Miejsce akcji: miasto w centrum Polski odwiedzone w ubiegłym roku przez
Frajera (por. Szopka Uniwersalna forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=72&w=18993413&v=2&s=0
albo forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=60&w=19036371&v=2&s=0). Czas -
rok
później. Osoby: w zasadzie te same, ale poprzebierane (por. notka po
Epilogu). Jest tez kilka nowych. Autor usiłował dopasować się możliwie dobrze
do stylu i sposobu widzenia rzeczywistości przez Autora oryginalnej,
ubiegłorocznej, Szopki Uniwersalnej I, ale nie wyszło mu to chyba najlepiej.
Zarówno Autora oryginalnej Szopki Uniwersalnej, jak i szanownych Czytelników,
autor za wszelkie uchybienia przeprasza. Autor oświadcza też, że, podobnie
jak w przypadku szopki Uniwersalnej I, wszelkie podobieństwo bohaterów Szopki
Uniwersalnej II do jakichkolwiek rzeczywistych osób jest absolutnie
przypadkowe i ewentualne skojarzenia czynione są na wyłączna odpowiedzialność
czytacza tekstu. Szopka Uniwersalna II, podobnie jak jej pierwowzór, powstała
(wniosek na podstawie wypowiedzi Autora Szopki Uniwersalnej I) w nie całkiem
jeszcze trzeźwej głowie autora pod wpływem lektury wypowiedzi na forum
dyskusyjnym GW oraz rozmaitych trunków z przewagą wina
marki "wino".

Copyrights (c) Rozpowszechnianie jest całkowicie dozwolone, bezpłatne i
wskazane (por. notka po Epilogu). Z tytułu praw autorskich należy jednak
wychylić czarę czerwonego wina marki "wino" za zdrowie bohaterów Szopki.
Picie ich zdrowia innymi trunkami niepotrzebnie by ich nobilitowalo i groziło
ich (bohaterów Szopki) przejściem z rzeczywistości wirtualnej
do realności dnia codziennego.

Akt pierwszy
Frajer ponownie przejeżdża obok Miasta i postanawia zobaczyć co się zmieniło.
Anioł Stróż znów mu odradza, ale Frajer jest zbyt ciekawy aby posłuchać.
Zajeżdża na Rynek, gdzie tubylcy sposobią się do pożegnania Starego i
powitania Nowego Roku. Ludzie na Rynku jacyś tacy dziwni; niby zupełnie inne
gęby, ale figury, ruchy i zachowanie jakby znajome. Frajer dziwuje się
okrutnie.

Na Rynek wchodzi Dostojny Uroczysty Rzymianin Emancypowany Nowocześnie i
śpiewa
patetycznie (na melodię piosenki "Za Rodinu, za Stalinu")

Ura, ura, ura!!! Socjalizm gieroj!
Za zaszczyty, układy
Na boj, na boj, na boj!!
Za tisze u żłoba
Pobiedim ..

W tym momencie słychać "popieprzyłeś baranie, miało być o Ojczyźnie i po
polsku". DUREN dostaje w łeb, a do łapy transparent z napisem "Bóg, Honor,
Ojczyzna". Bierze transparent i zmienia piosenkę. Śpiewa teraz na
melodię "Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój".

Twe dzieci, Miasto, pójdziemy w gnój
Na każdy stołek twój
Opłaci nam się wleźć!

DUREN drze się głośno, więc śpiący do tej pory spokojnie pod Ratuszem Honor
budzi się. Spogląda na transparent, wrzeszczy "Rany Boskie! Tylko beze mnie"
i zwiewa, bo DUREN wyraźnie zamierza go wciągnąć do orszaku. Zza chmurki
wychyla się anioł i wkurzony przywoływaniem w tym kontekście Boga zamierza
odebrać DURENiowi transparent. Robi mu się jednak żal tubylców, którzy do
podstawianej przez DURENa czapki wrzucają swoje nadzieje i rezygnuje.
Ojczyzna też chciałaby zwiać, ale nie ma jak, bo jakby uciekła to ziemia
usunęła by się nie tylko spod nóg DURENia, ale i naiwnych tubylców. DUREN o
tym wie, włazi więc Ojczyźnie na łeb i gada:

Ja porządek zaprowadzę!
I każdego tu usadzę!
Znam w tym mieście kilka SZMAT
I od wielu, wielu lat.
Ja mam u nich różne długi,
Oni robią mi przysługi
I tak w błotku się taplamy
A naiwnych w dupie mamy.

Z tłumu tubylców padają okrzyki "Chcemy zawsze dobrej pogody!", "Pracy i
chleba!", "Dostępu Miasta do Morza Koralowego!", "Uczciwe urzędy!". DUREN
wszystkim wszystko obiecuje i dodatkowo zapewnia, że ma już pomysły jak to
zrobić. Nikt nie wie o co chodzi, ale DUREN jest przez tubylców szanowany,
więc nikt o nic nie pyta. Na Rynek wchodzi Głuwny Łoświecony Ónen Parytyjnyi
Emancypowany Kraśnie. Oficjalnie jest w kupie innego koloru niż DUREN, ale ma
z DURENiem układ; ten kto aktualnie jest na wierzchu broni całej ferajny, bo
jak jeden wpadnie, to i reszta utonie. Przedtem on załatwiał DURENiowi
rozmaite
sprawy i wie, że teraz DUREN nie pozwoli zrobić mu krzywdy. GŁÓPEK nuci
cichutko na melodię Międzynarodówki:

Przeklęci niechaj będą ludzie,
Co dziś zdemaskowali nas
I teraz idzie nam po grudzie,
Lecz wróci jutro dobry czas

GŁÓPEK mówi prawdę. Rzeczywiście spadł kiedyś ze stołka, ale DUREN & Co.
zadbali by nic mu się nie stało. Dziś na górze jest DUREN, ale GŁÓPEK też nie
przepadł. W podobnej, niewiele gorszej, firmie dostał wyższy stołek i więcej
forsy. Pamiętając, że przeszłość organizacyjna (GŁÓPEK działał w młodzieżówce
czerwonogębnych cwaniaczków zjednoczonych, gdzie pełnił zaszczytną funkcję
szefa) zobowiązuje zaczyna przemowę.

Systemowe Signori w znaczeniu bytowym
Dupa zmienna brzegowo obscolete getasz
Coś spieprzyć nam wypada w grancie tym gronowym
Bo inaczej pieprzony towarzysz Sekretarz
Czuć się będzie zbyt pewnie i w następne granty
Też nie weźmie nam ludzi, weźmie za to fanty
Dobrze, że wtykę mamy w jego zgranym gronie
Zadba już ona o to, by było w złym tonie
Grona te jako togę Sekretarza widzieć
I jego protektorom też życie obrzydzić.
I w ten to sposób prosty my go przytrzymamy
By za duży nie wyrósł, my sposoby mamy
Gdy rzecz cała się rypnie, rzekniem, że to nie my
I bronić my go będziem ręcamy naszemi
A po cichutku trzymać. By miejsce w szeregu
Pamiętał i by nie rwał się więcej do biegu.
Gdy to nie starczy można też przecież, kolego
Napuścić nań Frajera albo z lustrem tego
Obaj wszak chętnie kupią takie wiadomości
A przy okazji zdejmą z nas wszystkich swe złości.

Frajer pojąć nie może jak taki palant chce go na cos napuszczać i pyta:

A co takiego zrobił ten Sekretarz?

GŁÓPEK :
To ón ci psecie, obscolete getasz,
Opinie psował łu tych z wielki gury
Tak ty na ónym łostsyj swe pazury
A my, rozumis, my sum nic niewinny
Zes ty jest taki ...jako by rzec?

Frajer: No jaki?

A inny.
My sum, rozumis, jednego wychowu
Z jednego z gównem wyślimy przec rowu
Tys przeca nigdy do nos nie pasował
Tys nom interes najlepszy popsował
A my cie prosim, odyńze ty z Miasta
Bo nie upiecem chleba z tego ciasta.

Frajer przypomina sobie, że rzeczywiście prosił go parę razy jakiś łachudra,
aby wyjechał, ale myślał wtedy, że to dowcip. Siada i duma. W tym momencie z
bocznej uliczki wychodzi grupa Czytelników Szopki Uniwersalnej I. Wśród nich
jest facet z lustrem w którym widać kruka. Usłyszał, co prawił GŁÓPEK i
śpiewa (na melodię "Hej, hej, hej Sokoły.")

Tam gdzie Rzeki mętne wody
Bzdurzy Matoł już niemłody
A barany go słuchają
Sieczkę we łbach dziś już mają

Hej, hej, hej matoły!
Porąbane te partyjne szkoły
Gdzie dyplomy wam dawali
I do żłobu dopuszczali

Miotłę, miotłę, miotłę dajcie
I to łajno wymiatajcie!
Nic bez tego się nie uda
Więc nie liczmy już na cuda

Hej, hej, hej matoły!
Trzabło kończyć te normalne szkoły
Tam by jednak was poznali
I na mordę by wylali

Wódy, wódy im nie dajcie
Lecz kijami wyganiajcie
Matołectwo z Waszych domów
Bo zaszkodzą jeszcze komu.

Nad Rynkiem trwa feeria sztucznych ogni, więc Facet z lustrem olewa GŁÓPKA i
podziwia. Wydaje mu się, że ponad fajerwerkami widzi kilka dziwnych postaci,
których nie potrafi jeszcze zidentyfikować. Atmosfera staje się coraz
dziwniejsza, a nastrój oczekiwania na
Gwiazdę podnosi temperaturę.
Obserwuj wątek
    • piotrek959 Jasełka noworoczne 2006 (2) 07.01.06, 17:01
      Akt drugi
      Na rynku pojawia się coraz więcej kumpli GŁÓPEKa, którzy go jako przywódcę
      olali i przed laty wybrali innego, bo głupota GŁÓPEKa była większa niż ich
      własna. Dziś niektórzy mają nawet do GŁÓPEKa pretensje, że jego głupota
      przeszkodziła im w zarabianiu forsy. GŁÓPEK, jak to GŁÓPEK, niewiele z tego
      kuma, poza tym, że stracił dobrą fuchę. Okazuje się też, że w grupie kumpli
      GŁÓPEKa pojawiły się rozłamy. Coś gadają, kłócą się i zaczynają pojedynczo
      kombinować jakby tu pochować się za młodszych kolegów. Wypychają ich do przodu,
      a do ust usiłują wetknąć swoje wyświechtane frazesy. Młodsi koledzy wypluwają
      je, bo chcą się od tego odciąć, spokojnie zarabiać forsę i robić karierę. W
      efekcie wszyscy oszukują i pozorują uczciwą robotę, bo nie da się pogodzić
      ambicji jednych z możliwościami drugich. Kruk w lustrze skrzeczy i pokazuje na
      coś na niebie. Przed Wielką Gwiazdą pojawił się tam Kpiarz na kogucie. Patrzy w
      dół i gada

      Bredzą, chlają, okradają
      Syf jest, hucpa i poruta
      Wstydu całkiem już nie mają
      Chyba wziąć by trzeba dłuta
      I wyrzeźbić by im mordy
      Odpowiednie dla tej hordy

      Pikuje w dół. W jego ręku pojawia się dłuto czarodziejskie, którym rzeźbi po
      kolei gęby kumpli GŁÓPEKa. Większość zamienia się barany, a stadem dowodzi
      Bardzo Adekwatny Cwok Akademicki. Niektórzy jednak przyjmują postaci innych
      zwierząt. Jeden, jakby trochę Frajerowi znany, zamienia się w Liso-Wieprza; po
      lewej jest brudnym wieprzem (ma nawet krzywy ryj), a po prawej wyliniałym
      lisem. Ucieszony, że wyróżnia się w stadzie śpiewa. Śpiewa po niemiecku,
      albowiem zna ten język. Na melodię piosenki "Trink, trink, Bruederlein trink" -
      pol. "Pij, pij, braciszku pij". (Może być pewien kłopot z melodią; powszechnie
      znana w Polsce jest tylko melodia refrenu "Pij, pij ..". Autor nie wie jak
      wstawić do tekstu nuty. Nie wie nawet skąd je wziąć. Wiedzących zaprasza do
      uzupełnienia tego braku.)

      Der Schwindel, der soll man nicht lassen
      Der Schwindel regiert doch die Welt
      Man soll jeden Mensch ja sehr hassen
      Der kann unser Schwindel feststelln
      Ob Scheck, ob Bar, ob Dokument
      Das uns're wird immer geprahlt
      Wir stellen ja uns ein Monument
      Und dumm ist der wer bezahlt

      Lueg', lueg' Bruderlein lueg'
      Lass doch die Warheit zu Haus
      Meide die Ehre und meide die Scham
      Dann hast du eigenen Kram.

      Po polsku byłoby to chyba tak (ale niedokładnie; Frajer nie chce tłumaczyć, a
      inni nie gadają w tym języku):

      Oszustwo dziś trzeba szanować
      Oszustwem wszak stoi dziś świat
      Na takich zaś trzeba pomstować
      Co wskazać oszustów chcą kwiat
      Nieważne dokument czy szmal
      Co nasze, to jest najlepsze
      Z cokołu patrzymy dziś w dal
      Naiwnym mówimy "cię pieprzę"
      [I dalej wesoły trwa bal]

      Kłam, kłam, braciszku kłam
      Prawdę pozostaw dla swoich
      Zapomnij honor, zapomnij wstyd
      Samodzielności to szczyt

      Facet z lustrem podstawia je LisoŚwini i usiłuje pokazać mu, że jest prawdziwą
      świnią, bez domieszki lisa, ale ten robi uniki i pokazuje jakieś kwity. Facet z
      lustrem z Frajerem kwity oglądają i okazuje się, że zeświniają one LisoŚwinię
      totalnie. Czytelnicy ubiegłorocznej Szopki Uniwersalnej I pokładają się ze
      śmiechu, a tubylcy zaczynają powątpiewać w etyczne walory LisoŚwini i jego
      merytoryczne kwalifikacje zawodowe, bo oto zaczyna on udawać Greka, którym
      nigdy nie był. Frajer nie może się w tym wszystkim połapać i rezygnuje.

      Frajer:

      Nie mój cyrk, małpy nie moje!

      Facet z lustrem :
      Ale za to będzie twoje
      przewinienie, gdy ta cwana LisoŚwinia
      coś zmaluje. Twoja wina
      boś ty wiedział
      czemu żeś nam nie powiedział?

      Frajer zawstydzony, bo okazuje się, że LisoŚwinia kantowała wcześniej na jego
      kumpla usiłuje się usprawiedliwiać:

      Wiedzieć - dowieść różne rzeczy!

      Facet z lustrem:
      Wszak nikt temu nie zaprzeczy!
      A coś wiedział?

      Frajer:
      Bardzo mało!
      Na nic by ci się przydało.
      Ja do dzisiaj wiem niewiele
      Lecz to ciele
      LisoŚwinią zwane dziś
      Podsunęło mi tę myśl,
      By ci o tym opowiedzieć,
      Co w tej świni może siedzieć.

      Facet z lustrem zaczyna bliżej przyglądać się LisoŚwini i oczy wychodzą mu z
      orbit. Takich przekrętów jeszcze nie widział. Frajer pociesza go, że nie jest
      to takie rzadkie, ale facet z lustrem niewiele kapuje.

      Rany Boskie, co się dzieje!
      Czy to Miasto już się chwieje?!
      Czy kolapsić już się musi?
      Wszak ten fetor nas udusi!

      Facet z lustrem zakłada maskę gazową i usiłuje obserwować sytuację na Rynku.
      Okazuje się to jednak trudne, bo pojawia się mgła, która zakrywa LisoŚwinię i
      jego zalety. We mgle widać tylko różne części ciała baranów jako pojedyncze
      ciemne punkty. Wygląda to jak ciasto z rodzynkami. Pojawia się Pani
      Naprawiaczka. Śpiewa na melodię "Łowiczanka jestem"

      Choćżem z tego Miasta,
      Dana moja, dana
      Tom do tego ciasta
      Wszak nieprzyspawana.

      Prawdę mówiąc nie wiem
      Czym nie przyspawana
      Wie to Chór Klakierów
      Dana, moja dana

      Choć mnie ciasto mierzi
      Dana moja, dana
      Choć to wszystko śmierdzi
      Jam zobligowana

      Mam zobowiązania
      Względem różnych ludzi
      I trzeba uważać,
      By się nie pobrudzić

      Chór Klakierów, który w międzyczasie pojawił się na rynku nie ma jednak niczego
      do powiedzenia. Czeka na rozwój sytuacji, bo na górze sporo się zmienia i
      niektórzy ważni klakierzy obawiają się, że LisoŚwinia może i ich wciągnąć w
      tarapaty. Sytuacja jest więc patowa i nic się nie dzieje. We mgle obecni piją
      nie wiadomo co i udają, że jest to dobry szampan. Mgła gęstnieje i wkrótce już
      niczego nie widać.
      • piotrek959 Jasełka noworoczne 2006 (3) 07.01.06, 17:01
        Akt trzeci
        Na Rynek wtacza się Pierwszy As Trzeźwości. Idzie w miarę równo, więc ludzie
        dziwują się, bo nikt go jeszcze całkiem trzeźwego nie widział. Kpiarz już się
        przymierza, by zrobić niego barana, ale prawdziwe barany oburzają się i
        stwierdzają, że takich wykolejeńców to wśród nich nie ma. Chodzi o to, że PAT w
        czerwonolandzie nauczny -izm studiował i całkiem mu się porąbało. Nikt nie wie
        dokładnie co to za -izm, ani czy PAT naprawdę kiedykolwiek studiował, ale pytać
        o to nie wolno, więc nikt nie pyta. PAT zapiewajet (na melodię "Wolga, Wołga
        się rozlała"):

        Wóda, wóda się rozlała
        Co jak mat' jest droga mi
        I tę książkę mi zalała
        Co jedyna u mnie tkwi

        Miałem ci ja książkę jedną
        Po co więcej miałem mieć
        Teraz mi policzki bledną
        Zaczynają nogi drżeć

        Ja tę jedną umiem czytać
        Innych nie czytałem, nie
        A jak dranie będą pytać
        To zamęczą przecież mnie.

        Wóda była gatunkowa
        Taką właśnie dali mi
        I tragedia jest gotowa
        Boże, cóż zrobiłem Ci?!

        Anioł znów się wkurza, że drugie przykazanie naruszają i wali PATa w łeb.
        Skutek jest jednak odwrotny do zamierzonego, bo PAT łyknął z tego powodu
        jeszcze więcej. Stał się agresywny i zaczepia ludzi na Rynku. Kolega PATa
        tłumaczy mu, że powinien się leczyć i załatwia mu Szpital. PAT znika z Rynku.
        Facet z lustrem
        trochę doszedł do siebie i rozgląda się za LisoŚwinią. Tej jednak nie widać, za
        to Frajer pokazuje mu coś małego i szarego przemykającego miedzy tańczącymi.
        Facet z lustrem takiej zjawy nie widział więc pyta:

        Ktoś ty, Nowy?

        Zjawa
        Samodzielny, Zawodowy
        Absolutnie Rekordowy
        Adekwatny Królik jestem.
        SZARAK, mówiąc pospolicie.
        Wszak wy wicie, rozumicie

        Facet z lustrem:

        Czego na tym Rynku szukasz?
        Czy nie boisz się, że zbrukasz
        Twe futerko lub sumienie?
        Skażesz się na potępienie?
        Tutaj większość, to arbuzy
        Wierzch zielony i łeb duży
        Za to czerwień jest w środku.
        I mózg mały. Na tym spodku
        Mógłbym kilka takich zmieścić

        SZARAK:
        Widzę, że się lubisz pieścić
        Zamiast jasno rzecz wyłożyć
        Tu się wszystko musi mieścić
        Bo my wszyscy chcemy pożyć
        Dobrze pożyć! I dlatego
        Jam jest lekarz, mój kolego!

        Facet z lustrem:
        Może jesteś weterynarz?
        Gdzieś tu była LisoŚwinia
        Może poznałbyś Kolego
        Co w niej jeszcze jest dobrego?
        Możeś doktor jaki nowy?
        Wszak to tytuł naukowy.
        Lekarz to jest zawodowy!

        SZARAK
        Nie, jam lekarz. Patrz, tu dyplom jest
        "Med." jest na nim jak byk przecie!

        Facet z lustrem
        Dziwne rzeczy na tym świecie!
        Tom zadziwił się na fest!
        Dawniej taki medyk, Panie,
        Sześć lat studiów! Na kolanie
        Czasem musiał zanotować
        Żaczek biedny te mądrości
        Jak nazywać ludzkie kości,
        Ile mózg ma ważyć człeka
        Czy kulawy to kaleka
        Jak pokroić trzeba trupa,
        Gdzie jest gęba, a gdzie dupa
        Jak choremu dać nadzieję.
        Patrz Pan, co się teraz dzieje!
        Dyplom jest i załatwione!
        Do takiego wysłać żonę,
        Kiedy baby masz już dość
        Ją "wyleczą", a tyś gość!
        Pogrzeb szybki, długa stypa,
        Noooo, odeszła już Ksantypa.

        SZARAK
        Aleś bratku się rozmarzył!
        Alboś może cosik zażył?
        Jam jest lekarz, a nie leczę!
        Choć sam sobie trochę przeczę.

        Facet z lustrem
        Ktoś ty zatem?

        SZARAK
        Jam uczony
        Taki lekarz niespełniony.

        Facet z lustrem
        Znasz ty anatomię człeka?

        SZARAK
        Nie, znam myszy.
        Wiem co czeka
        Jak nie słyszy
        Jeden z drugim
        Kiedy zdaniem mówią długim
        By nie grzebać w życiorysach

        Facet z lustrem
        Nie, na Boga! Ja nie hycam
        Jak ten SZARAK porąbany!
        Trzaby odbić się od ściany
        I nawiewać gdzie pieprz rośnie

        Frajer, który przysłuchiwał się rozmowie, pyta Faceta z lustrem, czy ten
        zrozumiał już gdzie jest. Facet z lustrem okazuje się jednak być tępym
        niemożebnie i nic nie rozumie.

        Rozum nie chce tego brać!
        Lepiej sobie pójdę spać!

        Kładzie się w kąciku i usypia. Wybija Północ, a razem z nią pojawia się Chochoł
        i śpiewa (na melodię "Niech żyje bal")

        Niech żyje bal!
        Łby już wszystkie są w piasek wsadzone
        Niech żyje bal!
        I ambicje tych łbów niespełnione.
        Trochę nam żal,
        tych co wpadli na głupich przekrętach
        Silna jak stal,
        nasza wola, by o nich pamiętać

        Epilog
        Chochoł chce jeszcze śpiewać, ale nikt go nie słucha, bo Kpiarz rozrzucił nad
        rynkiem setki masek karnawałowych, które obecni usiłują łapać. Powstaje
        zamieszanie i harmider, a rynek zaczyna chwiać się i wirować nieregularnie,
        potem unosi się i odpływa. Zaczął się karnawał.


        NOTKA. Autor ukrył bohaterów starej Szopki pod nowymi nazwami. Być może
        Czytelnik bystry potrafi odgadnąć, kto jest kim? Odgadywanie prowadzić można na
        dwa sposoby.

        Pierwszy: Wyłącznie na podstawie tekstów Szopki Uniwersalnej I i powyższego
        tekstu. W tym przypadku nie wolno z bohaterami Szopek wiązać jakichkolwiek
        wyobrażeń, a osoby z Szopki II są prostymi "kontynuacjami" postaci z Szopki I.
        Autor robił takie eksperymenty wśród znajomych i wyniki były bardzo zabawne, bo
        można np. szukać niespójności tak otrzymanych postaci.

        Drugi: Można spróbować skojarzyć postaci z Szopki Uniwersalnej I z konkretnymi,
        znanymi Czytelnikowi osobami. Następnie sprawdzić, czy takie przypisanie pasuje
        do bohaterów Szopki II. Tu zabawa bywa też dobra; szczególnie gdy pod osoby z
        Szopek podkładać najbliższych znajomych. Jedna z testowanych osób znalazła też
        całkiem fajną obsadę wśród polityków, ale to jest zadanie raczej trudne, bo
        mało o tych ludziach naprawdę wiadomo.

        Autor bardzo prosi o pomoc w następującej sprawie. Istnieje otóż pogląd, że
        ilość istotnie różnych sytuacji jest niewielka i można w związku z tym napisać
        nawet długi tekst, który pasować będzie do wielu konkretnych miejsc i sytuacji.
        Autor chciałby sprawdzić jego słuszność. Innymi słowy chciałby sprawdzić
        stopień uniwersalności tej i ubiegłorocznej Szopki Uniwersalnej. Chciałby w
        związku z tym przeprowadzić eksperyment polegający na umieszczeniu tekstu na
        wielu miejscach (np. internetowych forach dyskusyjnych) i sprawdzeniu - np.
        poprzez reakcje forumowiczów - do jakich miejsc i sytuacji tekst może pasować.
        Zależałoby mi, oczywiście, nie na podaniu przypisań konkretnych ludzi do
        postaci Szopek, ale na opisaniu ŚRODOWISK(A), do którego tekst, zdaniem
        Czytelnika, pasuje. Może dałoby się zamienić nazwy postaci Szopek np. nazwami
        stanowisk, miejsc pracy czy funkcji społecznych? Umieszczanie tak długiego
        tekstu na jednym forum to ok. 15 minut siedzenia przy komputerze, wiec autor
        nie jest w stanie samodzielnie przeprowadzić takiego eksperymentu. Prośba do
        Czytelników polegałaby na tym, by umieszczać tekst gdzie się da i podawać o tym
        informację w wątku z tekstem "oryginalnym". Umożliwi to Autorowi porównanie
        reakcji i być może wyciągniecie jakichś wniosków. Z góry dziękuję i życzę
        Dosiego Roku. Autor.

        PostScriptum. Autor będzie wdzięczny za wskazanie niedoróbek polegających np.
        na niedopasowaniu tekstu do rytmu melodii, pominięciu znaków przestankowych i
        wszelkich innych byków, które takich jak on grafomanów ścigają stadami.
      • dinos88 Re: Jasełka noworoczne 2006 (2) 21.01.06, 18:57
        Fajne. Ale obsady nie mam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka