longwehicle
14.09.06, 16:46
Dziennikarski blog donosi:
Gawryluk pod batutą Wolskiego, czyli rzecz o dyspozycyjności
Z uśmiechem pobłażania oglądamy wygłupy Doroty Gawryluk przeistaczającej się
z poprawnej, acz drugoligowej dziennikarki telewizyjnej, w miłą dla Leppera i
Romana dyspozycyjną paniusię (to w programach telewizyjnych).
Ostatnio Marcin (ładne imię, w tym przypadku nie pasuje) Wolski, nowy szef
PR1, podrzędny pisarzyna fantasta, spec od political fiction i satyryk,
wymienił Małgorzatę Słomkowską z PR1 na swą długoletnią znajomą Gawryluk
właśnie. Dorocie zlecił przeprowadzenie wywiadu z preziem Kaczyńskim Lechem.
Mimo, że to Słomkowska do tego wywiadu się kilka dni przygotowywała.
Gawryluk propozycję w podskokach przyjęła, a i wywiad był przecież "mniej
jątrzący i brutalny" (jakby powiedział Edgar Gosiewski lub premier Jarosław
Kaczyński), a że niektórzy twierdzą że nudniejszy...
Przy okazji Wolski powiedział, że pomógł 12 lat temu Gawrylukierowej wejść do
zawodu, bo "pochodziła z miejscowości, w której [Wolskiego] rodzice mieli
daczę".
Dacze kolego Wolski to są pod Moskwą. W Polsce ludzie miewali za komuny
działki, emeryci mieszkający w blokach mają je do dziś. Ale może już od tej
fantastyki wszystko się Tobie, Marcin, po...
- Spójrzmy na to tak, że PiS jest przeciw związkowi działkowców, więc żeby
nie ryzykować Wolski użył słowa dacza, kojarzącego się z Rosją, czym
zapunktował u endeckiego LPR i samego wicepremiera Giertycha - tłumaczy dla
dziennikarskiego politolog i językoznawca Donald Peowski. - Buduje w ten
sposób szerokie poparcie polityczne dla swego kierownictwa stacji, a także
okazuje swą niższość, służalczość, lojalność, wierność, podległość oraz chęć
bycia wycieraczką dla PiSu... - Peowski tłumaczył nam jeszcze długo, ale
niespecjalnie nas to interesowało. Udawaliśmy jednak, że słuchamy.