bluetab70
05.01.07, 16:39
Wklejam z innego forum)
-----------------------------------
To był wyjątkowy rok, takiego nie mieliśmy od 17 lat.
Pierwszy raz od 17 lat do marszałka sejmu wpływa wniosek aby Jezusa Chrystusa
ogłosić królem, a na komendzie można zamówić taxi lub pizzę.
Wszystko zaczęło się od kampanii partii zwanej żartobliwie prawem i
sprawiedliwością, pod wdzięcznym tytułem `My dotrzymujemy słowa'.
W ramach „my dotrzymujemy słowa, jeśli mój brat zostanie prezydentem, ja nie
zostanę premierem”, premierem został atrakcyjny Kazimierz, pierwszy produkt
medialny w Europie Środkowej. Rodzime Truman Show potrwało pół roku. W tym
czasie w ramach „my dotrzymujemy słowa w kwestii taniego państwa”, powstało
najwięcej w historii wolnej Polski nowych ministerstw i sekretarzy stanu, z
ministerstwem śledzi i morza na czele. Mamy najwięcej w historii Polski
marszałków sejmu i senatu oraz 4 wicepremierów. Dwukrotnie TK zanegował ustawy
przegłosowane w odstępie kilku miesięcy, co jest absolutnym rekordem. Mieliśmy
w ciągu roku 3 rządy, w ramach tych samych partii, 3 rodzaje koalicji, na
trzech różnych pakietach "umów", do tego dwóch premierów i pięciokrotnie był
wymieniany minister finansów. Jeśli mój brat zostanie prezydentem, ja jednak
zostałem premierem, ponieważ premier, który ma 78% poparcia społecznego był za
słaby, wymieniliśmy go na premiera, który ma 33% poparcia, a premier który
miał 78% poparcia przegrał wybory na prezydenta Warszawy.
Pierwszy raz od 17 lat Polska zobaczyła masówkę, 160 cm kompleksów spędziło
słuchaczy radiowęzła z Torunia do stoczni i uroczyście przysięgało nie
rozmawiać z Lepperem, po czym polazło i gadało, ale o tym za chwilę.
Pierwszy raz od 17 lat w ministerstwie sprawiedliwości w randze wiceministra
zasiadł sędzia stanu wojennego i w randze ministra koordynatora komunistyczny
prokurator z lat 70. takiej kadry nie miał nawet Leszek Miller. Na fali
rewolucji moralnej marszałkiem sejmu, a następnie premierem wybrano 4 krotnego
recydywistę, członka powołanej przez SB grupy politycznej, na co dokumenty
widział brat. Premiera recydywistę zdymisjonowano za warcholstwo, co było
ewidentnym chamstwem, by następnie w nocy bez kamer tuż po projekcji filmu o
JP II wskrzesić i wsadzić na szczyty władzy.
Od 17 lat nie mieliśmy w rządzie koalicyjnym klubu, który w ponad 50% składa
się z oskarżonych lub skazanych prawomocnymi wyrokami posłów, znajdziemy w IV
RP odnowy moralnej, posła pedofila, posłankę skazaną za fałszowanie przepustek
więziennych, europosła oskarżonego o gwałt, rodzimego posła oskarżonego o
gwałt, jego żonę oskarżoną o defraudacje, posłankę, która zasłynęła, jako
operatorka scen korupcyjnych, a następnie została skazana przez komisje etyki
i ta sama komisja uniewinniła posłów korumpujących posłankę. Znajdziemy posła
wyrzuconego z klubu PiS za jazdę po pijaku, jest poseł wywalony z SO za
awantury w dyskotece, jest również poseł powołujący się na znajomości z
ministrem sprawiedliwości w czasie egzekucji komorniczej, za co został
wywalony z SO, cały ten kwiat polskiego parlamentaryzmu tworzy koalicyjne koło
narodowo - ludowe.
Pierwszy raz od 17 lat minister sprawiedliwości 80% czasu pracy poświecił na
konferencje, pierwszy raz minister pokazał społeczeństwu jak się niszczy
dokumenty przy okazji sprawy politycznej, gdzie o 6.50 prokuratura wkroczyła
do PZU, na wniosek posła Kurskiego, członka sztabu wyborczego PIS, który
oskarżył Donalda Tuska o fałszerstwa polegające na kupowaniu bilbordów od PZU.
Jak się okazało nie było ani jednego świadka potwierdzającego słowa Kurskiego,
firma obsługująca PZU obsługiwała PIS, nie PO, a sędzia w tej sprawie był
minister, który był szefem kampanii wyborczej PiS. Sprawę umorzono, poseł
Kurski błaga na kolanach o ugodę. To samo ministerstwo sprawiedliwości, w
ciągu roku zresocjalizowało Rywina, wypuściło Jakubowską i Jakubowskiego,
łamiąc prawo aresztowało Wąsacza, nie wyjaśniło ANI JEDNEJ SŁYNNEJ AFERY,
łącznie z afera Rywina, którą obecny minister jako członek komisji, pono
rozwiązał w ułamku sekundy, tylko ówczesne władze blokowały śledztwa. Pierwszy
raz od 17 lat rząd, który popierał lustrację zamknął do spółki z klerem usta
księdzu Isakowiczowi, prezydent podpisał wadliwą ustawę lustracyjna, a
następnie sam znowelizował ją do poziomu ustawy, która obowiązywała wcześniej.
Nie złapano ani jednego członka układu, nie odebrano emerytury ani jednemu
ubekowi, za to opluto wielu opozycjonistów, w tym nieżyjących jak Jacka
Kuronia i uczynił to człowiek, który nie spędził ANI JEDNEGO DNIA W
KOMUNISTYCZNYM WIEZIENIU, A W CZASIE STANU WOJENNEGO JAKO JEDYNY OPOZYCJONISTA
Z KREGU WAŁĘSY SIEDZIAŁ U MAMUSI POD PIERZYNĄ.