Dodaj do ulubionych

Siłacze ze społecznych szkół

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.08, 18:40
Pracowałam w szkole spolecznej przez rok. I nigdy więcej? Lepsze zarobki-
bzdura, zarabialam mniej niż w szkole pańtwowej. Do tego praca (oczywiście
darmowa) po godzinach- na przykład cały weekend spędzony na organizacji
festynu dla uczniów i rodziców. W wakacje malowanie krzeseł i stolików (szkoła
oszczędza)prośba dyrekcji o przekazanie swojego 1% dochodów na ową szkołe
poparta delikatną sugestią "sprawdzimy kto tak zrobił i wyciągniemy wnioski",
kopanie PIASKOWNICY w weekend (oczywiście za darmo). Czara goryczy się
przelała gdy na prośbę dyrekcji byłam zmuszone do zmiany oceny na koniec roku
(nie możemy sobie pozwolić na stratę klienta!)oraz gdy wprost kazano mi
PODPOWIADAĆ na egzaminie gimnazjalnym aby szkoła osiągnęła lepsze wyniki i
było się czym chwalić przed rodzicami i co wydrukować w ulotkach które my,
nauczyciele musieliśmy sami roznosić po osiedlach (każdy z nas dostawał
przydział i musiał się spowiadać gdzie je rozłożył)nigdy więcej takiego b*****u.
Obserwuj wątek
    • Gość: gosc USA Siłacze ze społecznych szkół IP: *.socal.res.rr.com 06.01.08, 20:38
      sa to szkoly prywatne,lub katolickie jakich wiele np w USA ale sa
      one w pelni profesjonale prowadzone przez profesojnalnych
      nauczycieli wtym rowniez zakonnice,ciesza sie duzym poziomem
      ksztalcenia, niektore tutaj gimnazja sa unikalne no w programach
      pozaedukacyjnych np equestrian study, wyposazenie tych szkol jest
      kapitalne np pracownie chemiczne czy fizyczne sa takie ja na
      collegu, klasy 12-15 uczniow, specjalizacja wysokiego stopnia i
      koncentracja naukowa, szkoly publiczne bardzo konkuruja z nimi,
      uczniowie maja jednakowe mundurki wyrozniajace ich od tlumu.
    • Gość: Fela Siłacze ze społecznych szkół IP: 77.225.223.* 06.01.08, 20:43
      Kolejni kombatanci. Nie tworcie nowej historii.Bujda na resorach z
      tymi cudownymi szkoami. Maja podwojne pieniadze a mierne efekty.
      <<<samemu wycofalem dziecko¡ bylo po chorobie i zalegalo z
      materialem¡, bo mi poradzono, ze nia da sobie rady bo tam jest tak
      wysoki poziom . a takie bzdury po prostu mnie denerwuja. Prawde
      pisze progi. Takie sa warunki pracy . Dorabia sie prowadzacy. Pa.
      • titta Re: Siłacze ze społecznych szkół 06.01.08, 21:50
        A ja stane w obronie. Nie wiem jak jest teras ale kiedys bylo tak
        jak jest to opisane w artykule. Moze poziom nie byl wyzszy niz w
        innych szkolach ale podejscie nauczycieli napewno. Zupelnie inaczej
        sie uczy gdy z nauczycielem ma sie dobry kontakt (kazdym!) i mozna
        dyskutowac, a nie przyswajac "prawdy objawione". Nawet najgorszy len
        wynosil ze szkoly minimum jeden jezyk obcy na poziomie
        umozliwiajacym swobodna konwersacje i czytanie literatury. Zdarza
        sie tez tak oczywiscie w szkolach panstwowych ale jest to wyjatek
        nie regula. Uprawianie sportu bylo obowiazkiem, nie przywilejem.
        Musze przyznac, ze wysilku fizycznego serdecznie nie lubie. W duzej
        mierze szkole zawdzieczam wiec, ze wpoila mi nawyki utrzymujace mnie
        w jakiej takiej kondycji. I tak dalej, i tak dalej.
        Minusy? Sa oczywiscie: 16 indywidualistow, przekonanych o swojej
        wyjatkowosci tworzy dosc niepokojaca mieszanke. Zostala mi wiec
        slabosc i tolerancja dla "osobliwych" jednostek ;) Jednak mimo
        uplywu ponad dekady byli uczniowie utrzymuja kontakt ze soba i
        nauczycielemi. Czy to o czyms nie swiadczy?
        Ps. Chodzilam do spolecznego liceum, innego niz opisane.
      • titta Ps. 06.01.08, 21:52
        Ps. Jak "dorabia sie prowadzacy", to chyba jednak z prywatnym liceum
        ci sie pomieszalo.
    • emajota Siłacze ze społecznych szkół 07.01.08, 00:38
      a ja chodzę do liceum społecznego i nie zamieniłabym go na nic innego
      w naszej szkole nie ma odpuszczania z ocenami, ale zawsze można liczyć na pomoc,
      trzeba tylko chcieć, a zawsze znajdzie się czas, na dodatkową godzinę polskiego
      czy innego przedmiotu, albo indywidualną konsultację z nauczycielem, trzeba
      tylko chcieć
      grupy są małe i lekcje mamy w systemie rozszerzeń, czyli pojęcie klasy
      praktycznie nie istnieje, a przed długi okres czasu możemy zmieniać swoje
      rozszerzone przedmioty i to dowolnie (ale oczywiście musimy wywiązać się z
      zaległości), nie ma problemów ze zmianą klasy, a na godzinę wychowawczą zawsze
      znajdzie się czas
      nie pamiętam, żeby w mojej szkole ktoś wagarował, tak poważnie, jak było to w
      moim publicznym gimnazjum
      nie ma także problemu niszczenia szkolnego sprzętu, mazania po ławkach, kradzieży
      mogę zapomnieć wyjąc telefon z kurtki i nikt mi go nie zabierze
      zajęcia sportowe mamy na nowej hali sportowej, ale nikt nie stawia nam piątek za
      więcej brzuszków i to, że jesteśmy bardziej wysportowani niż nasz kolega, liczy
      się zaangażowanie i udział w lekcji, frekwencja, no i oczywiście reprezentowanie
      szkoły
      nikt nie boi się wf-u
      nauczyciele są różni, lubiani i nie, ale nikt nie wstydzi się z nimi nie zgodzić
      - jesteśmy traktowani jak dorośli
      jednak najbardziej podoba mi się to, że każdy może tu wyjść z inicjatywą, która
      zostanie poparta przez szkołę: założenie chóru, organizacja wycieczki, kółka
      zainteresowań, sesji naukowej, akcji charytatywnej
      wszyscy się znamy, nawet jeśli nie po imieniu to wchodząc do naszej małej szatni
      wszyscy mówimy sobie cześć albo chociaż do siebie uśmiechamy
      nie mówię, że jest idealnie, parę rzeczy można by zmienić, ale tak jak
      powiedziałam na początku, nie zamieniłabym mojego liceum na żadne inne
    • Gość: MOJE MIASTECZKO <a href="http://new-kwidzyn.myminicity.com/" target="_blank">n IP: 82.177.161.* 07.01.08, 07:47
    • Gość: gosia Re: Siłacze ze społecznych szkół IP: *.adsl.inetia.pl 07.01.08, 11:12
      Ciekawa jestem jakie podejście prezentują dzieci w stosunku do
      szkoły?
      Marzy mi się szkoła do której dzieci będą chodzić z samej chęci
      poznawania czegoś nowego, a nie z obowiązku.

      Mój syn jest w V klasie zwykłej szkoły publicznej. Przez pierwsze
      trzy lata nauczania początkowego, wspaniała nauczycielka stworzyła
      ze zbiorowiska dzieciaków świetną, myślącą i twórczą klasę uczniów.
      Od IV klasy, z miesiąca na miesiąc obserwuję coraz większe
      zniechęcenie mojego dziecka do szkoły. Nadal świetnie się uczy. Ale
      robi to raczej z poczucia obowiązku właśnie, a nie pragnienia
      poznawania czegoś nowego, nie dla wiedzy. Szkoła daje wiedzę, ale w
      zaden sposób nie zachęca do czerpania z niej. Wręcz przeciwnie.
      Mnóstwo zakazów, nakazów powoduje, że każde przejawy twórczej
      inicjatywy zdychają w zalążku.
    • Gość: mm przywoite pensje?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 12:52
      W zeszłym roku pracowałam w społecznej podstawówce i nie uważam
      zarabianych tam 8oo złotych za przyzwoitą pensję; atmosfera wcale
      nie była super, nie było standartowych przywilejów, a urlop był
      bezpłatny...nie stać mnie, żeby uczyć w takiej szkole...
      Tym niemniej kiedy chodziłam do społecznego liceum we Wrocławiu-
      dało mi ono bardzo wiele, szkołę skończyłam w przyspieszonym tempie
      (o rok wcześniej); a umiejętność samodzielnego uczenia się bardzo mi
      się przydała w trakcie studiów.
    • Gość: studentka Siłacze ze społecznych szkół IP: *.retsat1.com.pl 07.01.08, 14:08
      Całe życie chodziłam do szkół społecznych i muszę powiedzieć, że
      bardzo wiele tym szkołom zawdzięczam. Moich rodziców nie było stać
      na takie szkoły, dlatego musiałam się wiele uczyć, żeby otrzymać
      stypendium, które takie szkoły TEŻ oferują. Prawda jest taka, że
      jeśli młoda osoba chce się uczyć, to w każdej szkole jest w stanie
      osiągnąć wszystko czego tylko pragnie. Ale takie szkoły jak ta uczą
      czegoś jeszcze! Uczą życia, patriotyzmu,radzenia sobie w trudnych
      sytuacjach, roztrzygania problemów moralnych! Żadno dziecko uczące
      się w szkole społecznej nie padnie ofiarą dewiacji, zboczeń czy
      gnębienia, ze strony uczniów, czy pracowników szkoły. Idąc na studia
      po raz pierwszy spotkałam się z instytucją publiczną. Poznałam
      mnóstwo ludzi, przyszłych prawników, lekarzy, ekonomów: ludzi,
      którzy nawet nie słyszeli o czymś takim jak szkoła społeczna. I tu
      doznałam szoku. Niemal nikt nie był w stanie ze mną porozmawiać o
      kulturze, polityce czy problemach moralnych i społecznych. W
      rozmowie wychodziło, że nie mają najmniejszego pojęcia o otaczającym
      ich świecie, a co dopiero o historii czy literaturze!!! I takie
      osoby mamy nazywać "elitą"? Przecież tu brak zainteresowania i
      głupota aż piszczą!
      Mam nadzieje,że coraz wiecej rodziców będzie posyłało swoje dzieci
      do takich szkół. Ja na pewno tak zrobię.
      • frankhestain taa podkrecaj sobie ego 07.01.08, 15:09
        opowiadajac takie bajki jezeli chcesz sie czuc lepiej to sobie to wmawiaj
      • namietnazabawa Stek bzdur:) 07.01.08, 17:24
        Gość portalu: studentka napisał(a):

        > Całe życie chodziłam do szkół społecznych

        Wyrazy wspolczucia.

        >i muszę powiedzieć, że bardzo wiele tym szkołom zawdzięczam.

        I to sama stwierdzasz, jako osoba, ktora jeszcze pare lat temu "grzala lawe" w
        ktorejs w nich? Jestes oboektywna, ze hohoho.

        >Prawda jest taka, że jeśli młoda osoba chce się uczyć, to w każdej szkole jest
        w stanie osiągnąć wszystko czego tylko pragnie.

        Po pierwsze, jako osoba mloda, nie zabieraj glosu o "mlodziezy" w tak
        autorytatywny sposob (prawie, ex cathedra), to wypada to smiesznie i
        pretensjonalnie. Nb., traci megalomania.

        Po drugie, nie jest prawda (mimo tego, co sie Tobie wydaje), ze "jesli sie chce,
        to wszedzie mozna". Gdybys nie kierowala sie swymi wyobrazeniami, lecz faktami,
        zapewne mialabys inne zdanie. Ale dla Ciebie Twe wyobrazenia = rzeczywistosc, co
        juz jest powaznym bledem.

        >Ale takie szkoły jak ta uczą Uczą życia, patriotyzmu,radzenia sobie w trudnych
        sytuacjach, roztrzygania problemów moralnych!

        Raczysz kpic? Wykaz w sposob dowodowy, ze szkola panstwowa NIE UCZY "radzenia
        sobie w trudnych sytuacjach"? Albo, wykaz, ze "nie uczy zycia" (wlasnie uczy
        bardziej, gdyz neguje sztuczne warunki koegzystencji w grupie, dopuszczajac
        prawa "wilczego swiata", a nie tlumiac ich).

        Szkola uczy (jakakolwiek szkola) rozstrzygania problemow moralnych? Ty mylisz
        przedmioty naukowego zainteresowania, ze szkolnictwem.

        Swoja droga, czy mozna kogokolwiek "nauczyc patriotyzmu"? Nie mozna. Ale nawet,
        zakladajac, ze mozna - wykaz, ze szkola STO zrobi to lepiej, niz panstwowa.
        Jestes w stanie? Nie jestes. A wiec, dlaczego piszesz bzdury?

        >Żadno dziecko uczące się w szkole społecznej nie padnie ofiarą dewiacji,
        zboczeń czy gnębienia, ze strony uczniów, czy pracowników szkoły.

        Unikaj generalizowania. Nie "zadne" i nie "nigdy" - rozumiesz? Swoja droga,
        jesli faktycznie nie znasz problemow z mobbingiem i nieuczciwym zachowaniem w
        szkolach STO, to niewiele wiesz.

        >Idąc na studia po raz pierwszy spotkałam się z instytucją publiczną.

        Dlaczego wybralas szkolnidctwo publiczne, stopnia wyzszego, skoro prywatne jest
        takie wspaniale? Szkoly niepanstwowe sa wszak na tak wspanialym poziomie, ze
        chyba nie musialas sie znizac do tego pzebrzydlego swiata szkol panstwowych? A
        jednak, znizylas sie. Coz... pozwol, ze zgadne PRAWDZIWY POWOD: "papierek" z
        "wyzszej szkoly plucia na odleglosc" to nie jest dyplom panstwowego
        Uniwersytetu. I tyle.

        >Poznałam mnóstwo ludzi, przyszłych prawników, lekarzy, ekonomów: ludzi, którzy
        nawet nie słyszeli o czymś takim jak szkoła społeczna.

        To gdzies Ty poznawala tych "przyszlych prawnikow", ktorzy nie znali szkol
        spolecznych? Znow raczysz zartowac, lub koloryzowac. Mozesz miec prymitywne
        srodowisko swych znajomych, ale bez przesady.


        >I tu doznałam szoku. Niemal nikt nie był w stanie ze mną porozmawiać o
        kulturze, polityce czy problemach moralnych i społecznych.

        Znow ponosi Cie wyobraznia.

        > w rozmowie wychodziło, że nie mają najmniejszego pojęcia o otaczającym ich
        świecie, a co dopiero o historii czy literaturze!!!

        A co to znaczy "miec pojecie o literaturze"? Czym jest literatura?

        > I takie osoby mamy nazywać "elitą"?

        Wychodza z Ciebie kompleksy, i to spore. Nikt nie kaze Ci nazywac innych
        studentow "elita", ale juz samo to, ze masz do nich zarzut pod tym katem, obnaza
        Twoj problem. Studiujesz gleboznawstwo?

        > Przecież tu brak zainteresowania i głupota aż piszczą!

        A w szkolach niepanstwowych nie bylo kompletnych matolow, ktorzy przechowywali
        sie w tych placowkach dzieki saznistym pieniadzom rodzicow?

        > Mam nadzieje,że coraz wiecej rodziców będzie posyłało swoje dzieci
        > do takich szkół. Ja na pewno tak zrobię.

        Tylko po co?
        • edwood1 Re: Stek bzdur:) 07.01.08, 18:10

          nie wiem dlaczego autor tak się zżyma ze szkół prywatnych i robi
          sztuczny konflikt?? to jest jedno środowisko - ludzie którzy
          zakładali szkoły społeczne dla swoich dzieci często później
          zakładali własne szkoły prywatne, które poza formą własności - osoba
          fizyczna (prywatne) lub stowarzyszenie (społeczne) niczym się
          specjalnie nie różniły.

          tam naprawdę dokonało się coś świetnego, na poczatku lat 90. ludzie
          którzy dorabiali się na różnych biznesach, często badylarskich z
          dużym poświęceniem robili wiele by ich dzieci były lepiej od nich
          wykształcone i miały kiedyś wieksze horyzonty. spotykali sie tam
          ludzie, którzy normalnie by się nie zobaczyli - właściciele sklepów,
          hurtowni, barówi restauracji czy pensjonatów z prawnikami, lekarzami
          i architektami, marynarzami i wspólnie ponosili wysiłek na rzecz
          tworzenia lepszych szkół dla ich dzieci.

          przy okazji uczyli sie szacunku do siebie i wspólnie wyszukiwali
          nauczycieli, którzy będą najlepsi i mądrzejsi od nich samych.
          podkupywali dobrych dyrektorów (traktując ich jak managerów i
          rozliczając z wyników) z innych szkół i często zapraszali do uczenia
          w liceach prywatnych czy społecznych pracowników naukowych. w moim
          liceum było dwu profesorów i kilku nauczycieli z dr - a było to
          tylko niewielkie 100 tys miasto

          no i była to jedyna szkoła w mieście gdzie mimo wymogów ustawy i
          zapewnień o świeckim charakterze państwa były normalne zajęcia z
          etyki, które nie budziły sensacji. ksiądz uczący religii tez jakoś
          bardziej się starał by nikogo nie urazić i wszystko lepiej i
          przystępniej wyjaśnić niż jego koledzy na państwowych etatach.

          brzmi to troche patetycznie, ale takie przemiany miały miejsce. i
          najważniejsze że poza uczniami, sami rodzice przechodzili
          przyśpieszony kurs postaw obywatelskich i poskramiania egoizmu i
          nawyków dorobkiewiczowskich.

          sam chodziłem do liceum społecznego i jestem wdzięczny moim
          rodzicom, że mnie tam wysłali. dzięki temu mogłem przejśc przez
          szkołę średnią bez większego stresu ucząc się tego co mi wchodziło
          najlepiej. bez nerwicy szkolnej, jakiś traumatycznych wspomnień i
          obrzydzenia do nauki. potem bez problemu skończyłem jedne studia na
          niezłym uniwersytecie i kończę kolejne na innej państwej

          jak będę miał dzieci też je wyślę do podobnej szkoły, żeby miały coś
          z życia więcej niż nerwicę pod szyldem renomowanej państwowej
          placówki.

          inaczej sprawa wygląda z uczelniami prywatnymi - tu zaczyna się
          ostra nędza - dlaczego? - bo łatwiej jest zrobic dobry ogólniak niz
          dobry uniwersytet
    • Gość: Fillippo Siłacze ze społecznych szkół IP: 213.172.178.* 07.01.08, 21:51
      Co Wy ludzie wiecie o takich szkołach,ja do takiej właśnie szkoły chodziłem do
      tej podstawowej 4 -ki gdzie p. dyrektor była Anna Okońska-Walkowicz.Wspominam ją
      (szkołę) bardzo ciepło, po prostu można było w niej poczuć atmosferę rodzinną,
      nie było strachu przed nauczycielami, nie było stresu tak jak to bywało i bywa w
      szkołach publicznych. Nie koniecznie muszą chodzić do takich szkół dzieci z
      bogatych rodzin, bo ja z takiej nie byłem i sie udało być i uczyć w tej
      wspaniałej atmosferze zrozumienia i wyrozumiałości. Więc jeśli ktoś nie ma
      pojęcia o takich szkołach to niech się nie wypowiada źle - bardzo proszę!!!!
      Pozdrawiam wszystkich uczniów szkół STO :))
      • Gość: hg Wszelkiej maści popaprańcy. IP: *.4web.pl 09.01.08, 05:45
        Ktoś już tu napisał, że młodzi ludzie zabierający autorytatywnie głos, są
        śmieszni. I faktycznie: są. Tylko, czy mają tego świadomość? Raczej nie, bo
        gdyby ją mieli, to zastanowiliby się 1000 razy, zanim palnęliby takie głupotki.


        Pees: Argument "bylem uczniem takiej szkoły", jest rozbrajający. Faktycznie,
        wiesz synku o szkolnictwie wszystko: państwowym i prywatnym. Z siebie robisz
        idiotę, czy z odbiorców?

        Pees 2: Znam opisywaną przez Ciebie szkołę. Że tak rzucę przykład: o ile pewien
        nawiedzony tandem nauczycieli z bożej łaski (Ula & Janusz) był na odstrzał, to
        jednakże było kilka sensownych osób w gronie w latach, które powinieneś
        kojarzyć. Większość jednakże (w zgodnej opinii znających temat, nie tylko moim -
        a więc, w opinii fachowców) była żenująca; tak, jak wspomniana Ula i ów Janusz.
        Masz pojęcie, ile straciliście (jako szkoła) z uwagi na kierownictwo Walkowicz?
        I ile straciliście przez "autorskie programy" wszelakich napaleńców -
        pomyleńców, nie do końca mających władzę nad samymi sobą?
        • namietnazabawa Racja. 15.01.08, 06:50
          Gość portalu: hg napisał(a):

          > Ktoś już tu napisał,

          JA

          > że młodzi ludzie zabierający autorytatywnie głos, są
          > śmieszni. I faktycznie: są.

          Fakt.

          > Tylko, czy mają tego świadomość? Raczej nie, bo
          > gdyby ją mieli, to zastanowiliby się 1000 razy, zanim palnęliby takie głupotki.

          Sam sobie odpowiedziales: nie maja takiej swiadomosci, a przez to, ich slowa sa
          jeszcze bardziej zenujace.




          > Pees 2: Znam opisywaną przez Ciebie szkołę. Że tak rzucę przykład: o ile
          pewien nawiedzony tandem nauczycieli z bożej łaski (Ula & Janusz) był na
          odstrzał, to jednakże było kilka sensownych osób w gronie w latach, które
          powinieneś kojarzyć. Większość jednakże (w zgodnej opinii znających temat, nie
          tylko moim a więc, w opinii fachowców) była żenująca; tak, jak wspomniana Ula i
          ów Janusz.

          Rozwiniesz temat?


          > I ile straciliście przez "autorskie programy" wszelakich napaleńców
          pomyleńców, nie do końca mających władzę nad samymi sobą?

          Traci szkola, traca uczniowie. Zly nauczyciel, nieprzygotowany, majacy problemy
          sam ze soba, jest uwazany za genialnego - bo realizuje "autorski" program. A
          jakaz jest wartosc tego "autorskiego" programu? Zadna. Masowa peodukcja idiotow,
          z zadeciem i nieuzasadnienie wysokim mniemaniem na swoj temat.
    • emajota Siłacze ze społecznych szkół 14.01.08, 16:44
      niektóre wypowiedzi na tym forum, są po prostu dla mnie smutne
      zupełnie nie rozumiem, dlaczego namietnazabawa (czy jakoś tak, przepraszam, jak
      przekręciłam), się tak gorączkuje, po wypowiedzi studentki, która raczej w
      większej części swej wypowiedzi ma racje
      może faktycznie trąci od niej trochę megalomanią i nie powinna się wypowiadać
      jako studentka z taką wyniosłością, ale z kolei namietnazabawa to w ogóle chyba
      w liceum przegrała jakąś olimpiadę przedmiotową z uczniem liceum społecznego
      a studentka ma 100% rację, większość młodych ludzi nie ma pojęcia o literaturze
      (nie łapcie jej tu za słówka) i o tym co sie dzieje na świecie, ja też odnoszę
      takie wrażenie
      ja też chodzę do szkoły społecznej i serdecznie przepraszam, że chce się uczyć
      lepiej i skorzystałam z tego prawa w wolnym kraju (a raczej moi rodzice)
      i co do elity, też studentka ma racje, bo w naszym kraju nie wiedzieć czemu
      nagle wszyscy idą na studia, a nie wiem czy wszyscy powinni, wiem, wiem, że im wolno
      ale na zachodzie jakoś nie wszyscy młodzi ludzie tak tłumnie idą na studia i ma
      to jakieś znaczenie, że na nich są i je skończyli
      • namietnazabawa Coz za madrosc. 15.01.08, 06:46
        Uwielbiam takie "merytoryczne" wypowiedzi, jak Twoja. Nie ma to jak "argumenty"
        ad Personam, i "racje" jedynie sluszne. A sluszniejsze tym bardziej, im mocniej
        w nie wierzysz. Ech.



        emajota napisała:

        > niektóre wypowiedzi na tym forum, są po prostu dla mnie smutne

        Smutkiem napawa Cie fakt, że ktos ma inne zdanie, niz TY? Faktycznie, to smutne.
        Ale, musisz pogodzic sie z tym, ze nie masz patentu na nieomylnosc. Ani na racje.

        > zupełnie nie rozumiem, dlaczego namietnazabawa (czy jakoś tak, przepraszam,
        jak przekręciłam),

        To dosc prosta nazwa, stad Twe problemy, z nia, dziwia. Efekt nauki w szkole
        spolecznej? Zapisz sobie na karteczce, albo przeliteruj... n a m i e t n a z a b
        a w a Proste? Da sie?

        >się tak gorączkuje, po wypowiedzi studentki

        Ja sie nie goraczkuje, ja po prostu stwierdzam fakty.

        >która raczej w większej części swej wypowiedzi ma racje

        A mianowicie, w ktorej czesci? Jak na razie, owa studentka laskawa byla
        wyprodukowac stek, nic nie znaczacych i niczego nie wnoszacych bzdur. Frazesow,
        bezpodstawnych opinii i blednych przekonan. Wartosc metytoryczna jej slow = 0.

        > może faktycznie trąci od niej trochę megalomanią i nie powinna się wypowiadać
        jako studentka z taką wyniosłością

        A jako chloporobotnica moze? Nie o to chodzi, ze wypowiada sie jako studentka,
        pracownik fizyczny, czy panienka z agencji towarzyskiej. Nie o profesje tu
        chodzi, ale o wiek. Pacholecy, i zbyt mlody, jak na to, by oceniac w sposob tak
        zasadniczy. Jako osoba mloda (ZBYT mloda), zabiera glos w sposob autorytatywny,
        ocniajac "mlodziez". To jest po prostu smieszne.

        >ale z kolei namietnazabawa to w ogóle chyba w liceum przegrała jakąś olimpiadę
        przedmiotową

        Musze Cie rozczarowac: za moich czasow, wszystkie olimpiady humanistyczne, byly
        moje. Ale "moje czasy" to poziom, jakiego dzis sie juz nie spotyka. Niestety.

        > z uczniem liceum społecznego

        Za moich czasow???

        > a studentka ma 100% rację, większość młodych ludzi nie ma pojęcia o literaturze

        Na czym opierasz swe przekonanie, iz wiekszosc mlodych ludzi "nie ma pojecia o
        literaturze"? A Ty masz? Co to znaczy "miec pojecie o literaturze"?

        > i o tym co sie dzieje na świecie, ja też odnoszę takie wrażenie

        Nie uwazasz, iz wrazenia nie sa najlepszym argumentem w dyskusji? W zasadzie:
        nie sa ZADNYM argumentem. Swoja droga, co sie dzieje na swiecie?

        > ja też chodzę do szkoły społecznej

        Wyrazy wspolczucia.

        > i serdecznie przepraszam,

        Alez prosze.

        >że chce się uczyć lepiej

        Uczyc lepiej? Tzn.? Ty chcesz sie uczyc lepiej, czy chcesz byc lepiej uczona?:)

        > i skorzystałam z tego prawa w wolnym kraju (a raczej moi rodzice)

        "wolny kraj". No, to patetycznie polecialas. Ech, korzystaj, ile tylko chcesz.
        Jeno po co?

        > i co do elity, też studentka ma racje, bo w naszym kraju nie wiedzieć czemu
        nagle wszyscy idą na studia,

        Wszyscy? Wiesz jaki procent Polakow ma wyzsze wyksztalcenie?

        >a nie wiem czy wszyscy powinni

        Skad przekonanie, ze nie? Swoja droga... Tobie osadzac, czy inni powinni? Ty
        powinnas? A dlaczego?

        > ale na zachodzie

        To znaczy gdzie? Co to jest "Zachod"? Kontynent jakis? Kraj? Kraina
        geograficzna? Widze, ze geografia w szkolnictwie spolecznym stoi na wysokim
        poziomie. Zaraz obok umiejetnosci logicznego myslenia, oraz braku sklonnosci, do
        generalizacji i frazesow.

        > jakoś nie wszyscy młodzi ludzie tak tłumnie idą na studia i ma to jakieś
        znaczenie, że na nich są i je skończyli

        Mimo szczerego wysilku, nie jestem w stanie pojac, co usilowalas przekazac
        powyzszym zdaniem. Hmm... chcesz napisac, ze ranga studiow (cokolwiek rozumiesz
        pod tym pojeciem), w panstwie "X" jest wyzsza, niz w III RP? A niby dlaczego
        taki wniosek? Tobie sie wydaje, ze poziom szkolnictwa np. w Stanach
        Zjednoczonych Ameryki jest WYZSZY, nizli w Polsce?:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka