luccio1
27.06.08, 23:08
Niedawno przy okazji pogrzebu na Cmentarzu Salwatorskim byłem świadkiem
żenującej sytuacji:
Wdowa, mająca za chwilę żegnać męża, zdecydowała w ostatniej chwili, gdy
kondukt już formował się przed bramą główną, że powinna jeszcze przed
uroczystością uładzić sprawy związane z fizjologią organizmu.
W zasięgu wzroku ani kawałka toi-toi (pojawiają się tylko na Wszystkich
Świętych i Wielkanoc), ani strzałki z napisem "WC", ani strzępa informacji,
dokąd iść...
Organizm alarmuje, czas nagli, pozostało jedyne rozwiązanie problemu - to
odwieczne, najprostsze, w XXI wieku jednak poniżające:
Nobliwa starsza pani w czerni, z twarzą ukrytą pod nieprzejrzystym welonem
spływającym z kapelusza, odeszła pod ogrodzenie cmentarza, do kąta po
zewnętrznej stronie murku ogradzającego śmietnik (do wewnątrz śmietnika nie
dało się wejść);
w tym kącie na oczach ludzi podniosła spódnicę i halkę, zdjęła "niewymowne",
przykucnęła - a następnie załatwiała się na żwir (utrwalony byle jak smołą),
pokazując wszem wobec podwiązki, i będąc słyszaną daleko wokół...