Dodaj do ulubionych

Dotacje Europejskie dla Małopolski

IP: *.interkom.pl / 192.168.93.* / *.interkom.pl 02.10.03, 22:13
nie nie jest tej kasy jakoś rewelacyjnie dłużo, ale i tak
sporo, mam nadzieje że zostanie to dobrze wykorzystane. Chociaż
już w tej chwili można zauważyć zdecydowaną poprawe w
małopolsce.
pozdr
Obserwuj wątek
    • Gość: uhuh krakowska qrwa bufonada IP: *.proxy.aol.com 03.12.03, 06:35
      Jak już wspominałem w zeszłym tygodniu, zazwyczaj wystrzegam się adresów
      przekazywanych z ust do ust. Ale tym razem też nie postałem głodny. Rada
      pochodziła od sąsiadów, a jak to mówi się we Francji, jeśli sąsiedzi tam
      chodzą, to znaczy, że wszyscy tam zaglądają. Już sama nazwa, "Nostalgia" nie
      korespondowała z nastrojem. Ładna fasada w głębi podwórza, ale wchodząc do
      środka znajdziecie się znowu w zakopiańskiej stodole. To jakaś mania w
      Krakowie, tworzenie wnętrza - pretekstu? Zamknąwszy menu po angielsku
      postanowiłem spróbować mojej polszczyzny. Bo tylko w wersji polskojęzycznej
      menu figuruje zestaw dnia, 12 zł, serwowany między południem, a 16, inny w
      poniedziałek, inny w piątek. Podoba mi się niezmiernie właśnie to, co u nas
      nazywa się daniem dnia, ciągle bulgoczącym na małym ogienku, cały czas
      ciepłym i gotowym do natychmiastowego podania. Inne szczęście, to jadłospis
      jesienny. Tutaj wielbi się tę porę roku bez użalania się nad sobą. Posiłek
      rozpoczyna się więc od dobrej zupy: Zupa gulaszowa, 10 zł a przede wszystkim
      zupa z raków, 12 zł dla tych, których wyrafinowane podniebienie, smak raków
      potrafi rozpoznać i docenić w głębi delikatnej warzywnej zupy. No i
      oczywiście zachwyciły nas kotleciki cielęce, łazanki z kapustą i pieczarkami,
      21 zł. Nawet jeśli kotleciki rozbite tłuczkiem przypominają pergamin. Jednak
      soczysta całość rozpływa się w ustach, sprawiając podniebieniu nielada
      przyjemność. Jednak największym szczęściem, pokusą, przysmakiem są dla mnie
      kapary. Skaczę pod sufit, wspinam się po firankach, spycham spychacz! Czasami
      kapary to kuchnia włoska, gdzie urozmaicają wołowe carpaccio, ale przede
      wszystkim używa się ich w kuchni prowansalskiej dla uwydatnienia smaku
      białego mięsa i ryb. A kapar to prawdziwe odkrycie pozwalające odnaleźć smak
      kontrastów: więc gdy już jakiegoś wam podano, włóżcie go delikatnie, bez
      nadziewania na widelec, do ust i delikatnie rozgryźcie, a wywołacie na języku
      orgię smaku. Odkrywając dopiero od jakiegoś czasu polską kuchnię, wciąż
      pozostając biednym żabojadem, może nawet ignorantem, stwierdzam ze
      najwspanialszą bez porównania rewelacją jest dla mnie bardzo delikatna
      polędwica wołowa z kopytkami i sosem kaparowym, 18 zł. Przy tak jedwabistym
      sosie pożałowałem nawet, że zamówiłem piwo: podniebienie domagało się bowiem
      nomadzkiego calvadosu, więc kolację można by było zapijać wódką, bo o karcie
      win można zapomnieć. Jedna wódka, potem następna... trzeba jednak wrócić do
      jesiennego menu: gruszka w sosie karmelowo - śmietankowym, 8 zł, z
      nieodłącznym listkiem mięty rzecz jasna, jest bez zarzutu. A ciąg dalszy
      karty dań? Ależ trzeba będzie tu wracać jeszcze i jeszcze, bo nie znajdziecie
      tu znakomitą kuchnię, bez odrobiny nostalgii na talerzu!

    • Gość: qrwka qcham krakoff IP: *.proxy.aol.com 03.12.03, 06:41
      Jak już wspominałem w zeszłym tygodniu, zazwyczaj wystrzegam się adresów
      przekazywanych z ust do ust. Ale tym razem też nie postałem głodny. Rada
      pochodziła od sąsiadów, a jak to mówi się we Francji, jeśli sąsiedzi tam
      chodzą, to znaczy, że wszyscy tam zaglądają. Już sama nazwa, "Nostalgia" nie
      korespondowała z nastrojem. Ładna fasada w głębi podwórza, ale wchodząc do
      środka znajdziecie się znowu w zakopiańskiej stodole. To jakaś mania w
      Krakowie, tworzenie wnętrza - pretekstu? Zamknąwszy menu po angielsku
      postanowiłem spróbować mojej polszczyzny. Bo tylko w wersji polskojęzycznej
      menu figuruje zestaw dnia, 12 zł, serwowany między południem, a 16, inny w
      poniedziałek, inny w piątek. Podoba mi się niezmiernie właśnie to, co u nas
      nazywa się daniem dnia, ciągle bulgoczącym na małym ogienku, cały czas
      ciepłym i gotowym do natychmiastowego podania. Inne szczęście, to jadłospis
      jesienny. Tutaj wielbi się tę porę roku bez użalania się nad sobą. Posiłek
      rozpoczyna się więc od dobrej zupy: Zupa gulaszowa, 10 zł a przede wszystkim
      zupa z raków, 12 zł dla tych, których wyrafinowane podniebienie, smak raków
      potrafi rozpoznać i docenić w głębi delikatnej warzywnej zupy. No i
      oczywiście zachwyciły nas kotleciki cielęce, łazanki z kapustą i pieczarkami,
      21 zł. Nawet jeśli kotleciki rozbite tłuczkiem przypominają pergamin. Jednak
      soczysta całość rozpływa się w ustach, sprawiając podniebieniu nielada
      przyjemność. Jednak największym szczęściem, pokusą, przysmakiem są dla mnie
      kapary. Skaczę pod sufit, wspinam się po firankach, spycham spychacz! Czasami
      kapary to kuchnia włoska, gdzie urozmaicają wołowe carpaccio, ale przede
      wszystkim używa się ich w kuchni prowansalskiej dla uwydatnienia smaku
      białego mięsa i ryb. A kapar to prawdziwe odkrycie pozwalające odnaleźć smak
      kontrastów: więc gdy już jakiegoś wam podano, włóżcie go delikatnie, bez
      nadziewania na widelec, do ust i delikatnie rozgryźcie, a wywołacie na języku
      orgię smaku. Odkrywając dopiero od jakiegoś czasu polską kuchnię, wciąż
      pozostając biednym żabojadem, może nawet ignorantem, stwierdzam ze
      najwspanialszą bez porównania rewelacją jest dla mnie bardzo delikatna
      polędwica wołowa z kopytkami i sosem kaparowym, 18 zł. Przy tak jedwabistym
      sosie pożałowałem nawet, że zamówiłem piwo: podniebienie domagało się bowiem
      nomadzkiego calvadosu, więc kolację można by było zapijać wódką, bo o karcie
      win można zapomnieć. Jedna wódka, potem następna... trzeba jednak wrócić do
      jesiennego menu: gruszka w sosie karmelowo - śmietankowym, 8 zł, z
      nieodłącznym listkiem mięty rzecz jasna, jest bez zarzutu. A ciąg dalszy
      karty dań? Ależ trzeba będzie tu wracać jeszcze i jeszcze, bo nie znajdziecie
      tu znakomitą kuchnię, bez odrobiny nostalgii na talerzu!
      Jak już wspominałem w zeszłym tygodniu, zazwyczaj wystrzegam się adresów
      przekazywanych z ust do ust. Ale tym razem też nie postałem głodny. Rada
      pochodziła od sąsiadów, a jak to mówi się we Francji, jeśli sąsiedzi tam
      chodzą, to znaczy, że wszyscy tam zaglądają. Już sama nazwa, "Nostalgia" nie
      korespondowała z nastrojem. Ładna fasada w głębi podwórza, ale wchodząc do
      środka znajdziecie się znowu w zakopiańskiej stodole. To jakaś mania w
      Krakowie, tworzenie wnętrza - pretekstu? Zamknąwszy menu po angielsku
      postanowiłem spróbować mojej polszczyzny. Bo tylko w wersji polskojęzycznej
      menu figuruje zestaw dnia, 12 zł, serwowany między południem, a 16, inny w
      poniedziałek, inny w piątek. Podoba mi się niezmiernie właśnie to, co u nas
      nazywa się daniem dnia, ciągle bulgoczącym na małym ogienku, cały czas
      ciepłym i gotowym do natychmiastowego podania. Inne szczęście, to jadłospis
      jesienny. Tutaj wielbi się tę porę roku bez użalania się nad sobą. Posiłek
      rozpoczyna się więc od dobrej zupy: Zupa gulaszowa, 10 zł a przede wszystkim
      zupa z raków, 12 zł dla tych, których wyrafinowane podniebienie, smak raków
      potrafi rozpoznać i docenić w głębi delikatnej warzywnej zupy. No i
      oczywiście zachwyciły nas kotleciki cielęce, łazanki z kapustą i pieczarkami,
      21 zł. Nawet jeśli kotleciki rozbite tłuczkiem przypominają pergamin. Jednak
      soczysta całość rozpływa się w ustach, sprawiając podniebieniu nielada
      przyjemność. Jednak największym szczęściem, pokusą, przysmakiem są dla mnie
      kapary. Skaczę pod sufit, wspinam się po firankach, spycham spychacz! Czasami
      kapary to kuchnia włoska, gdzie urozmaicają wołowe carpaccio, ale przede
      wszystkim używa się ich w kuchni prowansalskiej dla uwydatnienia smaku
      białego mięsa i ryb. A kapar to prawdziwe odkrycie pozwalające odnaleźć smak
      kontrastów: więc gdy już jakiegoś wam podano, włóżcie go delikatnie, bez
      nadziewania na widelec, do ust i delikatnie rozgryźcie, a wywołacie na języku
      orgię smaku. Odkrywając dopiero od jakiegoś czasu polską kuchnię, wciąż
      pozostając biednym żabojadem, może nawet ignorantem, stwierdzam ze
      najwspanialszą bez porównania rewelacją jest dla mnie bardzo delikatna
      polędwica wołowa z kopytkami i sosem kaparowym, 18 zł. Przy tak jedwabistym
      sosie pożałowałem nawet, że zamówiłem piwo: podniebienie domagało się bowiem
      nomadzkiego calvadosu, więc kolację można by było zapijać wódką, bo o karcie
      win można zapomnieć. Jedna wódka, potem następna... trzeba jednak wrócić do
      jesiennego menu: gruszka w sosie karmelowo - śmietankowym, 8 zł, z
      nieodłącznym listkiem mięty rzecz jasna, jest bez zarzutu. A ciąg dalszy
      karty dań? Ależ trzeba będzie tu wracać jeszcze i jeszcze, bo nie znajdziecie
      tu znakomitą kuchnię, bez odrobiny nostalgii na talerzu!

      Jak już wspominałem w zeszłym tygodniu, zazwyczaj wystrzegam się adresów
      przekazywanych z ust do ust. Ale tym razem też nie postałem głodny. Rada
      pochodziła od sąsiadów, a jak to mówi się we Francji, jeśli sąsiedzi tam
      chodzą, to znaczy, że wszyscy tam zaglądają. Już sama nazwa, "Nostalgia" nie
      korespondowała z nastrojem. Ładna fasada w głębi podwórza, ale wchodząc do
      środka znajdziecie się znowu w zakopiańskiej stodole. To jakaś mania w
      Krakowie, tworzenie wnętrza - pretekstu? Zamknąwszy menu po angielsku
      postanowiłem spróbować mojej polszczyzny. Bo tylko w wersji polskojęzycznej
      menu figuruje zestaw dnia, 12 zł, serwowany między południem, a 16, inny w
      poniedziałek, inny w piątek. Podoba mi się niezmiernie właśnie to, co u nas
      nazywa się daniem dnia, ciągle bulgoczącym na małym ogienku, cały czas
      ciepłym i gotowym do natychmiastowego podania. Inne szczęście, to jadłospis
      jesienny. Tutaj wielbi się tę porę roku bez użalania się nad sobą. Posiłek
      rozpoczyna się więc od dobrej zupy: Zupa gulaszowa, 10 zł a przede wszystkim
      zupa z raków, 12 zł dla tych, których wyrafinowane podniebienie, smak raków
      potrafi rozpoznać i docenić w głębi delikatnej warzywnej zupy. No i
      oczywiście zachwyciły nas kotleciki cielęce, łazanki z kapustą i pieczarkami,
      21 zł. Nawet jeśli kotleciki rozbite tłuczkiem przypominają pergamin. Jednak
      soczysta całość rozpływa się w ustach, sprawiając podniebieniu nielada
      przyjemność. Jednak największym szczęściem, pokusą, przysmakiem są dla mnie
      kapary. Skaczę pod sufit, wspinam się po firankach, spycham spychacz! Czasami
      kapary to kuchnia włoska, gdzie urozmaicają wołowe carpaccio, ale przede
      wszystkim używa się ich w kuchni prowansalskiej dla uwydatnienia smaku
      białego mięsa i ryb. A kapar to prawdziwe odkrycie pozwalające odnaleźć smak
      kontrastów: więc gdy już jakiegoś wam podano, włóżcie go delikatnie, bez
      nadziewania na widelec, do ust i delikatnie rozgryźcie, a wywołacie na języku
      orgię smaku. Odkrywając dopiero od jakiegoś czasu polską kuchnię, wciąż
      pozostając biednym żabojadem, może nawet ignorantem, stwierdzam ze
      najwspanialszą bez porównania rewelacją jest dla mnie bardzo delikatna
      polędwica wołowa z kopytkami i sosem kaparowym, 18 zł. Przy tak jedwabistym
      sosie pożałowałem nawet, że zamówiłem piwo: podniebienie domagało się bowiem
      nomadzkiego calvadosu, więc kolację można
    • Gość: Zdzicho Spóźnione euro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.03, 11:20
      Koń, koń.
      Jesteśmy koniem europy.
      I dlatego Europa robi nas w konia za pośrednictwem swoich wyspecjalizowanych
      placówek takich jak Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej oraz innych.
      Czekajcie chłopcy na te pieniądze może przyjdą. Jak przyjdą albo i nie
      przyjdą to sobie zawsze wszystko możecie przecie wybudować sami. W tych
      gminach to jest trochę za mało kasy dla europejskich firm. Przyjrzyjcie się
      takiemu funduszowi ISPA. Ile tam się kręci zachodnich firm. Iluż mamy u nas
      przedstawicielstw tych firm z logo Polska. Naszych prawie nie ma. Tu
      przyjdą pieniądze z Unii i szybko wyjdą z powrotem. A my i tak
      wybudujemy wszystko za swoje.
      Może na tej pomocy przynajmniej nie stracimy wiele ale i to nie jest pewne.
      Polska koniem Europy / napędowym /.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka