Gość: tomek IP: *.toya.net.pl 20.08.09, 20:54 widzewtomy.net/index.php?option=com_content&view=article&id=661:zakamana-historia-ks-u-kamstwa-propaganda-i-fakty&catid=41:kontrowersje&Itemid=89 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: xxx [...] IP: *.adsl.inetia.pl 20.08.09, 22:19 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xyz Re: Decydujące dni Cracovii IP: *.adsl.inetia.pl 20.08.09, 23:23 xxx : urodziles sie juz glupi czy chodziles na lekcje ? naprawde nie wiem czemu stadion na reymonta przyciaga przyglupow Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Orgh Decydujące dni Cracovii IP: *.ists.pl 21.08.09, 11:48 tzn jak to? wisla ma zgode na impreze masową i 3 tys kibicow a Cracovia w ogóle? jaja sobie robią? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: remek Re: Decydujące dni Cracovii IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.08.09, 15:28 tak to jest że Wisła sobie o wszystko zadbała. wogóle to Cracovia nie powinna dostać licencji bo nie miała stadionu. już niezależnie od tego takie "twory" nie powinny grać w ekstraklasie. ostatnio na meczu widzów 199, a teraz będzie 600 o ile wogóle (zresztą gdyby nawet mogli to i tak więcej nie przyjedzie). i to jest ekstraklasa? w Zabrzu na I ligę chodzi po 20 tyś. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: on Cracovia i ŚP K. Piszczek IP: *.autocom.pl 22.08.09, 17:26 Wyrzucony jak śmieć Po dziesięciu miesiącach walki o życie wyglądał jak cień samego siebie. Łysy, wychudzony, chwiejący się na nogach stawił się w lutym na treningu Cracovii. Miał nadzieję, że klub wyciągnie do niego pomocną dłoń, jednak się przeliczył. - Chciałem dostać najniższą pensję. Od dyrektora Tabisza usłyszałem jednak, że powinienem iść na bezrobocie. Postanowiłem, że nie dam sobie tak łatwo odebrać czegoś, co przez ostatnie miesiące utrzymywało mnie przy życiu. Przez pół roku trenowałem za darmo, jednak w pewnym momencie pękłem. Poczułem się niepotrzebny i wpadłem w depresję. Okazało się, że w Polsce łatwiej jest się wyleczyć, niż później dojść do siebie. Jakub Tabisz, który dziś jest wiceprezesem Cracovii twierdzi, że nie mógł w żaden sposób pomóc piłkarzowi. - To były moje pierwsze dni w klubie i odpowiadałem jedynie za podpisywanie profesjonalnych kontraktów. By zawrzeć umowę z zawodnikiem potrzebowałem pozytywnej opinii trenera i zgody lekarskiej. W przypadku Krzysztofa, tego drugiego zabrakło, więc nie mogłem nic zrobić. W klubie nikt nie chciał wziąć odpowiedzialności za zatrudnienie Piszczka - mówi dzisiaj Tabisz. Wojciech Stawowy, który Piszczka ściągnął do zespołu "Pasów" twierdzi, że powoli przywróciłby go do pełnej sprawności. - Nie widziałem żadnych przeciwwskazań. Klub jedynie proponował mu rolę trenera młodzieżowego, ale Krzysiu koniecznie chciał grać. Nie dziwię się, że teraz czuje żal. W takiej losowej sytuacji klub powinien podać zawodnikowi rękę - mówi 42-letni trener. - Jeszcze dziś gotuje się we mnie krew, gdy sobie to przypominam - Łukaszowi Skrzyńskiemu od razu podnosi się głos. Z Piszczkiem chodził do przedszkola, od tego czasu trzymają się razem. - Klub nie pomógł mu w żaden sposób. Najpierw nawet nie kiwnęli palcem, by ułatwić znalezienie odpowiedniej pomocy medycznej. A gdy wrócił z leczenia i chciał podjąć treningi, otrzymał zakaz wyjazdu na zgrupowanie. Dopóki mógł grać, był klubowi potrzebny. Gdy jednak okazał się niezdolny do gry, został wyrzucony jak przedmiot. Nigdy nie krytykowałem Cracovii, ale o tym, jak go wtedy potraktowali, będę pamiętał do końca życia. Zabrali mu powietrze, więc zaczął się dusić - mówi "Skrzynia". Z ratunkiem przyszli działacze Skawinki. Zebrali pieniądze i powierzyli mu posadę trenera juniorów. Praca z młodzieżą dawała mu sporo satysfakcji, jednak wciąż nie porzucił myśli o powrocie do gry. Raz jeszcze spróbował z Cracovią, by dzień przed wyjazdem na zgrupowanie dowiedzieć się, że nie ma dla niego miejsca w autokarze. Ostatnią próbę podjął w Kmicie Zabierzów. - Fizycznie dawałem sobie radę, ale pozostała obawa o bark. Dobrze to wszystko przemyślałem. Piłka uratowała mi życie. Ryzykowanie dla niej byłoby teraz głupotą - mówi. Dlatego postanowił skupić się na pracy trenerskiej. Szóstego lipca zeszłego roku stanął przed życiową szansą - został samodzielnym trenerem drugoligowego Kmity. - To miał być najszczęśliwszy okres mojego życia - wspomina. Nic z tego. Dziewięć dni później koszmar powrócił. Nastąpił nawrót choroby. Odpowiedz Link Zgłoś