Dziewczęta, my już PO

Było naprawdę super, chociaż zanim ubraliśmy się w stroje ślubne, miałam jeszcze stresa. Potem było już naprawdę fajnie! Wyszliśmy do fotografa cyknąć sobie dla folkloru zdjęcie w studio i ubawiliśmy się przy tym nieziemsko

Pani nas ustawiała: "główka bardziej do mnie, o, jeszcze, jeszcze, tak, a ręka wyżej, i uśmiechnięci!" więc się uśmiechamy powyginani w jakiś ekwilibrystycznych pozach, a pani do nas: "ale luźniutko, naturalnie!"

Śmiać nam się chciało, doświadczenie ekstra po prostu.
Gdy wychodziliśmy od fotografa jacyś tubylcy zaśpiewali nam gwiazdkę pomyślności i obrzucili dwiema monetami, co było niezwykle sympatyczne.
Później już tylko w pośpiechu chwytaliśmy w domu ostatnie rzeczy i lecieliśmy szybko do samochodu, obawialiśmy się, że się spóźnimy, ale w końcu i tak bez nas by się nie zaczęło - ta myśl nas uspokajała. Do Pałacu Ślubów wpadliśmy praktycznie w ostatniej chwili, wszyscy goście już czekali i strasznie się dziwili dlaczego jeszcze nas nie ma, a my po prostu nie mogliśmy się wyrobić z różnymi pierdółkami!
Sam ślub wspominam wspaniale! Cały czas się śmiałam, byłam bardzo szczęśliwa, że to już! Pani kierownik była bardzo miła, uśmiechnięta, poprowadziła ceremonię naprawdę fajnie, a przy tym konkretnie, co bardzo podobało się gościom. Nam z resztą też

Nim się spostrzegłam, już składaliśmy przysięgę, składaliśmy podpisy i wymienialiśmy obrączki. Rach ciach i byliśmy małżeństwem!

Przy wychodzeniu mój mąż chciał praktycznie wybiec (zawsze szybko chodzi) ale go trochę powstrzymałam i wychodziliśmy powolutku w rytm muzyki.
Bardzo spodobało nam się wnętrze Pałacu Ślubów i sama sala ślubów - elegancko i z klasą. Sala jest dość mała, ale dla nas była w sam raz.
Zabawa poślubna też była super, było tylko kilka zgrzytów ze strony osoby, od której wynajmowaliśmy dom na tę okazję (to był z resztą powód moich wszystkich stresów) ale starałam się nie przejmować i bawiłam się w najlepsze. Mąż ułożył super playlistę, ja z mamą przygotowałam wcześniej jedzenie, które goście bardzo chwalili, na stołach stały kolorowe frezje. Miały być fioletowe tulipany, ale jak pojechałam z mamą na giełdę po kwiaty tulipany były dość wymęczone i wzięłyśmy frezje. To był świetny wybór!
Pogoda udała nam się super. Było ciepło i słonecznie, ale nie upalnie i goście chętnie wychodzili posiedzieć na tarasie. Kto chciał to tańczył, kto chciał siedział rozmawiając, nie było żadnego wodzireja, który do czegoś by nakłaniał i cała impreza była bardzo na luzie. Było jeden raz gorzko zaintonowane przez znajomych, na które odpowiedzieliśmy długim pocałunkiem (doliczyli chyba do 30

), był tort podany na deser zamiast o północy, spontaniczne tańce w kółeczku i zabawa w pociąg. O północy zgodnie z planem rzuciliśmy bukietem i krawatem, nie było żadnych zabaw i moim zdaniem bardzo to pasowało.
Na następny dzień robiliśmy grilla, siedzieliśmy na trawie i graliśmy w badmintona, cykaliśmy fotki. Klimat był sielankowy
Jesteśmy bardzo zadowoleni z imprezy i bardzo szczęśliwi z powodu ślubu!