Witam wszystkie przyszłe panny młode i obecne szczęśliwe mężatki
Czas pędzi jak szalony, dopiero co były zaręczyny, a tu mijają tygodnie i nic nie załatwione... Jest dużo marzeń i planów, ale niczego nie zaczęliśmy realizować.
Jesteśmy parą śweżo upieczonych licencjatów, będziemy kontynuować studia (dzięki rodzicom) i pracować. Chcemy sami opłacić swój ślub i wesele. Choć może wesele to za duże słowo. Chcemy skromnej uroczystości i małego przyjęcia po. Nie jesteśmy rozrywkową parą i nie czulibyśmy się dobrze jako główni bohaterzy hucznej imprezy weselnej. Marzy nam się wesele w stylu raczej amerykańskim - w eleganckim miejscu, z okrągłymi stolikami i z przyjemnymi dźwiękami spokojnej muzyki. Obawiamy się że na realizację takiego marzenia nie będzie nas stać toteż wersja do wykonania brzmi: ślub i przyjęcie na ok. 30-40 osób - sami najbliżsi członkowie rodziny i najbliżsi przyjaciele.
CO jest pewne:
- ślub chcemy wziąć w maju... (przyszłego roku)
- ... bo wtedy będę mogła mieć swój wymarzony bukiecik z konwalii
- jeśli będą jakieś tańce to mamy i wybraną naszą pierwszą piosenkę - kojarzy nam się z samym początkiem naszego związku, jest piękna i spokojna - wpasuje się w klimat przyjęcia z naszych marzeń
- budżet będziemy mieli mocno ograniczony ( 15 tysięcy maksymalnie)
Na razie to tyle, liczę na jakieś porady - czy w ogóle obiad poślubny ma szanse powodzenia (ok. 10 osób miałoby 100-300 km do nas...) czy zorganizować przyjęcie do północy czy może jednak zorganizować małe wesele? Uważam nieskromnie że najważniejsza w tym dniu jest para młoda bo to jej marzenia mają się spełnić, ale nie chcę też totalnie ignorować ich wysiłku i ugościć ich odpowiednio...