Dodaj do ulubionych

sens spowiedzi

25.08.05, 11:00
Hej, we wtorek wreszcie dotarliśmy do księdza dać na zapowiedzi, tak więc w
niedzielę spadniemy z ambony i w tym tygodniu musimy iść do spowiedzi. Chyba
dobrze, że jest taki obowiązek, bo pozwala to skupić się na duchowej stronie
sakramentu. Przy okazji ksiądz zwrócił nam uwagę, żeby tą spowiedź faktycznie
teraz odbyć, bo potem jest niepoważnie, jak w jednym tygodniu ludzie biegają
2 razy do spowiedzi. A tu mi się przewija na jednym wątku: została nam do
załatwienia jeszcze spowiedź 2 razy, ślub w sobotę. To po co ten sakrament
małżeństwa, skoro podchodzi się do niego tak niepoważnie?
Obserwuj wątek
    • viinga Re: sens spowiedzi 25.08.05, 15:23
      Ja poszłam nawet jeszcze przed zapowiedziami, a męza niestety nieudało mi się
      zaciągnac on dopiero tydzień przed ślubem
    • rufuska Re: sens spowiedzi 25.08.05, 22:24
      a ja mam problem z "karteczkami". Jestem osobą praktykującą, chodze do spowiedzi
      regularnie. ślub mam 17.09. I... . Trafia mnie cos jak mysle, że musze podsunąć
      ta karteczkę do podpisu...sad Nie mam tez stalego spowiednika, może wtedy byloby
      mi łatwiej. Zawsze smieszył mnie rytulal podawania karteczek.
      Nieby rozumiem ich sens, ale mnie skrecasad
      piszę, zeby podkreślic, że są różne aspekty przedślubnych spowiedzismile
    • mariankaa Re: sens spowiedzi 25.08.05, 22:31
      Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień...

      Denerwuje mnie takie gadanie. Jesteś dojrzałą chrześcijanką, znasz sens i cel
      spowiedzi, przeżywasz ja głęboko i ubogaca Cię wewnętrznie? To wspaniale. Nie
      koniecznie musisz na siłę poprawiać innych a tym bardziej oceniać postępowanie
      innych ludzi.

      Właśnie taka świętoszkowata postawa zraża niektórych do naszego kościoła...
      Ech...
      • emiliag mariankaa, 26.08.05, 08:31
        czy możesz mi powiedzieć, co wg ciebie w mojej postawie kwalifikuje się do
        miana świętoszkowatości?
        I w którym miejscu na siłę poprawiam innych?
        Czy może coś cię w oczy kole??
        • civi1 a ja Cie rozumiem... 26.08.05, 08:54
          Mnie tez to udezra, ludzie mają do ząłatwienia 2 spowiedzi a slub w sobote...
          na ostatnia chwilę. Czym dla nich jest slub? głębokim przezyciem ze
          świadomością, ze Bogu ofiarujemy siebie i przed Bogiem ślubujemy sobie? Tyle,
          ze sa różen spojrzenia na Boga. niektórzsy robia na swój obraz i podobieństwo.
          Po cos sa te dwie spowiedzi. nie po to by była karteczka, ale niektórzy tego
          nie rozumieja. Mnie wczoraj uderzyło w jednym z watków jak ludzie się chwala:
          Jestesmy razem 8 lat razem mieszkamy, a slub w kosciele.... Pominawszy moralna
          strone tego aspektu... zastanwiam się chwilami czemu ludzie odbierają sobie
          czar nocy poslubnej... jesli nie macie sił by byś czyści w związku czemu choć
          przed slubem nie przychamujecie... aj się ciesze, ze mimo 25 layt nie spałam ze
          swoim narzeczonym ani innym facetem, ta noc będzie dla mnie szczególna i nie
          pozwole sobie na zmarnowanie tego. ale inni mysla inaczej - mają prawo. Tylko
          niech siąda raz i pomyśla nad istota SAKRAMENTU!! Małzeństwa sad
          • marmar1906 Re: a ja Cie rozumiem... 26.08.05, 10:26
            Podoba mi sie to co napisalas smile
          • dagny1001 Re: a ja Cie rozumiem... 26.08.05, 12:05
            Uważasz, że ludzie, którzy są ze sobą osiem lat bez ślubu, nie powinni tego
            ślubu w ogóle brać już nigdy?
            • civi1 Re: a ja Cie rozumiem... 26.08.05, 12:19
              nie nie uważam zastanwiam sie tylko czym dla tych ludzi jest slub w kościele...
              tradycją? oby takich ludzi było jak naj mniej dla których to tylko tradycja.
              nie chce nikogo osądzać. napisałam co mnie ruszyło i dało do myslenia. ja chce
              by to był jedyny w swoim rodzaju dzień i noc dla mnie nie podobny do tych wielu
              przez te 8 lat...sad przepraszam jesli kogoś uraziłam. Pozdrawiam Aska
              • dagny1001 Re: a ja Cie rozumiem... 26.08.05, 12:34
                Nie uraziłaś mnie, ale chodzi o to, że nie wszyscy mają tak silną, głeboką wiarę
                jak Ty, nie wszystkim udaje się nie zgrzeszyć. Czy to znaczy, że mają grzeszyć
                do końca życia? chyba lepiej wziąć ślub po 8 latach niż wcale? Jeśli ktoś
                dopuszcza współżycie przed ślubem, to nie znaczy, że Bóg i wiara nic dla niego
                nie znaczą, a ślub bierze tylko dla tradycji i białej sukni.
                Pozdrawiam również
                • civi1 Re: a ja Cie rozumiem... 26.08.05, 12:43
                  Dagny ja nie mam silnej wiary jest bardzo słabiutka,a le mam swoje
                  postanowienie i ciesze sie z każdego małego zwycięstwa a grzesze moze bardziej
                  niż ty. 3maj sie cieplutko kiss
                  • dagny1001 Re: a ja Cie rozumiem... 26.08.05, 13:26
                    Dzięki za ten post, aż mi łzy w oczach stanęły
                    -))))
                    • civi1 Re: a ja Cie rozumiem... 26.08.05, 13:28
                      hmmm nie zrozumiałamm... szczere czy ironiczne. ja juz sie nie moge doczekac
                      slubu (choc wiem z eprzez mojego tate to nie będzie szczesliwy dzień załatwił
                      juz slub brata na cacy) ale jeszcze duzo czasu do 16.09.2006
                      • dagny1001 Re: a ja Cie rozumiem... 26.08.05, 14:06
                        Ups, wyszło ironicznie? Sorki, było jak najbardziej szczerze. Rok zleci, ani się
                        obejrzysz.
          • kinga8625 Re: a ja Cie rozumiem... 31.08.05, 23:55
            a wy co? wieczne dziewice?? ja uwazam,ze zeby sie poznac doglebnie i byc
            pewnym,czy bedzie sie szczesliwym w danym zwiazku z dana osoba,powinno sie ja
            poznac tez od strony sexu. bo sex to duza(aczkolwiek nie najwieksza)czesc
            udanego malzenstwa i w tym temacie tez nalezy sie odpowiednio dobrac.bo co z
            tego ,ze facet jest czuly i delikatny,jak kobieta potrzebuje silnych wrazen?
            (albo odwrotnie?)itp. patrzalyscie kiedys na to z tej strony?>
            chcecie przez cale zycie symulowac bol glowy,bo nie bedzie was satysfakcjonowal
            sex z wlasnym mezem? pozdrawiam dziewice nieswiadome...nie wiedzace o pieknym
            swiecie,do ktorego moga wejsc...
            • antosiczek Re: a ja Cie rozumiem... 01.09.05, 12:21
              Nie wiem dlaczego ludzie robią sobie pośmiewisko z dziewic, nie wiem, co jest
              niewłaściwego w pragnieniu zachowania dziewictwa dla swego męża. Nie rozumiem
              tego. Wychodziłam za mąż mając 30 lat i byłam dziewicą. Owszem pierwsze
              stosunki z mężem nie były dla mnie jakąś super rewelacją. Musiałam nauczyć się
              Jego ciała i swojego ciała, ale nam mimo wieku nigdzie się nie spieszyło.
              Uczymy się siebie w tej sferze nadal i tak będzie do końca życia i to jest
              piękne- otwieramy się na siebie. Nie wydaje mi się, by wcześniejsze współżycie
              miało być gwarantem udanego związku. Gwarantem trwałości małżeństwa jest
              porozumienie i więź duchowa między mężczyzną a kobietą- jeśli tu coś szwankuje
              to choćby nie wiem jak świetnie dopasowali się seksualnie przed ślubem- na nic
              to.
        • zosiasamosia6 Re: mariankaa, 26.08.05, 14:24
          dziewczyna jest świadoma tego co robi i wyraża swoje zdanie na ten temat
          ,zresztą jak najbardziej prawidłowe i zgodne z wiarą .
          a tu mała lektura.
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=72&w=28207591
    • a_weasley Re: sens spowiedzi 26.08.05, 10:33
      Emiliag napisała:

      > To po co ten sakrament małżeństwa, skoro podchodzi się do niego
      > tak niepoważnie?

      To też można wyczytać z innych wątków:
      bo taka tradycja
      bo ładna obrzędowość
      bo rodzina chce...
      Co więcej, właśnie osoby biorące ślub w kościele z takich motywów mają
      najwięcej do powiedzenia o tym, co ksiądz powinien, a czego nie powinien, o
      sensie lub (częściej) braku sensu tych czy innych wymagań.
      • fisch19 Re: sens spowiedzi 26.08.05, 11:39
        My mimo, że współżyliśmy przed ślubem (byliśmy swoimi pierwszymi partnerami,
        jedynymi i ostatnimi), po katechezie ostatniej postanowilismy, że do ślubu (a
        pozostał równy rok), nie będziemy współżyć w ogóle. Takie postanowienie i
        wyrzeczenie, gdyż źle nam z tym było (wyrzuty sumienia). Oboje jestesmy
        katolikami (ja byłem lektorem) i udzielam się w kościele, bardzo się kochamy i
        chcemy życ zgodnie z naszą wiarą. Błądziliśmy przyznaję, czuliśmy, że coś jest
        nie tak. Brakowało jednak kogoś kto by nam wskazał drogę. Często stosuje się
        metodę: "nie róbcie tak bo to be, bo to fuj" DOpiero na katechezach
        przedmałżeńskich, pani która przemawiała, przekazała nam wszystko. Dlatego
        postanowiliśmy nie współżyć, i nie stosować już antykoncepcji (zwłaszcza
        hormonalnej) tylko przygotować się dobrze do metody NPR i świadomie w
        przyszłości począć dziecko.
    • dzemowka Re: sens spowiedzi 26.08.05, 12:10
      ludzie troche tolerancji. kazdy ma przeciez inne podejscie do kosciola i
      spowiedzi. sa tacy co chodza raz na miesiac i tacy co raz na pare lat im
      starcza. to wcale nie oznacza ze ci co raz na pare lat sa mniej wierzacy, czy
      mniej powaznie podchodza do sakramentu malzenstwa. najwazniejsze jest to co
      ktos ma w sercu i duszy a nie czy mieszka z soba iles lat przed slubem, czy
      zyje w celibacie czy nie.
      • magdoska1 Re: sens spowiedzi 26.08.05, 13:45
        Czasami trzeba zgrzeszyć żeby wiedzieć że się żyje.....
        • dzemowka Re: sens spowiedzi 26.08.05, 13:48
          oj tak tak smile przeciez ludziegrzesza czesto. ile razy spotykamy sie ze
          zlosliwosci, nieuprzejmoscia itd.a inne grzechy to pesteczka w porownanieu z
          brakiem szacunku dla innego czlowieka
          • vessper Re: sens spowiedzi 26.08.05, 15:34
            Spowiedź ma sens tylko wtedy, gdy spowiednikiem jest mądra osoba (a takich
            niestety w naszym kościele ze świecą szukać), która porozmawia, wytłumaczy i
            przynajmniej sprobuje zrozumieć, a nie natychmiast osądzi. Poza tym w
            wiekszości nie umiemy sie spowiadać, nasza spowiedź jest niedojrzała. Ale jak
            ma byc inaczej jesli kościół nas tego nie uczy. Ja spotkałam się tylko z
            kilkoma rozsądnymi księżmi i byli to najczęściej ludzie młodzi. Oprócz tego,
            zeby spowiadać trzeba cieszyć się autorytetem wiernych, a o to ostatnio bardzo
            trudno. Niestety zachowanie naszego kleru bardzo zniecheca ludzi do aktywnego
            uczestniczenia w życiu kościoła. Ja wiem, że księża to tylko ludzie i zdarza im
            się błądzić, ale własnie dlatego powinni byc bardzo wyrozumiali dla wiernych, a
            nie robić sceny przy konfesjonale (do czego niestety wcale nierzadko dochodzi).
            Podstawowym przykazaniem wcale nie jest "nie mieszkaj z chłopakiem", tylko
            miłość bliźniego. I tym powinni sie przede wszystkim kierować księża, zresztą
            my wszyscy też.
            Niestety uważam, że kościół przekracza swe kompetencje - tak na prawdę gdzie
            jest napisane w Bibli (ona jest podstawą, a nie przykazania kościelne), że
            wierni mają obowiązek się spowiadać i to dosyc często. I cos, z czym
            kompletnie się nie zgadzam - dlaczego kościół wynosi ludzi na ołtarze (święci),
            kto nadał mu taki prawo! Dla mnie jest to przejaw pychy kleru.
            Pozdrawiam
            PS. Ksiądz (franciszkanin), który prowadził moje nauki przdmałżeńskie był
            niesamowity. Mogłabym go słuchać godzinami.
            • minerwamcg Nie ma obowiązku być katolikiem 31.08.05, 17:39
              > Niestety uważam, że kościół przekracza swe kompetencje - tak na prawdę gdzie
              > jest napisane w Bibli (ona jest podstawą, a nie przykazania kościelne), że
              > wierni mają obowiązek się spowiadać i to dosyc często.

              Cholernie często. Raz w roku.
              A jeżeli chcesz, żeby wszystko, co dzieje się w Kościele było wyprowadzone z
              Biblii, masz do wyboru kilkaset wyznań protestanckich. Uznających zasadę "sola
              scriptura", a więc "tylko przez Pismo".
              Jeżeli ktoś uważa się za katolika, nie powinien negować ani sensu spowiedzi,
              ani też sukcesji apostolskiej (która pozwala m.in. na ogłaszanie pewnych osób
              świętymi).
              • rufuska Re: Nie ma obowiązku być katolikiem 31.08.05, 20:18
                zastanawia mnie skad w osobach (na szczęście nie wszytkich) wypowiadajacych się
                na tym forum jako "katolicy" przez duze K tyle agresji? Mnie tez czasam drazni
                podejście niektorych osob do np. spowiedzi etc. ale to jeszcze nie powod, zeby
                agresywnie kogoś 'wyrzucać" ze wspólnoty. Mysle, że nikt nie ma takiego prawa.
                Kościół to nie tylko wspolnota ludzi, którzy ustalaja sobie prawa. Belkę w swoim
                oku zobacz, a nie... itd.
                Zresztą przeciez księża też ludzie- najróżniejszych spotakala w swoim życiu.
                Pewnie tak jak każdy, kto praktykuje. A boli zawsze jak druga osoba, nawet gdy
                jest kapłanem potraktuje Cię "nędznie". I niechodzi mi, że kaplan zruga za
                grzechy, tylko jak Cie traktuje. A to się czuje

                pozdrawiam i wszystkim życze mniej agresjismile a więcej miłoścismile
                • dzemowka Re: Nie ma obowiązku być katolikiem 31.08.05, 23:13
                  Przeciez czlowiek nie jest doskonaly i grzeszy. Nie chodzenie do spowiedzi tez
                  jest grzechem. Niezgadzanie sie z KK w 100% nie oznacza ze powinien byc
                  odepchniety i potepiany przez KK. Przeciez moze taki Katolik potrzebuje
                  wskazowki jak byc lepszym Katolikiem
                • minerwamcg Re: Nie ma obowiązku być katolikiem 01.09.05, 14:30
                  Nie uważam się za katoliczkę przez duże K. Między innymi dlatego, że jest to
                  niezgodne z zasadami polskiej ortografii.

                  Nie wyrzucam znikąd nikogo. Po prostu stwierdzam, że albo się człowiek
                  przyznaje do jakiejś wspólnoty, i wówczas akceptuje jej zasady, albo nie.
                  Zwyczajna konsekwencja. Jeżeli ktoś domaga się od swojego Kościoła, żeby
                  wszystkie prawa i przepisy wyprowadzał z Biblii, wskazuję mu, gdzie może tego
                  oczekiwać, bo w Kościele Katolickim nie może. Czy to dobrze czy źle, mniejsza z
                  tym - na razie jest to rzeczywistość dana.
                  Miłosierdzie dla grzeszników i zrozumienie dla wątpiących powinno być
                  obowiązkiem każdego księdza. Niestety, nie jest. Dla wielu, niestety, było to
                  powodem zmiany wyznania. Należy nad tym ubolewać, bo jest to strata dla
                  Kościoła i ewnidentny grzech tych księży.
                  Nie może jednak człowiek uważać się za katolika i wybierać sobie, co się z
                  zasad głoszonych przez Kościół akceptuje, a co nie. Przykazania Boże i
                  kościelne to nie jest menu w pizzerii - poproszę to, tamto, o, i może jeszcze
                  te dwa. To jest depozyt, który bierze się z dobrodziejstwem inwentarza:
                  wszystko albo nic.

                  Przy czym za "wszystko" uważam to, co jest zawarte w Katechizmie Kościoła
                  Katolickiego - żeby ktoś sobie nie myślał, że namawiam do traktowania jak
                  depozyt wiary niekórych wystąpień Radia Maryja, ekscesów biskupa w P. i
                  nietolerancji księdza X. w Kowalówce Dolnej.

                  Twarda jest ta mowa i nie każdy jej może słuchać, to prawda. Dla wątpiących i
                  zagubionych mam mnóstwo współczucia. U mnie jednak nie wyraża się ono w
                  poklepywaniu po ramieniu i wzdychaniu, jacy okropni są księża i jakich
                  nieżyciowych rzeczy wymagają, tylko w jasnym i prawdziwym postawieniu sprawy:
                  jest tak i tak. Masz prawo wyboru. Prawda na ogół boli, ale zawsze prowadzi w
                  dobrym kierunku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka