Dodaj do ulubionych

Pogadajmy-27.02.06

27.02.06, 07:57
Cześć Dziewczyny i Siesio smile
rozpoczynamy poniedziałek, niestety jeszcze 5 dni do weekendu, ale cały
tydzień dla siebie. Trochę sie obijałam w weekend, ale wszytsko nadrobię.
Dzisiaj postaram się w końcu odpowiedzieć Wszystkim , którzy mi radzili. To
na razie tyle, idę nadrabiać

Miłego dnia smile)
Obserwuj wątek
    • filar_zf Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 08:30
      No dobra na razie cisza, ale mam nadzieję, ze to wina poniedziałku.

      A ja chciałam się przypomnieć o zdjęcia Askiem, Migotce i Spince smile
      • askiem Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 08:56
        witam witam smile
        zaraz postaram się fotki podesłać...
        • filar_zf Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 09:01
          Dziękuję smile)) już nie mogę się doczekać
          • askiem Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 09:41
            Filar - zdjęcia poszły.

            Kurcze, mam troszkę pracy, więc za bardzo Wam nie potowarzysze, nad czy
            strasznie ubolewam. sad
            A o 13tej mam zamiar się urwać, bo idziemy z Robusiem się kręcić wink to znaczy
            mamy spotkanie z kamerzstą na "4 pory roku". Tylko muszę jeszcze jakiś zgrabny
            bajer wymyśleć dla dyrektorki...

            Ale jak widzę, nie tylko ja pracuję - w "pogadajmy" tak jakoś cicho i
            spokojnie...

            A co do diet - to mi by się jakaś dobra przydała - coraz grubsza jestem...
            • filar_zf Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 09:48
              Asiu,

              wiem, dziękuję, widziałam i odpisałam smile

              Praca jak to w poniedziałek, na razie cisza i spokóji informacja o premii, wiec
              nie zaczęło się tak źle, zobaczymy jak się skończy wink
              Dobry bajer-lekarz, ból głowy , weterynarz jeśli masz zwierzątko smile , albo
              prawda jeśli szefowa jest w porządku.

              Dieta- najbardziej miarodajna jest MŻ, czyli "mniej żreć", ale... wszystkie
              wiemy jak to jest smile)
    • ann_jazon Witajcie! 27.02.06, 08:35
      Melduję się w poniedziałkowy ranek z pracy smile Z weekendowych planów nie
      zealizowałam nic prócz spalenia kalorii... które szybko nadrobiłam, bo mama
      urządziła z wyprzedzeniem urodziny (ma w środe) no i się napchałam jak
      prosię wink) Ale co mi tam - dobre było, zwłaszcza mój ulubiony sernik wink
      W tak zwanym międzyczasie "podnosiłam sobie ciśnienie" głupotą mojego Krzysia
      (jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze), ale o tym napiszę Wam
      innym razem, bo to dłuższa historia, mam nadzieję, że również mi
      pomożecie "zrozumieć" ten problem, bo ja się tylko wkurzam i nic dobrego z tego
      nie wynika, a Krzysiek uważa, że postęuje słusznie dając się robić (wg mnie
      oczywiście) w przysłowiowego ch..ja. No ale o tym za jakiś czas.
      Tymczasem biorę się do pracy, ale będę tu co jakiś czas zaglądać smile
      Przesyłam buziaczki i życzę miłego dzionka w pracy smile
      Zuzia - jak Twoje zdrówko? Lepiej już?
      • julietter Re: Witajcie! 27.02.06, 08:41
        Hej Dziewczynkismile Już myślałam, że nasz wątek umarłwink Ja też się melduję, ale
        będę wyrywkowo do wtorku. Potem uciekam na szkolenie w góry - za które płaci
        szef - hurrrra hurrrra hurrra. Wszystkim życzę fantastycznego tygodnia!!!
        • julietter Re: Witajcie! 27.02.06, 08:46
          A co do weekendu, to chłop mi się rozchorował (połamało go w krzyżu) i nic nie
          wyszło z balowania w sobotę. Chyba sobie wybrałam podstarzały model -
          trzydziestka się zbliża i pojawiają się pierwsze oznaki zużycia materiałuwinkA
          jak facet jest chory w domu, to wiecie jak jest fajniewinkNa całe szczęście w
          niedzielę mu trochę przeszło - okazałam się dobrą siostrzyczkąwink
          Filar, jak tam zdrowie? Fervex zabił bakteryjki? Aniu, ja sobie obiecałam, że
          startuję z moją dietą, bo się w moich ulubionych spodniach na styk dopinam.
          Niedobrze, a czasu coraz mniej... Żadnych słodyczy od dzisiaj, no może po
          jednym w niedzielęwink
        • filar_zf Re: Witajcie! 27.02.06, 08:54
          Witajcie,

          Julia,
          Ty szczęściaro !!!! Szkolenie, szampan i spalanie kalorii, życ nie umierać smile)

          Aniu,
          dziekuję, przeziębienie poszło w p... polskę smile Ale zapalenie krtani zostało i
          nadal mówię jak po przepiciu smile ale Ty nie czekaj tylko jak będziesz miała
          chwilę to pisz co tam Krzysiu wymyśla. A jak pomidorówka, własnoręcznie przez
          Krzysia gotowana ?
          Mój weekend, w piątek fryzjer, miła odmiana, zakupy, przyjazd, spotkaliśmy się
          u rodziców i tak zostaliśmy do soboty smile trochę za dużo wina smile w sobotę wizyta
          teściów, zajefajnie wink przyjechali z bratek Olka na korepetycje, jeszcze
          dojechała siostrzyczka i miałam gotowanie obiadu dla 6 osób, kilogram wołowiny,
          dwa kilogramy ziemniaków i stres! N a19 jechaliśmy na imprezę, urząd w kórym
          pracuje mój tato organizował ostatki. Świetlica wiejska, orkiestra i jedzonko
          przygotowywane przez koło gospodyń wieskich, fajna odmiana. Potańczyłąm tak, ze
          do dzisiaj mnie stópki bolą !! smile Wyszlismy przed drugą i dobrze, bo zaczynało
          się robić nieciekawie, pijakie przyspiewki i zataczanie się po ścianach.
          Niedziela-błogi odpoczynek, z racji wyczerpania zapasó przez rodzinę lubego
          obiad u rodziców smile
          • filar_zf Re: Witajcie! 27.02.06, 08:56
            Julie,
            jaka dieta kobieto ?! Jedziesz na szkolenie, cukier w płynie gwarantowany !! smile
            • julietter Re: Witajcie! 27.02.06, 09:38
              No właśnie Zuziu, to jest jedyny problem z tym płynnym cukrem. Muszę opracować
              jakąś strategięwink)
              • filar_zf Re: Witajcie! 27.02.06, 09:40
                no to zagwózdka, bo albo bieganie codziennie rano przed zajęciami, chyba, ze
                jest tam basen, spalania kalorii z przystojnym prowadzącym nie proponuję smile
          • ann_jazon Re: Witajcie! 27.02.06, 09:47
            No więc krzysiowa pomidorówka niezła, natomiast wszystko dookoła - jak
            przewidziałam - do gruntownego czyszczenia było. Bajzlu narobił jak ja przez
            tydzień :]
            Problem jaki mam z Krzysiem opiszę później (trochę pisania), musze najpierw
            biurko odgruzować z roboty :]
            Julcia, szczęściaro - fajnie tak sobie pojechać...ehhh smile
            • filar_zf Re: Witajcie! 27.02.06, 09:55
              no więc wszystkie możemy sobie powiesić na drzwiach tabliczki "Wróżka", jeśli
              chodzi o naszych facetów. On gotował, Ty sprzatałaś... ehh życie smile

              Julci zazdrościmy Wszystkie "jak jeden mąż" może uda się nas wkręcić ?! smile

              Zapomniałam Wam powiedzieć jakiego karpika zaliczyłam w sobotę przy teściach.
              Teść oświadczył, ze chętnie kupi od nas tego poloneza i ile za niego chcemy.
              Dokładnie to spytał się ile ja w niego pieniędzy włożyłam i ile chciałabym
              dostać za niego (brałam na to kredyt). Po prostu mnie zamurowało. Pierwszy taki
              gest w moja stronę. Zostawił już połowę, drugą połowę będzie płacił w ratach :
              po prostu siok.... smile)
    • miss_migotka Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 10:05
      czesc kochane, widze ze od rana na posterunku, milo Was widziec smile))
      Ania, Zuzia, Julka, Asia, wyslalam Wam w koncu zdjatka, troche pozno i malo ale
      nie mam zadnych fajnych wspolnych fotek na tym komputerze, wszyskto w domku smile

      co tam u Was ciekawego? ja od dzisiaj nawet zagladac przestaje (przynajmniej
      staram sie) bo robi sie coraz gorecej w pracy... ale moze wieczorkiem, kto wie smile
      pozdrawiam bardzo mocno!
      • filar_zf Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 10:21
        Witaj Migotko,

        zapraszamy ajk tylko znajdziesz mała chwilkę i życzymy spokoju, przynajmniej
        spokoju ducha smilewszystko opisujemy w miarę na bierząco
        • filar_zf porada -odpowiedz do Julietter :) 27.02.06, 10:41
          Juleitter
          Cześć "filarku". Innych również witam, ale ponieważ zajrzałam na chwilę - mam
          od rana spotkanie z u...ciążliwym klientem, chciałabym odpowiedzieć na posta
          Zuzy.
          Z tego co napisałaś wynika, że sprawa nie jest prosta, ale miejmy nadzieję, że
          nie beznadziejna. Po pierwsze, skoro Olek Ci się oświadczył (sam, a nie pod
          przymusem, albo Ty jemu), to znaczy, że jesteś dla niego ważna i chce z Tobą
          być. Być może zaręczyny miały być pewną formą gwarancji, że na razie nie
          strzeli Ci do głowy stawiać go pod ścianą, nie zaczniesz rozmyślać i będzie to
          dla Ciebie sygnałem, że on Cię kocha. Niestety, chyba często jest tak, że dla
          kobiety dopiero małżeństwo jest takim ukoronowaniem i dowodem powodzenia
          związku pomiędzy dwojgiem pasujących do siebie ludzi. Wydaje mi się, że w tym
          względzie mężczyźni są nieco bardziej zachowawczy. To wcale nie musi oznaczać,
          że Twój mężczyzna kocha Cię mniej, niż nasi, którzy stoją przed wyzwaniem,
          jakim jest ślub. Chodzi o to, że może Olek nie chce Cię stracić (stąd
          oświadczyny), ale boi się trochę podjąć tak poważną decyzję jak małżeństwo i
          stara się to wszystko przeczekać. Może jest jednym z tych nielicznych mężczyzn,
          którzy podchodzą do sprawy gruntownie i lubią sobie wszystko dobrze przemyśleć.
          Może macie wokół siebie związki, które się posypały po ślubie lub w których po
          ślubie ludzie się zmienili. A może ma kiepski wzorzec z domu rodzinnego? To
          wszystko może sprawiać, że on boi się, iż ślub nie oznacza dla Was tylko dobre
          rzeczy, a wręcz przeciwnie. Moze jest przekonany, że "po tym dniu" klamka
          zapadnie i będziecie w pułapce. Oczywiście nie jest to wszystko prawdą, ale
          każdy człowiek ma czasami wątpliwości i rozterki. A może jest też tak, że ma na
          względzie kwestie finansowe i chciałby jeszcze poczekać, aż się ustabilizujecie
          (co to dla kogo oznacza, to już inna sprawa). W każdym razie ja bym nie
          wyciągała tego zestawu "małego terrorysty" (zachowałabym to jednak na później).
          Poczekałabym, aby Olek się wyśpi (to ważne, żeby nie był zmęczony), odczekała
          dobry moment (myślę, że weekend, zwłaszcza sobotni wieczór jest dobry) i
          zasygnalizowała, że potrzebujesz rozmowy. Tylko to powinna być taka rozmowa
          trzymająca na wodzy emocje (łatwo powiedzieć, wiem). Powinnaś mu spokojnie
          powiedzieć co do niego czujesz, co dla Ciebie oznacza małżeństwo, dlaczego Ci
          na nim tak zależy i przede wszystkim co czujesz, kiedy tkwisz w takim
          zawieszeniu. Powinnaś postarać się o to, aby poczuł, że sprawia Ci przykrość
          (nie chodzi mi o wzbudzanie poczucia winy, ale wywołanie impulsu, który sprawi,
          że zastanowi się co Ty czujesz, a nie będzie myślał głównie o sobie). Krótko
          mówiąc trzeba doprowadzić DO SPOKOJNEGO DIALOGU. Można zacząć rozmową o życiu,
          albo o pierdołach przy winku i stopniowo refleksyjnie przejść do tematu. Tak
          czy owak Zuziu kochana nie znam Olka, a prawda jest taka, że każdy człowiek
          jest inny i do każdego dociera się trochę inaczej. Ja Ci opisałam sposób, w
          jaki postąpiłabym z Robertem, bo wiem, że gdybym go przyparła do muru (nasz
          zestawik terrorystywink to bym niewiele osiągnęła. Zamknąłby się w sobie, poczuł
          osaczony i pewnie skończyłoby się na strusiu (robiłby wszystko, aby udowodnić,
          że nie widzi problemu). A jak miałam jakiś problem to w odpowiedniej chwili
          starałam się z nim porozmawiać, ale raczej nie, jak byłam zła (bo wtedy
          kończyło się awanturą i guzik osiągałam). Przygotowanie gruntu zawsze było
          konieczne - nie ma sensu próbować kiedy facet jest głodny, zły i nie daj Boże
          miał kiepski dzień - banał, ale prawdziwy. Może dziewczyny mają inny punkt
          widzenia, ja podzieliłam się moimsmile


          Julietter,
          dziękuję, ale już na początku natrafiamy na ścianę różnic w myśleniu kobiet i
          mężczyzn. On się oświadczył i zakończył pewien etap i zaczął inny. Tamten trwał
          ponad dwa lata, to ten też tak może. Ja, jeśli mi się oświadczył to znaczy, ze
          chce się ze mną ożenić, a jak chce to trzeba zacząć o tym rozmawiać i masz
          rację, ze dla mnie to dopiero jest gwarancja bezpiecznego i trwałego związku i
          nie chcę żyć w takim związku powiedzmy następne dwa lata. Teraz każdy może
          jeszcze zabrać zabawki i iść do swojej piaskownicy. Nie mam myśli, że może mnie
          kochać mniej, nie przyszło mi to do głowy. Z tą zachowawczością to dałaś mi do
          myślenia, on faktycznie najpierw wszystko analizuje, przelicza, kalkuluje, taka
          natura. Chciał najpierw ułożyć budżet, ale tez o tym cisza. Ale moim zdaniem,
          jeśli się oświadczył to musiał to przekalkulować i przemyśleć wcześniej. Mógł
          się spodziewać, ze wszyscy po czymś takim, a szczególnie ja będą się
          spodziewali następnych kroków. Nie znamy nieudanych związków, jego rodzice też
          są razem. To chyba nie ma na niego wpływu. Faktycznie, emocje mi ucichły i
          wiem, że po „zestawiku” byłby zrażony do wszelkich rozmów. Na razie tydzień ma
          ciężki, widzimy się jak wraca o północy, znaczy się ja otwieram oko, i rano
          kiedy żadne z nas nie ma ochoty na rozmowę. Dzisiaj pogadaliśmy, ale była to
          kłótnia o jego brata, znowu uraziłam braciszka, bo powiedziałam, że może sobie
          sam zadzwonić do korepetytora od matematyki, u którego notabene już był.
          Usłyszałam, ze dla swojego brata tez bym to załatwiła. Powiedziałam, żeby nie
          porównywał naszych braci, bo nie o to chodzi. Pisałam Wam o tym tygodniu,
          kiedy go gościłam. A Olkowi powiedziałam,żeby nie był zły na cały świat i na
          mnie, ze zapomniał zadzwonić. Ja nic o tym nie wiedziałam. Bo dzisiaj rano
          zadzwonił jego tato i przypomniał mu, że miał bratu załatwić te lekcje na
          jutro. Ok., to był taki przerywnik.
          Spokojny dialog, pisałam, że na wszelkie próby porozmawiania na poważny temat,
          nawet nie związany z małżeństwem, ale np.. ze za mało czasu spędzamy razem i
          źle się z tym czuję, reaguję zgodnie z zasadą, ze najlepszą obroną jest atak.
          Wtedy, gdy udało mi się z nim pogadać w samochodzie ustalaliśmy, że co weekend
          będziemy wspólnie jeździć na zakupy, do tej pory udało się raz, w ostatni
          weekend się wykręcił i tak wszystko poszło się ryp... Na szczęście jutro
          idziemy na imprezę, ale jak mi się jego braciszek na głowę zwali to nici ze
          spokojnych dwóch dni.
          Czyli postaram się przygotować grunt i poczekać na odpowiednią chwilę.
          Spokojnie przeprowadzić rozmowę, wyjaśnić swoje uczucia i dać mu czas na
          pozbieranie się. Dziękuję ci Julietter za to wszystko.
          • filar_zf Re: porada -odpowiedz do Bogui:) 27.02.06, 10:42
            Bogui
            Witaj,
            z tego co czytałam na forum okazuje się, że twój problem nie jest odosobniony.
            Bardzo wiele dziewczyn miało to samo: oświadczyny - a potem cisza i bezruch.
            Tak więc coś musi być na rzeczy w sposobie postrzegania tej kwestii u mężczyzn.
            A co do konkretnie twojego przypadku - ja też miałam podobną sytuację i chyba
            podobny typ charakteru zarówno mój, jak i narzeczonego. Ja też siłą
            pozwstrzymywałam się od stawiania sprawy na ostrzu noża, chociaż miałam szczerą
            ochotę w ten sposób nim potrząsnąć. Ale takie rozwiązania zawsze najlepiej
            zostawić na koniec. Jak pisała chyba julietter, do takiej rozmowy trzeba
            przygotować grunt. Ja też nic nie utargowałam (oprócz kłotni) kiedy zaczynałam
            ten temat nie zważając na jego zmęczenie. A typ jest chyba podobny; zacina się
            w sobie, nic nie mówi i w tym związku generalnie to ja rozpoczynam poważne
            rozmowy. Początkowo mnie to irytowało. Ale później weszłam w tę rolę i patrzę
            na to trochę humorystycznie. I cóż, po prostu zaczęłam działać. Znudziło mi się
            czekanie i po prostu zaproponowałam datę i zapytałam go co o tym sądzi.
            Przedstawiłam argumenty dlaczego uważam że to dobry czas (bo zdążymy odłożyć na
            wesele, spokojnie pozałatwiamy sprawy etc) i spytałam co on na to. Wytypowałam
            sale do obejrzenia i zapytałam kiedy będzie mógł ze mną tam pojechać.
            Dosotosowałam się. I tak z kolejnymi rzeczami, wciągam go w to stawiając gotowe
            propozycje. Ale oczywiście pytam o zdanie i to nie jest tak, że on nie ma nic
            do powiedzenia.
            Oczywiście musisz rozważyć czy to jest do przeprowadzenia u Ciebie. Mój Darek
            nie zareagował ucieczką od tematu. Chyba na tyle go poznałam, że wiem, że z nim
            właśnie tak trzeba. Ale były momenty kiedy buntowałam się wewnętrznie i w głębi
            duszy chciałam, żeby on z własnej inicjatywy zaangażował się w ślub.


            Bogui,
            Spostrzeżenia Twoje i Julietter są podobne. Obie jesteście za przygotowaniem
            gruntu. Może źle to zabrzmi, ale cieszę się, że rozumiesz moją sytuację, bo
            jest trochę podobnie. To ja ustaliłam datę wesela, ułożyłam listę swoich gości,
            zaproponowałam sale, na datę się zgodził, ale co do reszty usłyszałam po co
            mamy rozmawiać, jeśli ja mam już wszystko zaplanowane. I gadaj tu z takim. A ja
            podałam tylko propozycje. Tak się właśnie kłębi we mnie, buntuje, ze jak to ja
            chcę, a on nie. Dziękuję bardzo za wszystko.

            • bogui Re: porada -odpowiedz do Bogui:) 27.02.06, 10:56
              U mnie było identycznie! Jak próbowałam razem z nim dopracowywać szczegóły, to
              niemal z irytacją odpowiadał, że przecież ja już chyba wszystko zaplanowałam,
              co tu więcej ustalać?? Tak więc nie poddałam się, dalej zdaję mu relację
              (prawie codziennie) z tego co rozeznałam w sprawie wesela, jakie mam pomysły na
              rozwiązanie kolejnych spraw, troche pogadałyśmy na ten temat z jego mamą w
              obecności Darka, i tak po trochu dociera do niego, że to jest pewien wysiłek
              organizacyjny i że samo się nie załatwi. Wczoraj odkrywczo (po dwóch miesiącach
              mojego mówienia) stwierdził, że trzeba wydatki spisać na kartce i trzymać się
              tego kosztorysu oraz zastanowić na czym można oszczędzić.
              W tym wszystkim trzymam się jednej zasady i ona działa: czas pracuje na moją
              korzyść, a ja nic nie przyspieszam. Opowiadam mu o "naszych" przygotowaniach do
              ślubu jak gdyby nigdy nic, ignoruję fakt, że on się mniej tym przejmuje. No i
              zaczyna się przejmować więcej. Wiesz, taka metoda, która skutkuje tym, że w
              końcu facet myśli że samodzielnie wpadł na pomysł, który Ty mu podsuwasz. To
              dział, naprawdę coraz lepiej. Tylko nie trzeba się niecierpliwić i robić swoje.
              Powodzenia i zdrówka życzę!
              • filar_zf Re: porada -odpowiedz do Bogui:) 27.02.06, 11:04
                Bogui,

                wielkie dzięki, to miłe i bardzo pomocne skorzystać z czyjegoś doświadczenia.
                Cierpliwością można złamać wszystkich, więc pewnie też Olcia smile Olek kosztorys
                postawił na pierwszym miejscu, więc my od tego zaczniemy, a później małymi
                kroczkami do celu smile

                Miłego dnia smile

                Zuza
          • filar_zf Re: porada -odpowiedz do Ann :) 27.02.06, 10:43
            Witaj smile
            Od razu mówię, że nie chcę oceniać Olka i jego zachowania, bo go nie znam - ile
            ludzi tyle charakterów, a to co mi się nasunęło po przeczytaniu, to Ci napiszę.
            Przeczytałam o Twojej sytuacji... i przypomniałam sobie mój były związek z
            exiem. Kupił pierścionek z brylantem, wręczył go ... i tyle na ten temat :]
            Każdy facet jet jak wiadomo inny, nie znam Olka, nie wiem co mu pod deklem
            siedzi i co zamierza, ale niestety istnieje parę stereotypów - jeden z nich to
            taki, że facet jeżeli ma kobietę w domu, ugotowane, pod ryjek podane,
            posprzątane, wyprane, sex zapewniony - sytuacja idealna, żyć nie umierać - więc
            po co mu ślub (w razie czego jak się popsuje, to każdy zabiera swoje zabawki i
            idzie do innej piaskownicy)? Tak postępował exio, tak postępuje paru moich
            kumpli. Ja po 8 latach związku z exiem usłyszałam, że on mnie lubi, ale nie
            kocha już (znudziło mu się - czytaj: przy jednej dziurze kot zdechnie)i to by
            było na tyle w kwesti tamtego związku. Moja koleżanka miała podobnie. Wychodzi
            tu tzw. syndrom "przechodzonego związku" - za długo bez ślubu to niedobrze.
            Drugi stereotyp to taki, że większość facetów się boi tego, że po ślubie smycz
            mu się ukruci :] Ostatnio mój kolega z pracy stwierdził (26 lat), że on nie
            bardzo sie do żeniaczki spieszy (mieszkają razem), bo zawsze zastanawia się,
            czy za rogiem nie czeka na niego coś lepszego, co będzie jak nagle spotka tą
            lepszą opcję...błeee z takim stwierdzeniem. No i trzeci typ facetów - ten typ
            przetestowałam kilka razy boleśnie na własnej skórze - tacy, co się boją
            stałych związków (oni by se tak poprzychodzili pobzykać, podjeść itp., ale nic
            od siebie, najlepiej z kwiatka na kwiatek). JAk spotkałam Krzyśka po tych 11
            latach, on mi wyjechał z tekstem, że boi się stałych związków bla bla bla (typ
            trzeci!). No więc na początku - pomimo, że strasznie ciśnienie na Krzysia
            miałam - pomyślałam sobie - o nie! temu panu dziękuję! następny "wolny
            ptaszek"! niech spada na drzewo! Nie mam zamiaru się potem leczyć znowu z
            kolejnego popaprańca! Ale przemyślałam sprawę, bo dzwonił do mnie z Elbląga i
            widziałam, że jednak cos mu iskrzy - więc postanowiłam użyć zestawu "mały
            terrorysta", tyle że w troche inny sposób. On akurat tam nie miał pracy, więc
            się tu popytałam znajomych - okazało się, że praca dla niego jest w Gdańsku.
            Inna sprawa, że nie miałam ochoty na związek na odległość - bo to nie zdaje
            relacji na dłuższą metę, poza tym za stara jestem na takie numery. No więc pzy
            najbliższym telefonie powiedziałm mu, że jest praca w Gdańsku dla niego i jak
            jest zainteresowany to mieszkać może u mnie (wtedy nie byliśmy jeszcze
            zdeklarowaną parą, ja nie wiedziałam jak mam to wszystko traktwać - czy
            jesteśmy parą czy nie). No i Krzysiu przyjechał i został i nagle stwierdził, że
            już się stałego związku nie boi i że tego chce. Zaczął mówić, że w przyszłości
            będziemy to i to, tak i atk - więc w trakcie rozmowy o prezentach gwiazdkowych
            wypaliłam mu że chce "coś małego i złotego" (oczywiście najpierw podrażniłam go
            trochę pierścionkiem co mi po eksiu został - kolejny "atak małego terrorysty").
            Powiedziałam mu, że mi szkoda czasu na niewiadome, bo dla mnie to już najwyższy
            czas na ślub itp. (znów mały "nalot bombowy"). Jak mi dał pierścionek, to go
            od raz zapytałam kiedy chce ślub i czy mu sierpień odpowiada. No i chłopina
            pozostał w "sytuacji bez wyjścia". No ale on tego chciał - gdyby nie chciał, to
            pewnie by to jeszcze się przeciagało. Inna sprawa, że (to powiedziała mi moja
            matka) Krzysiu się boi, że ja mu po prostu któegoś dnia wystawię walizki za
            drzwi i bajka się skończy, dlatego chce się żenić. Jeszcze inna sprawa jeżeli
            chodzi o facetów, to ich poziom cwaniactwa - cwany jest każdy jden - tyle że w
            innym stopniu. Ci mniej cwani (czytaj: mój Krzyś) jeżeli się zastanawiają
            jescze czy na tak czy na nie, łatwo dają sie kobiecie "wmanewrować" w szybszy
            ślub, a jesczze będą święcie przekonani, że to ich decyzja była. Ci najcwańsi
            (jak np. exio) będą kombinować, zwodzić, a na koniec jescze powiedzą, że to
            wina kobiety, że musi sobie szukać nowej. Nie wiem czy to kestia wychowania w
            domu rodzinnym czy po prostu charakterku uncertain
            Co mam Ci Zuziu radzić - nie wiem sad Obserwuj syndromy, a przy okazji wprowadź
            w życie trochę cwaniactwa kobiecego. Jeżeli facet Cię kocha, che z Tobą być,
            ale jest ciężki w gadce - postaraj się go po prostu nieco "urobić" - i od słowa
            do słowa przejść do konkretów (to co mówiła Julia - jakaś gadka, winko i po
            woli, acz skótecznie dojść do sedna - nic na siłę, tylko młotkiem). A może Olek
            ma po prostu menstruację w tej chwili i trzeba poczekać parę tygodni (Krzysiu
            jak nic ma czasem okres i wtedy bez kija nie podchodzę) wink

            Aniu
            Nie chcę tak myśleć, ale to nasuwa mi się wbrew mojej woli, że tak jak
            powiedziałaś jemu jest tak wygodnie. Przecież jest posprzątane (nie zawsze J),
            ugotowane, poprane, poprasowane, kobieta pod ręką, rachunki przypilnowane i
            zapłacone, jeśli nie mieszkalibyśmy razem nigdy nie kupił tego samochodu. Na
            tego starego rzęcha poloneza to ja tez wzięłam kredyt na rok! W tym wypadku to
            chyba Oluś pasuje do tego stereotypu faceta, jest tak dobrze. Nie wiem co myśli
            o skróceniu smyczy, ale nie mam zamiaru zmieniać mojego zachowania i to mu
            niejednokrotnie mówiła, daje mu tzw. luz kontrolowany J i nic nie chce
            zmieniać, może wychodzić z kolegami, nie kontroluję go telefonami, a znam
            takich którzy maja gorzej, 118 nieodebranych rozmów w ciągu godziny!! Co do
            tego co Twój kolega widzi za rogiem to Olek taki nie jest, jestem jego drugą
            dziewczyną w życiu i to raczej ja w każdym związku czekałam na coś lepszego i
            nie chciałam się angażować, bo zawsze za rogiem spodziewałam się czegoś
            lepszego i bardziej ekscytującego, a ż do momentu jak spotkałam Olka.
            Cwaniactwo kobiece, chyba musze jeszcze poćwiczyć, bo zawsze waliłam prosto z
            mostu i od razu ultimatum, albo tak, albo tak J. Jak na razie chyba go
            przeczekam. Teraz w sobotę jak byliśmy na imprezie śmialiśmy, ze w tej
            świetlicy urządzimy wesele, nawet się nie naburmuszył tylko miał polewkę. Może
            potrzebuje czasu, żeby się z tym oswoić. Dzięki wielkie
          • filar_zf Re: porada -odpowiedz do Migotki :) 27.02.06, 10:44
            Zuzka, napisałaś że się sam z siebie oświadczył i nosił wcześniej z zamiarem. to
            ważna informacja = nie zmusiłaś go do tego, sam tego chciał (plus).
            teraz nie rozmawia na temat, temat się urwał, nie angażuje się w przygotowania
            (minus).
            ustaliliście już datę ślubu (duży plus)...
            na Twoim miejscu bym się nie przejmowała ani nie zaczynała wielkich rozmów tylko
            dzisiaj wieczorkiem zapytała czy ma ochotę na małą rundkę po mieście jutro i
            popatrzenie na sale... możecie wziąć aparat fotograficzny, popstrykać foty, coś
            przegryźć razem (w ramach degustacji) - po prostu zrobić z tego fajną zabawę i
            tyle...
            jeżeli nie jutro to może w niedzielę... jak zacznie się wykręcać to wtedy trzeba
            będzie zmienić taktykę (ale spokojnie, jeszcze nie terrorysta, zastanowimy się
            wtedy) ale póki co nie rób sobie ani jemu stresu bo przygotowania ślubne muszą
            być wielką przyjemnością dla Was obojga.
            oczywiście ja mojemu mężowi też już parę drobnych "zgrzytów" urządziłam że się
            nie angażuje bo w sumie o większości rzeczy to ja muszę pamiętać a on się włącza
            dopiero jak ja poruszę temat (nigdy sam z siebie nie zapytał jak to a jak
            tamto). ale wiesz, mi się wydaje że mężczyźni się po prostu na te wszystkie
            przygotowania kompletnie nie napalają tak jak my - oni chcą tylko pójść do
            kościółka i powiedzieć TAK - a reszta to tylko otoczka, bardziej dla gości niż
            dla nas samych (taka jest opinia mojego mężczyzny).
            także głowa do góry!
            a tak na marginesie - na kiedy macie datę ślubu? może on uznał że jeszcze po
            prostu jest duuużo czasu (a tego że salę się czasem rezerwuje nawet rok przed
            ślubem, to oni sobie nawet nie są w stanie wyobrazić, dla nich to po prostu:
            pójść miesiąc przed, zarezerwować i ślub gotowy buhahaha)


            Migotko,
            I Ty trafiłaś w „dziesiątkę”. Teraz chyba najważniejsze, żeby wytłumaczyć
            osiołkowi że salę trzeba załatwić przynajmniej rok przed, a przecież
            potrzebujemy jeszcze czas na poszukiwania. Załatwimy salę i orkiestrę i prawie
            na rok będzie spokój. Z takimi argumentami musze do niego podejść !! Dziękuję
            bardzo

          • filar_zf Re: porada -odpowiedz do Gosiaczka :) 27.02.06, 10:44
            Gosiaczek
            powiem szxczerze ze to ciezka sprawa, i pewnienie jedna kobieta własnie taki
            problem przechodzi, moze Twój Olek musi dojrzec teraz do malżeństwa, najpierw
            miał czas by dojrzec do narzeczeństwa a teraz potrzebuje troche czasu by zacząć
            mysleć o slubie, a na Twoje nagadywania ucieka moze własnie dlatego. Może
            potrzbuje po prostu sam wszytsko przemyslec....Nie wiem czy to dobry pomysł ale
            moze na jakis czas przestan poruszac ten temat a za na przykład 2-3tyg,potem
            przez 1 tydz.wrzuc gdzies tu i tam uwage jak bedzie okazji(moze jakis wątek w
            filmie)a wkolejnym tyg.jak grunt bedzie gotowy w jakis weekend gdzie oboje
            bedziecie mieli dobre humory moze najpier zrób sniadanie do łóżka potem sie
            przytulcie i leżąc zacznij mowic o głupotach, potem jak Ci z nim dobrze i jak
            cudownie by było jakbyscie tak mogli lezec sobie jako małzeństwo bo przeciez
            sie bardzo kochacie..i jakos dalej pocoagnij temat, albo spytaj co on mysli na
            temat małżenstwa.Trzymam kciuki i jedno jest pewne on na pewno mocno Cie kocha
            w koncu sam sie oświadczył a nie pod przymusem głowa do góry

            Gosiaczku,
            Musze go po prostu urabiać, spokojnie, acz systematycznie. Dziękuję
            • julietter będzie dobrze...:-) 27.02.06, 10:52
              Zuziu widzę, że się ostro wzięłaś za podsumowania naszych wywodów. Jestem
              pewna, że przy takim wsparciu rozwiążesz problem śpiewająco. Nawet najbardziej
              oporny mężczyzna nie da rady tylu kobiecym głowomwink Swoją drogą jestem pewna,
              że wszystko dobrze się ułoży - po prostu każdy jest inny i w związku z tym
              konieczne jest indywidualne podejście. A jeśli się do tego skorzysta z
              doświadczenia innych, to powodzenie wydaje się bardziej prawdopodobne. Życzę
              tego z całego serca!
              • julietter Szkolenie 27.02.06, 10:55
                A co do mojego wyjazdu, to wierzcie mi, że zabrałabym Was chętnie wszystkie!!!
                To by była dopiero bombowa imprezasmile))) Aż żal człowieka ściska, jak sobie
                pomyślę ile tracimysad Najbardziej bym się jednak cieszyła nie na balangę, ale
                na możliwość pogadania z Wami. Już widzę jak byśmy się przebrały w piżamki i do
                rana rozprawiały na różne tematy. Żaden stenografista nie dałby radywink)
                • filar_zf Re: Szkolenie 27.02.06, 11:08
                  A my chętnie pojechałybyśmy wszystkie z Tobą !!

                  Jednej nocy by nie starczyło na takie pogaduchy smile)

                  Ja tak mocno o Was i naszych rozmowach myślę przez większość dnia, ze już mi
                  się śniłyście, nie opowiem dokładnie,a le był to sen o właśnie takich spotkaniu.
                  Mam nadzieję, że kiedyś sen się spełni !!! smile
                  • julietter Re: Szkolenie 27.02.06, 11:23
                    Myślę, że się spełni! W końcu to zależy tylko od nas. A jestem pewna, że
                    spotkanie byłoby super ciekawesmile)
                    • julietter Re: Szkolenie 27.02.06, 11:29
                      Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamysmile Może już jako młode żony, z albumem pod
                      pachą powspominamy te wszystkie gorączkowe przygotowania, wspólne tematy i
                      podsumujemy udane przyjęcia i wyjątkowość tego "jedynego dnia"smile
                      • filar_zf Re: Szkolenie 27.02.06, 11:35
                        Może część jako młode żony, a część jako jeszcze narzeczone (jak tak dalej
                        pójdzie to ja tylko zostanę smile))

                        Pewnie że to zależy tylko od nas i jak się sprężymy to się uda, czas, miejsce,
                        itd.

                        Do tych, które mam bliżej wpadnę do kościoła, się wpraszam smile)) ale do kościoła
                        może każdy smile chyba że ministranta postawią przy wejściu i będzie, że tych pań
                        nie wpuszczamy smile), Bielawa, okolice Zielonej czy Jeleniej Góry, Poznańwink może
                        ktoś się przyłączy ?!
                        • julietter Re: Szkolenie 27.02.06, 11:38
                          Mój rejonwink Tylko która będzie jako pierwsza?? Ja to będę pewnie wpadała już
                          jako mężatka - 17.06. "Wpadała" oczywiście w sensie pojawiania sięsmile))) A do
                          Ciebie Zuziu też na pewno zajrzymy. I ponieważ będziemy zapewne już "po", to
                          rady będą tym cenniejsze. Będziesz miała perfekcyjny ślub i wesele, jak się już
                          wszystkie podzielimy doświadczeniamismile
                          • filar_zf Re: Szkolenie 27.02.06, 11:48
                            Brzmi zachęcająco, będę Was wykorzystywać smile)

                            Marlena chyba też ma w czerwcu, reszta to nie pamiętam,ale pewnie się
                            przypomną,a Ciebie juz sobie zapisuję smile
              • filar_zf Re: będzie dobrze...:-) 27.02.06, 11:01
                Dziękuję. Już wiem z grubsza jak do tego podejść, a to wszystko dzięki Wam smilen
                co ja bym bez Was zrobiła moje kochane wariatki !!
          • filar_zf Re: porada -odpowiedz do Wszystkich :) 27.02.06, 10:45
            Dziękuję Wam wszystkim. Wasze spostrzeżenia, bezstronne bardzo mi pomogły w
            diagnostyce problemu J
            -Postaram się przygotować grunt i poczekać na odpowiednią chwilę. Spokojnie
            przeprowadzić rozmowę, wyjaśnić swoje uczucia i dać mu czas na pozbieranie się
            -on potrzebuje czasu, żeby się z tym oswoić
            -muszę wytłumaczyć, że salę trzeba załatwić przynajmniej rok przed, a przecież
            potrzebujemy jeszcze czas na poszukiwania. Załatwimy i będzie z głowy
            -Musze go po prostu urabiać, spokojnie, acz systematycznie

            Wszystki powinno sie dobrze skończyć.
            Zuza

    • kiara80 Re: Witam:-) 27.02.06, 11:49
      Cześć Dziewczyny! Ja od dzisiaj wzięłam się za robotę, bo przez to forum mam 3
      tygodniowe zaległościsad Ale oczywiście nie jestem taka, żeby sobie do Was nie
      zajrzeć chociaż na chwilkę. U mnie weekend jakoś minął, spokojnie i miłosmile Mam
      tylko troszkę doła przez tą pogodę, ponieważ ta zima w tym roku przechodzi sama
      siebie, a ja już nie mogę doczekać się słońca i ciepłego wiaterku. Dokoła
      wszyscy kichają i kaszlą, co oznacza że nadeszła epidemia grypy i trzeba się
      trochę wspomóc tabletkami uodparniającymi.
      Do Zuzi:
      Zuzia przyznam szczerze, że nie miałam kiedy poradzić Ci w Twojej sprawie, choć
      chęci były wielkie (sama wiesz). Mimo wszystko przeczytałam o Twoim problemie,
      wraz ze wszystkimi poradami od dziewczyn i jak znajdę chwilkę to zaraz Ci
      odpisze i mam nadzieję, że też pomogę.
      Dziewczyny: trzymajcie się cieplutko, pozdrawiam Was bardzo gorąco i wierzę
      (choć frekwencja) znacznie spadła, że nasz wątek nie "skapituluje"smile))
      • filar_zf Re: Witam:-) 27.02.06, 12:14
        Kiaruś,
        jak miło Cię widzieć i słyszeć smilejakbym mogła to bym Ci pomogła (ale się
        rymneło smile w tych zaległościach, ale wspieram cię duchowo.

        Cieszę się, że weekend minął miło, ale jak zwykle chyba za szybko sad Ja juz nie
        moge się doczekać wiosny, żeby zrzucić ten płaszcz i czapkę i poczuć słoneczko.
        U mnie dzisiaj świeci, ale co z tego, bo śnieg i siedze daleko od okna.

        Kiaruś, nie przejmuj się, wiem, ze jeszcze mi coś dopiszesz, nie stresuj się
        dziewczyno. Ja Ci dziękuję za chęci pomocy smile i spokojnie czekam.

        Watek nie padnie!!! Bo takie wariatki jak my nie dają się stłamsić pracą,
        szefom, pracami domowymi. No dobra, moze trochę mnie poniosło smile))
        • kiara80 Re: Witam:-) 27.02.06, 12:19
          Zuzia, właśnie jestem w trakcie udzielania Ci odpowiedzismile)) (Piszę w wordzie i
          poźniej skopiujesmile) Twój problem przewinął się przez moje uszy wiele razy, bo
          prawie każda moja koleżanka była w podobnej sytuacji więc mam nadzieję że Ci
          pomogęsmile)) Wracam do pisaniasmile
        • julietter Re: Witam:-) 27.02.06, 12:23
          Nie poniosło, nie poniosło. Walczymy dzielnie, choć raz wygrywa szef, a raz
          forumwink
          • filar_zf Re: Witam:-) 27.02.06, 12:32
            Jak w gwiezdnych wojnach: ciemna strona mocy -szef i praca smile)
            • askiem Re: Witam:-) 27.02.06, 12:36
              Ale wy dziś się rozpisujecie... dłuuuugaśnie. smile Jest co czytać.
              Ja zaraz mykam... jeszcze tylko 20 minutek big_grin
              • kiara80 Re: do Asi 27.02.06, 12:42
                Asia wysyłam Ci fotkę (sorki, że tak późno ale zapomniałam), wysyłam Ci tylko
                moją bo niestety w kompie wspólnych (fajnych) braksad(( Zdjęcia mamy robione
                telefonem i jest opłakany efekt. Ale obiecuję, że wspólne wyślę jak najszybciejsmile
              • marlena.k1 Re: Witam:-) 27.02.06, 12:44
                Czesc Dziewczyny!W koncu cos sie zaczyna dziac,przez caly weekend taka cisza
                byla.Poczytalam sobie troche tego co nadrukowalyscie.Ania koniecznie napisz co
                Ci podnioslo cisnienie,bo jestesmy zadne sensacji.Zuzia ja to juz ci pisalam
                kiedys co zrobicsmileA co do diety to ja od dzis zaczynam,mialam szczytny zamiar
                wstac i cwiczyc ,ale nic z tego nie wyszlo.
                A tak poza tym to musze sie wam pochwalic ,ze dostalam prace i zaczynam od
                poczatku marca,zaczelam rowniez kurs jezykowy, w zwiazku z czym obawiam sie ,ze
                bede rzadkim czlonkiem tego watkusadale bede nadrabiac poznymi
                wieczorami,przynajmniej sobie poczytam co u wassmile
                Weekend jak to weekend leniwie,zlecial szybko i jak zwykle nic pozytecznego nie
                zrobilam.
                • filar_zf Re: Witam:-) 27.02.06, 12:58
                  Cześć Marlenko,

                  Pisałaś mi, ale w tym wszystkim chyba Ci nie odpisałam. Przepraszam smile Ja nie
                  będe się prosić, powiem delikatnie, a potem niech wszystko płynie swoim torem,
                  chyba że mamusia moja się wkurzy i weźmie go na rozmowę smile)

                  Gratuluję pracy!!! Co to za praca ?! Jestem strasznie ciekawska , opowiadaj
                  wszystko!!Zazdroszczę kursu, zawsze mi się marzył kurs wyjazdowy, a mam zajęcia
                  w pracy i gadam z niemcami, ale to całkiem inaczej smile

                  Będziemy Cię podtrzymywały na duchu i zdawały relacje smile

                  Ściskam

                  P.S. Kiedy macie slub ?
                  • marlena.k1 Re: Witam:-) 27.02.06, 13:09
                    Odpowiedzialas mi na moje radysmile))
                    A wiec prace dostalam w aptece jako asystent,bo bez wyksztalcenia
                    farmaceutycznego na nic wiecej nie moge liczyc,a poza tym ten jesyk jeszcze nie
                    jest taki jak chcialam,ciesze sie bo w koncu bede miala prace na 8 godzin
                    dziennie,a do tego wszystkiego mam jeszcze te prace jako kierowca
                    wieczorami,wiec bede miala tego troche,ale z czasem (jak juz przestane wyrabiac)
                    z tego zrezygnuje.
                    Co do kursu to jest co prawda tylko raz w tygodniu,ale dobre i to zwlaszcza jak
                    jest za zupelna darmoche,sa tu wlasnie takie kursy dla cudzoziemcow
                    organizowane,ale trzeba sie zapisywac juz na pol roku przed,sa tez w okresie
                    wakacyjnym z tym ,ze juz troszke kosztuja,ale i tak ciagle malo w stosunku do
                    kursow organizowanych w polsce,no i skutecznosc tez jest duzo wieksza.
                    Co do slubu to juz sie nieuchronnie zbliza,zostalo jakos 4 miesiace i 2
                    tygodnie-w lipcu.Mam nadzieje,ze i Tobie w krotce uda sie "wywalczyc" pewna
                    date i bedziesz z nami odliczac.
        • kiara80 Re: Odpowiedz dla filar 27.02.06, 12:31
          Zuzia, tak jak dziewczyny Ci pisały jest to problem większości kobiet (które
          mają go już za sobą, mają obecnie, i tych które pewnie będą go miały). Nie będę
          się powtarzać i napiszę Ci tylko, że moim zdaniem stawianie pod ścianą i
          wymuszanie rozmowy, stawianie argumentów itp. to katastrofaL. Lepiej tak jak
          pisałaś poczekać na dobry moment i robić to stopniowo, choć i tak mam
          wątpliwości czy da to rezultat.
          Uważam, że jeśli facet wie, że chcemy już się pobrać nie ma sensu ponownie
          wszczynać tematu bo i tak on o tym zdecyduje. Najszybciej decyduje o tym, kiedy
          wogole się tego tematu nie porusza i nie robi nic w tym kierunku, a nawet jest
          się obojętnym. To cholernie trudne (oszukiwanie samej siebie) ale daje najlepsze
          rezultaty. Facet, który nie jest do niczego zmuszany, wypytywany, podpytywany,
          podchodzony, męczony itd. w końcu sam zaczyna szukać tego tematuJ.
          Zuzia w innym przypadku wygląda to tak: facet oczywiście wie, że chcemy wziąć z
          nim ślub jak najszybciej i nic nie robi – prosty wniosek – on jeszcze tego nie
          chce (czyt. nie jest gotowy). Nakłanianie go do rozmowy i podpytywanie
          spowodują, że zacznie uciekać (bo to czego się tak naprawdę obawia zaczyna
          nadchodzićJ i wtedy to się dopiero zaczyna. Po kilku nieudanych próbach
          porozmawiania z nim o tym, kolejna przynosi efekt: facet się godzi, jest piękny
          ślub itd. wszystko układa się super do pierwszej poważnej kłótni (która i tak
          kiedyś nadejdzie) pierwszy ostry argument to - „ ty chciałaś ślubu” i wiadomo
          co dalej. To jest oczywiście wersja pesymistyczna ale ostatnio bardzo popularna,
          szczególnie wśród moich koleżanek.
          Zuzia na koniec żeby Cię nie zamęczyć – faceci nie cierpią jak kobiety wymuszają
          na nich cokolwiek!!! A tym bardziej podjęcie takiej ważnej decyzji!!! Poza tym
          uważają, że kobiety w naszym wieku mają syndrom „strachu przed
          staropanieństwem”, objawiający się tym, że trzeba jak najszybciej wziąć ślub bo
          to już te lata itp. Ok. bo znowu odbiegam od tematuJ W każdym bądź razie ja na
          Twoim miejscu nic bym się chyba nie odzywała tylko czekała (choć wierzę że to
          jest OKROPNE, bo jest się z kimś tyle czasu i ten ktoś nie może się zdecydować),
          ale my tego kogoś kochamy i musimy uszanować chwilę jego wyboru i jej na siłę
          nie przyspieszać. Ona kiedyś nastąpi i tak nieprzyspieszona będzie nagrodą za
          wielką wytrwałość. Będziesz pewna na 100%, że on sam tego chciał.... Życzę
          cierpliwości!

          PS. Ja nawet nie jestem jeszcze zaręczona i nic się nie odzywam, co ma być to
          będzie! Szanuję jego decyzję i czekam cichutko, aż się zmieni, a póki co staram
          się być szczęśliwa!!! Wiem, że pobierzemy się w przyszłym roku (sam mi o tym
          powiedziałsmile

          PS. Ściskam!!!
          • filar_zf Re: Odpowiedz dla filar 27.02.06, 12:49
            Kiaruś,

            wszystkie mówicie to samo tylko w inny sposób; Forma siłowa i wszelkie formy
            terroryzmu nie wchodza w grę, to już ustaliłyśmy smile
            Dam mu czas, moze jak sam zacznie romowę to pogadamy, rozpocznę ja tylko raz w
            sprzyjajacych warunkach i wytłumaczę kwestie czasową, czyli co trzeba zrobić
            teraz: sala, orkiestra i że to na tyle.Jesli oczywiście chce. Jesteśmy na
            dobrym szlaku, Twój powiedział, ze pobierzecie się w przyszłym roku, mój też i
            nawet wstępnie ustaliliśmy datę, więc nie mam co się rzucać smile) wszystko
            przyjdzie w swoim czasie. JAk dostałam ten pierścionek to dostałam wściku i
            chyba powinnam wyhamować, tym dał mi sygnał, ze to nie koniec, więc poczekam.

            dziękuję bardzo i dziękuję losowi, że mnie jakiś czas temu podkusił, zeby z
            Wami pogadać,aż się wzruszyłam

            Ściskam

            Zuza
    • kasiababik Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 12:56
      Cześć Dziewczynki
      Czy mogę i ja się dołączyć??
      Siedze sobie od kilku dni i czytam to forum, niestety siedze w domu (buu bez
      pracy) z dala od swoich przyjaciółek (inne miastosad ) i nie mam z kim pogadać,
      więc może się do Was dołączę? Jeżeli pozwoliciesmile
      Pozdrawiam
      • filar_zf Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 12:59
        Witaj Kasiu,

        serdecznie zapraszamy. Jesli czujesz, ze drzemie w Tobie wariatka, potrzebujesz
        przyjaciółek i babskich plotek to witamy smile)

        Napisz nam coś o sobie

        Zuza
        • kasiababik Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:08
          Oj drzemie dzrzemie... sam fakt że za facetem porzuciałam prace(nie taką złą),
          rodzinkę, przyjaciół i wyjechałam do innego miasta a tu bryndza ani pracy ani
          przyjaciół. Często mam chęć wyżalenia się poplotkowania ale przecież nie będę
          wszystkiego mówić Tomciowi jeszcze mi osiwieje z moich zmartwieńsmile
          No tak bezrobotna szykująca się do ślubu (01.07.2006), część rzeczy załatwiona
          część w trakcie, brak kilku innych, tyle że wszystko jest organizowane u mnie
          czyli w okolicach Wawy i narazie nie mam jak się w to zaangażować bardziejsmile
          Mam nadzieję że niedługo znajdę pracę i będę mogła troszkę spokojniej spojrzeć
          na światsmile
          • marlena.k1 Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:12
            nie martw sie ja tez rzucilam wszystko i pojechalam z moim facetem tylko ze do
            anglii,bo on tam zaczal studia i tez przesiaduje na forum ile sie da,ale jest
            fajnie ,zobaczysz uzaleznisz sie tak jak ja,obiad bedzie nieugotowany,pranie
            nie zrobione itp,a Ty bedziesz szczesliwa i usmiechnieta sedziala i z nami
            dyskutowala na forumsmile)))
            • marlena.k1 obiadek 27.02.06, 13:14
              a co dzis robicie na obiadek,bo moj sobie zazyczyl powtorke z kotletow z
              majonezem,mowi ,ze takie dobre byly,ze chce jeszcze razsmile)))
              • kasiababik Re: obiadek 27.02.06, 13:21
                ja zazwyczaj gotuję na dwa dni i tak mam z dnia wczorajszego zupkę pomidorową i
                duszonego kurczaczkasmile
                • filar_zf Re: obiadek 27.02.06, 13:26
                  spryciara smile mi na dwa dni to wychodzą tylko kotlety z majonezem
                  • kasiababik Re: obiadek 27.02.06, 13:36
                    jeśli chodzi o zupę to zazwyczaj gotuję około 1,5l i to wystarczasmile co do
                    drugiego to różnie bywa raz starcza na jeden dzień inną razą na 3smile
                    • filar_zf Re: obiadek 27.02.06, 13:45
                      ja niestety nie gotuje zup, bo mój Dziubek nie lubi, ja uwielbiam to czasem
                      sobie coś z torebki zrobię a jak mnie przyciśnie to coś z mrożonek na kostce.
                      • kasiababik Re: obiadek 27.02.06, 13:48
                        ja dzięki swojemu zaczęłam więcej jeść zupek ale to już pisałamsmile
                        • filar_zf Re: obiadek 27.02.06, 13:50
                          mój dzięki mnie jakoś nie smile)
              • filar_zf Re: obiadek 27.02.06, 13:23
                Ja dzisiaj zero czasu, bo najpierw do banku, póżniej o 17.30 przyjeżdzają
                faceci z ubezpieczeń ipodpisuje ubezpieczenie na życie z IKE, więc dzisiaj
                kurczak z sosoem grzybowym Knorra ze słoika i makaron, ale jutro lecę kurczaka
                z oliwkami lub z carry lub z tymiankiem smile mam w czym wybierać smile
                • marlena.k1 Re: obiadek 27.02.06, 13:26
                  sos grzybowy i ubezpieczenie na zycie????Oj Zuza,cos to nie taksmile
                  • filar_zf Re: obiadek 27.02.06, 13:27
                    spoko, spoko wszystko pod kontrolą, przynajmniej tak mi się wydaje smile
                  • filar_zf Re: obiadek 27.02.06, 13:28
                    nie widzę związku smile
                    • marlena.k1 Re: obiadek 27.02.06, 13:36
                      no tak duzo zalezy od tego kto zbieral grzybysmile
                      • filar_zf Re: obiadek 27.02.06, 13:42
                        zaraz zadzwonię do Knorra i się dowiem smile jakby coś to go znajdę smile
            • kasiababik Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:16
              hihi mój Tomcio już lekko krzywo patrzy że przesiaduję i jak narazie czytałam a
              teraz jeszcze się właczam w rozmowy to już wogóle się załamiesmile ale ja w ciągu
              dnia siedzę jak jego nie ma, więc nie powinno być problemusmile
              • gosiaczek-82 Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:17
                witaj w naszych forumowych progach
                • kasiababik Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:20
                  dziękuję za powitaniesmile
              • filar_zf Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:20
                Kasiu

                Marlena ma rację, juz nic nie będzie tak ważne jak my smile)) Ty siedzis w domu,a
                my w większości w pracy i co szefowie maja powiedzieć smile widzę, że zaszalałaś z
                miłości,inne miasto, inne środowisko, spokojnie znajdziesz pracę,z nami
                wszystko się ułoży. Nasi faceci już z pobłażliwościa na nas patrzą smile

                "Forum broni, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi" smile))))

                Napisz coś jeszcze, rocznik, zainteresowania, przepisy kulinarne, itp smile

                Marlenko, pytałam się o datę, bo coś mi sie z czerwcem pomieszało.
                • marlena.k1 Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:28
                  Chcialam w czerwcu,ale juz nie bylo wolnych terminow,to chyba tak podswiadomie
                  wyczulassmile
                  A co do forum to i ja tu zaczelam jako bezrobotnasmilei teraz zaczynam za dwa dni
                  prace-wiec widzisz forum szczescie przynosismile
                • kasiababik Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:29
                  mam dość siedzenia w domusad wolałabym pracować to jest inne życie (nie tylko
                  pod względem finansowym)
                  Rocznik '78 co do zainteresowań to przede wszystkim chyba mój facetsmile no ale
                  całe życie nie toczy się w koło niegosmile pasjami czytam książki muzyka też musi
                  brzmieć czy to radio czy coś ze zbiorów jakie posiadamysmile no i uwielbiam piec
                  tyle że w tym momencie mogę o tym zapomnieć (brak sprawnego pieca)
                  co do przepisów tak na serio zaczełam gotować jakieś pół roku temu jak się
                  wyprowadziłam od mamusismile jak narazie jeszcze trenuję więc nie mam jeszcze
                  własnych opracowanych przepisów
                  • filar_zf Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:41
                    ja to rocznik '80. Zainteresowania praca i forum smile)) no i oczywiście wiele
                    innych rzeczy smile zleżnie od nastroju smile Gotowanie i sprzątanie z przymusu. Piec
                    lubię ale tylko u mamy, po mam mały piekarnik erlektryczny, nadaje się do
                    zapiekanek.
                    • kasiababik Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:44
                      jak masz mały piekarnik to możesz zrobić ciasteczka ryżowe, mój je uwielbia tak
                      samo jak dzieciaki z rodzinysmile
                      • filar_zf Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:47
                        no to dawaj przepis
                        jak chcesz to prześlę ci wszystki które tu podawałyśmy smile
                        • kasiababik Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 14:07
                          oto przepis:
                          Paczka kleiku ryżowego, kostka margaryny, 3 jajka, szklanka cukru, 4 łyżki
                          wiórków kokosowych, cukier waniliowy, łyżeczka proszku do pieczenia, dżem lub
                          konfitury do przyozdobienia,
                          Wszystkie składniki zagniatamy. Po wyrobieniu formujemy z ciasta kulki
                          wielkości orzecha włoskiego, układamy na blaszce w dużych odstępach i robimy w
                          nich wgłębienie pieczemy na złoty kolor. Po wyjęciu w wgłębienie wkładamy
                          trochę dżemu lub konfitur. Smacznegosmile
                          Bardzo chętnie przyjmę Wasze przepisysmile
                          • filar_zf Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 14:20
                            Kasiu,

                            wysłałam Ci przepisy na maila
                            • kasiababik Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 14:39
                              Zuza

                              Dzięki wielkie...

                              Jeżeli jakiś przepis przetestuje na sobie i Tomciu to się podzielesmile
                • bogui Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:40
                  Dziewczyny!! Jako :nowa" już trzeci raz próbuję napisać coś o sobie, ale ciągle
                  mnie wylogowuje z forum, datego będę chyba pisac w kawałkach:
                  Jestem z Warszawy, rocznik '75, i dla odmiany chyba ja niedługo będę
                  bezrobotna - likwidują mi instytucję. Reszta w następnym odcinku, pozdrawiam
                  • filar_zf Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:49
                    Mnie też coś wywala, damy radę !!
                  • marlena.k1 Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 13:54
                    Cholera ,ze sobie tak powiem,mnie tez wylogowywuje,chyba maja na gazecie
                    ogromny problem,bo probuje juz na drugim kompie i ciagle to samo,chyba sie dzis
                    nie napisze...
              • gosiaczek-82 ostatki 27.02.06, 13:21
                hej dziewczyny juz jestem po weekendowej przerwie.Jak u Was weekendowe
                ostatki...moze jakiesz szalencze imprezy albo romantyczne spotkania????? my z
                Mariuszem co prawda szalelismy w gronie rodzinnym ale i tak było wesoło i
                szaleńczo(mam wyluzowanych przyszłych teściów)
                • filar_zf Re: ostatki 27.02.06, 13:31
                  Gosiaczku,

                  już opisywałam na początku (pierwsze dwa posty)
                  w piatek u moich rodziców, włąćznie ze spaniem u nich, przegiełam z winem
                  sobota nalot teściów i rodzeństwa Olka, włącznie z obiadem a wieczorem impreza
                  w wiejskim domu kultury z moimi rodzicami, było super smile
                  a w niedzielę moczyłam stópki, bo trochę bolały smile
      • askiem Re: Pogadajmy-27.02.06 27.02.06, 16:19
        Hej Kasiababik- ja również witam cię bardzo serdecznie...
    • ann_jazon Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 13:53
      Dziewczęta smile A oto i mój problem, który mnie męczy w związku z moim Krzysiem.
      Proszę o przeczytanie i poradę – co o tym sądzicie i co można w tym przypadku
      zrobić, a także – o ile uważacie, że przesadzam, to też napiszcie.
      Otóż – jak wiecie – ja jestem z Gdańska, Krzysiu z miasta 80 km stąd. Ja należę
      do osób, które raczej groszem nie śmierdzą – ojciec alkoholik i wariat przepił
      za dawnych lat to co się dało, uciekłyśmy z matką i 10 lat młodszą siostrą z
      przysłowiowym tobołkiem ubrań do mieszkania 27 m2, matka urządzała się od nowa
      (miałyśmy 4 gołe ściany, zero mebli, zero sprzętu), jakoś na nogi stanęła.
      Zawsze było biednie, więc to czego się dorobiłam przez lata samodzielnego
      życia - zawdzięczam tylko swojej pracy. Nie jest tego może dużo – bo mieszkania
      nie mam własnego do tej pory, auto sprzedać musiałam „dzięki” exiowi (bo sobie
      hrabia zażyczył nowego autka ze sklepu i Ania wzieła kredycik na 5 lat :] a jak
      mnie kopnął w tyłek 2 lata później, to musiałam z czegoś zrezygnować – padło na
      moje Unko) , ale na to co mam w mieszkaniu oraz na 5 lat studiów i samodzielne
      utrzymanie – sama zarobiłam. Krzysiowi mama zmarła 8 czy 9 lat temu. Od tej
      pory mieszkali (on i brat) z ojcem-pijakiem w jednym mieszkaniu. Stary
      przepijał rentę, oni płacili za mieszkanie i za wszystko. Oczywiście wspólnie z
      bratem kupowali cały sprzęt – a że obaj lubią „zabawki”, to trochę grosza na to
      wywalili (jakieś wypaśne TV, konsole, kina domowe, słuchawki za 400 zł i inne
      bzdety, nawet na głupie płyty CD potrafili wywalić 1000 zł ot tak sobie – już
      Wam o tym pisałam). Wspólnie się utrzymywali, jedli, oszczędzali, kupowali w/w
      bzdety. Krzysiu - jak już się do mnie wprowadził - przyjechał z
      przysłowiową „gołą dupą” – czyli z plecaczkiem podartych ciuchów, 200 zł w
      kieszeni i rozwaloną konsolą. Nagle okazało się, że to co jest w Elblągu, on
      wspaniałomyślnie zostawia bratu – oki, to jeszcze do przełknięcia – jego
      sprawa, kij z tymi rupieciami wszystkimi. Ale nagle okazało się, że również
      oszczędności które razem mieli (parę ładnych tysięcy) również zostawia bratu, a
      także pieniądze z zasiłku (bo robi na czarno do tej pory), jako że postanowił
      dokładać się bratu połowę do mieszkania, przy czym oznajmił, że jak się zasiłek
      skończy, to będzie dopłacał z pensji. Tu się miarka przebrała po raz pierwszy.
      Pogadałam z matką – zgodziła się zameldować Krzyśka u siebie (niestety dopiero
      po ślubie, bo inaczej nie da rady zameldować do czynszówki), bo nie mam ochoty
      zapieprzać na to, żeby „teściunio” zamiast płacić czynsz – chlał, a Krzysiu
      wspaniałomyślnie będzie to wspierał uncertain Inna sprawa jest z jego bratem –
      ubzdurzył sobie, że do końca życia będzie samotny, a Krzysiu oczywiście
      wystartował z tekstem, że on się nim zajmie na stare lata (czytaj – Ania na
      stare lata dostanie na łeb dwóch starych pierdziłów do niańczenia). Pogadałam z
      nim o tym meldunku i powiedziałam, ze go zameldujemy u matki, ale opłaty w
      Elblągu nie powinny już go interesować – bo niby z jakiej racji – tutaj mamy
      swoje niewąskie rachunki do opłacenia. Przystał na to (ciekawe czy na poważnie,
      czy tylko na odpie.. zebym sie nie czepiała – wyjdzie w praniu latem, jak go
      przemeldujemy). Ale nic to. Ostatnio marudził mi o tej zepsutej konsoli, więc
      mu powiedziałam, żeby sobie wypłacił z konta, gdzie są pieniądze z zasiłku
      (taka mała celowa próba z zestawu „mały terrorysta”wink – mało mnie nie zabił
      wzrokiem z oburzeniem – „tamte pieniądze są na mieszkanie dla Maćka! on ich nie
      ruszy” (nadmienię, że jakieś 4 tys. się uzbierały) Dobra, i to można
      przełknąć. Ale powiem Wam kiedy się miarka przebrała na dobre. Otóż po
      zliczeniu kosztów ślubnych wyszło, że zabraknie jakichś 2 tys. żeby na
      spokojnie bez nerwów wystarczyło na wszystko. Więc powiedziałam, że wezmę
      kredyt z banku. Na co Krzysiu powiedział, że „nie będziemy brać z banku,
      pożyczymy od brata pieniądze, a potem oddamy”. Tu mi się miarka przebrała. Do
      jasnej cholery – on chce pożyczać swoje własne pieniądze, a potem je oddawać ??
      Jak mi były potrzebne pieniądze, to je brałam z konta i tyle (teraz konto mam
      wyczyszczone). Po tym tekście postanowiłam, że żadnych pieniędzy od
      brata „pożyczać” nie będę, wezmę pożyczkę z banku. Ja tego po prostu nie
      rozumiem – czy mój Krzysiu jest po prostu głupi czy to ja jestem nienormalna i
      bez serca ?? Z drugiej strony, moje dwie koleżanki wyciągnęły podobne wnioski
      do moich – skoro wszystko mieli wspólne, to niech chociaż pieniądze podzielą...
      No ale to nie są moje pieniądze, zmuszać go nie mogę, za to mam zamiar postawić
      na swoim i wziąć pożyczkę z banku – dla zasady! Nie chcę, aby „dla idei” mój
      własny dom biedniał, żeby ktoś sobie mógł chlać – bo synkowie nie chcą tatusia
      do obowiązku płacenia zmusić uncertain
      Dziewczyny? Co Wy na to? I na zachowanie Krzyśka i na moje „zgryzy”...
      • gosiaczek-82 Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:14
        Uwazam ze nie przesadzasz i pewnie tez wziełabym pozyczke z banku. Co do
        Krzysia to wydaje mi sie ze on chce po prostu bratu zrekompensowac brak mamy i
        to jakie maja oboje zycie z ojcem, ale z drugiej strony nie powinien poswiecac
        Waszego dobra. Co do kasy to moim zdaniem Maciek powinien sam zaproponowac zeby
        sie podzielili i pieniedzmi i sprzetem skoro oboje go kupowali, ale to zalezy
        od tege jakie sa stosunki miedzy nimi, i pewnie wina obecnej sytuacji jest w
        tym, że Krzys cały czas "nianczył" brata i on do tego przywykł, a kto sobie
        takie dogodnosci odbierze,a poza tym zaczął uwazac ze jemu sie
        to "nalezy"....powinnas postawic sprawy jasno i pokazac mu ze teraz Ty jestes
        jego rodziną i własnym kiedys dzieciom nie bedziesz odbierała by on dał bratu
        bo brat jest duzy i moze sam sie utrzymac....wiem ze rodzina musi sie wspierac
        ale nie wykorzystywac....przepraszam jesli uraziłam kogos ale takie mam
        odczucia po przeczytaniu tego co napisałas...badz dzielna i moze powoli
        odcinaj "pępowinke", która jest bardzo WYGODNA dla brata Krzysia.W kocu Wam tez
        sie nie przelewa
        • ann_jazon Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:21
          Dziękuję Gosiu za wypowiedź smile
          Dodam jeszcze w tej kwestii niańczenia braciszka - braciszek ma 32 lata :] (my
          oboje po 30) Dlatego tym większa mnie cholera bierze. Do tego jeszcze po
          śmierci mamy sytuacja była następująca - Krzysiek pracował na nich oboje (jest
          stolarzem), brat studiował i nie pracował parę lat. Teraz brat jest inżynierem -
          ale typowa dupa życiowa - wogóle nie ma ochoty korzystać z wykształcenia
          swojego :]
          • marlena.k1 Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:25
            to tym bardziej krew zalewa jak facet ma 32 lata!!!!nie moge ja bym takiego
            pokroila,Ania wez sie ostro za Krzysia,bo to chyba powiedzmy drobna przesada
            nianczyc starszego brata
          • bogui Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:33
            No to już dolałaś oliwy do ognia podając wiek Krzyśka i brata! Najwyższy czas
            żeby dorósł. Ja sama w pewnym stopniu jestem ofiarą wyręczania jako młodsza
            siostra, ale chyba udało mi sie z tego otrząsnąć i jestem dość samodzielna. Ale
            facet w tym wieku, żeby tak wisiał na bracie? A w ogóle gdyby miał trochę
            przyzwoitości to by mu było głupio i sam by zaproponował żeby Krzysiek wziął
            część pieniędzy! Co za wygodnicki naród z tych facetów, a im starszy,tym
            bardziej. Eh, zbulwersowałam się
          • julietter Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:34
            Aniu odpisałam Ci elaborat na Twoje zgryzy, komputer mi się wylogował i
            wszystko szlag trafiłsad((((((((((( Spróbuję odtworzyć, ale rto już pewnie nie
            będzie to samosad A by to...!!!!!!!
            • julietter Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:49
              No to jeszcze raz…
              Aniu nie przesadzasz. Problem jest poważny i niestety, ale sprawę trzeba
              wyjaśnić jeszcze przed ślubem, inaczej ten problem będzie stałym tematem w
              Waszym małżeństwie.
              Zachowanie Krzysia świadczy o lojalności wobec brata – musieli tworzyć razem
              front przeciwko ojcu prze wiele lat. Teraz Krzyś nadal czuje się
              odpowiedzialny, a co więcej zapewne winny, że jemu się ułożyło (jest szczęśliwy
              z Tobą, zakłada rodzinę), a bratu nie. Niestety musi zrozumieć, że każdy
              człowiek jest kowalem swego losu, zwłaszcza, że jego brat nie jest dzieckiem,
              tylko dorosłym facetem. Rozumiem, że Krzyś chce zostawić bratu ich wspólny
              dorobek w postaci sprzętu. Niech i tak będzie. Musi mieć jednak świadomość, że
              przeprowadzka do Ciebie, ślub nakłada na niego zobowiązania wobec Waszego
              związku. Powinien bezwzględnie skorzystać z pieniędzy WSPOLNYCH lub bardziej
              jego i to bez spekulowania o oddawaniu. Jeśli się na to nie zgodzi powinien
              mieć świadomość, że wiąże się to z pożyczką z banku i wszystkimi jej
              konsekwencjami. Tak czy owak musisz mu przedstawić swoje stanowisko w kwestii
              dofinansowywania brata w przyszłości. Oczywiście ja bym uszanowała jego uczucia
              wobec brata i chęć służenia pomocą, ale nie jawne utrzymywanie. Wychodzi na to,
              że jego brat jest dorosły i najwyższy czas, aby o siebie sam zadbał. Co więcej
              to chyba jest nawet starszy, więc powinien czuć się po części odpowiedzialny za
              swego młodszego brata (którym przecież jest Krzyś). Zastanawia mnie jeszcze, że
              skoro pracuje, to może byłoby go stać na samodzielne utrzymanie bez ojca
              pijaka, wszczynającego burdy? Pozostaje dylemat moralny czy pozostawiać ojca
              samego, na przewidywalną zagładę. Ale rodzi się pytanie dlaczego oni obaj przez
              tyle lat muszą ponosić konsekwencje takiego wyboru ojca? Nasuwa mi się też
              powiedzenie o dawaniu ryby, albo wędki. Brat Krzyśka dostał już od niego wędkę
              (pomoc w wykształceniu), a nadal nie chce łowić ryb, tylko czeka za każdym
              razem aż dostanie rybę od Krzyśka. To nie jest w porządku i musi mieć tego
              świadomość.
              Tak czy owak Aniu musisz wyjaśnić sprawę, zwłaszcza przyszłości . Pozostaje
              mieć nadzieję, że Krzyś zrozumie Twoje racje.
              • ann_jazon Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 16:05
                Ciężko się dziś pisze na forum, bo coś ciągle się wiesza, spróbuję jednak po
                kolei odpowiedziec na Wasze listy.
                Julciu Kochana ! Bardzo cenne są Twoje uwagi, masz rację jak najbardziej. Też
                tego nie rozumiem, dlaczego oni już dawno nie wynieśli sie od ojca. Z dylematem
                moralnym, to myślę, że nie mieliby akurat problemu. Myślę, że oni w równej
                mierze byli wygodni po prostu - i niestety wygodnictwo nadal przebija - a to
                jest ciężkie do wyplenienia. Bardzo dziwi mnie to, że tym dwóm facetom brak
                jest marzeń, aspiracji, ambicji życiowych. Wczoraj gadaliśmy z KRzyśkiem (a
                własciwie to ja prowadziłam monolog) o tym gdzie możnaby pojechać po ślubie. I
                co usłyszałam? "Pojechać? A po co? Za granice? Po co? W góry? Wszystko mi
                jedno... Sama zdecyduj.." ...ehhh..smutno mi się zrobiło..
      • marlena.k1 Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:14
        Ania ja Ci sie wcale nie dziwie,ze Cie to wkurza delikatnie moiwac,mnie to by
        krew zalala i ze jestem mocno wybuchowa bylby z tego niezly dym,bo ja sadze
        tak ,jesli jestesmy razem to mamy wszystko wspolne i powinnismy o tym razem
        decydowac,a kasa jak wiadomo na drzewie nie rosnie i sama nie rozumie jak mozna
        komus tak latwa raczka dac,nawet jak to jest brat,ok ja mlodszemu bratu tez
        pomagam jak moge,ale nie na tyle by dawac mu kase ciezko zarobiona!przeciez
        zakladam moja rodzine ,a jak sie zaklada rodzine to wiadomo,ze kasa jest tym
        bardziej potrzebna.Ale powiem Ci o co tu chodzi,otoz Twojemu Krzysiowi juz od
        najmlodszych lat pewnie wpajano,ze on jest odpowiedzialny za rodzenstwo i on
        teraz chce jakos sie z tego wywiazac,niepatrzac na to,ze ktos poprostu to
        najnormalniej w zyciu wykorzystuje,najgorsze w tym wszystkim jest to,ze on
        bedzie chcial to robic do usranej smierci,a Ty bedziesz tylko sie wkurzac.Ania
        moim zdaniem wez go na powazna rozmowe,o wspolnej przyszlosci,czyli "ty i
        ja",powiedz mu co myslisz,powiedz ,ze jest Ci przykro ,ze rozumiesz,iz on
        bardzo chce pomoc bratu,ale niech zrozumie,ze zaklada swoja rodzine,ze bedzie
        mieszkal z Toba a nie z rodzenstwem,ktore wydaje mi sie jest juz na tyle
        dorosle,ze samo moze sobie poradzic,a wam tez by sie przydalo mieszkanko
        wlasnosciowe,wiec niech moze zacznie odkladac na wasze mieszkanie,a nie na
        mieszkanie brata,obowiazek opieki maja rodzice,a jak nie ma tych rodzicow ,bo
        maja Cie w dupie,to zacznij radzic sobie sam.Tak jak ja Ci Aniu napisalam ,mam
        brata,ktory jest przyslwiowa sierota,bo ja od najmlodszych lat kombinowalam co
        robic by wszystko miec i sytuacja byla jak u ciebie o wszystko walczylam sila i
        jak bym miala teraz miala mojemu bratu dac wszystkie moje oszczednosci,bo sobie
        nie radzi,to po pierwsze bylabym glupia i bym go skrzywdzila,bo dalej nie umial
        by sobie radzic,bo wszystko i tak zawsze za latwo przychodzilo od starszej
        siostry,a po drugie moj Piotrek wyszedl by chyba ze skory,no bo wlasnie chyba
        to na nasze zycie zarabiam a nie na mojego brata,owszem bratu mozna pomoc ,ale
        bez przesady...
      • filar_zf Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:15
        Aniu,
        Nie jesteś głupia ani bez serca, przykro mi, ale Krzyś się trochę zagubił. Jest
        z Tobą, mieszkacie razem, macie zamiar się pobrać, priorytety się zmieniły. Jak
        mieszkał z bratem rozumiem wszystko było wspólne, ale po wyprowadzce powinny
        podzielić to przynajmniej po połowie. Brat jest dorosły powinien dawać sobie
        radę sam, ja rozumiem pomoc, ale nie utrzymywanie. To jest właśnie
        idealizowanie swojego rodzeństwa, nie da się ruszyć, znam to z domu rodzinnego
        i obecnego (tez Wam pisałam). Z tym pożyczaniem to jakaś paranoja, powinnaś mu
        wytłumaczyć, że to również jego pieniądze i nie ma mowy o jakimkolwiek
        oddawaniu. Ja znam siebie i wiem, ze byłaby wojna i pieniądze pożyczyłabym z
        banku-właśnie dla zasady!! Zmuszać go nie możesz, ale postaraj się wyjaśnić mu
        tą idiotyczna sytuację. A jak będzie po ślubie, część już Waszych pieniędzy
        będzie szło na brata i tatusia ?! Jeśli teraz się zgodzisz tak już zostanie, a
        nie życzę Ci takiego użerania się przez całe życie. Może ostro, ale jestem
        cięta na tego typu sytuacje. Koniecznie z nim pogadaj. Dlaczego macie, Ty masz
        się zakopywać w pożyczki jeśli te pieniądze są i są to Krzyśka pieniądze.
        Również nie przesadzasz bo jest to sytuacja anormalna i nie daj sobie wmówić,
        ze jest inaczej. Jak jeszcze coś mi przyjdzie do głowy na pewno napiszę.
        Trzymaj się
      • julietter Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:15
        Aniu kochana, ja przeczytałam Twoje "zgryzy", ale żeby Ci odpisać to muszę to
        przemyśleć. Teraz szef mi tu lata i mam mnóstwo pracy w związku z tym
        szkoleniem. Ale obiecuję, że napiszę od siebie kilka słów (najwyżej w
        prezentacji, którą piszę, a potem przeklejęwink. Trzymaj się cieplutko!
      • bogui Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:29
        Żeby się nie powtarzać, bo Dziewczyny dobrze prawią: koniecznie z nim
        porozmawiaj, bo to poważny sygnał, że możecie mieć problem. Postaraj się mu
        wytłumaczyć, że zrobi większą krzywdę bratu wyręczając go, bo zrobi z niego
        życiową kalekę, która sobie nie poradzi. Nie spodziewaj się, że jedna rozmowa
        diametralnie coś zmieni, ale musisz ten problem drążyć. Spróbuj też wyjść z
        propozycjami od siebie jak inaczej pomóc bratu; niech widzi twoją dobrą wolę.
        Tak krótko, bo dzisiaj coś net nawala. Jak przyjdzie mi coś do głowy to napiszę
        • marlena.k1 Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 14:42
          no wlasnie co z tym netem dzis ,tzn gazeta mam jakis problem bo inne stronki
          smigaja bez problemu
      • ann_jazon Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 15:12
        Dziewczyny Kochane! Dziękuję Wam za odpowiedzi... Już myślałam, że ja jestem po
        prostu jakaś nienormalna i nieludzka sad Widzę, że problem jest, boję się, że w
        końcu wybuchnę tak, że będą talerze latały. Krzysiek jest uparty jak muł i
        ciężko będzie cokolwiek przeforsować, no ale mam nadzieję, że da się to jakoś -
        może nie łopatą, ale łyżeczką przekopać. Wg mnie brat jest zwykłym samolubem i
        egoistą (powiedziałam to Krzyśkowi), na co Krzyś odpowiedział, że brat jest
        wartościowym człowiekiem i gdyby brat był bogaty, to by się napewno podzielił z
        nim...No własnie - "gdyby oby gdyby yby" - ale nie jest, ja też nie, a żyć
        trzeba. I nie widzę powodów, żeby odmawiać sobie czegoś w imię idei, bo "trzeba
        pomóc" zdrowemu dorosłemu facetowi :[
        • marlena.k1 Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 15:26
          Ania pamietaj jestes jak najbardziej normalna,nienormale jest jedynie to ,ze 32
          letni facet probuje zyc na "waszym garbie",moim zdaniem juz o nim zle swiadczy
          fakt,ze sam sie nie odetnie od Krzysia w tej kwesti,ale coz jak sie ktos do
          czegos przywyczai to czasem mu tak dobrze,wstyd dla gatunku meskiego,ze tacy
          mezczyzni istnieja
          • ann_jazon Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 15:36
            Wiesz Marlenko, z tego wszystkiego to właśnie najbardziej nie kumam postawy
            brata - bo że Krzysiek ma jakieś tam "idee" bo mu brata szkoda - to jeszcze
            można próbować Krzyśka jakoś tam zrozumieć (nie tłumaczyć, ale zrozumieć) -
            choć to i tak paranoja - ale nie mogę zrozumieć jego brata..ni w ząb sad
            • marlena.k1 Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 15:44
              Wlasnie dla mnie tez jakies to tak mocno nieojete jak facet moze byc az
              taki...Tymbardziej ,ze zdaje sobie doskonale sprawe,ze sie pobieracie.Krzysia
              masz racje mozna zrozumiec,bo wiadomo pewne czynniki sie przyczynily do tego,ze
              chlopak chce w jakims stopniu wynagrodzic bratu to czego mu zabraklo w
              dziecinstwie itd,ale chyba powinno byc na odwrot ,bo to Krzys jest mlodszy,ja
              poprostu nie moge,moze dobrze by bylo porozmawiac z najwieksza"pijawka",chociaz
              z drugiej strony,to jesli to jest czlowiek bez zasad to raczej nie zrozumie o
              co Ci chodzi,no bo jak skoro jemu tak dobrze,po co jemu bratu ma byc lepiej.
              • filar_zf Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 15:53
                tak jak napisałam rozumiem poczucie obowiązku Krzysia, ale jego brat to zwykły
                pasożyt. Się przyzwyczaił, ze mu się należy. Nie potrafię zrozumieć takich
                ludzi, nie potrafię...
                Nie możesz rozmawiać z bratem, bo nagada później na Ciebie takie rzeczy, ze do
                końca nie uwierzysz- to pesymistyczne ale może być prawdziwe. I wtedy Krzysiu
                może mieć problem komu wierzyć i całe zuufanie pójdzie w pizdu, rozmawiaj tylko
                z Krzysiem.
                • ann_jazon Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 16:12
                  Zuziu i Marlenko smile Dziękuję Wam za odpowiedzi. Wiem, że ta sprawa wymaga
                  rozmowy, przeforsowania racji. "Pijawka" z życia nie zniknie, bo to wiadomo
                  jego brat, ale muszę trochę to wszystko unieszkodliwić, zneutralizować.
                  Odcięcie zbyt krótkiej pępowinki jest niezbędne, bo nie chcę się po prostu
                  obudzić pewnego razu z ręką w nocniku.. a KRzysiu w razie kryzysu zwieje do
                  brata uncertain
                  • marlena.k1 Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 16:15
                    Aniu powoli powoli,wydaje mi sie ,ze Krzysiu zrozumie gdy przyjda na swiat
                    dzieci,wtedy mu powiesz "najwyzszy czas byc ojcem dla wlasnych dzieci,a nie dla
                    straszego brata".Naprawde wspolczuje Ci sytuacji w jakiej jestes,bo wiem,ze to
                    czlowieka wykancza,a jeszcze bardziej wykancza jak nie wiesz co z tym zrobic.
                    • ann_jazon Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 16:29
                      Marlenko, ja mam nadzieję, że Krzysiu mi w końcu oprzytomnieje. Ja jestem z nim
                      naprawdę szczęśliwa (w końcu nie na darmo stękałam za nim 13 lat wink)) Tylko
                      mnie martwi ta jedna jedyna sprawa. Wiem, że w małżeństwach najczęstsze kłótnie
                      są własnie o pieniądze i kiedyś sobie obiecałam, że o kasę kłócić się nie będę -
                      jednakże póki co, chyba mi to nie dane sad
                      • marlena.k1 Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 16:35
                        tak ,pienazki to drazliwy temat,niestey kazdy zwiazek musi przez to przejsc i
                        ustalic pewne zasady,no i najlepiej jak osiagnie sie jakis kompromis,ale
                        najgorzej jak nie ma kompromisu,wtedy zaczynaja sie schody,cholera trudny
                        orzech do zgryzienia.Najgorsze jest to,ze ktos inny sie wpitala w wasze
                        zycie,bo to jest wpitalanie sie jesli ciagnie sie od brata,ktory planuje wlasne
                        zycie,nie moglby wziac sie do roboty,albo chociaz powiedziec Krzysiowi,ze jest
                        juz na tyle dorosly,ze da sobie rade,ja poprostu nie moge...Daj mi najlepiej
                        maila do tego gosciasmile
        • filar_zf Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 15:34
          Ale Wy nie jesteście bardzo bogaci. A co będzie jak przyjdzie dziecko, jeszcze
          większe wydatki ?! Ja rozumiem poczucie odpowiedzialności Krzysia,ale nie za
          wszelką cenę. NIE utrzymywanie brata, który ma swój wiek i swoje wykształcenie.
          Mój kiedyś po pijaku zaczął płakać mi w mankiet, że on musi pomagać rodzeństwu,
          bo jemu nikt nie pomagał itd., ale to taka dygresja. Musicie porozmawiać, bo
          bedzie się to rzucało cieniem na wasze współne życie.
          • filar_zf Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 15:35
            Ale się cholera wiesza, ja juz nie mam siły. Moze wieczorem będzie lepiej
        • bogui Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 15:56
          Kilka chwytów psychologicznych ułatwiających taką rozmowę:
          1. Zacznij od tego, że rozumiesz jego potrzebę pomocy bratu; weź go trochę pod
          włos, że właśnie to ci u niego imponuje i podziwiasz jego troskę i
          odpowiedzialność
          2. Powstrzymaj się od krytykowania brata i kategorycznych określeń typu
          darmozjad itp.; Krzyś się tylko najeży i od słowa do słowa może wyjść że chcesz
          skłócić braci
          3. Spróbuj przekazać Krzysiowi, że nie musi CZUĆ SIĘ WINNY jeśli przestanie
          bratu podawać na tacy.
          • ann_jazon Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 16:24
            Bogui smile Dziękuję za odpowiedzi smile Co do chwytów psychologicznych - punkt drugi
            jest jak najbardziej wskazany - stosuję go od początku smile Niestety punkt
            pierwszy w tym przypadku dałby zupełnie odwrotny rezultat - skoro rozumiem i
            podziwiam, to powinniśmy dać więcej, wspomagać go! To niestety taki typ...
            Punkt trzeci - cóż ja mam mu tłumaczyć żeby nie czuł się winny, kiedy on ciągle
            czuje się winny, bo "zostawił brata samego"... Mówię Ci - czeski film z tymi
            dwoma uncertain A braciszek jeszcze sam dolewa oliwy do ognia mówiąc przy każdej
            okazji, że on do końca życia będzie samotny, bo tak postanowił! No więc tu się
            kółeczko zamyka, bo przez to Krzysiek czuje się winny że brat samotny i
            nieszczęśliwy. Ja nie wiem, czy on się użala nad sobą świadomie czy
            podświadomie, ale na Krzyśku to wywołuje efekt taki jak napisałam...
            • marlena.k1 Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 16:30
              moim zdaniem on doskonale wie co robi i co mowi i wie jaki efekt tym chce
              osiagnac,ja tylko wciaz sie zastanwiam(nawet teraz jak mylam gary)jak dorosly
              facet moze byc az taki,wiesz inaczej juz jak bylaby to kobieta,ale cholera
              jasna facet dorosly,wyksztalcony ,wiesz co zamiast odkladac mu na mieszkanie
              nich Krzys mu da 200zl i niech idzie do burdelu,moze jak sobie "zamoczy"to
              zmadrzeje,bo to tak jak z kobietami jak nie maja "bolca",to tez zapominaja jaka
              jest ich rola,moze wlasnie w Krzysia brata wypadku jest tak samo,sorki za taka
              wypowiedz,ale doslownie takie reakcje osoby takiego typu we mnie wzbudzaja.
              • ann_jazon Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 16:48
                Marlenko! Ty masz racje z tym namaczaniam big_grin Mnie się od dawna nasuwa pytanie -
                jak dorosły, zdrowy facet radzi sobie bez seksu. W końcu ileż można korzystać z
                zosi rączkowskiej?
                • marlena.k1 Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 16:54
                  predzej czy poziej to wszystko wychodzi czlowiek zaczyna byc dziwny,w koncu
                  seks jest tak potrzebny jak jedzenie-dobre jedzenie,a "zosia raczkowska",jest
                  jak zupka chinskasmile))
                  • ann_jazon Re: Moje "zgryzy" :] 27.02.06, 17:00
                    Marlena! Ty dziś rządzisz! Dobre! Buahahahaha
    • kiara80 Re: Puk puk 27.02.06, 15:10
      Jest tu jeszcze ktoś????smile
      • askiem Re: Puk puk puk puk... 27.02.06, 16:35
        Jestem ja smile
        • marlena.k1 na lepszy poczatek popoludnia 27.02.06, 16:52
          Dziewczyny przed chwila uslyszalam taki kawal,ze sie poplakalam,postaram sie go
          opowiedziec:
          Wybralo sie dwoch facetow na wyprawe i tak po dluzszej juz wedrowce znalezli
          lake na ktorej sie rozlozyli,jedza sobie kanapeczki itd,jeden z nich zauwazyl
          wielka dziure w ziemi i mowi
          -ciekawe co to jest
          drugi odpowiada
          -pewnie studnia
          -nie no co ty studnia na srodku laki-to chodz cos wrzucimy do srodka
          Zanlezli kamien i wrzucili i sie przysluchuja ,a tu cisza.Usiedli i dalej
          konsumuja kanapeczki,jeden zn ich zauwazyl szyne i mowi :
          -ty chodz wrzucimy te szyne to pewnie cos uslyszymy.
          no i zaczeli sie silowac z ta szyna ,w koncu ja wrzucili,przysluchuja sie a tu
          dalej nic,wiec usiedli i dalej jedza kanapeczki,nagle patrza a tu biegnie
          rozpedzona owca i hop do dziury.Faceci spojzeli na siebie mocno zdziwieni ,ale
          nic,dalej siedza.Patrza a laka idzie sobie baca i pyta:
          -panowie nie widzieliscie mojej owcy moze?
          -widzielismy,przed chwila wskoczyla do tej dziury
          a baca odpowiada:
          -ale to niemozliwe,bo ona byla przywiazana do szyny...
          • askiem Re: na lepszy poczatek popoludnia 27.02.06, 17:08
            hahah - dobre... big_grin hihih
    • ann_jazon Miłego popołudnia i wieczorku :) 27.02.06, 17:01
      Wszystkim Wam życzę Kochaniutkie!
      • askiem Re: Miłego popołudnia i wieczorku :) 27.02.06, 17:11
        Papa - Aniu - jeszcze ci coś odpiszę na temat "problemiku" - to sobie doczytasz.
        3maj się cieplutko.
        • marlena.k1 Re: Miłego popołudnia i wieczorku :) 27.02.06, 17:12
          Aniu milego wieczorku i przede wszystkim glowa do gory bedzie
          lepiej ,pamietaj,ze zlosc pieknosci szkodzismile
          • ann_jazon Re: Miłego popołudnia i wieczorku :) 27.02.06, 17:16
            Dziękuję dziewczyny! Asiu, jutro przeczytam Twoje uwagi, bardzo dziękuję smile
            Dziś miałam straszne wariactwo w pracy i niezbyt mogłam się udzielać na naszym
            forum. Pozdrawiam Was i uciekam! kiss kiss kiss
            • askiem Re: Miłego popołudnia i wieczorku :) 27.02.06, 18:08
              Cześć dziewczynki. Ja dziś jestem zupełnie do tyłu, dlatego z opóźnieniem
              wczytuję się w Forum… Ale nadrobię wszystko – obiecuję.
              Teraz do Ani (na priva przesłałam to samo)...
              Po pierwsze:
              Aniu… znam podobną sytuację. Moja mama i jej siostry wychowywały się same. Gdy
              były bardzo małe straciły rodziców, więc do wszystkiego dochodziły własnymi
              siłami. Moja mama i starsza siostra włożyły w to o wiele więcej wysiłku niż ta
              trzecia, której ciągle pomagano, której ciągle podawano coś na tacy… Obecnie
              baba ma 55 lat i nadal oczekuje pomocy, mało tego – sama wręcz jej wymaga i o
              nią się upomina. Żeby jeszcze jej się źle powodziło – a tu nie – ma najlepszą
              sytuację z całej trójki. Mało tego – ona NIGDY nie podarowała czegoś, nie
              pomogła w żaden sposób (finansowy czy emocjonalny) – zupełnie nic.
              Także jeśli teraz nie zrobicie z tym początku – to masz tu żywy przykład – że
              może być tylko gorzej, czego oczywiście nie życzę (bo to cholernie uciążliwe).
              Oczywiście – rozmowa + zastosowanie „psychologicznych” chwytów + stanowczość…
              stanowczość niech nawet polecą te talerze – może wtedy zrozumie jak bardzo cię
              to denerwuje…
              A po drugie:
              To mój chłopczyk jest podobny (pod kilkoma względami).
              Jakieś osiem lat temu mój R. wynajmował mieszkanie z bratem. Mieszkali tak
              sobie przez jakieś dwa lata dopóki brat nie znalazł sobie kobiety. Która nagle
              zaszła w ciążę… Mój R. został na lodzie – wracając do rodziców wszystko co było
              w tamtym mieszkaniu – oddał braciszkowi. Także sam musiał dorabiać się od
              początku… Jedynie co wziął ze sobą to płyty i to też raczej nie wszystkie.
              Mój to w ogóle ma dość luźny stosunek do kasy. Dla niego co za różnica stówka w
              tą czy w tą… a mnie denerwuje taka lekkomyślność i nieodpowiedzialność… Jest
              pod tym względem za dobry (i głupiutki) – bo wszystkim mógłby wszystko oddać.
              Nie patrzy, że później jemu braknie i nikt mu nie da. Nie wiem czy to taki
              charakter, czy wiek…crying32) wink choć przyznam, że ja gadaniem i truciem bardzo
              dużo zmieniłam. .. Także polecam.

              A co do hobby Naszych chłopków –oj, to podobieństwa uderzające… Mój kupuje
              kable za 500zł/metr, kolumny za 7000… i co chwile myśli co by tu jeszcze
              zmienić… Płyty ściąga ze Stanów lub Holandii i też płaci za nie ładne sumki.
              Płyty i muzykę to i ja lubię, ale żeby myśleć co chwilę o zmianie sprzętu?

              Tyle mojego trucia. Pozdrawiam.
              • filar_zf Dobrywieczór dziewczynki :) 27.02.06, 21:06
                Jedynw co mogę napisać to: ku.., ku.., ku..!!!! Pisałam Wam kiedyś jak do
                Olka przypierdzielałą się jakaś starsza baba z firmy dostarczającej jakieś tam
                rzeczy do firmy. Znalałam kiedyś sms-y i była awantura, powiedział, ze oznajmił
                jej że ani on ani ja nie chcemy otrzymywać takich wiadomości. Jakiś czas temu
                pisałam Marlenie, że chcę zobaczyć archwium jego GG. I co ?! I ku..
                zobaczyłam. Zaraz dostanę zawału!!! Słoneczko, buziaczki, no ku..ca mnie
                bierze. Oczywiście jest awantura i pewnie cisza do pojutrza. Głównie z jej
                strony lecą takie teksty, ale on się na to godzi. Ze mną nie ma czasu
                rozmawiać,ale z jakąś dziewczyną z centrali w Pruszkowie toczą dyskusje na
                temat jego interesu!!! Sama chciałam wiem,ale teraz chcę zaszyć w jakimś
                ciemnym, cichym miejscu i nie widzieć go. Jak mam pretense, to przcież jego
                prywatna korespondencja. Ma rację, ale po sms-ach nadszarpnął kredyt zaufania,
                sam to przyznał. Ku..!!
                Sory za przekleństwa, ale musiałąm się wyrzyć!!
                • siesio1 Re: Dobrywieczór dziewczynki :) 27.02.06, 21:27
                  hej! ja piernicze napisałem Ci co zrobić w detalach w tym przypadku i mnie
                  wylogowało.Krótko .Nie nerwowo. Tu może nie byc jego winy .Prześpij sie z tym i
                  spokojnie porozmawiaj znim co o tym mysli.Nerwy są złym doradcą....
                  • filar_zf Re: Dobrywieczór dziewczynki :) 27.02.06, 22:02
                    Grzesiu,

                    jeśli to nie jego wina, to nie powinien się na to godzić i podtrzymywać rozmowy. Jego arguemnt to, to że to stara baba,ale sam powiedział, ze atrakcyjna i po przejściach. Biedaczka. A jaka poprzadna stara baba pisze do 27 letniego faceta słoneczko, kochanie w sprawach firmowych. I co chwilę nowa wiadomość: dlaczego do mnei nie piszesz ? dlaczego jesteś taki zajęty, buu ? Szlak mnie trafia,a le już się uspokajam, moze dlatego, ze nie rozmawaimy, a koszulę niech sobie sam prasuje. Chrzanię to
                    • filar_zf Re: Dobrywieczór dziewczynki :) 27.02.06, 22:04
                      Jutro Dziewczyny ostatni dzień miesiąca, urwanie głowy, więc chyba nei będę za często. Musze wystawić faktury, poksięgować i pewnie jak zawsze wyjdzie jakiś syf. Dobranoc. Śpijcie dobrze. Miłych snów Kochane
                  • nadya22 Filarku chyba niechcący znalazłaś winowajce... 27.02.06, 22:06
                    Zaistniałej sytuacji...teraz ma o czym myśleć skoro jakaś stara grucha go
                    podrywa... Przepraszam, ale tak mi się nasuneło!
                    • filar_zf Re: Filarku chyba niechcący znalazłaś winowajce.. 27.02.06, 22:11
                      Nadya,to nic nie zmieni, może popaść tylko w samozachwyt, że starsze się za nim uganiają smile zresztą to go pewnie nie ruszyło tylko ja nie będę mogłą spać po nocach i rano będę się budzić z popuchniętymi powiekami. Takie życie
                      • nadya22 Filarku trzymam kciuki za Was... 27.02.06, 22:20
                        I wiesz co może teraz po takiej aferze spróbuj takich chwytów
                        psychologicznych...tzn najlepiej wogóle nie mów o ślubie (a jeśli już to tak,
                        żeby on poczuł się niepewnie- tj.nadszarpnołeś moje zaufanie, teraz nie wiem
                        czy ślub to taki świetny pomysł-tylko nie przesadź, żeby się całkiem nie
                        zniechęcił).ciumek
                        • filar_zf Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 27.02.06, 22:24
                          Dzięki, ale wiem że przynajmniej do jutra nie będziemy gadać. ALe to co piszesz to prawda, chciałabym tak powiedzieć. Ja pisze sobie z Wami jak z bakami, z facetami, nawet znajomymi nie mam takiej korespondencji. Czuję się fatalnie, ale etraz jest noc, jytro to wowinno wyglądać lepiej.

                          Ściskam
                          • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 27.02.06, 23:20
                            No i walsnie tak to jest zagladamy na gg jak czujemy,ze cos jest nie tak,taka
                            intuicja kobieca i masz...
                            Powiem Ci tylko tyle,nie boj sie bo to stary rupiec ,ktory chce sie
                            dowartosciowac kosztem mlodego chlopaka,a on pewnie ,zeby nie byc niemily pisze
                            z nia i odpowiada na smsy,bo faceta to ciazko zrozumiec,ale lepiej trzymac reke
                            na pulsie.Ja bym Zuzia wziela sprawe w swoje rece,jesli on nie chce
                            definitywnie zakonczyc znajomosci to wez do tej starszej pani wykonaj krotki
                            telefon,albo napisz do niej z jego gadu gadu,zeby sie nie denerwowala jak Olus
                            jej nie odpisuje,bo prawdopodobnie w tym momencie uprawiacie namietny seks,a
                            pani pewnie nie ma z kim dlatego tak molestuje mojego narzeczonego...to
                            pomoze,ja kilkakrotnie natretnym kolezankom mojego dawalm do zrozumienia"jazda
                            od mojego ,bo jak nie to...".Zuzia przykro mi strasznie,wiem jak sie czuje,jak
                            tez kiedys w archiwum przeczytalam pare rzeczy i myslalm ,ze swiat mi sie
                            wali,ale wiedz ,ze czasem niektorym rzeczom trzeba dopomoc ,by sie ukladalo po
                            naszej mysli,tak wiec do dziela,bierz sie za "wyrywanie chwastow",najlepiej za
                            jego plecami ,a jak sie dowie ze cos narozrabialas to powiedz mu ,ze skoro on
                            sobie nie umial z tym poradzic to ty mu pomoglas.I koniecznie musisz mu pokazac
                            jak bardzo cie skrzywdzil,a co niech ma ogromne poczucie winy,moze w koncu sam
                            wpadnie na pomysl,ze czas najwyzszy zaczac przygotowania do slubu...
                            • siesio1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 27.02.06, 23:44
                              no jak Marlenka...Ale taki męski (inny) punkt widzenia (pewnie tez tak macie)
                              Jak ktoś łechce nasze ego,to wiemy i jesteśmy peni swoich uczuć,ale tak mi
                              mów.chcemy się podobać,chcemy byc adorowani,ale nic z tego ,mam swoja ukochaną
                              i jestem dla niej,ale skoro jestem fajny dla innych kobiet to czemu nie...Niech
                              mnie kochają,marzą o mnie ,jest mi wtedy miło,co nie znaczy ,że nie kocham
                              mojej kobiety i jestem jej wierny!Dziewczyny czy nie dostałyście nigdy sms-
                              a,którego wolałybyście ,żeby wasz facet nie widział?To ,że ktos do nas pisze
                              nie znaczy ,że was nie kochamy ,czy zdradzamy...mam nadzieje,że wszystko sie
                              wyjaśni pozytywnie...P.S ale miałem dzis czytaniawinkAcha.na pytanie
                              (wczoraj),co nasz synek zjadłby na obiadzik-stwierdził-kotleciki co tatus
                              ostatnio robił...smile
                              • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 27.02.06, 23:50
                                tak tak z tymi kotlecikami to dzis bylo u mnie tak:"co chcesz na
                                obiad" ,odpowiedz"te kotleciki co w zeszlym tygodniu"
                                Ale wracaja do tematu to dobrze ,ze jestes tu Siesio,zawsze to czasem dobrze
                                spojzec na pewne sprawy z meskiego punktu widzeniasmileZgadzam sie ,ze mezczyzni
                                lubia sie podobac, z reszta kobiety to samo,ale wiesz jak ktos juz przesadza z
                                pewnymi tektami,bo czasem to juz nie jest adorowanie,(zwlaszcza gdy pewna pani
                                jest juz starsza nieco,)tylko jawne lowienie chlopaka na lozko,wiesz troche
                                swiezego mieska,no i zeby do zlych rzeczy nie doszlo,bo wiadomo,ze "okazja
                                czyni zlodziejem"-pewnym rzeczom trzeba pomoc.Ja mysle ,ze trzeba cos z baba
                                zrobic tym bardziej,ze Zuzia juz duzo wczesniej pisala jak ona neka jej
                                chlopaka,jemu to moze nie przeszkadza,bo czuje sie adorowany,ale nie rozumie
                                tego,ze jego polowe to boli...
                                • siesio1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 27.02.06, 23:59
                                  W zwiazku musi byc zaufanie.jeśli nie ma go na tym etapie to co będzie później?
                                  • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:02
                                    to fakt,ale czasem jedna ze stron stara sie zachwiac to zaufanie i co
                                    wtedy,lepiej miec oczy i uszy otwartesmile
                                    • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:04
                                      miejmy nadzieje,ze u Zuzi wszystko bedzie ok,z reszta nie moze byc inaczejsmile
                                      Siesio ,a co Ty tez spac nie mozesz tak jak ja?Bo chyba ostatni zostalismy na
                                      tym forumsmile
                                      • siesio1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:10
                                        Zaraz pewnie legnę...smileA tak sobie zajrzałem,bo w dzień nie bardzo czas
                                        miałem...Mam takie spostzreżenie na temat "pogadajmy'.Na poczatku były tematy
                                        łatwe lekkie i przyjemne.A widze ,że życie w narzeczeństwie nie jest lekkiesad
                                        Niestety,psychika faceta jest inna niz Wasza...Długo by pisać...
                                        • siesio1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:13
                                          Gdybym miał wszystko to co facet ma w małzeństwie,też pewnie średnio chciałbym
                                          to sformalizować ...sad
                                          • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:16
                                            o i to sa swiete slowa,Zuza przeczytaj to koniecznie!!!!
                                            • siesio1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:19
                                              Dziewczyny ,czy jest ktoś kto przeczytał wszystkie wypowiedzi od a do z tak jak
                                              ja...smile)))
                                              • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:20
                                                ja staram sie czytac ,bo jak przychodze okolo godz 13tej to juz jest
                                                nadrukowane,dzis przeczytalam,w piatek wymieklamsmile
                                              • siesio1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:22
                                                Dobranoc miłe panie .Niektórzy rano do pracy idąsmile))Pa,buziaczki...I
                                                co ,myslicie jakiś facet sie za to obrazi?smile)))
                                                • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:24
                                                  heheheh,dla Ciebie tez,powiedzialam mojemu i sie nie obrazilsmileDobrej nocki i do
                                                  jutra,przybadz jutro do nas,moze znow w czyms nam doradzisz...
                                            • filar_zf Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 08:51
                                              własnie czytam i to jest chyba to!
                                        • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:13
                                          to prawda ,dlugo pisac,ale zawsze jakas rade dasz i to pozytecznasmileWiesz kazdy
                                          czlowiek na swoj sposob jest skaplikowany i ciezko go czasem zrozumiec,nie
                                          wazne czy to kobieta czyu mezczyzna.
                                          A co do tematow to zaczynaja sie rozkrecac i poglebiac,bo zaczynamy sie zo raz
                                          lepiej poznawac i jakos tak fajnie jest komus sie wyrzalic,pogadac,posmiac
                                          sie,zwlaszcza jak obok jest malo osob z ktorymi mozesz to zrobic,albo czasem w
                                          ogole ich nie masad
                                          Siesio piszesz ,ze okres narzeczenstwa jak widac u nas ciezkim jest,a jak bylo
                                          u Ciebie,bez zgrzytow?
                                          • siesio1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:15
                                            Długo by pisać...
                                            • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:18
                                              no i jak widac kazdy z nas musi przejsc przez wieksze lub mniejsze pagorki,ale
                                              dobrze jest przechodzic przez to z druga poloweczka,czasem sie wszystko pozniej
                                              mocniej docenia.
                                  • siesio1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:04
                                    Aczkolwiek trzeba z chłopakiem porozmawiac,spytać co o tym
                                    myśli ,powiedzieć ,że to nas boli,i można spytać co on by zrobił na naszym
                                    miejscu w takiej sytuacji...Myśle ,ż da mu to troszkę do myślenia...
                                    • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:05
                                      i to jest tez pomyslsmile
                                      • myszka2306 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:14
                                        halo jest tam jeszcze ktosik?????????
                                        • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:15
                                          a no my z Siesiem jeszcze sobie bazgrolimysmile
                                          • myszka2306 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:25
                                            sorki,ale od niedawna wchodzę na to forum i za bardzo nie mam pojęcia o czym Wy
                                            tutaj sobie gawędzicie.Spać nie mogę........
                                            Poradźcie mi cosik.
                                            • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:26
                                              oj dzieje sie tu duzo,ale przedewszystkim godzinami porannymi.A gadamy tu o
                                              wszystkim co nas trapi,cieszy i w ogole o czym sie da,stworzylysmy ten watek by
                                              sie wygadac,by gadac doslownie o wszystkim,nie tylko o slubie,jest
                                              fajnie,sprobujsmile
                                          • myszka2306 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:26
                                            Zaraz siądę do książki i będę czytać,a bardzo rzadko i niechętnie po nie sięgam.
                                            • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:28
                                              hmmm,wiesz co jest dobre na sen?ja mam taki sposob...ale skuteczny tylko wtedy
                                              jak druga polowa jest w domusmile))
                                          • myszka2306 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:31
                                            No to chyba zostałam samasmile
                                            Książka trafi dziś w moje ręce.
                                            Dobranoc Buziaki dla nieobecnych
                                            kiss*********
                                            • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:34
                                              Myszka czy nie dostajesz moich postow?
                                              • marlena.k1 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 00:36
                                                no ok to ja tez splywam.Dobrej nocy
                                  • filar_zf Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 08:49
                                    wiem Siesio, ale jak już pisałam że on już nadszarpnął kredyt zaufania i zdaje
                                    sobie z tego sprawę, bo sam to przyznał ostatnim razem i co teraz... mam być
                                    konsekwentna ?!
                                    • kiara80 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 08:51
                                      Zuzia wyobraź sobie że miałam podobny problem ale naszczęście dobrze się to
                                      wszystko skończyłosmile
                                      • filar_zf Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 08:57
                                        Cześż Kiaruś,
                                        dzięki za pocieszenie. I co zrobiłaś ? Ja już mam dosyć.
                                        • kiara80 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 09:08
                                          Zuzia u mnie było tak z sms, dostał go przy mnie ale szybko skasował, a pózniej
                                          i tak się przyznał. Z babką gadał też na gadu prawie pół roku (mężatka z
                                          dziećmi). Mówił, że fajnie się gadało...Jak się dowiedziałam to powiedziałam, że
                                          koniec a jak do niego to dotarło to przeszedł sam siebie w przepraszaniu itp.
                                          Dużo o tym rozmawialiśmy i wspólnie to analizowaliśmy. Powiedział, że nie zdawał
                                          sobie sprawy, że to może popsuć coś między nami i znajomość zakończył. Czasem mu
                                          to jeszcze wypominam ale od tamtej pory stwierdziłam, że nigdzie nie zaglądam
                                          jeśli będzie kogoś miał to mi o tym powie i się rozstaniemy. Ja jestem taka, że
                                          na siłę nikogo nie zatrzymuję, to że jest ze mną to jego świadomy wybór. I
                                          przyznam, że takie podejście jest najlepsze (nie wypytuję, nie zadręczam,
                                          niczego nie wymuszam).
                                          • filar_zf Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 09:15
                                            Kiaruś,
                                            do Twojego dotarło a do mojego nie, tylko, ze ja nie mam odwagi powiedzieć, ze
                                            koniec, a nająć jego i siebie pewnie żadne by się nie przyznało do błędu i
                                            rozstalibyśmy się sad kłamstwo, to jest najgorsze. Zakończyłem to- to były jego
                                            słowa.
                                            • kiara80 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 09:19
                                              Zuzia strasznie przykro mi, że Ci się to przydażyło ale faktycznie jeśli mówił,
                                              że to zakończone, a dalej kontynuował to nie jest dobrze. U mojej siostry tak
                                              się zaczęło i niestety dobrze nie skończyłosad Ale trzymam za Ciebie kciuki aha i
                                              najważniejsze, żeby Ci powiedział dlaczego z nią gada!
                                              • filar_zf Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 10:12
                                                Tutaj to tylko terapia szokowa, rozmowy nic nie dadzą. A gada z nia bo jest
                                                jego dostawcą.
                                                • kiara80 Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 10:19
                                                  Zuzia a mi się wydaje, że faceci tak robią bo lubią być dowartościowywani. Nas
                                                  mają na codzień i prawda jest taka, że lubimy być czepialskie i nie zauważamy w
                                                  nich tego co widzieliśmy na początku (to tak w ogólnym zarysie), a facet lubi
                                                  czuć się atrakcyjny i jak spotka taką co mu komplementy mówi itd. to zaczyna go
                                                  to wciągać. I zawsze wychodzi na to , że my kobiety mamy pod górkę i jeszcze
                                                  powiedzą że to my ich do tego prowokujemysad
                                • filar_zf Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 08:48
                                  Marlenko, dobrze jest poczytać męskie spokrzenie. Ja rozumiem jego chęć
                                  podobania się, każdego to mile łechoce w ego, ale... babka jest starsza, po
                                  prześciach, samotna... cóż jeszcze trzeba.
                              • filar_zf Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 08:44
                                Grzesio,

                                no to synek połechtał Twoje ego smile)) teraz będzie, ze tatuś robi najlepsze
                                kotleciki na świecie smile

                                Siesio,
                                ja się z Tobą zgadzam, że można być miłym dla innych kobiet kochając nad zycie
                                swoją jedyną, ja też jestem miła dla innych mężczyzn, bo po prostu tak nakazuje
                                dobre wychowanie. Ale rozróżniam bycie miłym a zwracanie się do obcego
                                mężczyzny słoneczko, kochanie, jaki Ty jesteś najmądrzejszy itp.i kontynuowanie
                                takiej rozmowy przez niego. Rozmowy z koleżanką z pracy o swoim "interesie".
                                Tak jak ja bym rozmawiała z kolegą z pracyo swojej cip... juz nie mogę, może
                                odbieram to jeszcze za uczuciowo. Siesio, najgorsze jest to, ze okłamał mnie,
                                ze nie utrzymuje z nią kontaktu!! Kłamstwo, nie dokładnie akty fizycznej
                                zdrady, bo pewnie takiej nie było, jest dla mnie najgorsze. Pewnie że mi się
                                zdarza dostawać takie sms-y czy też miale, ale są to faceci nie znaczący nic w
                                moim życiu,więc nie odpisuję, nie wciągam się w rozmowę, kasuję i najczęści8ej
                                mu mówię. Jak kiedyś dostałam sms od kolegi z biurka zaczynający się słoneczko,
                                zresztą małolata-22 lata, to jak pobawił się moim telefonem to dwa dni się
                                tłumaczyłam i ja dostałam opierdziel. Wi powinien postępować wobec siebie tak
                                samo jak wobec mnie. Nie myślicie ?
                            • filar_zf Re: Filarku trzymam kciuki za Was... 28.02.06, 08:29
                              Marlenko,

                              dzieki, ale jak wiem, ze jak zrobie coś za jego plecami to się wścieknie.
                              Njgorsze jest to, ze mnie okłamał, że nie utrzymuje już z nią kontaktu, a
                              ostatnio mu powiedziałam, ze nie popuszczę jeszcze jednego kłamstwa, bo jest to
                              coś czego nie toleruję. Wiedział o tym i jakos nie widzę, żeby było mu przykro.
                              On nie czuje się winny. Ja wcale tego nie chcę, ale chce żeby zrozumiał jak
                              mnie zranił.

                              Miłego dnia smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka