neferet1
18.09.06, 12:39
dziewczynyu wczoraj bylam z moim narzeczonym u jego rodzicow - mielismy
porozmawiac o naszym slubie w lipvu przyszlego roku - my planowalismy, ze za
wszystko zaplacimy sami, slub bedzie w urzedzie a nie w kosciele (z powodu
moich przekonan) i wszystko bedzie skromne - jakze sie zdenerwowalam gdy
uslyszalam od mojego przyszlego tescia kategoryczna dekalracje, ze oni za
wszystko zaplaca (za swoich gosci, itd. a moja mama za gosci ze strony mojej
rodziny),slub bedzie koniecznie konkordatowy, bedzie "normalne" wesele z
orkiestra itp., jesli sie na to nie zgodzimy to mozemy liczyc, ze oni nie
przyjda i chyba reszta rodziny tez nie, bo zyjemy w spoleczenstwie i miedz
ludzmi, itp. argumenty - kompletnie nie liczy sie to, ze to nasz dzien - bo
jak to tesc powiedzial, "slub jest dla narzeczonych a wesele dla rodziny" -
moj narzeczony w sumie widze, ze dla swietego sposobu sie na to wszystko chyba
chce zgodzic - ja natomiast powaznie sie juz zastanawiam nad tym, zeby to
wszystko odwolac - jesli nasz slub ma wywolac takie sceny to ja dziekuje,
(nadmienie, ze moja mama na szczsie daje mi wolna reke i powiedziala, ze
niczego nie bedzie mi narzucala) - zreszta tesc powiedzialn a moje
stwierdzenie, ze to moze lepeij, zeby slubu nie bylo, ze tez sie z tym zgadza...