Dodaj do ulubionych

Dylematy moralne..

11.04.07, 11:44
Po 11 latach zycia razem wpadlismy na "glupi" pomysl: pobieramy sie! No i
teraz zaczelo sie.... Zaczelam sie powaznie zastanawiac co dalej? Czy ja tego
chce? Czy ja go kocham? Sa rozne aspekty milosci. Wiem, ze mam w tym
czlowieku oparcie. Przezyl ze mna wiele ciezkich chwil i pomaga mi po prostu
zyc. Kocham go, ale jak partnera na cale zycie czy jak przyjaciela? Co
wybrac: zyc z osoba ktora cie kocha nad zycie, zrobi dla ciebie wszystko,
utrzymuje cie i masz w niej zawsze wsparcie, czy zyc samotnie bez srodkow do
zycia placzac w 4 scianach. Moja sytuacja materialna tez nie jest lekka. Po
prostu z pewnych wzgledow prawnych nie moge pracowac. Nie jestem
materialistka ale mam jeszcze odrobine zdrowego rozsadku...
Wlasciwie ja juz wybralam ale ciekawa jestem waszych opinii. Nie zawsze jest
tak kolorowo. Nie wszystko jest czarne lub biale. Zranic jego czy przez
dziesiatki lat pomalutku wykanczac siebie i swoje marzenia. Wiecie jak to sie
nazywa? Dorosle zycie...
Obserwuj wątek
    • ala-81 Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 11:48
      a jakie masz marzenia?
    • ala-81 Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 11:48
      a jakie masz marzenia?
    • inkageo Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 11:48
      A czy jest w Twoim życiu inny mężczyzna?
    • olenka_a Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 11:59
      Hmm Z tego co piszesz, nie jest Ci źle z cżłowiekiem, z którym żyjesz. Ale jest
      Ci chyba nijako.
      Nie uważam Cię za osobę wyrachowaną,że z nim jesteś. Czasami tak nam się
      układa, że nie przeżywamy szalonej namiętnej miłości, a związek oparty jest na
      przyjaźni, czułości, wzajemnej opiece. Czy to źle? Czy taka miłośc jest gorsza?
      Na to pytanie musisz odpowiedziec sobie sama.
      • ashton Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 12:05
        Ani gorsza, ani lepsza. Dla mnie bardziej prawdziwa - zaznaczam DLA MNIE.
        Wbrew pozorom często tak jest.
        Moja rodzina zadaje mi często pytanie "czy ty się przy nim rozwijasz"?
        Nienawidzę tego pytania, ale coś ma w sobie. Rodzince akurat chodzi o rozwój
        jakiś taki kulturalno-oświatowy wink i nie zrozumie, że owszem rozwijam się, ale
        emocjonalnie, zresztą łatwo nie jest i kto wie czy przetrwamy. Mniejsza o to.
        Motylki w brzuchu są przereklamowane. Nie są do szcześcia potrzebne. Ale "coś"
        musi sprawiać, że wybierasz tę osobę właśnie...
      • dagps Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 12:05
        po kilku laach malzenstwa zwiazki trwale wlasnie tak wygladaja, jesli sie
        staramy maja czasem w sobie cos z namietnosci. jesli jakis czas mieszkacie
        razem, to wiecie juz, jak to jest w malzenstwie, poza rodzina, chyba neiwiele
        sie zmieni?
    • politycznie Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 12:04
      Ja wogole nie rozumiem o co ci chodzi? Zaprzeczasz sobie co najmniej 2 razy w
      tej wypowiedzi... A wogole po cholerę z nim byłaś 11 lat skoro masz wątpliwości
      i masz z nim być nieszczęśliwa do końca życia....
      • esiaesia Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 12:23
        trochę Cię rozumiem, mam podobnie. I bym chciała, i się boję. Wiem że nawet
        gdybym odwołała ślub to chciałabym się z nim spotykać. Ale mam obawy,
        watpliwosci, w sumie dopiero od momentu kiedy zaczelismy powaznie planowac.
        Jestesmy razem 4 lata, tez mysle nad tym czy go kocham, porownuje swoje uczucia
        i reakcje z tymi ktore maja kolezanki, i no coz, kazda jest na 100% pewna
        biorac slub, a ja nie. Wiem ze wiele moge stracic, jesli zrezygnuje, bo nigdy
        sie nie przekonam czy go kocham, jesli zaryzykuje tez moge stracic. Moge tez
        sprobowac przelozyc slub, ale czy za rok, dwa bede pewna ?? Co do intuicji, czy
        sluchania tego co podpowiada mi serce, to ja niestety takich glosow nie mam, a
        jak mam, to te moje glosy czesto zmieniaja zdanie, raz chca raz nie, jakas
        schizofrenia smile Moze powinnismy pomieszkac troche razem przed slubem, moze
        powinnismy rozstac sie na jakis czas, wiele mam tych 'moze' w mojej glowie.
        Kompletnie nie wiem jak sprawdzic swoje uczucia, skad miec pewnosc.
        Nie wiem tez co Ci poradzic, moze daj sobie czas, moze odlóżcie rozmowę o
        ślubie, może na początek weź skromny ślub cywilny ? A moze przestac sie nad tym
        zastanawiac i zostawic wszystko wlasnemu biegowi smile
        • memphis90 Re: Dylematy moralne.. 12.04.07, 09:39
          Brzmi to paskudnie, zupełnie nieromantycznie i daleko od "motylków", ale
          dojrzała miłośc jest (podobno) wyborem- świadomie decydujesz się, ze przestajesz
          rozglądać się za lepszą okazją, lepszym partnerem i przyjmujesz go ze wszystkimi
          zaletami i wadami. Wiem, nie wygląda to fascynująco- gdzie te namiętnosci, gdzie
          targanie emocjami, gdzie maratony seksu itd? Pewnosci nigdy mieć nie będziesz
          (choćby z tego względu, ze zwiazek to dwie osoby- więc nawet jeśli jesteś pewna
          swoich uczuc, to przecież partner może kiedyś zrezygnować), nie jest tak, że jak
          przeżyjecie razem 2 lata, to macie szansę "pociągnosc" razem jeszcze 20, a jak 5
          lat- to 50smile
      • pantarejka 11 lat? 11.04.07, 12:46
        Rany - taka strata czasu. Musisz sie zdecydowac, czego chcesz od zycia.
    • anulex Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 12:10
      Myślisz, że on chciałby wziąć z Tobą ślub, gdyby znał Twoje motywy? Litość (nie
      chcesz go zranić), pieniądze i strach przed samotnością. Daj facetowi spokój,
      bo pewnie nie zasłużył na coś takiego.

      ---
      Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
      • pomidorekk Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 12:25
        a ja chyba wiem o co ci chodzi.
        przez 5 lat byłam w związku bardzo udanym, ale włąsnie pytałam siebie czy to na
        pewno miłość czy przyjażź i przywiązanie. Bo ja kochałam chyba tego faceta, ale
        pytanie było takie: czy ta miłośc nie jest czasem miłością przyjaciela. I czy
        będe szczęśliwa w tym związku do końca życia. I życie mi rozwiązało ten dylemat.
        Pozanłam kogoś innego i jego wybrałam. I teraz nie mam takich rozsterek.Ślub za
        2 miesiące i nie nachodzą juz mnie dziwne pytania.
        a kwestia materialna tez jest ważna. Bo wiedząc, że mamy jakieś tam pieniądze
        zyskujemy także poczucie bezpieczeństwa- chyba ma to dużo wspólnego z czasami
        prehistirycznymi, kiedy mężczyzna polował i zdobywał jedzenie dla rodziny.
        Ja bym też litościa tego nie nazwała. bardziej troska o drugiego człowieka-
        troska czy będzie ze mną szczęsliwy, jeżeli ja nie będę do końca szczęśliwa z
        nim.
        nie wiem czy dobrze zrozumiałam Twoją wypowiedź, ale tak ją własnie interpetuje.
        • olenka_a Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 12:44
          Co do kwestii materialnych...niestety w dzisiejszych czasach jest tak,że
          pieniądze mają znaczący wpływ na nasze życie. Nie chodzi o uczucia. Ale samą
          miłością żyć się nie da. Byłam w takim związku, w którym chłopak nieba by mi
          przychylił - gdyby tylko potrafił. Kochał mnie bardzo, poświęcał cały swój
          czas, był opiekuńczy i czuły. Po 3 latach ta czułośc mi sie przejadła, bo on
          potrafił mnie tylko przytulać i kochać. Zero rozrywek (bo ciągle pieniędzy nie
          było), zero wyjazdów (bo pieniędzy nie było), zero luzu, bo ciągle trzeba się
          było marwtić za co przezyć do pierszwego. Związek zaczął się ograniczać do tego
          że siedzieliśmy w domu i patrzyliśmy na siebie. Pieniądze nie są najważniejsze,
          ale są ważne. Bez pieniędzy jest wiele problemów, które często prowadzą do
          ciągłego stresu i kłótni. Akurat w moim przypadku doszły jeszcze inne czynniki,
          że ten związek się rozpadł - brak inicjatywy życiowej,jego nieodpowiedzilanośc,
          zupełny brak wspólnych celów, odmienne priorytety. Byliśmy jak z innych planet.
          co nie zmienia mojego zdania na temat materialnego aspektu życia.

          Wiem natomiast, że nigdy nie mogłabym z kimś być dla pieniędzy, bez miłości.
          • andzela123 Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 13:38
            Nie jestem z nim dla pieniedzy ale bez niego mam tylko jedna droge: na
            centralny... W ktorejs wypowiedzi bylo stwierdzenie, ze moteyke sa
            przereklamowane i ze na takich rzeczach jak przyjazn, zaufanie, oparcie i
            wzajena pomoc opiera sie milosc. I tego bede sie trzymac.
            Nie interesuja mnie wypowiedzi w stylu: to co ty z nim glupia robisz? On nie
            potrzebuje litosci.
            Nikt sie nad nikim nie lituje. On potrzebuje mnie a ja jego. Zawsze sie o niego
            martwie zawsze o nim mysle. Mamy takie same zainteresowania, poglady i nie
            nudzimy sie razem. Zawsze sa tematy do rozmow.
            Raczej brak mi wlasnie tych motyli. A wiem, ze takie istnieja...
            Czasami czlowiek ma dola na skutek roznych czynnikow. A ja dosc emocjonalnie
            podchodze do zycia i wowczasa zaczynaja sie dywagacje...
            Ale bede dobrej mysli.

            Dziekuje za komentarze, pozdrawiam wszystystkie Panny Mlode! smile
            • anulex Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 13:47
              Przeczysz sobie. Skoro nie jesteś z nim dla pieniędzy, po co wspominasz o
              kwestiach finansowych w rozważaniach na temat tego, czy powinnaś wziąć z nim
              ślub? Jeśli nie chodzi o litość, skąd przeciwstawienie zranić go albo
              zrezygnować ze swoich marzeń?

              ---
              Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
            • olenka_a Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 13:52
              Tobie chyba brak namietności w Waszym związku, a nie miłości smile)) Ale tak
              czasami jest. U nas tez wielkiej namiętności już nie ma, ale mimo to dobrze mi
              z tym wink))

              Motylki by się pojawiły, gdybyście sobie zrobili np.łikend bez siebie, żeby
              troche zatęsknić za sobą wink))))))) Być może...
            • esiaesia Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 13:55
              Dokładnie, te motyle też spędzają mi sen z powiek, wszyscy wokół je mają, a ja
              nie. Tez się martwię o niego, może nie myśle o Nim całymi dniami, zresztą
              codziennie się widzimy. Czasem nawet nie tęsknię jak wyjeżdza, czasem
              niesamowicie mnie wkurza. Jednak przejmuję się co się z nim dzieje, jego
              zdrowiem, pracą, tym czy jadł danego dnia obiad (czy miał czas), i czy ma co na
              siebie włożyć. O wszystkim możemy ze sobą pogadać, nie ma tematu tabu, znamy
              swoje złe i dobre strony. Tez się zastanawiam czy to przyjaźń czy kochanie czy
              może przyzwyczajenie. Zupełnie nie wiem czego chcę, może niepotrzebnie szukam
              dziury w całym.
            • maraxela Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 14:00
              > Nikt sie nad nikim nie lituje. On potrzebuje mnie a ja jego. Zawsze sie o
              niego
              > martwie zawsze o nim mysle. Mamy takie same zainteresowania, poglady i nie
              > nudzimy sie razem. Zawsze sa tematy do rozmow--
              • esiaesia Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:21
                maraxela napisała:
                to wlasnie jest
                > milosc,glupota jest spodziewanie sie namietnosci w zwiazku ktory trwa tyle
                lat
                > wy sie kochacie ale ta milosc ma inny wymiar,motylki w brzuchu to 1 etap
                > milosci ktory jest barfdzo ulotny i krotkotrwaly,dla mnie nie warty ryzyka.to
                > jak wyglada wasze zycie zalezy od was 2,jezeli usiedliscie na laurach i
                > wzajemnie macie wymagania(dlaczego on sie juz nie stara?,mnie juz ona tak nie
                > pociaga-moze by cos zrobila-dla czego nie robi? itd)to nie bedzie namietnosci.
                > "Raczej brak mi wlasnie tych motyli. A wiem, ze takie istnieja...
                > > Czasami czlowiek ma dola na skutek roznych czynnikow" motyle beda nawet w
                > tak
                > dlugim zwiazku trzeba tylko sie o nie postarac,wyjechac gdzies na weekend
                > zmienic srodowisko,pojsc na kolacje postarac sie oderwac od szarej
                > rzeczywistosci.Nie sadze aby te motyle byly bardziej wartosciowe niz
                > oparcie,przyjazn,zaufanie i zrozumienie.pozdrawiam

                Bardzo mądrze piszesz. Ale jak człowiek ma mętlik w głowie (jak ja) to naprawde
                trudno przestać o tym rozmyślać. Niby wiem, a jednak cały czas szukam i drążę.
                Jakoś nie umiem podjąć męskiej decyzji, wogóle chyba mało zaradna jestem sad
                • maraxela Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:28
                  Ja to samo myslalam co w 2 lata temu identyczne mysli mialam,no i sproowalam to
                  sprobowanie kosztowalo mnie zalamaniem nerwowym pobytem w szpitalu no i
                  zrozumieniem ze przyjazn i milosc to to czego chce od zycia.Od tego czasu nasze
                  zycie sie zmienilo oboje sie staramy i w starym zwiazku wrocila
                  namietnosc,chodzimy na taniec,wyjezdzamy do stadniny konnej pojezdzic,cieszymy
                  sie zyciem i soba na nowo.On tez sie zaczal starac i motylki wrocily po 6
                  latach znow sa !!!!!!!!!!! wystarczy tylko chciec dziewczyny
                  • maraxela Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:31
                    namietnosc tez wam nic nie da pozniej bedzia gadki "laczy nas tylko lozko,nie
                    umiemy ze soba rozmawiac" nie mozna miec wszytkiego a partnera z ktorym sie
                    dobrze rozumiecie wcale nie tak latwo znalesc juz latwiej w zwiazku wskrzesic
                    motylki.wierze ze wam sie uda tak jak mi sie udalo.
                  • esiaesia Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:36
                    maraxela napisała:

                    > Ja to samo myslalam co w 2 lata temu identyczne mysli mialam,no i sproowalam
                    to
                    >
                    > sprobowanie kosztowalo mnie zalamaniem nerwowym pobytem w szpitalu no i
                    > zrozumieniem ze przyjazn i milosc to to czego chce od zycia.

                    Ale czego spróbowałaś bo nie bardzo zrozumiałam.

                    Wiesz myślę że ludzie o słabych psychikach mają takie rozterki. Ja często mam
                    problem z określeniem uczuć, miłość, nienawiść, sympatia, antypatia, wszytsko
                    mi się miesza, niby można stwierdzić czy się kogoś kocha czy nienawidzi. Ale
                    wokół mam tyle różnych wzorców, że sama nie wiem do ktorego mam się porównać. A
                    sama w sobie jakoś nie potrafię tych uczuć nazwać,i stwierdzić że to napewno
                    takie a nie inne uczucie. Czasem mam wrazenie że nie umiem wsłuchać się w
                    siebie, że tyle różnych mam zdań na jeden temat, tyle umiem nagle wynaleźć
                    powodów żeby z białego zrobić czarne, że sama siebie zaskakuję, niestety
                    negatywnie.
                    • maraxela Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:41
                      zwiazalam sie z innym mezczyzna bo mialam takie mysli jak wasze.wiesz moim
                      zdaniem wynika to z cywilizacji w ktorej zyjemy, gdzie na piedestale jest wolny
                      sex, milosc bez zobowiazan i wolnosc w kazdym jej wymierze.to kusi,stwarza
                      nierealny swiat do ktorego ludzie dąża bo wydaje im sie ze tak
                      bedaszczesliwi.nie wiem czy namietnosc dalaby wam szczescie na dluzsza mete.ja
                      sprobowalam dlatego latwiej mi mowic,ale wiem ze kazdy sam sie musi o tym
                      przekonac inaczej do konca zycia bedzie zadawal sobie pytanie-co to byl sluszny
                      wybor?? nie umiesz nazwac uczuc bo i tez czasy w ktorych zejemy pomieszaly
                      wartosci,dobro ze zlem,nie wiedomo czasem juz co jest wlasciwe co nie.
                      • esiaesia Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:56
                        wiesz ja nie szukam namiętności, po prostu chciałabym być pewna, tak jak pytane
                        koleżanki potrafią powiedzieć: Tak kocham go, jestem pewna ślubu, chcę tego.
                        Tak ja nie potrafię, chociaż bardzo chciałabym tak powiedzieć, ale wciąż
                        szukam. Skąd mam wiedzieć czy go kocham czy nie, niby takie proste a jednak
                        trudne. Może to zwyczajnie strach...
                        • maraxela Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:58
                          ja tez nie jestem tego pewna na 100 % kazdy ma dylematy i gorsze dni.trzeba to
                          wszytko przemyslec a czas daje odpowiedzi jak nie jestes pewna nie ryzykuj daj
                          sobie czas on to rozwiaze
                          • maraxela Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 16:02
                            mnie szukanie motylkow skutecznie wyleczylo z mysli o namietnosci.Po tym
                            doświadczeniu bede wierna zona do konca zycia a na innych facetow nie chce mi
                            sie nawet spogladacsmile jakis plus w tym byl
                          • esiaesia Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 16:09
                            Ja innego faceta też nie szukam, nawet nie bardzo mogę sobie wyobrazić związek
                            z innym. Szukam pewności, i dziwię się że nie mam motyli, filmowych uniesień.
                            ślub ma być w lipcu, na razie tylko zarezerwowana sala i kościół, ale jeśli
                            termin ma zostać to trzeba zacząć załatwiać sprawy w USC i KK.
                            Boję się tylko że odłożenie terminu nic nie da, jesteśmy razem tyle lat, chyba
                            powinnam być pewna.ech
                            • maraxela Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 16:11
                              sprobuj urozmaicic wasze zycie wyjedzcie gdzies zrobcie razem cos fajnego jazda
                              konna na przyklad albo nie wiem wspinaczka cos co was bedzie cieszyc i ruszy
                              monotonie
                            • ashton Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 16:16
                              Mnie akurat odwołanie ślubu bardzo pomogło - ostatecznie ślub się odbył ledwie
                              3 miesiące po niedoszłym terminie wink Nasz związek wisiał nawet nie na włosku,
                              ale na pajęczynie i wstrząs bardzo nam pomógł. Ale osobiście nie polecam. Za
                              duże ryzyko.
                        • maraxela Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:58
                          sorki za bledy ortograficzne to moja zmorasmilepewnie juz czytac tego nie mozeciesad
                  • ashton Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:37
                    A do mnie przylatuje czasem zabłąkany motylek. Pewnie się urywa ze stada
                    tańcujących u dziewczyn, którym już nie zazdroszczę. Nigdy nie wiem, kiedy się
                    zjawi. Czasem w chwili bardzo że tak powiem niewymownej wink czasem w środku
                    ostrej kłótni, najczęściej ot tak po prostu. Wtedy otwieram szeroko moje małe
                    świńskie oczka i patrzę całkiem inaczej na mojego Męża. I cieszę się że jest tu
                    i teraz. I uśmiecham się. Motylek odlatuje. I żyje się dalej smile))
            • ashton Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 14:01
              Renata Przemyk śpiewała "niepotrzebna wcale mi taka miłość do krwi". Z tym mi
              się właśnie motylkowa miłość kojarzy. Z czymś wszechogarniającym. Na cholerę
              to? Motylki prędzej czy później odlecą - i co zostanie? Często nic. I mamy
              piękne tragedie.
              • maraxela Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 14:06
                wasze zycie juz jest malzenstwem tylko sie tak nie nazywa,ja szukajac motylkow
                o malo nie stracilam najcenniejszego faceta w moim zyciu i wiem ze te motylki
                nie sa warte 5 gr.teraz wiem ze miedzy przyjaznia a miloscia jest wspolny
                mianownik .
                • andzela123 Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 14:19
                  Tak mi mowcie! Wlasnie tego potrzebowalam. Chyba rzeczywiscie po tylu latach
                  motylke umieraja ale pozostaje cos o wiele bardziej trwalego. Blotem czestowac
                  sie nie nalezy, bo sie nie znamy, ale podniesc na duchu zawsze mozna
                  przynajmniej sprobowac!
                  Generalnie czlowiek jest jednak DOSC mocno skomplikowany i ile osob tyle
                  pogladow.
                  Dziekuje za wszystkie podpowiedzi... smile
            • ala-81 o motylkach parę słów :) 11.04.07, 20:40
              tak, motylki istnieją ale nie warto na nie czekać, bo wszędzie dobrze gdzie nas
              nie ma, a motylki żyją krótko
    • sangare Jestes glupia jesli piszesz prawde 11.04.07, 14:30
      Albo pogrywasz soebie z forumowiczkami! Po 11 latach uwazasz ze Ci ciezko. Wiesz
      mozna powiedziec tylko jedna rzecz o Tobie. Jestes pie....oną materialistka
      skoro przez 11 lat luznego zwiazku Cie utrzymywal i Ci to nie przeszkadzalo,
      zaczelo dopieor teraz gdy trzeba sie zdeklarowac!!! Bleee
      • ashton Re: Jestes glupia jesli piszesz prawde 11.04.07, 14:37
        Pewna jestem, że każda z nas ma wśród krewnych czy znajomych parę, w której
        tylko mężczyzna pracuje a kobieta nie - BO NIE! Bo facet jest od tego żeby ją
        utrzymywał. My robimy oczy jak filiżanki, a dla nich jest to normalne i tak im
        dobrze, więc niech sobie żyją w zgodzie długo i szczęśliwie.
        Tutaj mamy inną sytuację i tym bardziej nie byłabym taka ostra...
      • andzela123 Re: Jestes glupia jesli piszesz prawde 11.04.07, 15:00
        Tak jak napisalam: blotem czestowac sie nie nalezy, bo sie nie znamy. A co
        powiesz na to: jak przez rok moj luby lezal w lozku po operacji to myslisz, ze
        kto go utrzymywal, ZUS? Jakos musialam dac sobie rade. .... na wieki wiekow...
        AMEN smile
        • malinakalina Re: Jestes glupia jesli piszesz prawde 11.04.07, 15:05

          No własnie o czymś takim pisałam.
          Pochylic tylko głowe należy bo nie każda z nas dostaje taki sprawdzian od
          zycia , a jesli dostaje nie kazda wychodzi zwyciesko.
          Trzymam kciuki za dobra decyzje i pamietaj motyle sa mocno przereklamowane. smile)
    • malinakalina Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 14:51

      No ja z moim W. jestem juz 9 lat i jak zaczelismy tak na serio planowac slub to
      zaczelam kombinowac i miec watpliwosci.......................I tez jakies
      dyrdymaly o motylach przychodzily mi do glowy. A teraz mysle sobie tak ze to
      jest dokladnie tak jak napisala jedna z dziewczyn, motylki to jest ten pierwszy
      poczatkowy etap milosci ( juz pewnie nie pamietasz jak to bylo i zaczynasz
      myslec ze chyba nigdy?!!! ) a czesto po tym etapie nie zostaje nic albo tak
      zwane go...no ze bede ciut wulgarna. Wiec olej motyle !!!!!

      A i jeszcze jedno, mnie pomogla jedna rzecz wyobrazilam sobie ze moj przyszly
      maz ulgega wypadkowi no chocby jutro i jest przykuty do lozka - sparalizowany
      i wiecie co??? Jedyne co bylam sobie w stanie wyobrazic to ze bede sie nim
      zajmowac do konca zycia poprostu nie moze byc inaczej. Na dobre i zle i
      tyle.Skoro tak to musi byc milosc. wink

      A wiem o czym pisze bo moja mama a ja razem z nia ( troche pomagajac) zajmowala
      sie chora na alzchaimera ( nie wiem czy dobrze napisalam ?) babcia. I dlatego
      wiem ze mozna. I ze takie rzeczy to jest prawdziwa milosc i oddanie.

      Uuufff..............No ckliwe i rzewne to wyszlo ale mam nadzieje ze jakis sens
      ma to co napisalam.
    • bystra_26 pragmatycznie 11.04.07, 15:18
      Napisałaś, że nie pracujesz, bo staja temu na przeszkodzie jakieś kwestie
      prawne.

      Może jako osoba dorosła powinnaś się z nimi zmierzyć i je jakoś pokonać.
      Pracując możesz zyskać pewność, czy nie jesteś z tym człowiekiem głównie w
      związku z kwestią utrzymania.
    • izulona Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:41
      Ja coś mogę powiedzieć na ten temat, bo jestem z Moim 10 latsmile. I miałam podobne
      myśli (gdzie motylki, gdzie bicie serca na Jego widok itp itd.)gdzieś około po
      ok 6-7 latach. Więc "ten" etap już dawno za mną. Teraz nie miałam już tego typu
      myśli - wiem czego i kogo chcę, nie mam dylematów przedślubnych itp. Wtedy
      jednak kilka lat temu, gdy je miałam długo biłam się z myslami, co dalej? Szukać
      kogoś kto będzie zwariowany, a raczej szukac tego uczucia, szaleństwa,
      namiętności, zakochania. Czasami wydawało mi się, że tak właśnie powinnam robić,
      bo to świetny przyjaciel, ale czy kochanek? Jednak po pewnym czasie zrozumiałam,
      że esencją życia człowieka - mojego życia - nie są burzliwe emocje i wichry
      namiętności, nei stado szalejących w brzuchu motyli, ale - bezpieczeństwo,
      niezawodność - a było wiele sytuacji złych, smutnych w naszych życiach, które to
      zweryfikowały - kim jesteśmy dla siebie? Przeżyliśmy przymusowe rozłąki
      "wojsko", "praca za granicą", przeżyliśmy rodzinne dramaty "śmierć bliskich i
      opieka nad nimi", "rozwody" itp. i ciagle jesteśmy ze sobą, wspieramy się.
      Kiedyś musiałam sprawdzać czy on ciagle "trzyma mnie za rękę" czy ciagle jest
      obok dziś mam pewność, że On cały czas jest - nie muszę niczego sprawdzać.
      Chcoiaż oczywiście nasze życie to nie tylko stałość ale też delikatny łoskot
      motylków - może nie stada motyliwink, ale jednak. Wystarczy dbać o siebie, o Niego
      i o związek i o te motylki, a będą nas łaskotać nawet i po x-sięciu latachsmile
      • izulona Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:47
        I tak sobie myślę, że jeśli nie będziemy my zabiegać sami - dbać o tę MIłOść, to
        faktycznie przyjdzie rutyna, łzy, nieszczęście, w konsekwencji rozstanie? O ile
        na początku znajomości o nic dbać nie trzeba, bo serce samo się z piersi wyrywa
        i tango tańczy, bo jesteśmy "pod wrażeniem" drugiej osoby", o tyle z czasem,
        kiedy różowe okulary przybierają barw codzienności, szarości sami musimy
        "zakasać rękawy" i do robotysmile. Na różne sposoby można to robić, mi je Serce
        dyktuje. Można np podczas rozłąki pisać pamiętnik, który potem damy Ukochanemu,
        warto nie izolować się od reszty świata, wyjść czasem do kina, na spacer,
        rozmawiać na różne tematy, wyjechać. Są też małe gesty dnia codziennego, dzięki
        którym nasza MILOść kwitnie. Tylko trzeba o nich pamietać. Pozdrawiam wszystkie
        z dylematamiwink
        • maraxela Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 15:51
          zgadzam sie z iza motylki trzeba sobie "urodzic" nic samo nie przyjdzie a
          kluczem do szczescia jest zrozmienie ze w kazdym zwiazku etap burzliwej milosci
          trwa ktotko i po paru miesiacach bedzie to samo od czego tak uciekalycie
      • lacitadelle Izulona i inne długodystansówki - pytanie 11.04.07, 16:30
        Mam pytanie do dziewczyn, które piszą, że decydują się na ślub po 10 lub więcej
        latach związku (nie mówię o związkach od 15 roku życia) - co sprawia, że
        decydujecie się na taką zmianę w dojrzałym i bardzo dobrze funkcjonującym
        układzie? Dlaczego po tylu latach zmieniacie zdanie?
        • izulona Re: Izulona i inne długodystansówki - pytanie 11.04.07, 16:34
          lacitadelle napisała:

          > Mam pytanie do dziewczyn, które piszą, że decydują się na ślub po 10 lub
          więcej > latach związku (nie mówię o związkach od 15 roku życia) - co sprawia,
          że > decydujecie się na taką zmianę w dojrzałym i bardzo dobrze funkcjonującym
          > układzie? Dlaczego po tylu latach zmieniacie zdanie?
          Nie wiem czy Cię dobrze rozumiem i czy dotyczy to pytanie również mnie - miałam
          dokładnie 15 lat jak poznałam Mojego smile. Ale odpowiem mimo wszystko - mam
          ćwierćwieku jużsmile i skończyłam studia, zaczęłam pracować, wcześniej byłam za
          młoda i nie gotowa do życia dorosłegosmile. Zdania nie zmieniałam, planowałam,
          marzyłam o tym od dawnasmile. Pozdrawiam.
          • lacitadelle Re: Izulona i inne długodystansówki - pytanie 11.04.07, 16:38
            Dzięki za odpowiedź, ale bardziej chodzi mi o starsze (od Ciebie) dziewczyny - w
            Twoim przypadku sytuacja jest dla mnie całkowicie logiczna smile
            • pomidorekk Re: Izulona i inne długodystansówki - pytanie 11.04.07, 16:55
              wypowiadam się czysto hipotetczynie- bo jest z moim narzeczonym 4 lata niecałe,
              choc wiek mam słuszny- 28 lat prawie.
              do wszystkie chyba człowiek dojrzewa. Ja bardzo dziedawno dojrzałam do
              macierzyństwa- jak miałam 23 -24 lata to jeszcze się zarzekałam, że ja dzieci
              miec nie będę.
              nie chciałam też za mąż wychodzić.
              a teraz w moim wieku wszystkiego czego chce to stabilizacja, ciepło rodzinne,
              kochający mąż i tupot małych nóżek. I myślę, że te wieloletnie pary też
              dojrzewają.
              • kartynka Re: Izulona i inne długodystansówki - pytanie 11.04.07, 17:07
                To ja moze tez dorzuce dwa groszesmile Mam 28 lat, z narzeczonym jestesmy razem
                prawie 6, mieszkamy razem ponad 4. decyzja o malzenstwie u nas wyszla jakos
                zupelnie naturalnie, po prostu jest to kolejny etap naszego zycia. Obydwoje
                jestesmy pewni, czego oczekujemy od siebie i drugiej osoby, znamy sie bardzo
                dobrze (chyba nic nas nie zaskoczysmile) i obydwoje wiemy, ze po prostu kochamy
                sie nawzajem i nie wyobrazamy sobie zycia bez siebie. A slub to po prostu,
                zalegalizowanie naszego zwiazku w obecnosci przyjaciol i rodziny, no i pozniej
                pewie przyjdzie czas na tupot malych nozek....
        • malinakalina Re: Izulona i inne długodystansówki - pytanie 11.04.07, 17:25
          Moj przypadek i moja odpowiedz to banal, ale jaki to z banalami bywa prawdziwy.
          dojrzelismy do tego. Pod wieloma wzgledami. emocjonalnie i finansowo ( wesele
          finansujemy sobie prawie smi wink bo rodzicow nie stac na wyprawienie nam
          wesela )
          A emocjonalnie no coz .....jestesmy razem od 18 roku zycia. I jak pisalam na
          tym forum kiedys to zawsze smialam sie troche z tych par ktore sa ze soba od
          liceum - wydawalo mi sie ze to sie nie moze udac az nieoczekiwnie dla nie samej
          sama stalam sie taka para wink
          I to Ja bylam ta " niegrzeczna " w tym zwiazku. Imprezowalam mocno i takie
          tam.........Pare razy wydawalo mi sie ze ten jedyny to dopiero gdzies czeka (
          czlowiek mlody to glupi heh...)
          Ale zawsze okazywalo sie ze moj W. wygrywal zawsze mial wszystko co trzeba i
          pokonal wszystkich rywali czesto o tym nawet nie wiedzac.
          Zeby bylo jasne nigdy go nie zdradzilam ale mysli mialam rozne glupie.........

          Reasumujac dojrzalam i zapragnelam tego jako naturalnego kroku i etapu w naszym
          zwiazku/zyciu.
          Chociaz na " tupot malych nozek " to dla mnie za wczesnie( a mam lat 27 ) .Ale
          Ja chyba wolno do wszystkiego dojrzewam.
    • karolin-k powiem tak 11.04.07, 17:38
      akurat u Ciebie to długo trwa,
      ale jeśli dziewczyna mając 25 lat, będąc w związku 5 lat, ma takie watpliwości
      to niestety nie wróży to dobrze

      moim zdaniem taki związek to przyzwyczajenie, ja też miałam takie wątpliwości,
      nie chciałam ślubu, nie chciałam sie rozejść, bo niby dużo strace
      na szczęście poszłam po rozum do głowy i zaryzykowałam i się rozstaliśmy
      najlepsza moja decyzja

      dziś jestem szczęśliwą narzeczoną, przeżyłam to o czym zawsze marzyłam i nie
      mam żadnych watpliwości i za dwa miesiące będę żoną smile

      Trudno mi Tobie radzić andzela123, w każdym razie, wiem, że kazdy związek po 10
      latach wygląda już inaczej niż po 2, może zapomniałaś jak było z Tobą 10 lat
      temu?
    • gina28 Re: Dylematy moralne.. 11.04.07, 22:55
      Pomyśl o przysiędze małżenskiej. Jesteś w stanie szczerze ją złożyć? Tzn.
      zdecydowac się na nią, na Niego, na Wasze wspólne zycie? Jak tak, to głowa do
      góry i ciesz się ślubem smile
      • andzela123 Re: Dylematy moralne.. 12.04.07, 10:49
        Bede szczera podczas przysiegi a nawet wiem, ze ze wzruszenia bede ryczec na
        caly kosciol! Ja tez imprezowalam podczas gdy moj luby wolam inne bardziej
        spokojne rzeczy i mialam okazje nie raz porownac go z innymi mezczyznami. Ale
        ON zawsze wygrywal. To do niego wracala i w jego objeciach zasypialam. Zatem?
        Czytajac Wasze wypowiedzi mam ochote tylko na jedno: na wieki wiekow, AMEN!!! I
        zyli dlugo i szczesliwie pracujac nad motylkami! smile

        • larabee Re: Dylematy moralne.. 12.04.07, 21:26
          andzela123 - rozumiem Cię bardzo dobrze.
          ashton, izulona, maraxela - dziękuję Wam, bo dzięki Waszym postom dowiedziałam
          się bardzo dużo o sobie samej. A może ja to wiedziałam, tylko jak wiele z nas
          ciągle szukałam... czegoś? kogoś? Ok. - to były posty po prostu o mnie.
          Z moim M. jesteśmy razem 10 lat, z czego pierwsze 7 na odległośc: "widzenia" raz
          w tygodniu i w końcu moje załamanie, które spowodowało, że wpadłam w inne
          ramiona. I były motylki i lekkośc serca i komentarze od dawno nie widzianych
          znajomych "To Ty? Nie poznałam!Jesteś taka szczesliwa!".
          A jednak motylki to nie wszystko. Pasja, to nie wszystko. Łóżko to nie wszystko.
          Choc trwało to kilka miesięcy. Ale nie żałuję, bo co przeżyłam, to moje i
          dlatego, że... Mój M. obudził się wreszcie, zrozumiał, że kilkaset kilometrow
          można bez problemu przebyc, a prace można znaleźc wszędzie - wystarczy chciec.
          Mieszkamy razem prawie 3 lata. W sierpniu ślub. I choc czasem czegos mi brak,
          wiem, że to dobra decyzja. Ja go kocham, a on mnie. Taką bardzo... spokojną
          miłością smileNie ma porywów. Ale jest czułe spojrzenie, jest tęsknota, jesli jedno
          nie widzi drugiego chocby jeden dzien.
          I wiem, że jeśli kiedyś upadne (tak koło 80-tki., jesli dożyję wink, to on mnie
          podniesie.

          Pozdrawiam,
          larabee
          (rocznik '76 wink

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka