Witajcie
Z góry napiszę, że nie oczekuję rady, muszę się po prostu wygadać i zależało
by mi bardziej na Waszej opinii. Jestem ciekawa, jak wiekszość z Forumowiczek
postąpiła by w takiej sytuacji..
w skrócie sprawa ma się tak:
bierzemy dokładnie za miesiąc ślub cywilny - zaręczyny, cała organizacja itd
poszła nam wyjątkowo szybko, nie planowaliśmy ślubu przez rok itd itd

Będzie po ślubie skromna obiado-kolacja, od 18.30 do północy, czyli stosunkowo
krótko biorąc pod uwagę tradycyjne (przynajmniej w naszych rodzinach i wsrod
znajomych)całonocne weselicha.
Decyzje wszelkie podjęliśmy szybko- mało gości, zero wódki, żadnej wielkiej
wyżerki.. Ot, stół szwedzki, trochę wina, ciasto, owoce.
Co do gości- presja rodziny zrujnowała nasze plany. Miało być ok 10 osób,
będzie ponad 30. Sąsiedzi i jednocześnie przyjaciele rodziców, dosłownie
garstka naszych znajomych.. Jesteśmy podminowani i odechciało nam się całego
tego zamieszania...
I tu pojawia się problem- chcieliśmy z narzeczonym odwołać to wszystko, nie
lubimy pompy, dla nas te 30 osób to katastrofa.. Chcieliśmy ślubować sobie,
przy rodzicach,świadkach, dwójce przyjaciół. Miała być skromna kolacyjka.
Naprawdę czujemy się conajmniej zażenowani faktem, że w tak ważnej dla nas
chwili przyglądać nam będą się obcy (dla nas sąsiedzi czy doszywane ciotki,
byłe żony wujków i tak dalej to żadna rodzina i nikt bliski) ludzie.
I to już pierwszy skandal. Bo rodzice poinformowali bez porozumienia z nami
całą rodzinę i znajomych. Dla nas porażka.
A miało być tak pięknie.. I co, mam iść do każdego po kolei i co? Przepraszam,
ale nie chce was na moim ślubie? Moja mama wyjdzie z twarzą, mimo że ona miała
długi język.. a ja się pogrążę jeszcze bardziej.
Więc oczywiście daliśmy te zaproszenia. Dobra, niech im będzie, niech się
rodzice dzielą naszą radościa (sic!) ze swoimi znajomymi... dobra.
Ale kiedy informowaliśmy,że na "weselu" nie będzie wódki ani mocniejszych
alkoholi, że nie będzie orkiestry, że nie będzie standardowego rosołu i
kotleta, to niemal nas ukamieniowali.
Przeraża mnie to nie na żarty. Co z tego, że tak się utarło? Co to w ogóle za
argument, że wesele bez wódki to nie wesele i że goście przychodzą przede
wszystkim żeby się wódki napić i jak jej nie będzie, to nie przyjdą
(autentyk!) albo szybko się zmyją... Choć może i lepiej...
Ale skandal po prostu w rodzinie, że JAK ONI *my* tak mogą!?
Do tego nie zaprosiłam syna sąsiadów, bo go kurna nie znam! I w nosie mam czy
się poczuł urażony czy nie... Ale jego matka to przyjaciółka mojej matki, więc
przyleciała się wypłakać do kolejnej sąsiadki, ta przyszła do mojej i
generalnie poczułam się jak w telenoweli i wrzeszczeć mi sie chce!
Co to za paranoja!? Ja myslalam,ze pochodze w wyksztalconej, normalnej rodziny
na poziomie. Ze moja rodzina jest nowoczesna... ze... i się psia mać myliłam.
A sąsiadów ciotki żony matki i kochanki wystrzelałabym dubeltówką jak kaczki-
za ich zaściankowość. Rzygać mi się chce.
A na koniec najlepsze- ów sąsiadka, której synka nie zaprosiłam (facet pod 30
notabene) wyjechała do mej matuli tak : jestem moja droga zniesmaczona faktem,
że twoja corka tak zniewazyla mojego syna nie zapraszajac go, bo to w końcu wy
(moi rodzice) finansujecie w wiekszosci przyjecie weselne !!!
......................................
to znaczy co? ze ma byc kazdy, kogo moi rodzice znaja? kazdy, kogo widziałam
raz w zyciu na oczy? to moze zaprosze polozna, ktora mnie odbierala, pania z
liceum i zerowki, tramwajarza ktory mnie codziennie do pracy wozi i szewca
i.... i... JEZU!
Ufff... wygadalam sie. Przepraszam Was za monolog i forma i tak dalej. Ale
jestem tak nabuzowana, że chwilami mysle o harakiri.
Moze ten post przyda sie jakiejs pannie mlodej, ktorej zdaje się, ze ma
problem z rodzina

moze stwierdzi,ze jednak nie jest tak zle

)
Pozdrawiam wszystkie nowoczesne kobitki zaszczute przez otoczenie