dopadają mnie takowe a wielki dzień już za 3 tyg. Chciałabym żeby wszystko
było perfect. Dlatego w sumie nikogo nie dopuszczam do przygotowań tylko
wszystkiego dopatruję sama (wiem, że to chore, ale nie umiem inaczej). Zaczęły
się koszmary senne. Ale to podobno standard. Na dodatek nie przepadam za
takimi dużymi imprezami. Zazwyczaj staram się po angielsku wymiksować około
północy. A na własnym weselu? Obawiam się, że będę zmęczona i to będzie widać.
I tu pytanie do mężatek. Jak Wam się udało zachować formę przez całe wesele?
Przecież rano trzeba wstać, wszystkie te przygotowania okołoślubne, potem sama
ceremonia. I ja się boję, że po ślubie to już będę wypompowana. A tu jeszcze
całe wesele. Przez które chyba nie uda mi się przemknąć niepostrzeżenie

Oczywiście mój organizm może mnie zaskoczyć i taka "na adrenalinie"
przetańczę całą noc. A jeśli nie? Ja mało imprezowa jestem ogólnie ;/