Dodaj do ulubionych

Miał być ślub i jak zwykle moja wina..............

15.02.09, 17:21
Tak od dłuższego czasu podczytuję forum co prawda się nie udzielałam bo ślub
dopiero za 1,5 roku więc jeszcze staram się nie szaleć. Chciałam się Was
drogie forumowiczki zapytać czy może ja już jestem przewrażliwiona mój
przyszły mąż dziś mi oświadczył że idzie do swoich najlepszych przyjaciół na
obiad sam, ja mam zostać w domu to już nie pierwsza taka akcja że ja mam
zostać w domu a on wychodzi. No i się pokłóciliśmy Mój N stwierdził żebym się
zastanowiła nad sobą bo mu ograniczam wolność w związku ( jesteśmy już 4 lata
) i poszedł sam na ten obiad. Ja już nie wiem może faktycznie przesadzam???
Jak sądzicie??? Za wszelkie opinie wielkie dzięki
Obserwuj wątek
    • misscraft Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 15.02.09, 17:35
      Wiesz co ja bym nie robiła z tego tragedii, myśle że każdy
      potrzebuje w życiu strefy, chociaż jednej której nie będzie dzielił
      z partnerem. Ja czasem potrzebuje czasu dla siebie, ja spotykam się
      z koleżankami, a on z kumplami i nie robimy sobie wyrzutów, chyba,
      że wstępnie mieliśmy ten czas spędzić razem. Jeśli to są znajomi, u
      których już bywaliście razem to powinien wyjaśnić dlaczego zależy mu
      żeby iść sam, ale zapytaj na spokojnie bez pretensji. Myśle żę każdy
      powinien umieć zorganizować sobie czas, który spędza osobno, bo co
      się stanie w wypadku jakiegoś wyjazdu, czy (odpukać) rozstania,
      każdy potrzebuje troche niezależności. Nabrałabym podejrzeń dopiero
      kiedy by się migał od opowiedzenia o spotkaniu czy odpowiedzi na
      patanie czemu nie możesz iść z nim. Jak to mówią: if you love
      somebody, set him freesmile Nie denerwuj się tym za bardzo, o ile nie
      ma innych podów do niepokoju.
    • marina111 Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 15.02.09, 23:19
      Dla mnie to jest sytuacja nie dopuszczalna. Co innego jakies piwo z kolegami czy
      impreza firmowa. To znaczy nie wyobrażam sobie żeby moj N mnie gdzieś nie chciał
      wziąć, ale ja zwykle mowie mu ze nie ide na piwo z jego kolegami bo sie nudze po
      za tym wydaje mi się ze oni patrzą na mnie jak bym to ja za nim przylazła. Ale
      gdyby na spotkaniu była płeć mieszana a on nie chciał mnie wziąć tak po prostu
      to bym się mocno zastanowiła o co chodzi.
      • cari1 Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 15.02.09, 23:39
        Zgadzam sie z kolezanka ,ze co innego wyjscie z kumplami, wypad po
        pracy, wyjazd sluzbowy itp., ale haslo ,,na obiad do znajomych ide
        sam,, ....to cos nie bardzo, po prostu troche dziwne - przynajmniej
        dla mnie,kiedy wyobrazam sobie taka sytuacje. Pewnie ze wlasna
        przestrzen jest potrzebna i panikowac pewnie nie ma sensu - ale ja
        poczulabym sie troche olana w takiej sytuacji sad
        • filaretka Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 16.02.09, 00:18
          Nie znam twojego faceta ale powiem ci jak jest u mnie, tak jak
          poprzedniczki.

          Mnie mój N wszędzie ciągnie(imprezy firmowe, męskie wieczory etc,
          kiedyś nawet chciał mnie zabrać na mecz gdzie szedł z 5
          kumplami ... ), ba mimo że jest bardzo rozrywkową osobą - koledzy
          nigdy nie będą ważniejsi niż ja - czego nigdy nie wymuszałam, jakoś
          to od niego wyszło. Uważam to już za normę i mimo ze o tym nie gadam
          to mnie to cieszy, że N przedstawia mnie kolegom, szefowi, opowiada
          o mnie dużo rzeczy znajomym ... Rzeczą którą też cenię jest to, ze
          przy stadzie kumpli - mówi do mnie skarbie albo dziubku - i nie
          zgrywa nie wiadomo jakigo kozaka, a nie jest typem jakiegoś super
          romantyka, po prostu normalnie zachowujący się i klnący od czasu do
          czasu facet smile

          Dlatego gdyby mi mój N z czymś takim wypalił - to bym się czuła
          jakby mi ktoś przywalił z liścia w twarz. Nie wiemy na ile znajomi
          jego są twoimi znajomymi ale po latach znajomości - chyba stają się
          wspolni?

          W tytyle piszesz też "miał byc slub" - masz zamiar coś odwoływać?
    • foczkaka Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 16.02.09, 00:27
      U nas jest tak, że jasne, miewamy osobne wyjścia, ale to raczej tylko wtedy
      kiedy ja ide na ploty/zakupy/piwo z kolezankami, albo on idzie z samymi kumplami
      napic sie/pogadać. Chyba że jakaś wyjątkowa sytuacja, że jedno nie moze wyjść,
      albo sie nie chce. Jesli towarzystwo jest mieszane to raczej chodzimy razem.
      Wiadomo, sytuacje bywają różne, ale nie wyobrażam sobie że on NIE CHCE mnie
      gdzieś zabrać. To raczej ja sama sie nie pcham jak idzie z kumplami, bo bede sie
      nudzić, zreszta niech gdzies czasem wyjdzie sam tongue_out
      • marina111 Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 16.02.09, 00:36
        teraz tak sobie przypomniałam ze moja siostra sama swojemu chłopakowi karze iść
        do kolegów bo cały tydz bardzo duzo pracuje i nie ma na to czasu. On za to
        wiecznie mówi że nie ma czasu bo musi pranie zrobić albo posprzątać (bo na to w
        tygodniu tez nie ma czasu).
        Naprawde sobie nie wyobrażam zeby facet NIE CHCIAŁ. No moze jak by tak
        delikatnie dał do zrozumienia, ze miał by ochotę sam iśc bo kumple, bo nigdzie
        nie wychodzi... ale zeby powiedział wprost i jeszcze się pokłócił? Moim zdaniem
        cos jest nie tak.
        • india1986 Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 16.02.09, 08:47
          Napisałam w tytule że miał być ślub bo już mam tego dość, wczoraj
          zwyczajnie mi się odechciało bo to nie pierwszy raz że do Naszych
          wspólnych znajomych mój N chce iśc sam, tłumaczy się że potrzebuje
          przestrzeni życiowej, poczułam się jakby mi ktoś przyłożył dlatego
          napisałam myślałam że przesadzam że to już moje widzi mi się sad
          • bystra_26 trochę przesadzasz 16.02.09, 09:44
            Narzeczony to nie jest część Ciebie, to druga, wolna osoba. Żeby
            Wasz związek prawidłowo się rozwijał musicie dawać sobie wolność, a
            nie kontrolować i robić wszystko razem, bo to zabija miłość.

            Z czego tak naprawdę wynikała Twoja reakcja?

            Z obawy, że nie będziesz wiedzieć, o czym narzeczony rozmawiał ze
            znajomymi? Może o pewnych rzeczach woli rozmawiać bez Twojej
            obecności - np. zwierzać się swojemu przyjacielowi szczerze pod
            Twoim okiem nie będzie. Albo woli pójść do informatyków pójść sam
            pogadać o technologiach, bo wie, że Ciebie to nudzi i nie chce
            widzieć, jak tylko czekasz aż zmienią temat albo pójdziecie do domu?

            Z obawy przed nudą? Bo narzeczony zorganizował sobie wyjście, a Ty
            nie umiesz sobie znaleźć zajęcia w domu sama?

            Z zazdrości, że on idzie na obiad, a Tobie się nie chce gotować,
            więc musisz się zadowolić kanapkami?
            • marina111 Re: trochę przesadzasz 16.02.09, 11:04
              Poczytaj dokładnie o czym ta dziewczyna pisze i zastanów się czy Twoja krytyka
              jest zasadna
              • kreatywni Re: trochę przesadzasz 16.02.09, 12:22
                Zgadzam się z Bystrą.
                Każdy w związku potrzebuje trochę wolności, swobody. Jedni więcej inni mniej...
                Nie widzę poza tym znaczącej różnicy między pójściem z kolegami na piwo a obiadem u znajomych. Na czym polega różnica, że pierwsze wyjście jest dopuszczalne a drugie już nie?

                A gdyby chciał iść do kina? Sam, z kolegami, ze znajomymi? Która z opcji jest wówczas dopuszczalna?
          • ada-80 Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 16.02.09, 10:12
            doskonale cie rozumiem! i nie przesadzasz!

            Ja mam tak samo! Moj N mowi, ze sam bedzie chodzil na spotkania ze swoimi
            przyjaciolmi (malzenstwem) i mnie to wkurza, czuje sie olana! A on tego nie
            widzi bo nie ze tak powiem doswiadczen zycia spolecznego. Od zawsze mieszka sam
            i ma tradycji chodzenia na jakies spotkania z przyjaciolmi. Ostatnio jak
            zaproponowalam mu obiad by swietowac nasze zarzeczyny z moimi przyjaciolmi
            oswiadczyl, ze moge isc sama! i uwazal, ze to normalne! On po prostu nie wie jak
            sie zacowac, nie wie, ze tak sie nie robi.
            Ale jak uslyszal od kilku osob, ze jego zachowanie jest dziwne a nie normalne,
            zaczal sie zastanawiac!

            A co do ciebie to wspolczuje i zastanow sie czy milosc jest silniejsza czy
            frustracja i podejmij decyzje. Lepiej teraz niz po slubie.
            • bystra_26 starzy i wspólni znajomi 16.02.09, 13:02
              Mam wrażenie, że uważacie, że wasi osobni przed narzeczeństwtem
              znajomi MUSZĄ stać się znajomymi wspólnymi, skoro już na ślubny
              kobierzec zdążacie.

              To pomyłka!

              Uważam, że każde z Was ma prawo do osobnego grona starych znajomych
              czy kumpli z pracy. Inny problem w tym, żeby już jako para znaleźć
              nowych, wspólnych znajomych - wtedy i Twoje potrzeby społeczne będą
              zaspokojone, i jego potrzeba autonomicznych relacji też.

              Partner nie jest od tego, żeby nam ubogacić życie społeczneo-
              towarzyskie swoimi znajmomymi, ale jeśli dla Was jest to jedna z
              pięciu głównych cech pożądanego kandydata na męża, to... znajdźcie
              inny egzemplarz mężczyzny, bo ten tak po prostu nie ma.

              Poza tym wyobraźcie sobie, że nie wszyscy wasi czy partnera znajomi
              mają ochotę poznać i spędzać czas również z waszymi połówkami! Z
              Tobą to może byli na pięciu spływach kajakowych czy festiwalach
              rokowych, a Twój narzeczony to dla nich ktoś zupełnie obcy i wcale
              nie muszą mieć ochoty go poznawać, bo pasuje jak kwiatek do kożucha
              do waszej zgranej paczki albo po prostu zakładają, że będzie się z
              wami nudził, bo macie swój język, swoją historię i nie chcą traciś
              czasu na tłumaczenie od zera, kto to jest Zośka od Krzyśka i słynny
              wypad do Pragi.

              Miałam na studiach taką koleżankę, co to swoją babską paczkę wkurzał
              tym, że na każde nasze wyjście ciągnęła narzeczonego i rozmowa się
              nie kleiła, bo widziałyśmy jego znudzoną minę przy babskich
              rozmowach i nie mogłyśmy poruszyć pewnych tematów, bo były zbyt
              osobiste, by je poruszać przy w sumie obcym facecie.
              • marina111 Re: starzy i wspólni znajomi 16.02.09, 14:16
                Ok, ja cie rozumiem ale wydaje mi się że tej dziewczynie nie o to chodzi.
                Podajesz przykład koleżanki która ciągnie narzeczonego na spotkanie koleżanek.
                To chore bo są tam same kobiety i jego tematyka spotkania nie interesuje. Mam
                jednak wrażenie ze przy obiedzie prowadzi u znajomych się inne rozmowy niż na
                piwie z kumplami. Po za tym ja u siebie nie dopuszczam opcji ze facet mi mówi
                mi "ja wychodzę, ty nie idziesz i zamyka drzwi" Moim zdaniem już sama forma jest
                oburzająca nie zależnie od kontekstu.
                Nie wyczułam z wypowiedzi Indi pasożytowania na kontaktach społecznych
                narzeczonego ani chęci "zlania się" z narzeczonym.
                • kreatywni Re: starzy i wspólni znajomi 16.02.09, 15:35
                  marina111 napisała:
                  > Podajesz przykład koleżanki która ciągnie narzeczonego na spotkanie koleżanek.
                  > To chore bo są tam same kobiety i jego tematyka spotkania nie interesuje. Mam
                  > jednak wrażenie ze przy obiedzie prowadzi u znajomych się inne rozmowy niż na
                  > piwie z kumplami.

                  Może poruszane są inne tematy, a może nie. To zależy.
                  Ja spotykam się z moimi znajomymi kiedy chcę i bez względu na ich płeć i poruszane tematy. Przyjaciel to przyjaciel bez względu na to czy to mężczyzna czy kobieta.
                  Myślę, że nie stanowi tu problemu, że to był akurat obiad a nie kolacja i akurat niedziela, a nie piątek wieczorem... Problemem może być niezgodność charakteru? Jedni potrzebują mieć 'swój świat i swoje kredki' i rozumieją taką potrzebę u drugich połówek. Inni akceptują to tylko częściowo (właśnie: piwo z kumplami - tak, obiad ze znajomymi - nie!), jeszcze inni wogóle tego nie rozumieją. Grunt, żeby się dobrze dobrać.
                  • marina111 Re: starzy i wspólni znajomi 16.02.09, 23:55
                    No dobrze, być może masz racje nie ma znaczenia czy to obiad czy piwo w piątkowy
                    wieczór ale forma Cie nie razi? Moim zdaniem jesli ktos tak kategorycznie stawia
                    sprawę i jest w stanie zaognić sytuacje z partnerem dla spotkania ze znajomymi
                    to coś jest nie tak. Jak bym była na miejscu tego faceta to bym ja wzięła a po
                    powrocie do domu podyskutowała o tym a nie wyszła trzaskając drzwiami.
                • bystra_26 precz stereoptypom 16.02.09, 16:22
                  Marina,
                  dlaczego zakładasz, że para powinna spotykać się z drugą parą, a nie
                  tylko jej połową?

                  Przykład to tylko przykład. Nieważne czy to kompania tej samej płoci
                  czy innej, liczy się jakość relacji i typ spotkania. Mogę mieć
                  ochotę na spotkanie ze starymi znajmomymi obu płci w naszym stylu,
                  więc nie zabiorę męża, bo wtedy styl się zmieni. To samo mąż - niech
                  chodzi z paczką ze studiów na piwo sam, bo oni mają swoje tematy.

                  Do Autorki - zapytaj, dlaczego woli tam sam chodzić i zaproponuj,
                  żeby Ci znajomi przyszli na obiad DO WAS - wtedy ich poznasz i może
                  nastęonym razem umawiając się z Twoim narzeczonym powiedzą, żeby
                  Ciebie tez przyprowadził?

                  I jeszcze jedno - oboje w związku potzrebują trochę rozłącznych
                  znajomych. Po pierwsze, żeby wnosić do związku różnorodne
                  doświadczenia, co niemożliwe jest, jak się cały wolny czas spędza
                  razem czy w tym samym towarzystwie. Po drugie po to, że jak czasem
                  będzie Wam źle ze sobą, mieć ludzi, którzy Cię wysłuchają i nie będą
                  się czuli nielojalni wobec drugiej strony.
                  • marina111 Re: precz stereoptypom 17.02.09, 00:02
                    Zgadzam się z tym co napisałas. Ja nie uwazam zeby płeć miała jakieś super
                    znaczenie ale to jest dobry przykład do obrazowania. Zastanawia mnie tylko
                    sytuacja czy gdybyś chciała zabawić się ze swoimi przyjaciółmi w Waszym stylu a
                    mąż bardzo chciał by iśc to byś go nie wzięła? wyszła byś po prostu zostawiając
                    go w domu?
            • bystra_26 "czuje się olana" - R.E.C.E.P.T.A 16.02.09, 13:10
              ada-80 napisała:

              > Ja mam tak samo! Moj N mowi, ze sam bedzie chodzil na spotkania ze
              swoimi
              > przyjaciolmi (malzenstwem) i mnie to wkurza, czuje sie olana! A on
              tego nie
              > widzi bo nie ze tak powiem doswiadczen zycia spolecznego. Od
              zawsze mieszka sam
              > i ma tradycji chodzenia na jakies spotkania z przyjaciolmi.
              Ostatnio jak
              > zaproponowalam mu obiad by swietowac nasze zarzeczyny z moimi
              przyjaciolmi
              > oswiadczyl, ze moge isc sama! i uwazal, ze to normalne! On po
              prostu nie wie ja
              > k
              > sie zacowac, nie wie, ze tak sie nie robi.

              Wierzę, że rozsądne z Was kobiety, więc się chociaż zastanówcie, nad
              tym, co piszę.

              Mężczyzna NIE JEST jasnowidzem. Przestańcie wierzyć, że się domyśli,
              bo to jest prosta droga do kłótni z wyrzutamia z 10-ciu lat i
              rozwodu!

              Jak narzeczony czegoś nie zauważa, to MU POWIEDZ, ale bez wyrzutu,
              tylko "Czuję się tak i tak, gdy... Według mnie, to ....". Jak czegoś
              oczekujesz, to po prostu to WYRAŹ WPROST, ale skoro go kochasz, to
              daj mu prawo do odmówienia Twojej prośbie i nie rób scen, jak powie,
              że on uważa inaczej i np. pójdzie na kolejny obiad do znajomych sam.

              Narzeczeństwo to naprawdę ostatni dzwonek na poprawę komunikacji w
              związku! Mówcie, co myślicie, czujecie, pragniecie, oczekujecie i
              SŁUCHAJCIE, bo inaczej będziecie tylko zgadywać, co kieruje drugą
              połówką i dlaczego, i będziecie tłumić w sobie żal do niego, bo nie
              spełnia Waszych oczekiwań, o których nigdy mu nie powiedzieliście
              wprost.

              Polecam "Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus" Johna Graya - o
              komunikacji w związku.
              • francesca12 Re: "czuje się olana" - R.E.C.E.P.T.A 16.02.09, 14:40
                Od czasów "Mężczyźni są z Marsa..." na temat relacji damsko-męskich napisano już
                sporo książek, i akurat tego "hitu" nie uważałabym za wyrocznię.
                Z wypowiedzi autorki postu wynika jasno, że jej narzeczony idzie sam na obiad do
                znajomych, a ona za karę (nie wiadomo, za co), zostaje w domu.
                Więc tak: wypowiedzi typu, że każdy ma prawo do odrobiny wolności w związku, są
                ok, ale chyba to nie o to tutaj chodzi. Bo ludzie w związkach mają różne
                podejście do wychodzenia razem.

                Chodzi o to, że facet karze ją za coś. Tylko nie wiemy, za co.
                Moim zdaniem to nie fair, bo następnym razem, jak nabroi, spuści jej manto na ulicy.

                Niejasne jest, dlaczego dziewczyna jest ukarana, i jaki to ma mieć związek ze
                ślubem, za dużo niewiadomych!
                • bystra_26 za jaką karę? 16.02.09, 16:15
                  francesca12 napisała:

                  > Od czasów "Mężczyźni są z Marsa..." na temat relacji damsko-
                  męskich napisano ju
                  > ż
                  > sporo książek, i akurat tego "hitu" nie uważałabym za wyrocznię.

                  To nie wyrocznia, to propozycja.

                  > Z wypowiedzi autorki postu wynika jasno, że jej narzeczony idzie
                  sam na obiad do
                  > znajomych, a ona za karę (nie wiadomo, za co), zostaje w domu.

                  > Chodzi o to, że facet karze ją za coś. Tylko nie wiemy, za co.
                  > Moim zdaniem to nie fair, bo następnym razem, jak nabroi, spuści
                  >jej manto na ulicy.

                  Z wypowiedzi założycielki wątku nie wynika nic takiego! On po prostu
                  chciał iść sam. Nie zamknął jej w domu, tylko jej nie zabrał, bo nie
                  chciał, a nie za karę. Autorka zamiast zapytać dlaczego, zrobiła mu
                  aferę (kłótnia) w stylu emocjonalnym nie nastawiając się
                  prawdopodobnie wcale na wysłuchanie argumentów drugiej strony, ale
                  chcąc za wszelką cenę wymóc zmianę decyzji, ewentualnie wprawić
                  narzeczonego w poczucie winy, że jej nie zabiera.
                • drinkit Re: "czuje się olana" - R.E.C.E.P.T.A 18.02.09, 13:17
                  > Chodzi o to, że facet karze ją za coś. Tylko nie wiemy, za co.

                  Może go oplotła??
          • marina111 Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 16.02.09, 11:05
            Nie dziwie się. Pomyśl teraz czy wszystko jest w porządku w waszych relacjach
            żeby nie żałować.
    • kol.3 Re: Pytanie zasadnicze 16.02.09, 18:49
      Kto był zaproszony na ten obiad u Waszych znajomych - tylko on, czy
      oboje wspólnie?
      Jeśli tylko on, to miałabym pretensję do znajomych, jeśli Wy oboje,
      to pan nie ma prawa Ci niczego dyktować.
      On może wyjśc, ale to nie znaczy, że Ty w tym czasie siedzisz w
      domu. Trzeba tępić takie postawy partnera i to ostro.
      • kreatywni Re: Pytanie zasadnicze 16.02.09, 19:01
        kol.3 napisała:
        > Jeśli tylko on, to miałabym pretensję do znajomych,

        Eee tam... A cóż niby złego uczynili jego znajomi? Nie można kolegi samego zaprosić?

        > On może wyjśc, ale to nie znaczy, że Ty w tym czasie siedzisz w
        > domu.

        Tu się z tobą zgadzam w 100%.
        • india1986 Re: Pytanie zasadnicze 16.02.09, 21:14
          Więc tak to trochę dziwna sytuacja ale oni są naprawdę naszymi wspólnymi
          znajomymi( ona moja przyjaciółka od szkolnej ławki on przyjaciel Mojego N od
          czasów studiów poznali się przez nas ). Dziewczyny widzicie mnie denerwuje inny
          fakt, my mamy wiele wolnego od siebie raz że ja dużo pracuje, mam swoje pasje np
          rowery, taniec chodzę na siłownię jeszcze dokształcam się zaocznie więc a mój N
          ma wolny zawód i denerwuje mnie fakt że jak mam wolny weekend od 3 tygodni i w
          końcu jesteśmy razem zaproszeni on nie chce iść ze mną a potem jeszcze wciska
          kit znajomych że ja nie przyszłam bo się źle czułam. Ja mam w diabła za
          przeproszeniem swoich znajomych z czasów studiów bo ja studiowałam na pw on na
          uw dziennikarstwo więc ja nie lubię chodzić do jego znajomych on do moich bo się
          zwyczajnie nudzimy. Ale np dziś mój N na znak protestu że go ograniczam wyszedł
          z pracy poinformował mnie że idzie na piwo z kumplami wróci jak będzie i
          wyłączył telefon jak ja bym tak zrobiła byłaby karczemna w skutkach awantura że
          śmiałam wyłączyć telefon. Jak byłam w zeszłe wakacje na wierchomli na zjazdach
          rowerowych kurcze nie miałam telefonu przez pół dnia bo błoto woda sorry nie
          miałam ochoty zalać nowego telefonu to jak wróciłam miałam obrazę i musiałam się
          gęsto tłumaczyć. Dlatego mam dość, W naszym związku zaczynam dostrzegać zasadę
          co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie a tłumaczy to wiecznym strachem o moją
          osobę
          • agusia3107 Re: Pytanie zasadnicze 16.02.09, 22:25
            jestesmy ze swoim N od ponad 4 lat. Jesli mamy ochote wyjsc do znajomych razem,
            to idziemy razem. Jesli ktores z nas umawia sie z przyjaciółmi do kina czy na
            piwo, to idzie wtedy samo. Ale wszystko wczesniej jest uzgodnione z druga
            strona. Nie wyobrazam sobie aby moj N powiedział NIE, gdybym chciała wybrac sie
            z nim do jego zmajomych na obiad i w druga strone, gdyby on chcial ze mna.
            Rozumiem, ze sa chwile, kiedy czlowiek chce pobyc sam, pogadac z przyjacielem,
            kumplem. Ale my zawsze staramy sie ten wpólny czas (np. niedzielne popołudnie)
            ktorego tez mamy bardzo mało, spędzac razem. Raz miałam podobna sytuacje. Kumpel
            mojego N zaproponował mu wyjazd na tydzien nad morze. Oczywiście moj N odrazu
            powiedział TAK, oznajmili mi, ze ja nie jade bo to BAL SAMCÓw. Ok. ale w domu na
            spokojnie porozmawiałam z N o tym wyjezdzie. Powiedziałam, ze ten pomysl bardzo
            mi sie nie podoba i że, nie podoba mi sie, iż bez wczesniejszej konsultacji ze
            mna zgadza sie na takie cos. Bo ja juz miałam plany dla nas. Powiedziałam mu, ze
            ja na jego miescu, powiedziałabym- "tak, fajnie chetnie pojade, ale nie wiem czy
            moj N nie ma innych planow na ten czas i dam ci znac pozniej". Pozatym chodzilo
            tu o termin majowy, długi weekend 1,2,3.... maja. a akurat wtedy miałam wolne od
            pracy i chciałam abysmy ten czas spedzili razem. Oczywiscie moj N zgodzil sie ze
            mna, ze zbyt pochopnie podjoł decyzje i tez czół by żal gdybym to ja tak
            postapiła. Razem doszlismy do kompromisu i miło spedzilismy majowy weekend,
            oczywiscie razem, na wyprawie do Karpacza, a pozniej jeszcze nad jeziorem. A w
            zamian za BAL SAMCOW , kazde z osobna w innym juz terminie, pojechało sobie ze
            swoimi znajomymi pod namioty.
            Czy po ślubie, ON, twoj N tez bedzie wychodził do znajomych, a ty zostaniesz z
            dziecmi w domu jak ta kura domowa, bo on tak chce. Dla mnie to bardzo dziwna
            sprawa, albo znajomi niechcieli abys ty przyszła, albo twoj N nie lubi az tyle
            wolnego czasu spedzac z toba, a towarzystwo kumli, przyjaciol jest dla niego
            bardziej atrakcyjne. Dobrze, ze zastanawiasz sie nad tym slubem, lepiej teraz
            niz po. Chyba roznica charakterow jest zbyt duza. A poza tym jesli on chce byc
            wolnym strzelcem, to po co sie wiąze. Chyba powinien zdawac sobie sprawe, ze
            małżenstwo, to bycie we dwoje, a nie kazde z osobna. Powodzenia.
            P.S. co do dzisiejszego wypadu na znak protestu? ..... brak mi slow, wczoraj
            obiadek, a dzis piwko? teraz to sie tak nazywa? watpie.
          • ada-80 Re: Pytanie zasadnicze 17.02.09, 12:50
            Wydaje mi się, że on nie dorósł jeszcze do pełnego związku. "Wolny" związek tak,
            jakieś zobowiązania nie!

            To byli wasi wspólni znajomi? I nie pozwolił ci iść? To niedopuszczalne! gdyby
            to byli tylko jego znajomi... Ale tak! Po za tym, kara dla Ciebie? Przepraszam
            bardzo! On jest dorosły? I do tego jeszcze kłamie. Z tego, co mówisz przyjaciele
            zaprosili Was oboje a on na ich pytanie o Ciebie po prostu kłamie! Wybacz, ale
            to nie jest dojrzałe zachowanie!
          • atrament.owa Re: Pytanie zasadnicze 17.02.09, 17:20
            Jakbym widziała mojego byłego...
            Wiej od tego kolesia jak najszybciej. Kontrola, dlaczego miałaś wyłączony
            telefon, fochy jak Ty gdzieś wychodzisz a on to może...moim zdaniem jeżeli on
            już teraz robi Ci takie akcje, zakazy itd. to nie warto dalej tkwić w takim
            związku i wierzyć, że coś się zmieni, bo moim zdaniem już się nie zmieni uncertain
          • foczkaka Re: Pytanie zasadnicze 17.02.09, 21:31
            Ja widzę dwie opcje:
            Moze facet jest niedojrzały, może Cie olewa, może to niezgodność charakterów i
            różne potrzeby, cokolwiek... ale jeśli tak ma być już zawsze, to należałoby
            pogadać i poważnie się zastanowić nad wspólną przyszłością...

            Opcja druga: może to przejściowe, może facet coś sobie ubzdurał, może
            nieporozumienie. Na pewno trzeba pogadać i zrozumieć potrzeby obu stron.
            Potrzebny jest kompromis.

            My z moim N też mieliśmy kiedyś taka dziwną fazę. Przez 2 lata byliśmy związkiem
            na odległość i potem gdy zamieszkalismy razem przez jakiś czas miotaliśmy się
            między potrzebą bycia razem i strachem przed utratą wolności. Ja byłam zupełnie
            sama w nowym mieście, nie miałam nikogo poza N i oczywiste że nie miałam z kim i
            dokąd wyjść. A on w pierwszych tygodniach właśnie ciągle wychodził na piwo z
            kumplami z pracy, spóźniał się, a potem się jeszcze kłócił że sie czepiam. A ja
            sienie czepiałam, mowiłam tylko żemi przykro i że mógłby sie inaczej zachować. Z
            kolei ja znalzłam pracę, chciałam wkręcić się w towarzystwo więc ciągle gdzieś
            wybywałam z nimi. Wtedy on wydzwaniał, wypytywał, miał pretensje itd. Też
            odbierałam to tak, ze jemu wolno, a jak ja sama gdzieś chodzę to są pretensje.
            Ale z czasem to sobie poukładaliśmy. Odkąd nie boimy się panicznie ani utraty
            wolności, ani tego że połówce będie fajniej w innym towarzystwie, wszystko się
            jakoś poukładało.
          • misscraft Re: Pytanie zasadnicze 18.02.09, 19:23
            To ja nie wiem, albo facet ma jakiś problem ze sobą, albo próbuje Ci
            dać coś do zrozumienia. Ja bym się z nim rozmówiła opowiedziała jak
            to wygląda a jak nie chce się wytłumaczyć, to poprostu niech spada,
            życie jest za krótkie żeby się użerać do końca życia z kimś takim.
    • cari1 Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 17.02.09, 22:41
      Dodam jeszcze, ze tak mnie zaintrygowalo co napisalas o swoim
      facecie ze spytalam sie wczoraj kumpla co o tym mysli, czy to
      normalne, ok itp.- odpowiedzial ze smiechem ale krotko : taka akcja
      nie jest normalna smile)
    • drinkit Re: Miał być ślub i jak zwykle moja wina......... 18.02.09, 13:15
      Niezła jesteś. Coś powieje nie tak i chcesz ślub odwoływać? Matko boska, ludzie
      potrzebują trochę przestrzeni!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka