Tomelanka zarządziła więc spieszę z relacją mą
W skrócie:
Pogoda za oknem była taka sobie, ale średnio się tym przejęłam…
Później się rozpogodziło i wyszło słoneczko.
Rano narzeczony miał do załatwienia kilka kwestii logistycznych,
więc ja spokojnie mogłam oddać się w ręce fryzjerki
Koło 13 przyjechała makijażystka, która w pierwszej kolejności
zajęła się upiększaniem Mam (mojej i N) oraz Świadkowej. Ja w tym
czasie spokojnie mogłam się posilić i odświeżyć.
Międzyczasie dotarł fotograf i kamerzysta, Świadek oraz pani z
bukietami i stroikiem na samochód.
I od tego momentu poszło szybko…
Włożenie sukni, bukiet do ręki. Kilka fotek. Błogosławieństwo,
podziękowanie dla rodziców (było w domu po błogosławieństwie).
Kościół nie za duży, pięknie przystrojony. Cudowny ksiądz. Słowo
Boże czytane przez moją siostrę – „świeczki” w oczach gości i
naszych.
Przysięga – cudowny moment, nie do opisania. I po raz
kolejny „świeczki” w oczach…
Płatki róż z ryżem sypane na wyjście z kościoła przez 8 pięknych
dziewczyn.
Życzenia, które wcale się nie dłużyły

Przywitanie przed salą przez Rodziców, szampan i tłuczenie
kieliszków… Sto lat odśpiewane przez gości… Pierwszy taniec, co
prawda być ćwiczony, ale to i tak duży stres…
Wszystko było idealnie. Niczego bym nie chciała zmieniać. Smaczne
jedzenie, piękna sala. Zespół rewelacyjny. Piękny tort, który
jeszcze lepiej smakował

Oczepiny, rzucanie welonem i dosłownie 2 zabawy, które były
pozytywnym zaskoczeniem, zarówno dla nas jak i gości.
Było cudownie! Nawet pogoda nam dopisała tego dnia…
PS Fotki umieszczę, ale poczekam na te profesjonalne