ada-80
22.07.09, 10:26
Kochane,
pisze tu bo już wariuje. Slub 29 sierpnia a okazuje się, że pojawiły się problemy z zespołem na wesele.
Ale może zacznę od początku. Ktoś ze znajomych znajomych polecił nam liste dobrych zespołów weselnych. Zadzwoniłam do pierwszego na tej liście i okazało się, że miał termin wolny (było to w lutym więc późno). Umówilismy się z Panem, nie chciał nam, co prawda dać żadnego swojego nagrania, ale pokazał na laptopie parę jego występów. Podobało nam się jak wyglądają i jak grają. Na tym spotkaniu zaznaczyliśmy (własciwie to powiedziałam ja, bo mój N. zostawia załatwianie mnie, ale on siedział obok i mnie poparł), że nie chcemy żadnych sprośnych piosenek ani disco polo. Na co Pan (być może wynikało to z tego, że ja to powiedziałam a Pan Z Zespołu chciał wprowadzić rozdźwięk między nami) mówi tak: a jakie piosenki uważają Państwo za disco polo?
Rany, ja przecież całego repertuaru nie znam (dzięki Ci Boże!) ale widzę, że Pan jest z gatunku czepiających się za słowa, no więc wypaliłam: np. Biały miś, majteczki w kropeczki, jestes szalona, żono moja, itp.
Pan na to, że ok. ale on sprawdzi przy jakiej muzyce najlepiej goście się bawią i się dostosuje do gości.
Mnie to stwierdzenie troche zastanowiło bo wyszlo mi, że i tak zagra co chce ale przyjęłam za dobrą monetę, że to on jest profesjonalistą nie ja. Podpisalismy umowę.
2 tygodnie później zaczęło się...
Napisał do mnie maila bym mu podała piosenki, których nie chce. Ja troche zdziwiona, że każe mi się zajmować tym tak wcześnie napisalam 18 piosenek. Tego samego dnia Pan dzwoni do mojego N z krzykiem, że jestem jakaś dziwna (użył innego słowa) i wyrzuciłam ¾ weselnych piosenek. Ja w szoku. 18 piosenek to ¾? Przecież zespoły grają zwykle ok. 400. N do mnie: co zrobiłam Panu? Ale nic, pokornie napisałam mu maila, że to do negocjacji i może mnie przekonywać. Na to Pan dzwoniąc do N: trzeba stworzyć listę 400 piosenek, które chcemy. Tydzień roboty, ale listę mu posłałam. Zero odpowiedzi. Więc każe N do niego zadzwonić (skoro ze mną nie rozmawia...). Zadzwonił i umóliśmy się na spotkanie na najbliższym czasie. Do spotkanie niestety nie doszło. Rozmyło się przez pracę, szkołe N i moje nadgodziny.
Nie zmieniałam zespołu bo facet był na tych nagraniach naprawdę dobry, a poza tym mamy umowę więc żyłam w przekonaniu, że to było tylko nieporozumienie i wszystko jest ok. To na pewo nieporozumienie bo ja jestem miła osobą, zawsze się uśmiecham i wszyscy mnie lubią.
W tym tygodniu N zadzwonił do niego by się umówić na to spotkanie (nie ustaliśmy jeszcze zabaw) i zdaje mi relacje: Pan był bardzo zły jak zorientował się z kim rozmawia, zaczął wyzywać mnie, że nigdy nie miał takiej rozszczeniowej klientki i jak chce orkiestrę filharmoników wiedeńskich, to niech sobie załatwie (wspominalam o walcu wiedeńskim, ale przecież to się zawsze puszcza z płyty!). Umówili się, że Pan zadzwoni w przyszlym tygodniu i umówimy się z całym zespołem.
I teraz nawet nie wiem jakie pytanie mam Wam zadać:
1.Czy to normalne?
2.Czy to ja mam za duże wymagania?
3.Czy macie do polecenia zespół na 29 sierpnia TEGO roku?
Blagam o wsparcie bo zwariuje...