and_nowak Dosyć typowe: choroba, wizje, "objawienie" 02.12.07, 22:53 To wbrew pozorom dosyć typowy przejaw choroby psychicznej. W tym wypadku dotknęła ona psychiatrę. Chyba widziałem tego faceta przed wieloma laty w TV - opowiadał "jako lekarz" o "objawieniach oławskich" i jakichś innych. Reporter sobie zrobił jaja: wypowiedziami psychiatry przeplatał materiał o "objawieniu" w jakiejś wsi. Trwało to długo, wypowiedzi brzmiały fachowo - i na końcu ów lekarz dowalił, że jeden z "nawróconych" jest nawiedzony przez szatana, że "Matka Boska Oławska" mu to powiedziała itp. M.in. dlatego Kościół Katolicki (inne też) podchodzi z dużą rezerwą do wszelkich objawień, jak również opętania. BTW: Co się dziwić osobie, która ma wizje i nie potrafi ich sobie racjonalnie wytłumaczyć - siła nadprzyrodzona staje się naturalnym wyjaśnieniem. Wrogowie - naturalnie opętani przez szatana. Zresztą, weźmy J.Kaczyńskiego i innych naszych lustratorów: każdy, kto nie jest z nami na pewno jest w układzie post-ubeckim. Na usługach WSI. Widzieliście twarz Macierewicza ? On chyba naprawdę wierzy w to co mówi. Być może i jemu rodzina zatruwa herbatę. Na rozkaz rosyjskiego wywiadu rzecz jasna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leon nie demonizowałbym tak wiary IP: *.171.76.162.crowley.pl 03.12.07, 02:35 nawet ze strony ateistów, patrząc na historię świata, religia miała wiele dobrych punktów niezależnie od tego czy Bóg istnieje czy nie, powstanie religi katolickiej oparte było na zasadach które są dzisiaj fundamentalne dla prawa i moralności, były i są też słabe punkty, ale nie umniejszają one zasług kościoła w historii świata Odpowiedz Link Zgłoś
tango9 Historia pewnego kościoła 03.12.07, 07:01 Nie jestem mistykiem, a zatem nie wiem o co tu chodzi. żadnych głosów nie słyszę, których nie mógłbym zidentyfikować. A mimo to należę jak to się mówi do ludzi wierzących. Wizji nie mam. Chyba że w telewizji. W satelicie różne obrazki można zobaczyć... Trochę anatomii człowieka z okresu przed grzechem Ewy. Bo Adam nigdy by sobie na coś takiego nie pozwolił. Mieć taki ogród i go stracić? I to z powodu kobiety? Moja percepcja postrzegania świata jest tak uboga, że nie pozwala mi na uwierzenie np. w stygmaty o. Pio, które podobno tuż po jego śmierci znikły. Według mnie była to zamierzona mistyfikacja a nie mistyka i wcale nie dziwię się Ratzingerowi, że był przeciwnikiem "produkcji" świętych przez Jana Pawła II, którego zresztą bardzo szanował. A historię pewnego kościoła trzeba zawrzeć w lamusie pomyłek historii. I tylko tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
syntx Historia pewnego kościoła 03.12.07, 07:23 Od jakiegoś czasu czytam wypowiedzi na forum. Tym czy innym... Często widzę tu bezsensowne spory, czy bóg istnieje, czy nie. Chcielibysmy sobie na wzajem udowadniać, kto ma rację. Rację mammy wszyscy i wszyscy mylimy się za razem. Ja już od dawna w boga nie wierzę. Zacząłem patrzeć dzięki temu na świat, dostrzegając wszystkie barwy. Zrozumiałem, jak niewielka jest granica między chorobą psychiczną a normalnością. W zasadzie to nawet pojęcie normalności nie powinno funkcjonować, bo wszyscy jestesmy trochę nienoralni, ułomni. Wiara w boga, pozwala sie nam odnaleźć i jest potrzebna do pewnego momentu. Kiedy jednak dla kogoś to zbyt płytkie i zbyt mało, szukać nalezy na własną rękę. W imię wiary ginęło nieporzebnie wielu ludzi. Chrystus który dla mnie jest jednym z największych filozofów, złapał by się za głowę, gdyby zobaczył, do czego wykorzystuje się jego idee. Jak bardzo ludzie wierzący, potrafią być źli, okrutni i ograniczeni. Mnie nie razi fakt, że ktoś wierzy i nikogo nie mam ochoty "nawracać". Istotne jest tylko to, jacy jesteśmy dla siebie na wzajem. Martwi mnie to, że chociaż w polsce umie się już mówić głośno o seksie o psychologii i całej masie delikatnych, lecz istotnych spraw, dzieje się też wiele złego. Przedewszystkim stajemy się sobie coraz bardziej obcy, czujemy się zagubieni. W tym celu, zamiast radzic sobie z pewnymi problemami, ogłaszamy, że są one normane. Np; problem homoseksualizmu. Problem ludzi samotnych. Feministki, single itd. coś tu się w moim ujęciu nie trzyma kupy. Każdy ma prawo być taki a nie inny. Nikt nie jest zły. Ale jakoś od dłuższego czasu mam poczucie, że im bardziej się otwieramy na wpływy zachodu, tym więcej pojawia się problemów z którymi nie umiemy sobie radzić. Pojawia się masa możliwości, którymi jeszcze jesteśmy oszołomieni. Pozatym nastaje stan chaosu... Ludzie są zmuszeni wyjeżdżac do Angli, zostawiają swoje żony i dzieci. Teraz tak już będzie. coraz mniejsze poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji. Więcej psychologów, terapii, leczenia nerwic i bezsenności. Będzie potrzeba trochę czasu, aż to wszystko się unormuje. Aż dorośniemy jako naród do wielu spraw. Aż tacy ludzie, jak "pan psycholog katolik", po prostu odejdą z tego świata. Ale przede wszystkim, kiedy przestaniemy stawiać karierę i życie na wysokich obrotach, ponad to co piękne. Nasze życie jest bardzo krótkie. I raczej rajów później bym się nie spodziewał. Każdy z nas ma w sobie jasną i ciemną stronę. Rodzice potrafią nas niszczyć w imię swojej miłości, później w podobny spoób my niszczymy ukochane osoby. Mnie zaskakuje taka silna biegunowość wśród ludzi; albo wierzę w boga, kocham, zakładam rodzinę, albo neguję wszystko, robię karierę, jestem lesbijką i feministką, bo mam do tego prawo. Myślę że trzeba jakoś to wszystko wypośrodkować. Bo taką samą ułomnością jest obnoszenie się z wiarą, bicie zony, czy wychowywanie dzieci pod kloszem i w iluzji, jak i powiedzenie; to fajnie że jesteś lesbijką, feministką. To fajnie że jesteś sam, po co się w coś angażowac, po co kochać. Chodzi mi o to, że nie powinno się tworzyć iluzorycznych nisz, undergroundu dla ludzi o różnych poglądach, tylko pokazac im jak żyć i co jest ważne. Bo każda femnistka cierpi i brakuje jej faceta, każdy gej chcialby byc w głębi serca "normalny". Tylko że to są choroby tego pokolenia, tego czasu, tej nowej cywilizacji. Powinniśmy się nad tym zastanowić. A nie kłócic o boga. Urządzać parady równości, manifestowac swój ból i zagubienie, robić z tego sposób na życie. Choć czasem jest już za późno. Pomijając względy czysto medyczne, genetyczne... wielu z nas jest ofiarami presji społecznej, nieświadomych rodziców i całego syfu, jaki sobie fundujemy nie wiadomo dla czego. Kościół też się do tego przyczynia. Czemu nikt nie porusza istotnych problemów? Wydaje się, że pewne społeczne problemy można rozwiązać bardziej mądrze, niż udowadniać, że to co nas boli, z czym sobie nie radzimy, to nowa jakość życia, całkowicie słuszna i prawidłowa, kiedy wiele zjawisk i zachowań wcale w naszej naturze nie leży. Przejęliśmy modę na pewne choroby i wynosimy to na piedestał. A to są smutni ludzie i powazne problemy, depresje i brak poczucia sensu. Jak takie związki anonimowych alkocholików... masowa psychoterapia i babranie się w głównie. Zacznijmy być dla siebie ludzmi, a potem pytajmy o boga. Odpowiedz Link Zgłoś
czarny_petrus Re: uzdrowic siebie 04.12.07, 12:10 koniecmilczenia.pl/art/2ambun.html Jesli byl ktos bity, brutalnie karany w dziecinstwie to prawie pewnosc, ze ten model wychowawczy przeniesie na swoje potomstwo i dalej i dalej...Rodzicielstwo, to madre towarzyszenie dziecku w rozwoju a nie spelnienie posiadanie dziecka i za wszelka cene bycie autorytetem i domaganie sie szacunku. Odpowiedz Link Zgłoś