corka_pana_miroslawa_dobrochna
28.01.10, 01:02
Bardzo przepraszam za mojego tatę, pana_miroslawa!
Przepraszam wszystkich mieszkańców miasta.
W szczególności - przepraszam uczestników tutejszego forum.
Tata nie jest żadnym prowokiem.
Tata zawsze był żarliwym katolikiem. Ale jakoś tak pod koniec ubiegłego roku, poczuł się gorzej z samego rana. Skarżył się, że dręczyły go całą noc jakieś sny, ale nie dał się namówić na zwierzenia, co konkretnie nim tak zatrwożyło. Prosiła mama, prosiłam ja, ale on się zamknął w sobie i od tamtego poranka nie odzywa się do nas nawet słowem, a jeśli już musi się z nami porozumiewać, to czyni to przy pomocy karteczek zostawianych nocą na kuchennym stole.
Piszę, że tata zamknął się w sobie. Ale najgorsze, że zamknął się dosłownie! Całymi bowiem godzinami przesiaduje w ubikacji, zamykając się od wewnątrz na haczyk. Wychodzi tylko, kiedy ktoś z domowników usilnie prosi o możliwość skorzystania z klozetu.
Tata więc siedzi na klapie sedesu, na kolanach trzyma laptopa, a kabelek do gniazdka przekłada przez dolną szparę w drzwiach przy podłodze. Bo my nie mamy w domu internetu bezprzewodowego. Normalnie - z kablówki leci. Na spłuczce tata stawia sobie radioodtwarzacz CD z nabożnymi pieśniami i całymi godzinami stuka w klawiaturę, pisze, pisze i pisze.
Nie wiem, co o tym sądzić, ale przez cały dzień opycha się czipsami o smaku bekonowym, które każe sobie dostarczać z osiedlowego sklepiku, bo nam z mamą nie wolno chodzić na zakupy do super-, hipermarketu, a już pod żadnym pozorem - do Galerii Łódzkiej, czy Manufaktury!
Martwię się bo tata wychudł teraz i jest blady jak ściana.
Mama jest za tatą, choć widzę, że jest jej ciężko. Postarzała się tak jakoś w ostatnim czasie. Boję się o mamę.
Ja tatę też kocham, choć mam do niego żal, bowiem skrzywdził mnie, forsując nadanie mi na chrzcie świętym imienia Dobrochna. Wiele przez to wycierpiałam w szkole. Ile razy się spłakałam, gdy mi dokuczali. Naokoło były same tylko Izy, Samanty i Natalki, a ja - jak jakaś wariatka - Dobrochna. To tata tak się uparł i dyskusji z nim nie było. Imię to jest pochodną imienia Dobrosława, złożonego z członów Dobro- ("dobry") i -sława ("sława"), czyli oznacza ono tę, która "cieszy się dobrą sławą". Staropolskie zdrobnienie Dobrosławy to właśnie ta nieszczęsna Dobrochna, czyli - ja! (Dobrochna jest notowana od 1265 roku, sprawdzałam w Księdze Imion, a obecnie bywa nadawana jako imię także samodzielnie). Tylko ja się pytam - komu, bo jeszcze nigdy, przenigdy żadnej drugiej Dobrochny nie spotkałam! Tak sobie właśnie tata z tym moim imieniem umyślił.
Sam ze swego imienia Mirosław tata jest bardzo dumny i wdzięczny swym rodzicom, że właśnie tak go nazwali, a rodzice ci byli bardzo bogobojnymi, choć skromnymi i biednymi w gruncie rzeczy, ludźmi.
Tata przy lada okazji podkreśla z nabożeństwem, że Mirosław znaczy "Ten, co króluje na ziemi". Jest z tego bardzo, ale to bardzo dumny. Kiedyś nieżyjąca już ciocia, siostra taty, napomknęła mi, że tata w dzieciństwie najchętniej bawił się w odprawianie mszy, a potem - kiedy inni chłopcy chcieli być marynarzami albo strażakami - tata ponoć obnosił się z zamiarem zostania księdzem. Nie rozumiałam wówczas tego zanadto, bowiem jeszcze mała byłam.
Przepraszam, że zabrałam, zaraz po mamie, głos na forum w sprawie taty, ale wydaje mi się, powinnam była to uczynić.
Proszę, nie gniewajcie się na mojego tatę, bo to jest dobry człowiek i jest moim ojcem.
Ja się go przecież nie wyrzeknę dlatego, że ostatnio jakiś odmieniony jest ani za to, że na tym forum takie banialuki wypisuje.
Z poważaniem - Dobrochna.