gap year

18.09.06, 22:27
szukam młodych ludzi którzy są chętni na około roczny wyjazd
np. najpierw do Anglii zarobić przez parę miesięcy a pozniej
z zarobionych pieniędzy jechać dalej (i też się chwytać prac dorywczych), w
ten sposób zbierać doświadczenie, podróżować i co najważniejsze poczuć smak
przygody :D
    • bart_step Re: gap year 18.09.06, 23:30
      > podróżować i co najważniejsze poczuć smak
      > przygody :D

      Podróże? Przygoda? O tym wszystkim przeczytasz w książkach!
    • big_news Re: gap year 18.09.06, 23:37
      Spóźniłaś się. Wszyscy młodzi już wyjechali. Zostały tylko stare pierdziele albo
      wszkże młodzi, ale nieudacznicy.
      • rozmowy_kontrolowane Re: gap year 19.09.06, 06:33
        A jeśli jestem młoda i zostałam, to znaczy, że jestem nieudacznikiem?
        Wypraszam sobie!:D
        • big_news Re: gap year 19.09.06, 10:47
          Sorki. Są przecież wyjątki od reguły;)
      • uerbe Re: gap year 19.09.06, 10:34
        big_news napisał:

        > Zostały tylko stare pierdziele albo
        > wszkże młodzi, ale nieudacznicy.

        ...czyli ci, co potrafili sobie znaleźć pracę na miejscu.
        • big_news Re: gap year 19.09.06, 10:46
          Znaleźć lub stworzyć. To drugie nawet jakby wyżej cenione.
          • uerbe Re: gap year 19.09.06, 11:24
            big_news napisał:

            > Znaleźć lub stworzyć. To drugie nawet jakby wyżej cenione.

            True, true. Ale łatwiej wyjechać.
    • milenka861 Re: gap year 19.09.06, 07:19
      Hehe, no widzę, że nie ma chętnych.
      Jeśli ktoś się waha to poczytajcie sobie o zjawisku
      gap- year. Może nie wypali z tego to co myślę, ale
      może przynajmniej by wypalił po prostu wyjazd do Anglii
      w celu zarobkowym a pozniej się pomyśli.
      Czekam na propozycje :)
      • miejskie_narty Re: gap year 19.09.06, 09:42
        milenka861 napisała:


        > Czekam na propozycje :)

        Od przewodnika, który pojedzie z tobą, załatwi ci pracę na zmywaku w GB, a potem bilet round-the-world? Będzie siedział obok ciebie, trzymał cię za rękę i z przejęciem pokazywał palcem: Patrz, tam jest przygoda, a tu jest fajnie!
        Jeśli tak, to mi się trochę nie chce:)
      • aaa202 Ale propozycje czego mamy Ci składać? 19.09.06, 09:44
        Hanna Bakuła opowiadała raz, jak w czasie studiów klepała straszną biedę.
        Sprzedawała obrazki pod Pałacem Kultury, ale nie przyszło jej do głowy, żeby
        iść dokądkolwiek pracować. Powiedziała coś takiego: A co, miałam się
        DEKLASOWAĆ? Zmywanie, kelnerowanie, jakieś dorywcze prace fizyczne?

        No więc, mimo tego, żem młoda i zdolna, lubię przygody (spełniam postawione
        przez Ciebie warunki), nie zamierzam się deklasować. Mogę jechać do Anglii jako
        turystka. Ale do pracy? Z takimi białymi rękami? Nigdy!
        ;-)

        Oczywiście również czekam na propozycje:) A co!
        • brite to ja też 19.09.06, 09:53
          czekam na jakieś propozycje.
          Obojętnie jakie, bylebym mógł przebierać.
      • miejskie_narty acha, propozycje gap yearu, rozumiem 19.09.06, 10:18
        Więc tak, żebyś nie musiała się zbytnio zdeklasować, mogła przeżyć przygodę, a przy zwiedziła kawał świata, nie jakąś tam Anglię, gdzie największą przygodą jest umówienie się z polskim konsulem: zatrudnij się jako nauczycielka angielskiego w Chinach. Co prawda, jest to praca, ale zakładając, że nie znasz angielskiego, wcale niehańbiąca, a przy tym niemęcząca. Musisz się dużo uśmiechać, kiwać głową, często wtrącać OK w wypowiedzi i tyle:)

        Podobno jest to całkiem popularny sposób spędzania gap yearu, serio.
        Ja, niestety, nauczyłem się kiedyś podstaw angielskiego i zostałem z nimi jak przysłowiowy ch.j, nawet do Chin nie mogę teraz wyjechać;)
        • aaa202 Ale Milenki planem 19.09.06, 10:45
          jest właśnie deklasować się.

          Zaś ja bratanie się parobkiem uważam za zbyt śmiały eksperyment, tym bardziej
          parobkiem bycie;-)

          Co do bycia lektorem języka - jest ciekawa możliwość. Robi się w ministerstwie
          kurs lektora polskiego - kilka spotkań, egzamin. (od tego roku kurs jest
          płatny, więc nie potrzeba skierowania z uczelni wyższej) Potem oni mają
          rewelacyjne propozycje wyjazdów: Kazachstan, Mongolia. Pensję płaci nasze
          państwo, więc zawsze wychodzi się na plus.
          • miejskie_narty Re: Ale Milenki planem 19.09.06, 11:16
            Jasne, przecież parobek był nie od bratania.
            Ale na dłuższą metę bratanie się mogłoby być ciekawsze, bardziej urozmaicone intelektualnie. A już identyfikacja parobczana, zwłaszcza z widokiem na uprzedmiotowienie przez Pana, nie wspominając o zbrataniu, może przyprawić o zawrót głowy. Rzeczywiście ten eksperyment jest chyba zbyt śmiały.

            Jeśli chodzi o naukę, to polskiego, jak rozumiem? Podstawy wymagane?:)
            • aaa202 Państwo to strasznie żarte som. Cięgiem ino żrom. 19.09.06, 11:52
              Tak, chodzi o bycie lektorem języka polskiego. Dobrze być absolwentem
              jakiejkolwiek filologii, ale nie trzeba. No i mową polską władać.

              Tam ląduje się w jakiejś polskiej gminie, gdzie otacza Cię nimb wielkości i
              tajemnicy. Do tego zarabiasz jak pan, jak na tamtejsze warunki.

              Zatem poziom zdeklasowania się jest praktycznie żaden. A przygoda daleko lepsza
              od wyspiarskiej.
              • miejskie_narty ale Milenka będzie niepocieszona 19.09.06, 12:12
                Bo przecież trudno jest być jednocześnie absolwentem i cieszyć się rokiem przerwy przed rozpoczęciem studiów. Może mają coś dla nieabsolwentów, choćby bez bonusów w postaci nimbów?

                Poza tym mam dziwne wrażenie, że po roku na mongolskiej prowincji to można wrócić albo z depresją albo z alkoholizmem, a to mi nie idzie w parze z beztroską wydźwięku zachodnio-liberalno-konsumpcyjnego hasła 'gap year', cokolwiek by to nie miało znaczyć.;)
                • aaa202 Ja widzę to inaczej 19.09.06, 12:27
                  Otóż po roku w mongolskiej prowincji wracam bogatsza o wiele doświadczeń,
                  opowieści potomków pasażerów carskich kibitek i innych poparańców. Jeżdżę konno
                  na oklep, umiem oswajać stada tarpanów, postawić jurtę, żuć rzemienie,
                  wypatrywać ptaki drapieżne.

                  Jeśli zaś chodzi o nimb - cóż, taki ma się nimb, z jakim się człowiek rodzi.
                  Obawiam się jednak, że tuż po maturze nimb jest jeszcze w powijakach.
                  Zaś deklasowanie się, z parobkiem bratanie, może nimbowi zaszkodzić. Dlatego
                  odradzam.

                  Natomiast idea "gap year" jest dla mnie całkiem nieuchwytna, albowiem chyba
                  zawsze mam 'gap', cokolwiek by to miało znaczyć;)

                  A teraz się żegnam, pozostając z szacunkiem,
                  Aaa
                  • miejskie_narty Re: Ja widzę to inaczej 19.09.06, 13:14
                    Twoja wizja zakłada kontakt z potomkami zesłańców, i być może przez to nabiera owego roman-(bez aluzji)-tycznego waloru. Alternatywa przeze mnie podsunięta wynikła z rozmowy, którą kiedyś miałem z pewnym etnografem czy etnologiem, który to siedział ileś miesięcy właśnie w Mongolii i badał maleńkie plemię, zajmujące się głównie pędzeniem bimbru, piciem, polowaniem i wymieraniem. I stąd być może jego depresyjne wnioski (co do alkoholizmu nie chciałbym spekulować).
                    W relacji nimb-deklasacja mam trochę inne wrażenia: przecież przykładów na zyskiwanie właściwych nimbów wsród właściwych klas poprzez wchodzenie w kontakt z równie właściwymi, acz niższymi klasami jest sporo, by wspomnieć tylko L. Rydla. Chyba nimb nie jest jedynie właściwością jednostkową poszczególnych idywiduów, lecz w dużej mierze zależy od tendencji, terndów, nastrojów i pi aru epoki, nie wspominając już o próbie czasu, której zostaje często poddany:)
                    Miło się rozmawiało,
                    m.n.
                    • aaa202 Mnie również było miło 19.09.06, 20:10
                      Pozwolę sobie pozostać przy swojej koncepcji nimbu, by go jednak deklasacją nie
                      tarmosić, na próbę nie wystawiać. Ryzykowne to akcje i dla nimbu
                      nieugruntowanego zabójcze.

                      Babcia mówiła: Kiedy przez krzaki leziesz, to rajstopy zdejmuj. Stargane
                      rajstopy to hańba, gołe zdarte kolana - bohaterstwo.
                      To tytułem antypointy kwestii nimbu:)
                • brite Re: ale Milenka będzie niepocieszona 19.09.06, 12:30
                  > Poza tym mam dziwne wrażenie, że po roku na mongolskiej prowincji to można
                  > wrócić albo z depresją albo z alkoholizmem

                  Albo ze swoją ulubioną owcą/jakiem/klaczą.

                  Ach, te stepy, picie mleka przed jurtą przy słońcu zachodzącym nad bezkresnymi
                  równinami...
                  • miejskie_narty Re: ale Milenka będzie niepocieszona 19.09.06, 13:15

                    > Albo ze swoją ulubioną owcą/jakiem/klaczą.

                    Hmm, myślisz, że Mongołki nie wchodzą w grę?
                    • milenka861 Re: ale Milenka będzie niepocieszona 19.09.06, 20:23
                      Hmm widzę, że rozmowa wasza sobie a ja sobie:)
                      Nie jestem nie pocieszona, wlasnie zdałam sobie sprawe
                      że to przecież forum Łódź, a moi odbiorcy to przede wszystkim
                      studenci, ludzie młodzi, znający język.

                      I jest taka sprawa, że większość ludzi podziwia niektórych innych ludzi
                      i chciałoby tak jak oni, robić jakieś ciekawe rzeczy- żyć- a nie tylko praca-dom
                      praca czy szkoła-dom- szkoła, ale do tego trzeba odwagi.
                      A idea gap year jest mało popularna w Polsce, wiec rozumiem reakcje, znam tez
                      podejscie Polaków do życia, więc dalej to wszystko rozumiem :)
                      Żyjcie sobie spokojnie dalej, narzekając, jedząc, pracując.
                      • aaa202 Ależ Mileno złota! Masz tu samych kibiców! 19.09.06, 20:37
                        Jedź, baw się, pracuj, przeżywaj przygody. Naprawdę. Po prostu zrób to,
                        zamiast "czekać na propozycje".
                        Jemy i pracujemy z dziką rozkoszą. Przynajmniej ja.
                        Mam permanentny gap year. Recepta jest prosta - pracować w zawodzie, który
                        kochasz, zawsze robić to, na co masz ochotę, zarobić przy okazji. Jeździć,
                        czytać, gapić się na świat, z Kitajcem po "chińsku" pogadać, drinki na
                        Spitsbergenie spijać. Nie przez rok, ale życie całe. Na ch.j ci wtedy jakiś
                        gap?? Jakaś "idea gap year"? Idea? Nie ma już prawdziwych idei? Taki
                        komunizm... z tych najbardziej utopijnych... to była IDEA, a gap year? Bez
                        przesady, ideą to to nie może być, nie kwalifikuje się:)
                        Pozdrawiam, trzymam kciuki!
                        Aaa
                        • milenka861 Re: Ależ Mileno złota! Masz tu samych kibiców! 19.09.06, 22:05
                          Oczywiście ze najlepiej żyć pełnią życia cały czas:)
                          Ale ja akurat stosuję tę nazwę bo jestem w takim wieku
                          (studenckim) i tak sie na to mówi no :P
                          A pojechać pojadę, ale generalnie myślę ze taka inicjatywa
                          to samo dobro, żadne zło i ludzie powinni częsciej tak
                          podchodzić do życia. Wiec ogolnie nie wiem dlaczego to sie
                          spotykam ze ścianą.
                          • miejskie_narty Re: Ależ Mileno złota! Masz tu samych kibiców! 19.09.06, 22:37
                            milenka861 napisała:


                            > podchodzić do życia. Wiec ogolnie nie wiem dlaczego to sie
                            > spotykam ze ścianą.

                            Tyle różnych propozycji: Mongolia, Kazachstan, Chiny, od biedy ta nieszczęsna Anglia, a Ty tu o ścianie mówisz. Nie dość, że egzotyka w całej rozciągłości, to jeszcze tak podana, by nimbu swego na szwank parobka nie wystawiać. Swoją drogą, myślałaś o Argentynie? Można tam całkiem ciekawe posadki dostać, jak się jakichś Rodaków zna. Co prawda statki ostatnio mocno drogie są, ale od biedy samolotem można czmychnąć.
                        • miejskie_narty Re: Ależ Mileno złota! Masz tu samych kibiców! 19.09.06, 23:37
                          Koniec historii został już obwieszczony, potem niestety okazało się, że przedwcześnie, więc być może z ideami nie jest tak źle. Jeśli przypomnieć śp. Lema, twierdzącego, że ludzkość pędzi na złamanie karku i nawet o tym nie wie, to może gap year rzeczywiście mógłby stać się poważną ideą - intuicyjną odpowiedzią młodych na korporacyjny pęd starych. (U nas, z racji poziomu tak cywilizacyjnego, jak i, co za tym idzie, zamożności wciąż bardziej popularny jest alkoholowy niż turystyczny gap year). Lecz rzeczywiście już teraz sporo takich np. Izraelczyków czy Japończyków latami przesiaduje w dziurzastych hotelikach Indii czy Wietnamu, bo nie za bardzo chce im się wracać do domu, gdzie albo trzeba iść do wojska albo do roboty:)
                          Gap year mógłby być idea poważną, lecz cichą - niemalże hospicyjną, gdzie bardziej liczy się gap, czyli przepaść, i gdzie year rozciąga się ad infinitum. Więc może to być idea wycofania się, wyobcowania, zanurzenia w niezrozumiałej, kolorowej egzotyce przypominającej kwasowy trip, idea biernego buntu, powolnego, miłego w bezpośrednim obcowaniu rozkładu.
                          Oczywiście dla znakomitej większości będzie to po prostu zastrzyk obłudy opakowany w przewodnik Lonely Planet. Wrócą do domu z ludzkiego safari szczęśliwi, że poznali trochę orientalną, mistyczną kulturę, z poczuciem nasycenia duchowego usprawiedliwiającego późniejszy przyklęk w blokach startowych.

                          Więc mylisz się mówiąc, że masz permanentny gap year, bo w istocie gap year, jako idea, mocno traci na atrakcyjności;)
                          Ale oczywiście Milenie życzę jak najlepszego, bezideowego, niedeklasującego, pełnego orientalnych przypraw, latynoskich przygód i niemalarycznych komarów wyjazdu. Mileno, nie wierz w to, co napisałem, Aaa202 ma chyba więcej racji:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja